Dodaj do ulubionych

moja mama....

27.03.07, 15:35
musze sie komus wyzalic. moja mama jest hipochondryczka. odkad pamietam,
zawsze byla na cos chora. bedac dzieckiem myslalam, ze moja mama rzeczywiscie
jest ciezko chora, balam sie o nia, o to, ze umrze i zostawi nas samych.
czesto bylo jej slabo, zle sie czula. raz zemdlala i czesto nam o tym
przypominala. gdy bylam starsza i niegrzeczna to slyszalam, ze moim
zachowaniem doprowadze ja do grobu, bo ona przeciez taka chora. z czasem
dotarlo do mnie, ze moja mama jest zdrowa tylko udaje. widzialam duzo chorych
osob, ktore nie skarzyly sie na swoj los, dlatego tez przestalam wierzyc w
choroby mojej mamy. siostry mojej mamy sa po jej stronie. czesto slysze z ich
ust, ze mama to mama tamto. ze zawsze powinien ktos przy niej byc bo moze
przeciez stracic przytomnosc albo cos. nie moge tego juz sluchac. zawsze
slysze o roznych chorobach, nigdy jeszcze zadna z nich nie zostala nazwana po
imieniu. zawsze "cos" jej dolegalo. dodam, ze mama przezyla swojego szwagra,
trzy szwagierki i mojego ojca. jest mi smutno. czasem mam zal do siebie, ze
mam do niej takie podejscie. moze rzeczywiscie jest chora a ja tego nie
widze? boje sie, ze kiedys rzeczywiscie zachoruje a moje rodzenstwo i ja
zinterpretujemy to jako kolejna wymyslona chorobe. mama wyglada na osobe
zdrowa. gdy znajduje sie w towarzystwie, to robi miny i wyglada jakby zaraz
miala umrzec. wszystkim sie wydaje, ze mama jest ciezko chora, a tak nie
jest. nie wiem czy w ten sposob chce zwrocic na siebie uwage? glupio mi mowic
ludziom o tym, co tak naprawde mojej mamie dolega...kilka razy chcialam juz
jej nagadac, zeby przestala sie nad soba uzalac, ze powinna sie cieszyc bo
wielu ludzi w jej wieku ma duzo wieksze problemy zdrowotne niz ona. ale nie
umiem bo to moja matka. myslalam tez, zeby pojsc do jej lekarza i porozmawiac
z nim i dowiedziec sie co jej tak naprawde dolega. nie zrobilam tego jednak
bo nie mam prawa, to naruszyloby jej prywatnosc.
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: moja mama.... 27.03.07, 15:42
      Rozumiem, bo moja ma tak samo.
      Juz jej nie wspolczuje i sie nie uzalam, tylko mnie to w..wia
      maksymalnie.Powiedzialam jej, zeby nie poruszala przy mnie tematu chorób, bo
      nie tym wykancza.I sama chocbym nie wiem jak zle sie czula- nie mowie, bo to
      uruchamia cala lawine.
      Mam namiar na jakiegos bioenergoterapeute, moze z nim pogadam i zasponsoruje
      jej kilka seansow, pewnie szybko jej sie polepszy- wiara czyni cudasmile.I bedzie
      szczesliwa, ze ktos sie o nia zatroszczyl i wział na serio jej biadolenie.
      Hipochondria to nerwica, cholernie uprzykszajace zycie calej rodzinie,
      schorzenie.
      • beniusia79 Re: moja mama.... 27.03.07, 16:03
        moja mam nigdy nie uwierzy w to, ze jej choroba ma podloze psychiczne. na zaden
        wiec seans nie da rady jej namowic smilenajbardziej zdenerwowaly mnie ostatnio
        dwie rzeczy. mamy malutka ocrcie, mieszkamy daleko od mamy i przyjezdzamy na
        odwiedziny tylko od swieta. powiedzialam kiedys mamie zeby powozila troche
        swoja wnuczke (jedyna) ona na to, ze chetnie ale przeciez ona taka chora,
        jeszcze by zamdlala albo co, ze nie ma sily wozka pchac... druga sprawa-moj
        tesc ma za kilka dni siedemdziesiatke, moja mama zostala zaproszona na impreze.
        dzis przez telefon mi powiedziala, ze ona niestety musi odmowic bo zle sie
        czuje i pewnie noga ja bedzie tez bolala. wkurzylam sie bo to juz nie pierwszy
        raz i juz mi glupio poraz kolejny tlumaczyc sie przed tesciami.
    • morgen_stern Re: moja mama.... 27.03.07, 15:48
      Mam podobny problem z moja mamą, z ta różnicą, że moja siostra również ma tego
      dosyć.
      Powiedziałam jej przede wszystkim, żeby nie przesadzała, bo kiedy naprawdę
      zachoruje to spotka się z kompletną obojętnością (przecież stale jęczy), a poza
      tym kompletnie ten jej jęczenia i narzekania ignoruję. Pomaga, jęczy jakby
      mniej.
      Zauważyłam też, ze robią to osoby samotne, bez żadnych zainteresowań, hobby,
      szukające przede wszystkim uwagi i zrozumienia u innych. Niech się zajmie czymś
      pożytecznym, to od razu jej jęczenie przejdzie.
      Porozmawiaj z rodzeństwem, bo was zamęczy.
      Ignorować!!
      • lola211 Re: moja mama.... 27.03.07, 15:58
        > Zauważyłam też, ze robią to osoby samotne, bez żadnych zainteresowań, hobby,
        > szukające przede wszystkim uwagi i zrozumienia u innych. Niech się zajmie
        czymś
        > pożytecznym, to od razu jej jęczenie przejdzie.

        No tak - tylko wiesz, jak to bedzie: źle widzi, bola ja nogi, glowa, ma
        zawroty, itd itp- jednym slowem taka hipochondryczka nie nadaje sie wedlug niej
        samej do niczego- stam zdrowia nie pozwala jej na aktywnosc i hobby.
        • beniusia79 Re: moja mama.... 27.03.07, 16:04
          dokladnie. rzeczywiscie, moja mama nie ma hobby, nie ma znajomych. jest wdowa,
          siedzi sama w domu i nigdzie nie chce wychodzic...
          • morgen_stern Re: moja mama.... 27.03.07, 16:08
            Ja mimo wszystko zastosowałabym terapię szokową. Usiąść i spokojnie wyjaśnić,
            bez krzyków i łez. Że to bez sensu, bo jeśli będzie zachowywała się normalnie,
            to zyska o wiele więcej, a swoim zachowaniem tyle traci.. Można walnąć, że ją
            rozumiemy, że czuje się samotna, że jej smutno samej itd - powinna się rozkleić
            i może - pewnie nie od razu - ale się otworzy? Twardo zapowiedzieć, że
            zamierzamy ignorować jej jęki i narzekania.
            Innego wyjścia nie widzę po prostu.
    • ewa9875 Re: moja mama.... 27.03.07, 16:05
      Moja ma tak samo tylko, że jeszcze uwielbia leczyć wszystkich naokoło. Efekt
      jest taki, że siostra jest taką samą hipochondryczką jak mama. Najgorsze, że
      kiedy ja nie widzę leczy moje dziecko jakimiś ziołowo-domowymi sposobami, o
      czym dowiaduję się np.pół roku później. Zamęcza mnie telefonami dotyczącymi
      zdrowia, twierdzi, że swoją ignorancją doprowadzam do choroby córki (ma astmę).
      Sama prawie przestała się skarżyć na swoje zdrowie od kiedy zajęła się
      leczeniem innych. Nie wiem co gorsze. Z małej ranki robi wielki problem, główną
      książką leżącą zawsze na wierzchu w jej domu jest "Domowa apteka" czy coś w tym
      stylu. Jestem tym bardzo zmęczona, ucinam wszystkie rozmowy na temat zdrowia
      ale zawsze prędzej czy później je rozpoczyna. To przykra przypadłość.
      • beniusia79 Re: moja mama.... 27.03.07, 16:31
        tylko gdzie ona ma znalezc tego pana coby ja obskakiwal, jesli nie wychodzi
        miedzy ludzi? mama uzala sie nad soba odkad pamietam, myle, ze za pozno na to,
        zeby ja "nawrocic". moj brat jest bezposredni, powiedzial jej kiedys, ze nie
        chce tego biadolenia i marudzenia sluchac i skonczylo sie na placzu...
    • morgen_stern Re: moja mama.... 27.03.07, 16:19
      Najlepszy pomysł na Twoja mamę to jakiś dziarski pan w jej wieku, który zacznie
      ją obskakiwac i komplementować wink Założę się o co chcesz, że wszystkie jej
      choroby i ataki miną jak ręka odjął wink)
    • moninia2000 Re: moja mama.... 27.03.07, 17:02
      Witaj!
      To rzeczywiscie problem. Po pierwsze nie tlumaczylabym mamy przed tesciowa (do
      e-mamy, ktora to napisala), niech sie mam sama tlumaczy, po co masz
      posredniczyc. Udaj zdziwiona jak mamy nie bedzie i juz. TAkie gierki nie maja
      sensu, jak mam nie chce isc niech sama o tym zawiadomi.
      Poza tym w takiej sytuacji trudno radzic, ja chyba bym z mama sprobowala
      pogadac szczerze.
      Powiedziec jak mi to przeszkadza, ze kieys, gdy cos sie stanie , nikt nie
      uwierzy, ze ....wzystko co czujesz.
      Namowilabym na wspolna wizyte u lekarza, aby sie przekonac rzeczywiscie co i
      jak. porobic mamie proby, badania, towarzyszyc jej troche w tym wszystkim, aby
      przekonala sie, ze nic nie ma.
      Albo...inne wyjscie napisz list. Od serca, nie obwiniajacy, ale szczery i
      prawdziwy. Przeczyta, jak chce to odpowie.Ale przynajmniej nie przerwie Ci w
      polowie i przekona sie, co czujesz.
      Moni
      • bozenka12 Re: moja mama.... 27.03.07, 17:11
        wiecie hipochondria to choroba. To nie jest tak, ze one udaja. Hipochondryk
        naprawde wierzy, ze jest chory, naprawde odzcuwa bol. Sila umyslu jest wielka.
        wezcie np. ciaze urojone. Kobieta brzuchy rosna, produkuja mleko. Tak samo z
        chorymi z urojenia. Nie mozna na nich nakrzyczec i bedzie ok. przydalaby sie
        wizyta u specjalisty.
        • nenia1 Re: moja mama.... 27.03.07, 17:30
          Dokładnie tak. Niestety ciągle pokutuje przeświadczenie, że osoba
          chorująca na nerwicę ma magiczny wpływ na stan własnego zdrowia psychicznego,
          za pomocą "mocnego postanowienia poprawy", pstryk palcem i voila! najlepiej od razu po rozmowie z mocno zniecierpliwioną rodzinę, która wie, że "mama tak tylko udaje, faktycznie nic jej nie jest". Do niedawna depresję też leczono radami „weź się w garść”,albo „weź się do pracy, zaraz ci przejdzie”.
          Nerwica to choroba, potrzebuje leczenia, niestety wiele osób wstydzi się pójść
          do psychiatry, albo nawet nie mają świadomości, że ich zaburzenia są na tle psychicznym.
          I to nie zła wola, czy kaprys albo nuda, tylko często poważne zaburzenia, które doprowadzają do izolacji chorego i kompletnego braku satysfakcji z życia. Rozumiem, że to może być trudne dla rodziny, ale wątpię, by wasze mamy celowo robiły innym na złość. Przede wszystkim one same na tym tracą najwięcej.
    • niusianiusia Re: moja mama.... 27.03.07, 18:26
      " chłopa niech sobie znajdzie".... tak jak zrobiła moja mama, też wdowa.
      Wszystkie choroby od razu jej minęły. Natomiast teściowa... coraz to na co
      innego jest chora.. młodsza jest od mojej mamy o 7 lat. Teść ciągle za
      granicą... niestety, jak to mówi moja mama, brak faceta robi swoje... Też
      uważam, że ucieczka w choroby to sposób zwracania na siebie uwagi.
      • morgen_stern Re: moja mama.... 27.03.07, 21:31
        No, ale rozróżnijmy hipochondryka od jęczącej baby, a taką jest niestety moja
        mama. Najlepsze jest to, że ona wcale nie biega po lekarzach, nie nadużywa
        leków, autentycznie o siebie nie dba, więc nie mam do czynienia z
        hipochondryczką, tylko z kobietą, która zamęcza wszyskich dookoła swoim
        jęczeniem i stękaniem.
        Wydaje mi się, że przypadek autorki wątku jest podobny.
        • pesteczka5 Re: moja mama.... 27.03.07, 22:19
          Straszne to jest. Po prostu brak miłości. Kobiety latami odmawiają sobie prawa
          do istnienia dla siebie, do spełniania się, realizowania, brania. Wszystkie
          potrzeby załatwiają przez troszczenie się o innych, w dodatku często tak, jak
          one same to widzą, bez prawdziwego otwarcia się na nich. Myślą, że zarówno
          dzieci, jak i mężowie potrzebują jedzenia i krochmalonych kołder oraz
          wypucowanych podłóg. Z czasem wystawiają za to rachunek. Zamiast przyznać, że
          potrzebują uwagi, zainteresowania, towarzystwa, wolą jęczeć i wymuszać to
          zainteresowanie nie wprost i nie fair. W dodatku, wolą takie niepartnerskie
          relacje - zamiast nawiązać zdrowy kontakt z dziećmi, na przykład, wolą je
          zobowiązywać do troski na zasadzie obowiązku właśnie (że to niby umierająca
          jestem i bójcie się Boga, jak się nade mną nie pochylicie).
          Moja teściowa też tak ma. Jak już skończą się jej najnowsze tematy o znajomych
          (jej, nie wspólnych), zaczyna o tym, że taka słaba, że musi zrobic komplet
          wyników, że była chora na grypę i musiała brać 20 zastrzyków (ma jedną lekarkę,
          która jej te zastrzyki zleca - to jest dopiero choroba! pielęgniarka przychodzi
          i w ogóle odpowiednio dużo zamieszania). Najlepiej pomagają jej mazidła z
          telesklepu za 200 złotych. Dzwoni do mojego męża, że sobie guzek wybadała, na
          kiedy ma termin, i opowiada różne historie, kto na co podobnego umarł. Ale
          kiedy miała bóle w okolicy serca i dyselektrolitemię, musiałam własnoręcznie
          zapakować ją do szpitala, bo ona poprzestawała na telefonicznym użalaniu się.
          Brak miłości, ot co - w dodatku to taki dom, gdzie tego słowa wymawiać nie było
          wolno. Zamiast "przyjedźcie, stęskniłam się za wami" jest: słaba jestem, coś mi
          źle koło wątroby, nudzi mi się. Zamiast "oni się bardzo kochają" jest: oni za
          sobą są. Żal męża po stracie żony tak skomentowała: był do niej
          p.r.z.y.z.w.y.c.z.a.j.o.n.y.
          Szlag mnie trafia. Latami żyją w zakłamywaniu i tłumieniu potrzeb, część
          wypierają, część odrzucają, że są be - no a na cukier zawsze można ponarzekać,
          że nie 70, tylko 90 i "jej nie wolno słodzonego". I że OB miała kiedyś 4, a
          teraz ma 5 - pewnie rak jej gdzieś rośnie...
          Ucinam te rozmowy. Informuję ją, jakie badania sa konieczne (cytologia??? a po
          co? Mammografia? eee...) i dzwonię sama, zapytać, co słychać, poopowiadać o
          dzieciach. Niestety, mój mąż sam z siebie nie dzwoni do niej, więc ona nęka go
          marudzeniem na temat zdrowia - to są konsekwencje wychowania. On ma poczucie
          obowiązku, ale odruchu serca - nie. Bo tez i ona trudno otwiera się na poziome
          relacje - całe życie wolała kontrolę, szantażowanie i zobowiązywanie, a tematy
          zdrowotne dobrze się do tego na koniec nadają.
    • mera73 Re: moja mama.... 27.03.07, 22:14
      Mam niestety dokładnie to samo. Raczej nękanie wszystkich, spowodowane
      samotnością, depresją itp. niż autentyczna hipochondria. Moja matka nie lata po
      lekarzach... ale SAMA wie dokładnie, co jej jest. Tak było zawsze. Była chora na
      serce, na ciśnienie, na żołądek, krążenie... Co jakiś czas przypomina jej się
      nowotwór i Alzheimer. Nie pójdzie się zbadać, bo "jeszcze się dowie
      najgorszego". Były rozmowy, tysiące rozmów. O klimakterium, depresji i nerwicy.
      Podczas każdej moja matka zaczynała rozpaczać, że mówię jej to, bo nie mam nad
      nią litości... Nie ma hobby, znajomych, koleżanek, faceta, bo nie chce. Co
      gorsza, podobnie (tylko odrobinę lepiej) było przez całe moje życie. I
      autentycznie mam jej dosyć.
      • milko2411 Re: moja mama.... 28.03.07, 08:24
        Wypisz wymaluj moja matka,dodać jeszcze do mojej należy zatruwanie życia
        opłatami,bo oprócz wiecznych chorób,tylko ONA ma opłaty.Siedzi z długopisem
        wiecznie i liczy a o niczym innym nie pogadasz z nią.Nie ma
        znajomych,przyjaciół,bo kazdy się odizolował,mój brat ma w d***e,ja
        pierdykam,kocham ja ogromnie już mnie to wk****a.
        • beniusia79 Re: moja mama.... 28.03.07, 08:42
          smutne to, ale dobrze wiedziec, ze nie ona jedna tak ma. po przeczytaniu
          waszych postow stwierdzilam, ze znam juz przyczyne takiego zachowania ze strony
          mojej mamy. to rzeczywiscie chec zwrocenia uwagi na siebie. chyba juz sie nic
          nie da zrobic bo za dlugo to trwa, poza tym to jej hobby... za tydzien jedziemy
          do mamy na swieta, zostajemy kolo 10 dni. nie wiem czy wytrzymam sad ostatnio
          oprocz roznych chorob doszla troska o moja corke, czesto slysze "nie zrobciej
          jej krzywdy przy kapieli", "uwazaj zeby nie upadla", "wkladaj ja do kojca, w
          kojcu sobie krzywdy nie zrobi i reumatyzmu nie nabawi bo podlogi takie
          zimne", "trzymaj ja mocno bo ci wypadnie" itp. itd. wiec swieta beda wesole...
          • iwles Re: moja mama.... 28.03.07, 08:55
            Beniusia, a ile czasu minęło od smierci twojego taty ?
            Czy mama zawsze taka była, czy dopiero po smierci męża ?
            • beniusia79 Re: moja mama.... 28.03.07, 10:11
              mama zawsze taka byla. chyba nawet gorsza. ojciec umarl 4 lata temu. byl jej
              calym zyciem. bardzo jej go brakuje. mieszka sama, nigdzie nie chce wychodzic.
              czasem jedzie do mojej siostry lub do swoich siostr no i do lekarza od czasu do
              czasu...
    • ebenark Re: moja teściowa.... 28.03.07, 14:35
      Moja teściowa też tak ma, ciągle lata po lekarzach, w kuchni ma całą apteke,
      ciąle narzeka na wszystko, tu boli, tam boli itd. Ogranicza się tylko do
      ugotowania i jeżdzenia po mieście i plotkowania w kościele może być 3 razy
      dzinnie, nie ominie żadnego pogrzebu, a wszystko musi robić teść.
      A prawda jest taka,ze jest zdrowsza od mojej. Moja miała złamany kręgosłup,
      noge w 3 miejscach, często dostaje krwotoktu, a bóle w klatce piersiowej i
      nawet nie ruszy się do lekarza-strasznie się martwimy o Nią. Dodam, że barzdo
      ciężko pracuje fizycznie (mieszkamy na wsi) a moj Ojciec w przeciwieńswie do
      Teścia nie robi nic-ciągle narzeka, ze nic mu nie wolno robić bo chory-oj
      nadawałby się do teściowej.
      Tylko szkoda, ze synowie teściowej jeszcze tego nie zauważyli, bo jak ktoś
      wspomni o jakiejs chorobie to ona zaraz o sobie, że Ona też to miała czy tamto
      miała itd. szkoda słów. Nie powinnam, źle o Niej pisać, bo jest dla Nas dobra,
      ale to zachowanie mnie denerwuje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka