Zapisałam dziecko do najbliższego przedszkola od września - skończy wtedy 4
lata. Cieszyłam się, że pójdzie do rówieśników, będzie miał się z kim bawić,
nauczy się więcej piosenek, wierszyków, usamodzielni się itd. a ja odetchnę
(często chodzi za mną że się nudzi, tego nie, tamtego nie - a ja chciałabym,
żebyśmy oboje trochę od siebie odsapnęli) i poświęcę trochę czasu młodszemu (1
rok). Ale jak poszłam na dzień otwarty to jakoś się zniechęciłam: w grupie 25
dzieci i jedna opiekunka, która nie jest w stanie mieć wszystkich na oku - w
sali biły się dzieci, na placu też, rzucały piachem, kamieniami, przeklinały -
sajgon na maxa. Po 10minutach to tak mnie głowa bolała, że miałam ochotę
uciekać. Na plac wyszły w największy skwar, aż ręce piekły od słońca, o picie
prosiły się godzinę i dostały 3cm na dnie szklanki a np. mój syn pije w ciągu
dnia 2-3 razy po 400ml. Jak sie dziecko przewróciło i leciała mu krew a rana
(niewielka) była cała w piachu to dzieci nie można na placu zostawić, więc
wody utlenionej niet. Ogólnie krzyk i harmider - opiekunka krzyczała, żeby
utrzymać dyscyplinę ale od samego jej krzyku mnie głowa bolała. No i mówila,
że od jesieni do wiosny to choróbsko za choróbskiem i czasem więcej dziecko
siedzi w domu niż w przedszkolu.
I tak się zastanawiam czy posyłać tego mojego do przedszkola czy zaczekać
jeszcze rok. Siedzę w domu, więc nie jest to konieczność. I chyba teraz widzę
więcej przeciw niż za

Będzie mi choróbska do domu zwlekał i młodszego
zarażał, nauczy sie kląć, bić, będą mu jakieś dzieciaki dokuczać (sam też nie
jest święty, ale nigdy nikogo nie bił, nie wyzywał). Boję się, że poczuje się
odepchnięty i będzie mu tam smutno czasem. No i kasa - przedszkole z jedzeniem
i zajęciami 200zł a potem leki na choróbska...Siedzę na wychowawczym, więc nam
się nie przelewa. Jakoś inaczej sobie wyobrażałam przedszkole - grupy max 15
dzieci, większe zorganizowanie, opiekę (na dużym placu zabaw były razem
wszystkie grupy wiekowe - 3,4,5 i 6 latki -i o wypadek nietrudno - nawet
wcześniej był jeden). Sama nie wiem. Nie mam innnego przedszkola w pobliżu. A
to mnie jakoś nie przekonuje. Ale synkowi oczywiście bardzo się podobało przez
te 2 godziny i ciągle pyta kiedy pójdzie tam znowu.
I tak biję się z myślami i kurcze nie wiem...no cholera nie wiem....
Może poczekać rok czy dwa i posłać go dopiero do zerówki? Chciałabym, żeby
miał więcej kontaktu z dziećmi, ale nie z takim spędem. Żeby się więcej
nauczył, ale w sumie sama też go uczę liczyć, literek, wierszyków, piosenek -
na pewno mniej....
Co robić?
Pozdrawiam.