ivy-ivy
10.07.07, 23:48
Piszę, bo do dzisiaj jestem w szoku i muszę się z kimś podzielić. Chyba
jestem szczęściara, bo do wczoraj nie wiedziałam, ze istnieją tacy ludzie...
Wczoraj po pracy odebrałam swojego półtorarocznego synka od niani i zrobiłam
zakupy. Takie standartowe niezbyt wielkie, bo wszystko oczywiście na
piechotę. Dobrze, że wózek można trochę załadować.
Kiedy dojechaliśmy do domu, weszłam do klatki, Bombel wyszedł i zaczął sobie
pukać w balustrady, a ja zaczęłam zastanawiać się, jak ja to wszystko za
jednym zamachem wezmę. W sumie tylko na 1 piętro, więc ostatecznie zrobiłabym
to na dwa razy, ale dodam, że jestem w zaawansowanej ciąży (6 miesiąc) i
nawet bez jakiegokolwiek dodatkowego obciążenia jest mi ciężko, a tu do
wzięcia laptop, Bombel za rączkę po schodach i ze cztery niewielkie siatki.
Za chwilę jednak wszedł sąsiad z którym zresztą się znamy, kumplują się
trochę z moim mężem, mozna powiedzieć - znajomy. Myślę sobie: "o, super,
spadł mi jak z nieba!" i poprosiłam, żeby zaniósł mi na to moje pierwsze
piętro 2 siatki. Zanim jeszcze zobaczył co ma nieść, juz chwycił się za plecy
i zaczął kiwać głową mówiąc, że ma problemy z kręgosłupem. Ponieważ byłam
zdesperowana, nie zrezygnowałam i w końcu wziął je ode mnie, ale chwile to
trwało. W jednej było może z osiem ziemniaków plus cztery ogórki. W drugiej
mleko w proszku, danonki i ser biały.
Dodam, że facet ma troszeczkę powyżej trzydziestki i ma półroczne dziecko,
które waży na pewno więcej niż te dwie siatki razem wzięte.... Wczoraj się z
gościa smialam w domu, a dziś sobie pomyslałam, że to może ja mam cos nie tak
w głowie?... może faktycznie jest takie schorzenie kręgosłupa, przy którym
nie mozna nic brać do ręki?...Zdarzyło się wam kiedys coś takiego? bo jak dla
mnie ten gościu to burak i chyba maminsynek... ale może ja sie nie znam....
pozdrawiam