Początki były straszne:nietolerancja laktozy-ciągłe poraniona pupcia wyrzarta
aż do krwi,operacja serduszka,przepuklina, ciągły płacz,ciągły strach,ciągle
niepewność, mały był marudny,płaczliwy a później rozpieszczony z racji
noszenia na rękach .Pamiętam dnie gdy nie spał ani w nocy ani w dzień a ja
razem z nim, niegojące się rany... o rany jakie to było straszne.Trudno to
wszystko opisać w słowach w skrócie.Byłam wyczerpana psychicznie i coraz
gorzej było z finansami (mały musiał mieć odpowiednie
kosmetyki,pieluchy,mleko)wróciłam do pracy.Teraz mój synuś wyrósł jest
uśmiechniętym,żywym dzieckiem a mi pozostał ten strach.Trudno go nazwać to
tak jakbym się bała zostawać z nim sam na sam. Kocham go bardzo-najbardziej
na świecie, bawię się z nim, opiekuję,po części rozpieszczam on uwielbia być
ze mną ja z nim ale ciągle czuję ten lęk.Chyba muszę iść po poradę do
jakiegoś specjalisty