Dodaj do ulubionych

"i że nie opuszczę Cię aż do śmierci"

02.08.07, 19:34
zainspirował mnie wątek o komunii.

ile z Was tak naprawdę zastanawia się nad słowami przysięgi biorąc ślub? Czy
nie jest to oklepana regułka, którą po prostu wypowiadacie? Czy nie są to
"tylko słowa"? No bo jak świadomy człowiek, który chce przeżyć swoje życie
szczęsliwie może PRZYSIEGAC komuś przed Bogiem, że go nie opuści ąż do
śmierci?? No i ilu z tych prawdziwych katolików w sytuacji dajmy na to zdrady,
nękania czy innych tego typu urozmaiceń pożycia, będzie trwać w związku? No bo
przecież "na dobre i na złe"
Obserwuj wątek
    • cora73 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 19:42
      Witam! No moja opinie chyba znaszsmile NIC nie jest WIECZNE , ale do tego dochodzi
      sie przez roznego rodzaju doswiadczenia. Majac po 20... lat i bedac zakochanym
      ludzie chyba faktycznie wierza w to "az do smierci"...pozdrawiam
    • anetina u nas była to świadoma decyzja 02.08.07, 19:54
      nie jesteśmy młodymi ludźmi
      przeszliśmy wiele
      przysięga w kościele przed Bogiem, księdzem, synem i wszystkimi bliskimi jest
      dla nas ważna
      i wiemy, że przetrwamy do końca
      może nie zawsze bez kłótni, ale w miłości
      • twojasasiadka Re: u nas była to świadoma decyzja 02.08.07, 19:58
        i wiemy, że przetrwamy do końca
        może nie zawsze bez kłótni, ale w miłości
        __________
        anetina...
        chcielibyście wytrwać do koća
        a czy wytrwacie to czas pokaże
        • anetina ok, może i tak, ale my nie jesteśmy ludźmi, którzy 02.08.07, 20:01
          rzucają słowami w prawo i w lewo

          jeśli chodzi o ślub, jest dla mnie jak najbardziej zbędny, gdy tak do końca
          młodzi nie wiedzą, co chcą w życiu
    • gryzelda71 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 20:03
      Niczego nikt nie jest pewien,no chyba śmierci,ale skoro złożyłam taką przysięgę to zrobie co w mojej mocy,zeby jej dotrzymać.Nie ozacza to,ze musze trwać przy mężu alkoholiu,znęcającym się nad rodziną itd.Ale nie mogę na każde wyjście meza z kolegami,za rada forum wystawiac mu walizek za drzwismile
      Głęboko wierze,ze wytrwam(nie jest żle).
      • sebaga Gryzelda 02.08.07, 20:11
        napisałaś , że mocno wierzysz, że wytrwasz. Znaczy to tyle, że NIE WIESZ czy tak
        się stanie. Ale w kościele powiedziałaś, że przysięgasz, prawda? No więc jeśli
        dopuszczasz możliwość odejścia od męża alkoholika to przed Bogiem skłamałaś..
        • bunny.tsukino Nie wiem czy się liczy 02.08.07, 20:16
          Ja miałam ślub cywilny. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że uczyniłam
          wszystko, żeby małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. Ale czasami to
          'wszystko' to za mało.
        • gryzelda71 Re: Gryzelda 02.08.07, 20:17
          nie tak.
          Złozyłam przysięgę i wierze,ze jej dotrzymam.I nie skłamałam przed Bogiem bo w to WIERZE.Wierzyła wówczas i dziś.
          • sebaga Re: Gryzelda 02.08.07, 20:26
            ale Ty nie powiedziałąś, ze wierzysz, tylko , że PRZYSIEGASZ. Wiem, czepiam się
            słów, ale to właśnie one są tu najważniejsze. Gdyby w przysiędze było "i zrobię
            wszystko, żeby Cię kochać i nie opuścić", to ok. Ale nie jest, dlatego cały czas
            temat ślubu kościelnego jest u nas otwarty. Mimo, że wzorową katoliczka nazwać
            się nie mogę, to wypowiedzenie tych słow w takiej postaci, przed Bogiem, jest
            dla mnie niemożliwe. Bo wiem, że mogę tej przysięgi nie dotrzymać. I każdy to
            wie w momencie zawierania ślubu..
            • anetina ja wiem, że mogę dotrzymać :) 02.08.07, 20:28

            • monia145 Re: Gryzelda 02.08.07, 20:33
              A ja jestem przekonana, że 99,99% ślubujących w kościele jest pewnych, że
              dotrzyma tej przysięgi. Niektórym dane jest jej dotrzymać a niektórym nie- z
              różnych względów. Łamią przysiegę...no i? To życie, Sebago.....życie zmusza
              ludzi do łamania przysiąg. I myślę, że części ludzi jest bardzo trudno pogodzić
              się z tym, że jej dotrzymać nie mogą...
              • cora73 Re: Gryzelda 02.08.07, 20:35
                No i w tym rzecz!!! Po co kogos zmuszac do jakichkolwiek przesieg!!!?????
              • sebaga Monia 02.08.07, 21:22
                a ja myślę, że większość się nie zastanawia, tylko klepie regulkę..
                • anetina to w takim razie my należymy do osób, które 02.08.07, 21:25
                  przemyślały tą regułkę smile
                • monia145 Re: Monia 03.08.07, 10:57
                  Nawet jeżeli, chociaż ja nie byłabym taka pesymistką, to nie znaczy, że kłamią,
                  a o to Ci przecież chodziło, prawda?
            • gryzelda71 Re: Gryzelda 02.08.07, 20:36

              Widzisz tak ja ty uważasz to za niemożliwe,dla mnie stało się możliwe.
              Jakos ta rozmowa zmierza ku tezie,ze ci co zawarli związek przed Bogiem to z założenie kłamcy.Nie czyje sie tak.
              • monia145 Re: Gryzelda 02.08.07, 20:45
                Nie są kłamcami. W chwili złożenia przysięgi są pewni, że nie ma takich złych
                mocy/długonogich panienek/jurnych macho/wrednych teściowych/coby mogli zagrozić
                ich związkowi. A że często wychodzi inaczej? Ludzmi jesteśmy, ludzmi...
            • blekitnykoralik sebaga 04.08.07, 19:50
              stawiasz obok siebie miłość i pragmatyzm
              Ty wiesz, że możesz przysięgi nie dotrzymać, ponieważ nie kierujesz się w życiu
              chrześcijańskimi wartościami i w takim wypadku w ogóle katoliczką nie możesz
              się nazwać.
              "Każdy" jest dużym uogólnieniem i godzi w tych, którzy w te warości wierzą.
    • lila1974 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 20:29
      W sumie nie wiem, dlaczego ta formułka tak brzmi, skoro w Piśmie Świętym
      dopuszcza się rozstanie małżeństwa z powodu cudzołóstwa.

      Bralam cywilny.
    • croyance Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 20:29
      Ja jestem w stanie przysiac, ze zawsze bede kochac. Nie, ze bede zakochana, bo
      to raczej nie akt woli- milosc tak.
      Co do zdrady - jesli zostalabym zdradzona, uznalabym, ze druga strona zlamala
      warunki obustronnej umowy i tym samym jest ona automatycznie rozwiazana, a
      zwiazek zakonczony. I zobowiazania przestalyby wtedy miec racje bytu.
      • cora73 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 20:33
        No to zapomnialas o jeszcze jednym tekscie!!!! " co bog zlaczyl tego niech
        czlowiek nie rozlacza" ... i co?? Wiem , jak komu wygodnie.... pozdrawiam smile
        • croyance Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 20:45
          No tak, ale ja raczej nie bede brala katolickiego slubu (?) wiec to mnie moze
          nie obowiazywac big_grin
        • lila1974 cora73 02.08.07, 20:50
          Alę tę formułkę wymyślili LUDZIE - w Piśmie Świętym jest dokładnie tak jak
          pisze poprzedniczka - zdrada stanowi JEDYNY uznany przez Boga powód do
          zakończenia związku małżeńskiego, więc nie do końca jest tak, jak ta formułka
          głosi.
          • croyance Re: cora73 02.08.07, 20:54
            O, wlasnie o cos takiego mi chodzilo.
          • cora73 Re: cora73 02.08.07, 20:54
            Wiesz nie chce tutaj wywolywac burzy ale w tej wierze dozo zostalo wymyslone
            przez ludzi...
            • gryzelda71 Re: cora73 02.08.07, 20:59
              cora73 napisała:

              > Wiesz nie chce tutaj wywolywac burzy ale w tej wierze dozo zostalo wymyslone
              > przez ludzi...

              Może nawet sam Bóg?
              • blekitnykoralik Re: cora73 04.08.07, 19:54
                podobno, gdyby go nie było, ludzie i tak by go sobie wymyśliliwink
            • lila1974 Re: cora73 02.08.07, 20:59
              A nie sądzisz, ze powinno być tak, jak sobie tego Bóg życzył?
              Zasady są dość proste, to ludzie i instytucja tak je zagmatwały.
              • croyance Re: cora73 02.08.07, 21:04
                Wiecie co, jak pisalam juz tutaj nieraz, moj facet jest wierzacym Zydem i nie
                mam pojecia, jak to wszystko wyglada z punktu widzenia formalnego, ekhm, ale
                chcielibysmy dostac jakies blogoslawienstwo, nie wiem, moze zaprosimy ksiedza i
                rabina, niech cos powiedza etc. Na pewno mozemy przyrzec sobie milosc i
                wiernosc, chociaz w sumie co tam takie wielkie deklaracje, zachowanie w
                codziennym zyciu sie liczy bardziej, nie?
                Ale jakis religijny rytual bysmy chcieli ... blogoslawienstwo w zasadzie by nam
                wystarczylo. Natomiast, ze wzgledu na roznice, nie bede sie przejmowac
                detalami, bo w sumie istota rzeczy sie liczy.
      • dealka Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 14:20
        piekne!!!!!!!!!!
        a juz myslalam, ze jestem reliktem z innej epoki.
        Mysle i czuje tak samo.
        Dopoki nie czujesz, ze kochasz nad zycie (wlasny egoizm) nie oklamuj siebie i
        partnera.
        Dla mnie zlamanie słowa, przysiegi tym bardziej przed Bogiem - oznacza to samo
        co w kulturze japonskiej utrata twarzy, a to oznacza ze jest sie nikim, zerem.
        Ze slowa moze Cie zwolinc zdrada partnera lub jego smierc.
    • mbwj88 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 21:21
      biorąc ślub się nie zastanawiałam ale dzisiaj mogłabym świadomie powiedzieć te
      słowa jeszcze raz
      • zuchatata Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 22:15
        croyance napisał:

        > Ja jestem w stanie przysiac, ze zawsze bede kochac. Nie, ze bede zakochana, bo
        > to raczej nie akt woli- milosc tak.

        Miłość to akt woli? To znaczy, że potrafiłabyś zmusić się do kochania kogoś?
        Albo do nienawiści? Przykro mi, ale się nie zgadzam, ja swoich uczuć nie
        kontroluję (przynajmniej nie w zadowalającym stopniu wink ). Jeśli kogoś kocham to
        kocham, a jeśli nie, to nie. I mogę go kochać dziś, jutro, ale jeśli pojutrze mi
        zrobi jakieś duże kuku to co? Skąd mam wiedzieć, czy po tym będę go nadal kochać?

        Na przykład po 10 latach przemocy domowej, picia, bicia moich dzieci i gwałtów
        na córce? No ale dupa blada, słowo się rzekło, trza zacisnąć zęby i kochać, tak?
        Bzdura. Odejść? Nie mogę, bo przysięgałam/łem, że na dobre i na złe. Przed
        Bogiem. I nie ważne, co Pismo Święte dopuszcza, a czego nie. Ważne jest to, co
        przysięgałaś/łeś. Tam nie ma "drobnego druku".

        Uczucia są poza naszą kontrolą. Przynajmniej częściowo. A jeśli nawet częściowo
        czegoś nie kontrolujemy, to jak można dać słowo? Przesadzając i trywializując
        można powiedzieć, że to jest jak z pogodą. Przecież nie przysięgniesz, że jutro
        też będzie słońce. Albo, że dojedziesz w piątek do pracy. Albo, że już nigdy nie
        zapalisz papieroska. Możesz przysiąc, że zrobisz wszystko, co w twojej mocy, ale
        nie że to się nie stanie, bo tego nie wiesz.

        Nie, sorki, ale przysięganie miłości to czysty absurd. Aż mnie mózk rozbolałwink
        • croyance Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 19:17
          Dla mnie milosc to nie emocja, ale relacja. Mozna obiecac, ze bedzie sie nad
          nia pracowalo i dokladalo wszystkich staran, zeby nie zostala zerwana.
          Nienawisc to tez nie jest dla mnie emocja, ale aktywne dzialanie na czyjas
          niekorzysc - w przeciwnienstwie do odczuwanej przeze mnie do kogos niecheci,
          ktorej moge wybrac nie okazywac. Sa przeciez ludzie, za ktorymi nie przepadam,
          a jednak jestem w stanie utrzymywac z nimi normalne stosunki, szanowac ich i
          nie pozwolic moim emocjom wplywac na relacje miedzy nami.

          Dla mnie - osobiscie - to jak z uczuciami do matki, albo do dziecka
          (generalnie, do rodziny). Moja matka potrafi mnie wyprowadzic z rownowagi, i
          czesto jej najzwyczajniej w swiecie nie lubie. Syn mojego m. tez potrafi mnie
          zmeczyc, o samym m. nie wspomne, bo potrafi byc upierdliwy do granic
          mozliwosci. Ale, to jest rodzina, ktora mam, albo rodzina, ktora wybralam. I
          jesli WIEM, ze czlowiek jest dobry, kochajacy, i ma dobre intencje, to leje na
          to, ze mnie denerwuja jakies tam jego wady bo to jest takie zamieszanie na
          powierzchni, podczas gdy mnie chodzi o rdzen smile

          I tak, jak nie moge obiecac, ze mnie moj m. nigdy nie wkurzy - a czasami mam
          ochote go udusic, oj mam - tak samo moge obiecac milosc, jako wytrwanie w
          gotowosci do utrzymywania relacji. Nie jakies "motylki w brzuchu" (swoja droga,
          zawsze sie zastanawialam, co to jest, he he) ale wlasnie swiadoma decyzja o
          byciu z kims, o troszczeniu sie o niego tak, jak troszczysz sie o siebie. Nie
          wiem, jak Ci to wytlumaczyc - bywalam bardzo zakochana - w moim m. tez
          oczywiscie, nadal jestem - ale milosc to nie wieksza intensywnosc zakochania,
          tylka jakas ... inna jakosc. Nie umiem tego inaczej ujac, ale bardzo wyraznie
          czuje.

          Co do przemocy/zdrady oczywiscie dla mnie osoboscie przekresla to milosc; jak
          wspomnialam, milosc to dla mnie relacja, i jak nie ma czegos takiego jak
          przyjazn bez wzajemnosci, tak i nie wierze w milosc bez wzajemnosci
          (zakochanie - owszem). Jelsi wiec wystepuje przemoc, zdrada, relacja zostaje
          przez druga stron zerwana i ja tez jestem zwolniona z zobowiazan.

          Co do przysiegi, nie bralabym przysieg i deklaracji doslownie, bo praktyczne
          zachowanie sie liczy, a nie jakies tam slowa. Czyny sie licza. Na pewno nie
          zawsze kontrolujemy swoje emocje, ale mozna kontrolowac swoje decyzje. O to mi
          chodzilo, a nie jakies tam przysiegi formalne.

    • marysienka110 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 02.08.07, 22:45
      Zrezygnuj wiec z bycia katolikiem!
      Albo lepiej przysiegaj: i nie pozbedziesz sie mnie az do smierci!

      sebaga napisała:

      > zainspirował mnie wątek o komunii.
      >
      > ile z Was tak naprawdę zastanawia się nad słowami przysięgi biorąc ślub? Czy
      > nie jest to oklepana regułka, którą po prostu wypowiadacie? Czy nie są to
      > "tylko słowa"? No bo jak świadomy człowiek, który chce przeżyć swoje życie
      > szczęsliwie może PRZYSIEGAC komuś przed Bogiem, że go nie opuści ąż do
      > śmierci?? No i ilu z tych prawdziwych katolików w sytuacji dajmy na to zdrady,
      > nękania czy innych tego typu urozmaiceń pożycia, będzie trwać w związku? No bo
      > przecież "na dobre i na złe"
      • zuchatata Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 08:00
        marysienka110 napisała:

        > Zrezygnuj wiec z bycia katolikiem!

        To nie jest kwestia bycia czy nie-bycia katolikiem, tylko świadomości słów jakie
        się wypowiada. Wiem, że dla większości jest to czepianie się szczegółów, ale z
        tych szczegółów nasze życie jest zbudowane i to one są ważne.

        Jeśli się przysięga, to trzeba słowa dotrzymać, taka jest istota przysięgi,
        nieprawdaż? Nie wierzyć, że się dotrzyma, nie chcieć, tylko dotrzymać i basta.
        • gryzelda71 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 08:22
          zuchatata napisał:

          > To nie jest kwestia bycia czy nie-bycia katolikiem, tylko świadomości słów jakie
          > się wypowiada. Wiem, że dla większości jest to czepianie się szczegółów, ale z
          > tych szczegółów nasze życie jest zbudowane i to one są ważne.

          Ale to jest czepianie się.Bo właściwie człowiek nie powinien niczego nikomu obiecywać,wszak nigdy nie ma pewności,ze dotrzyma obietnicy.Ale moze zobić wszystko na co go stac ,zeby jej dochowac i o to chyba chodzi.
          • cora73 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:15
            Dziendobry! To znowu ja smile Wiec o to chodzi , to ze sie postaram moglabym
            jeszcze przysiadz... ale niestety formulka brzmi nieco inaczej!
            • gryzelda71 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:20
              Mam jeszcze inne do ciebie pytanie,mogę zadać,czy wolisz na priv?
              • cora73 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:33
                Mozesz smialo zadawac...
                • gryzelda71 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:35
                  Na gazetowy wyślesmile
                  • cora73 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:36
                    Mozesz tutaj ,smialo!
          • zuchatata Gryzeldo71 03.08.07, 09:49
            "Bo właściwie człowiek nie powinien niczego nikomu obiecywać,wszak nigdy nie ma
            pewności,ze dotrzyma obietnicy." - no i o to chodzi!! Czy nie widzisz, że sama
            sobie przeczysz. Twierdzisz, że nie powinnaś, ale to zrobiłaś..
            • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 09:52
              Odniosłam sie do twoich słow,ja tak nie uwazam.Jestem w stanie dotrzymac obietnicy.Więc ja złozyłamsmile
              • cora73 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 09:58
                Co z tymi pytaniami??????? Wal smialo bo zjada mnie ciekawosc..smile
                • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 10:01
                  zadałam na gazetowy
              • sebaga Re: Gryzeldo71 03.08.07, 12:51
                Hmm, ciężko się z Tobą rozmawia, bo jesteś z pokroju osób, których przewodni
                argument to "tak, bo tak". Zobrazuje Ci to przykładem. Ostatnio w jednym z
                wątków któraś dziewczyna napisała, że nie wyobraża sobie zostawić dziecka i
                wyjechać. Ktoś ją zapytał: a co jak będziesz musiała iść na operację? Na co ona
                odparła:" nie będzie takiej sytuacji, bo nie będę nigdy musiała być
                operowana"... Taki sam tok myślenia reprezentujesz. Rozumiesz co chcę Ci
                powiedzieć??
                • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 13:29
                  To do mnie?
                  Na marginesie ja pytałam o operacje.
                  • sebaga Re: Gryzeldo71 03.08.07, 13:35
                    Tak do Ciebie. To Ty pytałaś o operację?? A to dobre, no to nie rozumiem
                    dlaczego Ty nie rozumiesz...
                    • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 13:37
                      A mozesz napisac,co w moim mysleniu jest na zasadzie "bo tak"?
                      • sebaga Re: Gryzeldo71 03.08.07, 13:39
                        Gryzeldo, Ty pytałąś o operacje, więc ja Cię zapytam o coś takiego. A co jeśli
                        Twój mąż wpadnie w alkoholizm i zacznie Cię bić? Zostaniesz przy nim?
                        • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 13:47
                          Spróbuje mu pomóc.Jeśli nie przyniesie to rzadnej poprawy odejde,no chyba,ze mi sie spodobasmile
                          Ale separację pewnych okolicznosciach nawet Kościł dopuszcza.
                          I jak uważasz robiąc wszystko co w mojej mocy,i spotykając ze strony męza mur obojetności ja nie dotrzymuje przysięgi?
                          A jak mój mąż znajdzie nową miłośc i mnie zostawi,to tez ja niedotrzymam?

                          Głęboko wierze,że zdołam być w tym związku.Wierzyłam,wierze i za miesiąc tez będe wierzyć.

                          • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 13:54
                            zadnejsmile
                          • sebaga Re: Gryzeldo71 03.08.07, 14:11
                            ale o to własnie chodzi, że Ty przysięgałaś przed Bogiem, że nie opuścisz, więc
                            nie powinnaś nawet rozważać odejścia, jeśli podchodziłaś odpowiedzialnnie do
                            tego co mówiłaś. W tej przysiędze jest jasność, nie ma odnośników na zasadzie,
                            no niby nie powinnaś odejśc, ale.. Nie dotrzymujesz przysięgi odchodząc i nie ma
                            okliczności łagodzących, nie ma żadnych ale.

                            Co do sytuacji kiedy to mąż chce odejść, wg mnie to on nie dotrzymał przysięgi,
                            więc Ty jesteś niejako oczyszczona smile Chociaż mój mąż wczoraj stwierdził, że
                            jeśli by mi przysięgał a ja bym odeszła do innego to i tak bym się do końca
                            życia od męża nie uwolniła. No bo mi przysięgał. Móiwł to poważnie, ale cięzko
                            mi w to uwierzyć.
                            • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 14:18
                              Co chcesz mi udowodnić powiedz?
                              Ani niemyślałm ,ze odejde,ani nie mysle,wiec?
                              • sebaga Re: Gryzeldo71 03.08.07, 14:41
                                nic Ci nie chcę udowodnić, chciałam, żebyś zrozumiała, że przysięganie przed
                                Bogiem czegoś czego możesz nie dopełnić jest nie fair.
                                • gryzelda71 Re: Gryzeldo71 03.08.07, 14:46
                                  A uwazasz,że jako katolicka żyjąc w konkubinacie będę wobec Boga bardziej fair?
                                  I dopełniam swojej przysięgi.
                            • croyance Re: Gryzeldo71 03.08.07, 19:24
                              No tak, przysiegac przed Bogiem - ale Bog tez, hmm, czlowiek, i mozna z Nim
                              negocjowac smile Zaden Bog i zadna obietnica nie powinny zwalniac od MYSLENIA. A
                              czasem sytuacja sie zmienia i trzeba tez zmienic dzialanie, a nie slepo podazac
                              za czyms, co postanowilo sie 100 lat temu.
        • marysienka110 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 11:58
          przysiegasz tez w USC czy to sie mniej wtedy liczy?
          • sebaga Marysienko 03.08.07, 12:45
            widzisz różnicę między tym a przysięgą w kościele????

            SŁOWA PRZYSIĘGI W USC

            Świadoma (-y) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście
            oświadczam, iż wstępuje w związek małżeński z (imię i nazwisko przyszłego
            małżonka) i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne,
            szczęśliwe i trwałe
    • isma Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:19
      Nie no, po kolei.

      Po pierwsze, to te slowa o "nieopuszczeniu" nie musza byc traktowane az tak
      bardzo doslownie. One sa glebsze, niz sie na pozor wydaje.
      W Pismie sw. sie np. mowi, ze czlowiek opuszcza swojego ojca i matke, biorac
      sobie zone. No, wiec wiadomo, ze nie chodzi o opuszczenie w tym sensie, zeby od
      nocy poslubnej przestac staruszkow znac, albo ze sie dla waznosci zwiazku musi
      od mamusi i tatusia wyprowadzic, wymeldowac i co tam jeszcze - tylko o to, ze
      od momentu przyjecia sakramentu malzenstwa podstawowym punktem odniesienia jest
      malzonek. Jemu sie oddajemy - i on nam sie oddaje - na wylacznosc.

      Co to wiec znaczy, "nie opuscic"? Czy kobieta, ktora powierza terminalnie
      chorego na raka meza, wymagajacego stalego podawania silnych opioidow, na kilka
      ostatnich miesiecy jego zycia pod opieke hospicjum - opuszcza go? Bo przeciez
      nie zyja juz pod jednym dachem?
      W moim doswiadczeniu oczywiscie tak nie jest.

      Kosciol katolicki dopuszcza rozwod w sensie separacji - tj., jesli wspolne
      zycie malzonkow z jakichs wzgledow jest niemozliwe: alkoholizm, agresja itp.,
      to maja oni prawo do rozstania. Nie maja natomiast prawa do zawarcia zwiazku z
      kims innym - wlasnie dlatego, ze "do smierci Cie nie opuszcze". W porzadku
      teologicznym oni nadal sa malzenstwem, bo taka wole przed Bogiem kiedys
      oswiadczyli.

      W Twoim poscie pojawilo sie sformulowanie o "swiadomym czlowieku, ktory chce
      przezyc swoje zycie szczesliwie". No otoz swiadomy katolik (chrzescijanin w
      ogolnosci) zasadniczo upatruje szczescia w zyciu nie w swoich relacjach z
      innymi osobami - chociaz one oczywiscie nie sa bez znaczenia - ale w Bogu. To
      Bog, nie jakikolwiek czlowiek, jest ostateczna nadzieja czlowieka (pamietasz
      historie Hioba - opuscili go wszyscy krewni, nawet zona kpila z jego zaufania
      Bogu, ktory go przeciez tak straszliwie doswiadczyl...).
      • croyance Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 19:27
        Dziewczyny, wszystko to sie zgadza, ale Wy wszystkie mowicie o katolickim
        porzadku teologicznym, a przeciez ludzie pobieraja sie i przysiegaja w roznych
        wyznaniach, a formulki sa inne.

        Chodzi mi o jakies uniwersalia na linii milosc/malzenstwo/czlowiek - Bog, a nie
        koniecznie malzenstwo katolikow.
        • isma Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 00:15
          No, bo mowimy o kontekscie.

          Ale tak naprawde nawet z katolickiego punktu widzenia slowa, ktore sie podczas
          celebracji wypowiada, nie sa wazne co do joty. One maja miec jeden zasadniczy
          wymiar, tj. maja (niekoniecznie tymi samymi slowy) potwierdzic tzw. zgode
          malzenska. Jesli ta zgoda zostaje wyrazona w obecnosci uprawnionego przez
          kosciol asystujacego (czyli, generalnie, ksiedza) oraz dwoch swiadkow.

          Nie jest tak, ze jesli podczas celebracji sakramentu ktos sie cuknie na tym
          nieszczesnym "niedopuszczeniu az do smierci", to bedzie mozna uzyskac na tej
          podstawie stwierdzenie tegoz sakramentu niewaznosci wink)).
          • croyance Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 01:17
            No o tym mowilam wlasnie smile Chodzi o ogolna idee, a nie dokladne slowa, bo to
            wtedy troche infantylne.
            Juz widze wtedy te dyskusje z Bogiem, o dokladnym znaczeniu slowa "opuscic",
            oraz "a w jakim jezyku przysiegalas, bo ..." smile
        • blekitnykoralik Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 20:03
          Bóg jest miłością. Reszta to administracja... (Manuela Gretkowska)
    • soemi Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:26
      Nasz ślub był przemyślaną decyzją. Przeżywamy kryzys, pojawiały się myśli o
      rozwodzie, ale na tym się skończyło. Bardzo kocham mojego męża, choć mnie
      krzywdzi brakiem zainteresowania-a pod tym kryje się wiele. Czuję się urażona
      tym bardzo bo ja bym mogła spędzać z nim cały czas i poświęcić dla niego wiele.
      I wiem, że nawet gdybyśmy się rozeszli i na starość czy ciężką chorobę
      potrzebowałby odemnie opieki zapewniłabym mu ją.
    • koza_w_rajtuzach Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 09:55
      też to przysięgałam, ale nie przed Bogiem tylko w USC smile.
      Dla mnie taka przysięga brzmi jak groźba. Jeśli mój mąż okaże się być jakimś
      psychopatą, będzie mnie zdradzał na prawo i lewo, to może być pewien, że nie
      będę trwała w takim związku. Natomiast uważam, że skoro braliśmy już ślub, to
      byle kłótnia nie doprowadzi do naszego rozstania i raczej w ogóle czegoś
      takiego jak rozstanie nie będzie, nawet jeśli miłość zniknie..
    • salezja Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:11
      - przysięga małżeńska.
      • echtom Re: Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:25
        Mylisz się - kłamstwo zakłada świadome powiedzenie nieprawdy. Jeżeli
        dajesz "fałszywe świadectwo" w dobrej wierze, nie kłamiesz. Ktoś pyta cię o
        drogę, udzielasz informacji, a potem okazuje się, że dzień wcześniej w tym
        miejscu zrobili objazd, o czym nie miałaś pojęcia - i co, skłamałaś? Obiecałaś
        koleżance, że przyjdziesz jej w czymś pomóc, a w drodze do niej złamałaś nogę i
        odwieźli Cię do szpitala... itd. Uważaj z efektownymi uproszczeniami.
        • salezja Re: Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:30
          Dziękuję Ci za nauczycielsko- mentorski ton i skomentowanie mojej wypowiedzi,
          zwłaszcza koniec dobry- uważaj itd. Dla mnie jest to kłamstwo świadome czy nie-
          to już każdy indywidualnie wie najlepiej. Takie jest moje zdanie- ja Twojego nie
          oceniam. I to Ty się mylisz kłamstwo jest zawsze kłamstwem, mimo, iż powody dla
          których kłamiemy są różne.
          • gryzelda71 Re: Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:34
            Ale czemu musi to byc kłamstwo?
            • salezja Re: Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:40
              Oczywiście, że wszyscy a przynajmniej większość na początku chce być razem,
              myślą, patrząc na mamę, która ma męża pijaka- u mnie tak nie będzie. U mnie
              będzie cudownie, będziemy się kochać, aż do śmierci itd. Bzdura. Odsetek ludzi,
              który się rozwodzi i odsetek, który o tym choćby raz pomyślał jest ogromny. A to
              jest chyba dowodem na to, że przysięgając kłamiemy. Rozwód jest na to dowodem. A
              skoro tak to po co przysięgać, po co takie wielkie halo z tego robić skoro czas
              to potem weryfikuje i jest dokładnie odwrotnie niż zamierzaliśmy. Acha i nie
              musi to być kłamstwem- nie mówię, że jest to reguła. Napisałam, że jest
              największym kłamstwem i tak to należy rozumieć.
              • gryzelda71 Re: Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:43
                Planując swoje zycie nie zerkałam do rocznikow statystycznch,a widze
                że powinnamsmile
                • salezja Re: Największe kłamstwo od wieków 03.08.07, 10:55
                  Też przysięgałam i nie patrzyłam na statystykismile
                  I teraz żałuję. Jestem z mężem 7 lat po ślubie i widzę, że jest coraz gorzej.
                  Może dlatego jestem taka zdecydowana co do zdania, które napisałam. Zaczął się
                  okres cichych dni- czas pokaże w jaką stronę to pójdzie.
                  • blekitnykoralik Re: Największe kłamstwo od wieków 04.08.07, 20:13
                    podobno pierwszy poważny kryzys - siedem lat po ślubie. Największym złudzeniem
                    jest wierzyć, ze zawsze będzie dobrze. Nie będzie. Statystycznie w ogóle nie
                    warto się z nikim wiązać.
    • kropencjaa Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 10:21
      sama składałam taką przysięgę, akurat taką, bo taka jest w standardzie.tongue_out
      Osobiście uważam, że każdy sam powinien układać słowa i je wypowiadać, takie,
      które jest w stanie spełnić, dotrzymać... a sama nie wiem jak bym postąpiła,
      raczej nie trwałabym przy kimś kto by chlał, lał i się znęcał, no chyba, ze
      sama bym go załatwiła i wtedy już by było do śmierci big_grin
      Przeczytałam jakieś pierwsze 5 odpowiedzi i pojawiło się hasło: brałam ślub ze
      świadomością, bo chciałam...bo coś tam. Skończyły się czasy kiedy ktoś kogoś do
      czegoś zmusza i w danej chwili raczej każdemu wydaje się, że podejmuje słuszną
      decyzję, bo kocha, bo chce być razem, dla dziecka (każdy widzi słuszność w
      czymś innym), a z biegiem lat człowiek może trafić na inne osoby, zmienić
      priorytety i już przysięgę szlag trafia. Różnie to bywa!

      A tak czy każdy wierzy w to co mówi?? Oczywiście, że nie!! Będąc na ślubie
      pewnych znajomych, myslałam sobie jakie to żałosne, obiecuje jej tu niewiadomo
      co, a w ciągu 5 letniego związku rozstawali się ze sobą z 10 razy, bo jego
      dupsko ciągnęło do innych, więc podejrzewam, że taki gość chyba wie na co go
      stać.
    • bri Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 10:48
      Ja tam nie przysięgałam a jedynie oświadczałam "świadoma praw i obowiązków".
    • kawka74 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 03.08.07, 13:40
      przezornie nie brałam ślubu kościelnego - obiecałam jedynie, że zrobię wszystko,
      żeby moje małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe
      jeśli zrobię wszystko, a wyjdzie tak zwane duże gie, nie będę miała wyrzutów
      sumienia, że ołgałam urzędnika państwowego smile
      • diabolo_bleu złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 13:59
        zależy od człowieka, który je składa.
        Jeden dziś obieca, jutro się wycofa;
        Drugi obiecując, już kombinuje jak się wykręcić;
        Trzeci przysięga i choćby świat sie walił słowa nie złamie.
        Ja przysięgi nie złożyłam bo dla mnie to zbyt wielkie słowa, ktoś poszedł na
        całość i przysięgę złożył, ktoś inny przysięgał i w to wierzył, ale mu potem
        nie wyszło. Nie potrafię tu postawić kreski i powiedzieć: wy tu jesteście cacy,
        a wy beee. Przekreślam za to od razu takich, którzy przysięgając, wiedzą już od
        razu ze słowa niedotrzymają.
        • sebaga Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:16
          mądrze napisałaś. Ja też się kiedyś nie zagłebiałąm tak bardzo w te sprawy. Ale
          odkąd jestem z mężem to zastanawiam się bardziej nad słowami. Dla niego słowa są
          baaardzo ważne, zawsze przemyśli 100razy to co mówi. Dyskutujemy o tej
          przysiędze od dawna. Byliśmy na wielu ślubach, większość nowożenców klepie
          formułkę, nie zastanawiając się nadd nią, bo to, jak ktoś tu napisał, detale.
          Dla mnie te detale są podstawą ślubu.
          • gryzelda71 Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:20
            Widzisz ja natomiast nad słowa przedkładam czynysmile
            • sebaga Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:38
              nic nie rozumiesz, trudno.
              • gryzelda71 Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:40
                Faktycznie nie wiem o co ci chodzi.Ale nie ułatwiasz zadania.Szkoda.
                • sebaga Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:44
                  Jezu, ja już prościej nie potrafię Ci wyjaśnić, zresztą jeszcze kilka osób tu
                  pisało o co chodzi..

                  Napisałaś, że od słow ważniejsze są czyny. Nie dla kogoś kto do słow podchodzi
                  baardzo poważnie. Jeśli zakładasz, ze możesz odejść mimo, że przysięgałąś
                  inaczej to faktycznie Twoje słowa są nic nie warte..
                  • gryzelda71 Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:48
                    Nie zakładam,ze odejde,juz to pisałam.
                    Wiem,ze złożyłam obietnice,więc się z niej wywiązuje.
                    • sebaga Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:51
                      Jezu!!! Ok, nie zakładasz, ale DOPUSZCZASZ taką możliwość.

                      Już mi się nie chce, naprawdę smile

                      pozdrawiam i szczerze Ci życzę wszystkiego dobrego .
                      • gryzelda71 Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:54
                        Tak,ty jesteś ta mądrzejsz,a ja cóz rzucam obietnice nie mając 300%pewności.
            • sebaga Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 14:46
              a dla mnie słowa idą w parze z czynami
              • guderianka Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 03.08.07, 19:42
                stworzenie takiej forumłki to kolejny dowód na ekspansję katolicyzmu pod nasze
                dachy... jak można w ogóle kazać młodemu człowiekowi ktory nie zna jeszcze
                życia -ma 20-25 by zobowiązał sie być z danym parnterem za 50lat? Jak można
                wymagać od kogokolwiek niezmienności charakteru, osobowości, na niezaważanie na
                sytuacje życiowe, wypadki, porywy serca...
                • marysienka110 Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 04.08.07, 00:19
                  to jak huragan to moje serce!!!!!!!!!!!!!!(w porywach)
                  kolatanie przedsionkow (wypadki)


                • isma Re: złożenie przysięgi, danie słowa, obietnicy 04.08.07, 00:19
                  A kto mu kaze sie zobowiazywac? Jak uwaza, ze zycia nie zna, to niech poczeka,
                  az pozna. Moze sie nigdy nie doczekac, co prawda wink)).

                  Slub katolicki nie jest, przypominam, poki co w PL obowiazkowy, jak, nie
                  przymierzajac, obowiazek obrony wink)).
    • njujork Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 00:40
      Zmieniłam na okoliczność tego postu nick, wybaczcie.

      Mój mąż zataił przed ślubem jedną rzecz, która daje mi prawo do unieważnienia
      ślubu kościelnego. Mimo, że mu wybaczyłam i nadal go kocham, czuję się zwolniona
      z danej przysięgi.
    • necessity Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 13:22
      Proponuję slub cywilny. Tam się mówi: "zrobię wszystko, aby nasze małżeństwo
      było szczęśliwe, zgodne i trwałe". Trwałe pewnie też oznacza do końca życia,
      ale nie jest tak dosadne.
      • sylwia2313 Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 18:31
        Jestem mężatką troszkę ponad rok i wiem ,ze mój Mąż jest najwspanialszym
        mężczyzną na świecie i zawsze będziemy razem "PÓKI ŚMIERĆ NAS NIE ROZŁĄCZY".A co
        do przysięgi to składamy ją wtedy gdy jesteśmy pewni,że jej dotrzymamy!!!!!!!Po
        co inaczej cały ślub????????Trzeba być pewnym siebie nawzajem...inaczej po
        prostu wszystko jest do d...
    • blekitnykoralik Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 04.08.07, 19:41
      Wątpiąc w te słowa wątpi się w miłość, która jest filarem chrześcijaństwa.
      Prawdziwa miłość chrześcijanina, to nie motyle w brzuchu, ani nie super
      orgazmy, to nie noszenie na rękach, to także świadomość, że życie jest raz
      dobre i raz złe, a człowiek obok nas nie jest aniołem i moze być różnie.I można
      go przestać kochać namiętnie, cieleśnie, ale jakoś bliźniego - nie.
      Dla mnie to nie była oklepana regułka. Użyłaś określenia "prawdziwy katolik" -
      wiara w idealnych ludzi jest złudna, bo przecież do kościołów chodzą tylko
      grzesznicy.
      • croyance Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 05.08.07, 13:45
        Zgadzam sie z Twoja definicja, ale zamiast "milosc chrzescijanina"
        wstawilabym "milosc osoby odpowiedzialnej i dojrzalej".
        • blekitnykoralik Re: "i że nie opuszczę Cię aż do śmierci" 05.08.07, 16:00
          Nazywam to w ten sposób, bo wątek dotyczył raczej osób, które brały katolicki
          ślub. Wrażliwość na drugiego człowieka nie muszą mieć związku z żadną
          religijną "administracją".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka