reyamtet
29.08.07, 08:27
raz na miesiąc mniej więcej sąsiedzi mieszkający dwa piętra pod nami urządzają
drakę na cały dom. wydzierają się, trzaskają drzwiami, prawdopodobnie dochodzi
do rękoczynów. scenka: wpierw ok 22 dzwoni do nas domofon, owa sąsiadka
małżowi zaczyna tłumaczyć, ze zapomniała klucza (okazuje sie później, ze jej
mąż nie chciał wpuścić) i czy mój małż nie ma ochoty na drineczka na klatce
(???). małż grzecznie odmawia, babkę wpuszcza, za 15 minut afera-ona dobija
sie do swojego mieszkania, wyzywa męża, wola o pomoc, mąż ja wyzywa,
przyjeżdża policja (ktoś z innych sąsiadów musiał powiadomić), potem wrzeszczą
na siebie przy policji. przed północą cisza.
ok tygodnia temu była powtórka. tym razem nikt nie zadzwonił na policje. ja
sie zastanawiałam, ale małż na mnie nakrzyczał, ze po cholerę wtrącam sie w
cudze życie. wiecie, nie chce być aktywistka w stylu wszędobylskich emerytek,
ale w jakiej sytuacji powinno sie dzwonić po mundurowych? dodam, ze za każdym
razem babka krzyczy "ratunku" a i wydaje sie, ze za każdym razem jest mocno
pod wpływem.