Jechalam dzis z synkiem pozyczonym wczoraj od przyjaciela
samochodem, kiedy zauwazylam ze jedzie za mna moj tesciu. Pisalam we
wczesniejszych postach co on potrafi wyczyniac... Zatrzymalam auto i
zapytalam czy ma jakis problem. Na co on zaczal wrzeszczec ze robi
mi zdjecia, ze juz mam kilka i ze zrobi jeszcze zdjecia mojemu
kochasiowi. Ja powiedzialam mu co o tym mysle, poradzilam zeby
pilnowal swoich spraw i wrocilam do samochodu do dziecka a on
wyskoczyl z auta i zaczal przy ludziach pod sklepem wrzeszczec za
mna ty zdzi..., ku..., ci... itp a ja odjechalam. Maluchowi
wytlumaczylam ze dziadek mial jakis problem i dlatego za nami
jechal.... Ale tesciu pojechal znowu za mna. Powiedzialam malcowi ze
pojedziemy do Mc Donalda i zatankowac na co bardzo sie ucieszyl.
Tesciu ciagle za nami. Stanelam do tankowania, tesciu stanal z tylu,
a tu nagle z boku pojezdza moj maz, wyskakuje z auta, dopada do mnie
i krzyczy do Malucha - wysiadamy! Maly placze - ja chce z mama a on
wrzeszczy na mnie, co ja robie, ze biore gdzies dziecko samochodem
mojego kochasia a tesciu wrzeszczy ze porwalam dziecko i ze idzie po
ochrone. Maly placze, ja w szoku chce stamtad odjechac bo juz ludzie
sie zbieraja, niewiele myslac wrzucilam wsteczny i przywalilam
tesciowi w auto... Caly guzik sie stalo, hakiem troche mu wgniotlam
rejestracje a oni ze dzwonia na policje! Wiec ja na to ze nie tu
tylko trzeba zajechac na jakis parking i odjechalam. Oni za mna, dra
sie ze uciekam z miejsca wypadku ale ja na najblizszej zatoce
stanelam samochodem. Malutki plakal i pyta: mamo dlaczego oni
dzwonia na policje? Ja mowie ze sa zdenerwowani a Maly ale ja im
powiem ze sa glupi, zeby nie przyjezdzali. Biedny byl tak
zdenerwowany, nie rozumial co sie dzieje....

Maz wezwal policje i
gdy na nich czekalismy ja sama powiedzialam zeby zabral Malego stad,
zeby go przy tym nie bylo. Maly sie wyrywal, ale maz wsadzil go do
swojego auta. Slysze ze tam strasznie placze wiec chce isc do niego
a tesciu do mnie z lapami, nie chce mnie puscic i drze sie ze mam
sie nie zblizac do Malego! Boze myslalam ze go rozniose na kawalki!
Odepchnelam go i weszlam do tego auta, przytulilam malego a on tak
strasznie plakal...mowil ze chce ze mna, ze nie chce z tata
jechac..nie moglam go uspokoic

Gdy przyjechala policja maz
odjechal z placzacym Maluchem. Policja byla w szoku ze o taka
pie.. musieli przyjechac, troche tescia usadzili jak walil teksty
o porwaniu dziecka itd. Dali mi bardzo niski mandat a potem spytali
mnie o co tak naprawde im chodzi? Byli w szoku widzac jak tesciu sie
zachowuje... Do wieczora nie widzialam sie juz z synkiem. Na moje
telefony maz odpowiada ze maly juz spi (pisalam wczesniej ze maly
sypia u niego - nie chcialam mu robic zamieszania w głowce i go
przeprowadzac... ). Jak ja mam ochronic swoje dziecko przed nimi?
Dziewczyny, jestem totalnie zalamana. Wiedzialam ze beda ciezkie
chwile z rozwodem ale myslalam ze one bedza dzialy sie miedzy NAMI
doroslymi a oni bez skrupułów mieszaja w to synka

Co robic, co
robic??? Mialam taka wersje u prawnika ze pozwole mezowi na to by
synek mieszkal u niego a "w zamian" on zgodzi sie na rozwod. Zawsze
potem gdyby cos bylo nie tak, w sadzie rodzinnym mozna zlozyc
wniosek o zmiane tego postanowienia sadu i podobno bez problemow
przychylaja sie matce. Ale po dzisiejszej akcji czuje ze nie moge
sie na to zgodzic! Bede sie z nim rozwodzila z 5 lat chyba ale sie
nie zgodze. Blagam - doradzcie cos...