mama_kajetana
19.07.03, 12:51
Witajcie Drogie Mamy,
na Niepłodności znalazłam post dotyczący zmian w ustawie antyaborcyjnej a w
szczególności in vitro. Ponieważ sama jestem po in vitro bardzo mnie
zaintersował (post) ale, że forumowiczki nie pamiętały dokładnie o co chodzi
to poszukałam artykułu z tygodnika Przegląd na który się powoływały. To co
przeczytałam wprawiło mnie w osłupienie... Nie mogłam załączyć linka więc
skopiowałam artykuł. Szok po prostu. Napiszcie co o tym sądzicie...
Artykuł zamieszczony w tygodniku Przegląd nr 19/2003 z dnia 06.05.2003 r.
"Ideolodzy i ginekolodzy
Lekarze przygotowują zapis całkowicie zakazujący aborcji, badań prenatalnych
i leczenia bezpłodności
Po cichutku, niby tylko w kręgach samorządu lekarskiego, lekarze szykują
przyrzeczenie lekarskie, które ma doprowadzić do zakazu aborcji i badań
prenatalnych. Zapis ten całkowicie ubezwłasnowolni kobiety. Zostanie im
odebrane prawo do świadomego macierzyństwa. Scenariusz jest taki sam jak
przed 10 laty. Najpierw zmieniono kodeks etyki lekarskiej, ograniczono prawo
do aborcji, później do kodeksu dostosowano prawo. I tak powstała słynna
ustawa antyaborcyjna. Zapowiada się, że niebawem ustawa zostanie jeszcze
bardziej zaostrzona, nie będzie zawierała żadnych przyzwoleń na dokonanie
przerwania ciąży.
Już niedługo absolwent medycyny złoży nowe przyrzeczenie lekarskie.
Do przysięgi, że będzie "służyć zdrowiu i życiu ludzkiemu" doda "od chwili
poczęcia do naturalnej śmierci". Informacja ta, jeszcze nieoficjalna,
pochodzi z prac Zespołu ds. Nowelizacji Kodeksu Etyki Lekarskiej, którego
działania ślimaczyły się przez dwa lata, ale właśnie zmierzają do finału. Do
końca maja lekarze będą mogli wypowiedzieć się, czy ta zmiana im się podoba.
Jeśli ją zaakceptują i przegłosują na najbliższym jesiennym zjeździe w
Toruniu, oficjalne przerwanie ciąży będzie w Polsce jeszcze bardziej
utrudnione.
Co oznacza "służenie życiu ludzkiemu od chwili poczęcia"? Otóż życie poczęte
staje się ważniejsze niż zdrowie i życie matki. Dotychczas zagrożenie życia
lub zdrowia kobiety, także nieuleczalna choroba płodu dawały kobiecie wolność
decydowania przynajmniej na papierze. W praktyce, nawet gdy kobieta mogła
stracić wzrok lub dziecko było skazane na śmierć, lekarze odmawiali aborcji.
Poprzedni minister zdrowia, Marek Balicki, rozesłał w tej sprawie pismo
dyscyplinujące do szpitali. Żądał przestrzegania prawa. Teraz list Balickiego
można schować do szuflady.
- Który lekarz zdecyduje się ratować kobietę, gdy zagrożone będzie jej
zdrowie, także zdrowie psychiczne? - zastanawia się prof. Eleonora Zielińska
z Instytutu Prawa UW, autorka prac naukowych o prawach kobiet. - Za
nieprzestrzeganie kodeksu etyki lekarzowi grozi sąd lekarski. Po złożeniu
takiego przyrzeczenia lekarz skupi się na ratowaniu płodu, bo otrzymał
sygnał, że jest on ważniejszy.
Ale to nie wszystko. Ciąża została osaczona i z innych stron. Zespół
zaproponował nowy punkt w art. 39 kodeksu etyki lekarskiej. Brzmi on: "Lekarz
nie powinien podejmować badań prenatalnych obarczonych ryzykiem
nieproporcjonalnym".
Pamiętajmy, że powikłania przy tej diagnostyce to promile. Jednak groźba
nowego zapisu (ryzyko nieproporcjonalne jest pojęciem mętnym i pojemnym) na
pewno wystraszy tę garstkę lekarzy, którzy jeszcze nie bali się wykonywać
badań prenatalnych. To, co w świecie jest rutyną, w Polsce staje się
zakazanym zabiegiem. Koszmarne zniekształcenia, niezdolne do życia płody -
kobieta zostanie zmuszona do traumatycznego porodu. Ale zakaz ma i drugą
stronę - niemożliwe będzie leczenie nienarodzonego dziecka.
- Ten zapis jest sformułowany nieudolnie, ale jest niebezpieczny - komentuje
prof. Zielińska. - Jest sygnałem do jeszcze większego ograniczenia badań
prenatalnych.
- Oznacza to na przykład, że kobiecie powyżej 35. roku życia odmówi się
badań, bo jest promil zagrożenia poronienia, za to młodszej powie się, że ma
kaprys - komentuje Marta Boratyńska, prawnik z UW.
Jeśli nikt nie będzie wiedział, co to jest "ryzyko nieproporcjonalne", w
ogóle odmówi badania.
Genetyk, prof. Jacek Zaremba, uważa zapis za bezsensowny, ale na zjazd
lekarzy się nie wybiera. Tak więc nie będzie miał wpływu na kształt kodeksu.
Wpływ na to będzie miał Konstanty Radziwiłł, przewodniczący Naczelnej Rady
Lekarskiej, którego poglądy znalazły się w proponowanym zapisie.
- Zapowiada się, że jedna ideologiczna grupa będzie decydować o losach setek
tysięcy kobiet - dodaje dr Grzegorz Południewski, wiceprzewodniczący
Towarzystwa Rozwoju Rodziny. - Taki zapis to łamanie praw pacjenta. Jeśli
badania genetyczne będą zakazane, kobieta zostanie pozbawiona prawa do
podejmowania decyzji, gdy np. płód jest uszkodzony. Cofamy się do
średniowiecza.
Etycy i lekarze przypominają także, że nie każdy uważa zygotę za człowieka.
Spór jest ogólnoświatowy, ale polska Naczelna Rada Lekarska już
rozstrzygnęła - jeśli ktoś jest "bardziej człowiekiem", to jest nim płód, nie
kobieta.
- Obowiązkiem lekarza jest diagnostyka, działanie z obowiązującymi
standardami medycznymi i rzetelność zawodowa - dodaje dr Grzegorz
Południewski.
- W proponowanych zapisach zwycięża ideologia.
Kolejne osaczenie ciąży to całkiem nowy art. 39a: "Nieetyczne są takie metody
medyczne wspomagające prokreację, które stwarzają nieproporcjonalne albo
nieprzewidywalne ryzyko dla poczętego człowieka lub jego matki". To z kolei
oznacza koniec sztucznego zapłodnienia, a więc leczenia
bezpłodności. "Nieprzewidywalne i nieproporcjonalne ryzyko" jest kolejnym
straszącym zapisem, który spowoduje, że lekarz nie odważy się zaproponować
zabiegu in vitro rutynowego na świecie.
O co chodzi? Zakaz aborcji nawet w dramatycznych sytuacjach, ograniczenie i
tak szczątkowych w Polsce badań prenatalnych, straszenie, że leczenie
bezpłodności jest groźne - po co są te zapisy? Przecież lekarz, którego
obowiązkiem jest ciągła nauka, wie, że medycyna światowa doskonali badania
prenatalne, bezpłodność uważa za chorobę, zaś aborcję stara się ograniczać,
nie zakazywać. Otóż chodzi o pieniądze, nie o zasady. Całkowicie zepchnięta
do podziemia aborcja i badania prenatalne tylko za setki złotych dołączą do
koszmarnie drogiej walki z bezpłodnością. Górą ideolodzy i ginekolodzy. I ich
zarobki.
Czy zgodzimy się, żeby rządziła nami grupa lekarzy, którzy kuchennymi
drzwiami wprowadzają zapisy powiększające ich konta?
Iwona Konarska"