Dodaj do ulubionych

Wpadka...Nie chcę tego dziecka.

    • 9-x-2 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 17:45
      Wiesz, kiedyś sądziłam podobnie, ale po urodzeniu dwójki dzieci nie
      potrafiłabym zabić fasolki - żywej istotki.... Facet nie jest Twoim
      oparciem. Na matkę zawsze możesz liczyć - nawet jakbyś urodziła od
      małpy, matka pomoże.
      • kbart Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 08:08
        olu. uważam ze facet dobrze zarabiający zapąłci alimenty, na dziecko
        będziesz miała pieniądze, nie martw się, znam taką osóbkę co usunęła
        i nie może mieć dzieci, nie rób tego bo możesz nie miec nigdy.
    • zaneta111131 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 17:58
      Witam
      Jestem w twoim wieku i mam synka 1,5 rocznego mam też męża starszego od siebie i
      w tym roku poszłam na studia mam nianie do małego.Fakt nie jest lekko rodzice
      moi mi wcale nie pomagają męża całymi dniami nie ma bo też ciężko
      pracuje.Chciałam Ci powiedzieć że jak się ma kase to w czym problem zatrudnijcie
      nianie i chodź na studia.A w ogóle co to za facet który chce sie pozbyć
      własnego dziecka, myślę że nie poważnych zamiarów wobec Ciebie.A ty nie usuwaj
      tego maleństwa jak urodzisz to na pewno je pokochasz i wtedy na pewno będziesz
      miała żal że pomyślałaś o usunięciu jesteś młoda DASZ SOBIE RADE.
      Pozdrawiam
    • umasumak Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 18:06

      Współczuje. Niezaplanowana ciaża jest zawsze nie w porę i w pewnym
      sensie zawsze komuś krzyżuje plany. Ale generalnie, w moim
      przekonaniu nie jest to powód do aborcji. Pytasz z czego utrzymasz
      dziecko? Ano, do momenty gdy nie ukończysz studiów, z alimentów. A
      potem będzie już tylko lepiej. Pójdziesz do pracy, tatuś nadal
      bedzie płacił i już.
      Nie martw się, Twoja sytuacja wcale nie jest taka zła.
    • sympatyczna1980 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 18:07
      I Ty go jeszcze bronisz...? Gnojek dziecko umial zrobic ale wychowywac juz nie
      chce. Traktuje Cie jak... nie bylas w ciazy wszystko ok a jak jestes to juz nie
      jest tak fajnie. facet ma 35 lat jest dorosly a zachowuje sie jak szczeniak. I
      ty go tlumaczysz ze pogubil sie w tym wszystkim...? Dziewczyno miej troche
      szacunku do siebie i nie usuwaj ciazy, dasz sobie rade, mocno w to wierze i
      trzymam kciuki za ciebie.
    • umasumak Olu 22.10.07, 18:25
      Po przeczytaniu Twoich postów, nie nasuwa się rzadna pochlebna
      opinia o Twoim lubym. Ale tak sobie myślę, że być może z jego
      strony, to tylko pierwsza reakcja.
      Tak, czy inaczej, na Twoim miejscu postąpiłabym tak - panu bym
      powiedziała, że dziecko urodzę i do niego należy decyzja, czy będzie
      tatusiem tylko płacącym na utrzymanie dziecka, czy również biorącym
      udział w jego wychowaniu.
      Myślę, że jeśli poważnie traktował wasz zwiazek, to jednak nie
      odsunie się teraz od Ciebie, a po czasie okazać się może, że będzie
      widział w takim obrocie spraw także radosne aspekty.
      Jeśli tak nie będzie, to po prostu niech płaci.
      Tak myślę.
      • kotbehemot6 Re: Olu 22.10.07, 18:31
        Podpisuję się z tym co wyzej i jeszcze dodam,iż nie licz na to,ze w waszym
        związu po ewentualnej aborcji będzoe tak samo cukierkowo jak przedte,. Nie
        będzie.POza tym,cóz to znaczy,że nie dasz rady??? Raz,ze przeważnie mamy w
        obliczu zostania babcią przeważnie przygarniają córki, dwa,ze moze zmieni sie
        stanowiska "tatusia". Trzy o możłiwościach zdobycia dodatkowego czasu(dziekanka)
        i pieniędzy(alimenty, stypedium sojalne) dziewczyny pisały.
      • agnieszkallo Re: Olu 22.10.07, 20:21
        Przemyśl dokładnie decyzję o aborcji...
        Znam przypadek gdzie dziewczyna była w ciązy, a chłopak nie chciał
        dziecka. Po wysłuchaniu jego argumentów zrobiła aborcję. A po pół
        roku chłopak spakował się i odszedł do innej-rzucił jej na
        pożegnanie "Nie mogę być z dziewczyną, która zabiła moje dziecko".
        Dziewczyno uwierz w siebie. Dasz sobie radę. To maleństwo stanie się
        całym twoim światem.
        • sowa_hu_hu Re: Olu 22.10.07, 20:30
          Wcale nie uważam żeby ci było łatwo rzucić studia ,znaleźć prace i
          wynając samej mieszkanie... jesli ktoś uważa że to można zrobić tak
          po prostu jest w błędzie...
          jednak przemysl decyzje o usunięciu dziecka... wiesz nie wydaje mi
          sie żeby po czymś takim w twoim związku nadal było dobrze... zabiją
          was wyrzuty...
          poza tym wciąz bronisz swojego faceta... a ja nie rozumiem jego
          podejścia... skoro cie kocha... nie rozumiem... utrzymuje cie ,ma
          dyrektorskie stanowsiko więc chyba stać go żeby utrzymac rodzine???
          jesli twierdzisz ze w tym wieku nie jest gotowy na dziecko to kiedy
          bedzie? gdyby miał 25 lat to ja rozumiem... ale facet który mocno po
          30stce twierdzi ze nie jest gotowy byc ojcem to pytam kiedy bedzie?
          jesli on namawia cie do aborcji jest dla mnie prostakiem.

          ps. jstes pewna że rodzice ci nie pomogą?
          • reteczu Sowo, 23.10.07, 09:29
            pijesz do mnie.

            sowa_hu_hu napisała:

            > Wcale nie uważam żeby ci było łatwo rzucić studia ,znaleźć prace i
            > wynając samej mieszkanie... jesli ktoś uważa że to można zrobić
            tak
            > po prostu jest w błędzie...


            Nie twierdzę,że łatwo tego dokonać.Ba!Uważam,że to skrajne
            postępowanie w tej sytuacji,piekielnie trudne,ale wykonalne.
            Nie namawiam do radykalnych rozwiązań,tylko je proponuję,choć zdaję
            sobie sprawę z ogromu trudności na drodze do realizacji takiego
            planu.
            Dziewczyna przyzwyczaiła się do wygodnictwa,kasę dawał
            kochaś,zerwała kontakt z rodziną.
            Emamy mądrze jej już poradziły.
    • mozambia80 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 21:43
      Jestem mamą 6-miesięcznej dziewczynki na którą tez nie byłam przygotowana. Bałam
      się, jak sobie poradzę, a jednak się udało... teraz nie wyobrażam sobie życia
      bez niej. Teraz to ona jest dla mnie całym światem a ja dla niej najważniejszą
      osobą na świecie! Nie poddawaj się bez walki, możesz kiedyś żałować swojej
      decyzji. Ja nawet nie chce myśleć, że mogłabym zrobić wtedy coś takiego i
      pozbawic życia moją córeczkę... bo to nie jest płód, czy jakieś tam dziecko...
      TO JEST TWOJE DZIECKO: SYNEK BąDź CóRKA!

      I tak, jak ktoś tu już napisał: rozwiązań może być kilka, ale ty ich nie
      dostrzegasz. Moim zdaniem jesteś dziwnie zapatrzona w tego faceta (bądź jego
      kasę)... A co zrobisz, jak usuniesz a on mimo to cię zostawi??? Już raz się
      okazał świnią, więc...

      Pogadaj z rodzicami: z doświadczenie wiem, że co innego teoretyzowanie a co
      innego pomoc w faktycznej sytuacji.
      życzę powodzenia
    • yoggi87 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 22:50
      Wiesz co... Jestem młodsza od Ciebie, ale chyba mam więcej w
      głowie... Usunąć dziecko dla faceta??? Nie mam słów. Przez moment
      miałam wrażenie, że opisujesz jakieś bóstwo, a nie mężczyznę, który
      okazał się totalnym palntem, jak może obwiniać Ciebie o wpadkę?
      Czyli, że on niby nie brał w tym udziału? Gdyby Cię kochał, starałby
      się dojrzeć do sytuacji i wziąć odpowiedzialność za Ciebie i to
      dziecko. JEGO DZIECKO!!! Masz racje idź, usuń ciąże, a potem sobie
      dalej żyj z tą świadomością, z wyrzutami sumienia i facetem, dla
      którego stabilizacja i normalne, rodzinne życie jest tragedią.
      Napewno będziesz szczęśliwa...
    • mirac7 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 22.10.07, 23:29

      Aleksandra jak chcesz to napisz do mnie na priwa.
    • 9-x-2 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 08:00
      Popieram wszystko wyżej napisane - nie potrafisz normalnie żyć z
      tym, że zabiłaś żywą istotę, na dodatek własne dziecko....
      Facet odejdzie, a świadomość ta pozostanie zawsze z Tobą.
      Jeszcze raz powtarzam - na rodziców zawsze można liczyć. Pomogą Ci.
      Pozatym, są żłobki - moje chodzi i ma się bardzo dobrze. Koszt 200
      zł miesięcznie. Sądzę, że na taki wydatek Cię stać, a jak nie, to
      rodzina pomoże. Będziesz mogła kontynuować studia i wychowywać
      dziecko.
      Ubranka mogą być np. z Allegro, nie muszą być nowe...
      Jedzonko i pampersy - ok. 150-200 zł miesięcznie
      Ze wszystkim można się zmieścić w kwocie 400-500 zł. Mówię o
      realiach warszawskich.
    • mamazuzi06 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 09:06
      współczuję Ci takiej sytuacji...
      nie możecie po prostu usiąść i porozmawiać jak dorośli i odpowiedzialni ludzie...
      znaleźć wspólnie rozwiązanie....
      dziecko to największy SKARB rodziców (i dziadków też nawet tych nieakceptujących związku córki).
      napisz o Waszej decyzji...
      Powodzenia !!
    • vera-0 Przeciez masz wiele mozliwosci 23.10.07, 09:35
      Wyjechac do Holandii i usunac,
      urodzic i oddac do adopcji,
      urodzic i mimo wszystko wychowywac,
    • nickna1raz Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. Przeczytaj Ola 23.10.07, 09:48
      "Po" zostaniesz całkiem sama. Bez szacunku K., a co ważniejsze samej
      do siebie. Wasz związek na 100% skończy się - nawet się nie łudź, że
      będzie inaczej.
      Wiem, co piszę , bo jako 17-latka usunęłam ciążę. Nie miałam szans
      na pomoc niedoszłego "tatusia", na żadne alimenty, rodzice dali mi
      kasę na skrobankę i ultimatum, że albo ją zrobię albo mogę się
      wyprowadzać z domu. Potem wszytko wróciło do "normy", ja do szkoły,
      potem na studia. Znowu byłam kochaną córeczką i nikt nic nie
      pamięta. A ja? Doła nie miałam, ani wtedy ani teraz. Ale pustka
      była. Nie życzę Ci tego, naprawdę.
      Pierwsz reakcja K. była beznadziejna, a jaka jest druga? Ta furia
      nie przekresla go jeszcze jako ojca. W końcu 35 lat bez zobowiązań a
      tu nagle... To dla niego też szok, może się z niego otrząsnie, a jak
      nie to trudno.
      Rozumiem, że ciężko jest wrócić do rodziców z potkulonym ogonem i
      przyznać się do błędu (w wyborze partnera) i ciąży. Musisz
      spróbować, to w końcu rodzice. Może nie będzie tak źle?
      Wielu facetów mięknie na widok rosnącego brzuszka i choć na początku
      nie koniecznie są zachwyceni to okazują się świetnymi tatusiami.
      Głowa do góry i zapomnij, że w ogóle myslałas o aborcji.
      macierzyństwo jest piękne!
    • gorzkasweetie Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 10:03
      Ciężko zrozumieć twój tok rozumowania i tę sytuację. 35-letni
      mężczyzna, jak rozumiem świetnie zarabiający, nie jest "gotowy" na
      dziecko? A kiedy będzie? Jak ty będziesz miała 50 lat? O co chodzi z
      tym radzeniem sobie? Przecież skoro twój Pan i Władca ma taką
      świetną robotę, to zarobki także porządne. Stać was więc będzie na
      utrzymanie dziecka i na opiekunkę, dzięki której uzyskasz czas
      wolny. Idąc dalej - jaki problem widzisz w kontynuowaniu studiów?
      Studiowałam w ciąży, ostatni rok robiłam tuż po urodzeniu córki. da
      się to zrobić, jeżeli nie masz pomocy od rodziny, to z opiekunką.
      Mężczyzna, który na wiadomość iż zostanie ojcem, wrzeszczy, "zwala
      winę" na partnerkę, karze jej usunąć ciążę - nie kocha. I tyle.
      Współczuję ci, od tej pory żyjesz ze świadomością, jakim gnojkiem
      jest tak naprawdę twój idealny ukochany. Bo jest. Takie traktowanie
      kobiety to po prostu poziom zerowy, dno. Przykre, że tracisz
      złudzenia co do jego uczuć.
      Nie zrozum mnie źle, jestem za prawem kobiety do wyboru, co zrobi z
      zawartością swego brzucha. Ale w waszym przypadku to jakieś
      dziecinne i głupie. Aborcję zrobisz, bo ci dziecko w wygodnym życiu
      przeszkadza. Musiałabyś być szalenie twarda psychicznie, odporna,
      bez uczuć, żeby potem tego nie żałować i zapomnieć o sprawie jak o
      przebytej grypie. Sądząc z twoich słów, nie wydajesz się taka. Może
      jednak warto pomyśleć zanim cos zrobisz?
    • gooochab Przesadzasz chyba Olu trochę 23.10.07, 10:07
      Po pierwsze musisz odpowiedzieć sobie na pytanie czego Ty chcesz!!! Nie czego
      chciałby Krzysztof, Twoi rodzice, czy ktokolwiek inny. Pomyśl nad tym, spróbuj
      sobie wyobrazić siebie z maluszkiem. Ale nie w wersji "nie mamy za co żyć,
      jestem sama itd", bo to wyobrażasz sobie cały czas. Dla równowagi postaraj się
      wyobrazić sobie maluszka w Twoich ramionach. Jak widzisz ten obrazek?

      Po drugie przestań panikować, Twoja sytuacja wcale nie jest beznadziejna. Nie
      chce mi się powtarzać po koleżankach, one przedstawiły Ci bardzo dobrze
      możliwości, jakie masz.

      Po trzecie: Krzysztof... no cóż... nie wiem jakim jest człowiekiem. Nie chcę go
      oceniać. Wiadomość o ciąży zawsze jest szokiem (nawet jeśli wiemy skąd są
      dzieci!) i zawsze niesie ze sobą wiele emocji. Krzysztof ma ustabilizowany
      rozkład dnia, a dziecko wprowadza w jego życie prawdziwą rewolucję. To napewno.
      A co będzie dalej? Musisz dać mu czas. Nie kontaktuj się z nim przez jakiś czas
      (no, chyba,że z nim mieszkasz, to byłoby niewykonalne)...
      Sama potrzebujesz czasu, może wyjedź do rodziny (nie rodziców, tylko jakiejś
      dalszej- jakaś kuzynka?), odpoczniesz, zyskasz świeże spojrzenie na to.

      Naprawdę nie jest tak tragicznie, jak myślisz. Każda ciąża niesie ze sobą wiele.
      Ja też uważałam, że to nie jest dobry moment na dziecko, teraz jestem w 23
      tygodniu ciąży i bardzo się cieszę, że tak wyszło. Tak naprawdę nigdy nie ma
      dobrego momentu na dziecko, zawsze jest nie w porę. Ale kiedy już przyjdzie,
      chyba nie będę potrafiła sobie wyobrazić dalszego życia bez Niego- wczoraj
      dowiedziałam się, że chłopiec.

      Mam do Ciebie jeszcze jedno słówko- bądź przede wszystkim wierna sobie. To Ty
      jesteś najważniejsza i to Ty będziesz zawsze o tym pamiętać. Czy to taka
      straszna myśl dla Ciebie nosić cząstkę kogoś, kogo kochasz? Sama musisz
      odpowiedzieć sobie na to. Oboje potrzebujecie czasu, Krzysztof też.
    • g0sik Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 11:20
      No cóż...zdaje się, że swoim zachowaniem Krzysztof pokazał dobitnie
      gdzie jest Twoje miejsce...Triss ma rację w 100% - jesteś utrzymanką
      i od Twojej decyzji zależy czy Pan pozwoli Ci nią być nadal. W
      idealnym związku na info o ciąży facet ma prawo się drzeć tylko w
      jednym przypadku -gdy dziecko nie jest jego. Reakcja ukochanego
      świadczy o tym, że traktuje Cię jak lalę do zaspokajania potrzeb
      seksualnych, do przekazania genów wybierze inną
      kobietę....niewyczyszczoną jak już ktoś to trafnie określił.


    • liwilla1 Re: aleksandro, prosze przeczytaj 23.10.07, 11:36
      zastanow sie, blagam, nads swoja decyzja! aborcja to najgorsze mozliwe wyjscie,
      odbierzesz swojemu dziecku prawo do zycia, do doswiadczenia wszystkich zlych i
      cudownych, ktore skladaja sie na zycie. Ola, prosze Cie, nie rob tego!
      sama jestem studentka 4 roku, studiuje dziennie, jakos sobie radze-co prawda
      przy olbrzymiej pomocy ze strony tesciow i moich rodzicow, a takze dojrzalosci
      mojego partnera-ale nawet jakbym byla sama, zdana na siebie, nie-nie
      potrafilabym zyc bez mojego synka. sama swiadomosc takiej straty i pustki mnie
      zabija. Prosze, wejdz na zdjecia mojego synka i uwierz troche starszej
      kolezance-nic: ani pieniadze, ani wyksztalcenie, ani kariera-NIC nie jest w
      stanie zastapic bycia mama. Nie zalowalabym nigdy porzucenia wszystkiego, co
      wydawalo sie mi wazne gdy bylam w Twoim wieku, dla NIEGO. Ola, prosze...
      • abi28 OLU !!!! Błagam Cię, nawet o tym nie myśl......... 23.10.07, 12:06
        Olu, nie ma nic piękniejszego od bycia mamą !!! Ja urodziłą swojego
        synka mając 20 lat, skończyłam studia, mam pracę, mieszkamy sami
        w "wielkim mieście" w trójkę, rodzina daleko ponad 100 km. od nas,
        bywało ciężko, ale za nic w świecie, absolutnie za nic nie
        cofnęłabym czasu, tak się cieszę że mam synka i ciągle mu to
        powtarzam, kocham go ponad życie i nie wyobrażam sobie bez niego
        życia. Jak dowiedziałm się że jestem w ciąży byłam pełna obaw i
        dokładnie tak samo jak Ty strasznie się bałam, ale gdyby czas się
        cofnął nie zmieniłabym niczego, a wręcz przeciwnie zaraz po
        urodzeniu synka chciałabym mieć kolejne dziecko. Od trzech lat
        staramy się o drugie dziecko ale nic z tego nie wychodzi. Mój
        kochany synek w tym roku poszedł do 1 klasy, ja mam 27 lat i jestem
        naj,naj,naj,najszczęśliwszą mamuśką na świecie !!!
        Proszę Cię Olu, nie rób tego, zapewniam Cię że będziesz żałowała
        swojej decyzji na 100 %. Oczywiście zrobisz jak zechcesz, decyzja
        należy do ciebie, ale wiem że jestem mądrą kobietą i przemyślisz
        sobie jeeszcze raz wszystko i podejmiesz najwłaściwszą decyzję.
        Pozdrawiam Cię gorąco, trzymaj się cieplutko.
    • eluchna100 Olu... nie rób tego... 23.10.07, 11:51
      Ja mialam 23 lata, tyle co ty, kiedy zaszłam w ciąże. W tamtym
      czasie miałąm trudną sytuacje. Bylam z P. zaręczona, ale bez
      konkretnej daty ślubu. Mieszkalismy razem, mialam mieszkanie po
      zmarłym dziadku(moi rodzice po rozwodzie-ojciec w niemczech,
      naduzywajacy alkoholu, mama od lat z ojczymem. Kiedy moj P.
      oswiadczyl mi sie, moj ojczym od razu powiedzial co jestes w ciazy?
      Pmietaj na mame nie licz, nie pomoze ci przy dziecku, bo toba sie
      tez nie zajmowala)Wtedy jednak w ciazy nie bylam . W ciaze zaszlam
      za 2 lata, wpadka po odstawieniu pigulek. Na przemian płakalam, ze
      nie moge miec tego dziecka, ze musze opiekowac sie babcia po wylewie
      (gotowac obiady, sprzeatac itp. babcia miala lewa czesc ciala
      sparalizowana, jak sie jej polepszylo i zaczela chodzic po
      mieszkaniu, to moja mama sie ulotnila zostawila mnie samą. Babcia
      wyżywała sie na mnie, byla złosliwa, robila awantury.Nie chciala
      pilegniarki do pomocy.Ja nie wytrzymywalam psychicznie, jednak jej
      nie zostawilam, bo opiekowala sie mna jak bylam dzieckiem. W tym
      samym czasie moj biologiczny ojciec, ktory w zamian za zalegle
      alimenty obiecla mi mieszkanie po zmarlym ojcu, a moim dziadku(bylam
      z nim przez ostatnie miesiace przed smiercia bardzo blisko
      postanowil w amoku pijackim sprzedac mieszkanie. Nie chcialam sie
      wyprowadzic, wczesniej obiecal ze zapisze mi je notarialnie, jednak
      tylko mnie zameldowal.
      Nie wyprowadzialm sie dobrowolnie to przysylal mi pisma od prawnika,
      w koncu udalo mu sie mnie wymeldowac(bo do domu wrcalam na noc, a
      cale dnie z babcia i udowodnil mi ze tam nie przebywam)
      Ktorego dnia wrcam do domu, atam zamki zmienione, pomimo ze nie
      mialam jeszcze wymeldowania. Zalamalam sie calkowicie, po latach
      zaufalam ojcu.
      Spozniala mi sie miesiaczka, test pozytywny, pierwszy szok, ryk.
      Zjadlam cale pudelko pigulek logest, myslac zadziala jak postinor.
      Moj narzeczony, tez plakal ze nie mozemy miec tego
      dziecka.Pojechalismy na usg, nic nic nie wykazalo, za 2 tyg, juz
      bylo widac pecherzyk ciazowy (13mm) bez bijacego serduszka.W nocy
      sie cieszylam, glaskalam, rozmawialam z brzuszkiem a nad ranem
      histeria... Mielismy przyjechac za 2 tygodnie. Stchurzylam.
      Pojechalam w ten dzien na zabieg aborcji. P. zawiozl mnie, w aucie
      plakalam, chcial zawrocic, ja mowilam ze nie moge miec tego dziecka,
      ze nikt nam nie pomoze, ze P. rodzice juz maja mego wnuka i maja
      dosc, ze matka ma prace wyjazdowa i nigdy jej nie ma i ma syna wtedy
      8 letniego, ze kto zajmie sie babcia. Tysiac razy te same argumenty
      walkowalismy. Niby decyzja przemyslana, moj P. mowil ze zawsze
      bedzie ze mna, cokolwiek postanowie. Na dniach P. stracil prace, ja
      nie mialam wogole pracy, ledwo co skonczylam licencjat. Ciezka
      sytuacja.
      Chcialam z tamtad uciec, plakalam u tego lekarza, a on sucho nie
      pani pierwsza nie ostatnia. Dal mi zastrzyk i chwila zabieg.
      Pamietam tylko taki tekst; ojej jaka roslinka, jaka wczesna ciaza.
      Po wszystkim pierwsza moja mysl witaj u bram piekla.
      P. czekal w aucie, tak samo plakalismy wtuleni w siebie jak tam
      szlam i jak wrocilam.
      Po tym wszystkim mialam silna depresje, cale dnie plakalam i
      udawalam ze ksiazke czytam.Kiedy babcia robila awantury tylko
      upewnialam sie ze musialam tak postapic. ze nie bylo warunkow.
      Do dzis mam wyrzuty sumienia, nie moge sie z tym pogodzic, ze bylam
      slaba, ze myslalam tylko o innych a nie o sobie, swoim zyciu. Z P.
      nie bylo ciekawie, juz przed ciaza, wtedy chialam z nim zerwac.W
      klotniach skakalismy sobie do oczu, wyrzuty byly. Mam zal do P. ze
      sila nie zmusil mnie abym jednak tego nie zrobila, ze nie zapewnial
      mnie ze zabierze mnie od babki. Tylko zgadzal sie na wszystko, to on
      rozmawial przez telefon z tym lekarzem, ja nie mialam
      odwagi.Pamietam, ze cieszyl sie, kupil mi folik, ale nie wystarczylo
      nam sil, tchorze z nas i tyle. Poslzismy do spowiedzi oboje , do
      ojca dominikana, opowiedzialam ksiedzu wszystko, cale moje zycie,
      powiedzial nam tak, ze to dziecko ktore zamieszkalo we mnie jest
      szansa od Boga, mamy kochac je ze zdwojona miloscia za tamto, ze
      jesli tak sie stalo to Bog dal nam szanse i ze mamy byc razem, bo to
      znak.Duzo mnie to kosztowalo, ta spowiedz, potrzebowalam jej.
      Po tym wszystkim probowalismy abym znow zaszla w ciaze, udalo sie,
      ja mialam prace, on tez. Ciza przebiegala ok. W 38 tyg. maly
      okrecil sie pepowina i bylo zagrozenie zycia,szybko cc, zagrozenie
      zycia, przestal oddychac. 6 dni pod respiratorem.Lekarze tylko rece
      rozkladali, wszystko w rekach Boga, w szpitalnej kapliczce plakalam
      i modlilam sie zarliwie jak nigdy do Matki Boskiej Nieustajecej
      pomocy. Wiem, ze to dzieki niej synek zyje, ma sie swietnie.
      Minely 3 lata, P. zmnienil sie calkowicie, stal sie odpowidzialny za
      nasza rodzine, szanuje mnie(wczesniej nie),i bardzo kocha naszego
      synka.Czasem porozmawiamy o tym co sie stalo, załujemy i ni emozemy
      sobie wytlumaczyc, dlaczego taka glupote zrobilismy.Przyjaciolka
      ktora stawia zawodowo karty, powiedziala ze i tak ta ciazy by sie
      nie utzrymala, ze tak lepiej jak sie stalo na samym poczatku. Marne
      pocieszenie.
      A rodzice, moi staneli na wysokosci zadania, finansowo kupuja
      ubrania dla synka,zabawki, mebelki i okazjonalna opieka, to znaczy
      moj ojczym, bo mama na widok przewiniecia malego ma odruch wymiotny.
      Tescie sporadycznie iteresuja sie wnukiem, sa zmeczenie opieka nad
      pierwszym wnukiem. Jestem cale dzionki sama, maz pracuje po 10 h. w
      5 dni w tyg. Ja zaczelam studia zaoczne magisterskie. Za jakis czas
      chcielibysmy jeszcze jedno dzieciatko, ale jak sie uda. Nasz synek
      jest cudowny, jest calym naszym swiatem radoscia. Prosze Ola nie rob
      tego, ciezko sie zyje z taka swiadomoscia, bol jest mniejszy, ale
      jest i nic nie da to ze Bog wybaczyl.Nic.
      Ulozysz sobie zycie, zobaczysz, ja zaluje jednego, ze nie
      powiedzialam o ciazy rodzicom, na pewno nie zgodziliby sie na to co
      sie stalo. Zaluje ze sami z tym bylismy.Moj narzeczony wtedy mial 26
      lat, ja 23 jak dzieciaki.
      Przemysl, jeszcze raz...
      • patsik Re: Olu... nie rób tego... 23.10.07, 12:45
        Nie sądze, żeby to była podpucha...bo parę lat temu poznałam prawie
        identyczną historię. Pan tatuś zarządził: albo usuniesz, albo ja
        znikam. Też miał lat około 35, własną firmę a ona była na studiach.
        Długo myślała....była już nawet zapisana na zabieg. Nie poszła.
        Synek ma teraz siedem lat a ona mówi, że nie wybaczyłaby sobie,
        gdyby go nie było....Pan Nieodpowiedzialny oczywiście rozmył się w
        niebycie - nie było mowy o żadnej akceptacji syna. Ale dziewczyna
        sobie poradziła - mimo tego, że była absolutnie odcięta od rodziny,
        w momencie, kiedy zaszła w ciażę. Jakoś - z biegiem czasu (bo nigdy
        nie mówiła, że jest jej łatwo)- znalazła się i babcia...i
        dziadek....Zawsze mówiła, że wywalenie Pana Nieodpowiedzialnego z
        własnego życia było najlepszym, co zrobiła dla siebie. Miesiąc temu
        wyszła za mąż.
        Aleksandro - wywal go, jest niewart Ciebie - niezależnie od tego,
        co zrobisz z ciążą. Przeczytaj, co napisała wieczna-gośka: mądrze
        gada! Nie będziesz samotna, gwarantuję - ot, choćby tu znajdziesz
        wsparcie. Jest wśród nas na pewno kilka osób, które mogłyby się z
        Tobą spotkać i pogadać.
        To taki pozytywny przykład.
    • bea.bea Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 12:28
      patrząc na ostatnie zawirowania polityczne...to kojarzy mi sie ten post z
      podpucha...jakieja organizacji...typu CBA...
      napiszcie która robiła, u kogo..i za ile...
      • zuza-anna Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 24.10.07, 01:09
        Twój facet okazał sie gó..arzem, ale ty bądź dorosła. Nie
        histeryzuj, nie płacz. Umów się z nim w kawiarni czy innym
        publicznym miejscu na poważna rozmowę i przedstaw swoje warunki:
        po pierwsze, oznajmij, że zdecydowałaś się urodzić
        po drugie, że jesteś gotowa sama sie soba zając , a od niego
        wymagasz tylko finansowego wsparcia dla siebie, bo będą w ciąży w
        czasie studiów nie jesteś w stanie podjąć aktualnie pracy
        po trzecie, że finasowe wsparcie teraz ma objąć wynajęcie dla
        ciebie jakiegoś przyzwoitego kąta, byś mogła spokojnie przebyć
        ciążę i miec gdzie sie zatrzymać z dzieckiem po porodzie oraz
        pewnej kwoty na twoje utrzymanie
        po czwarte, potwierdź, że sprawę formalnych alimentów na ciebie do
        ukończenia studiów oraz na dziecko, a potem tylko na dziecko masz
        nadzieję załatwic polubownie po urodzeniu dziecka
        I nie daj się zmanipulować!!! Omów może wszystko w jakimś darmowym
        biurze porad prawnych, adresy znajdziesz w lokalnej gazecie.
    • nataliak9 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 12:37
      Aleksandro,może przenies swoje dywagacje na forum Samodzielna mama?
      zobaczysz jak radza sobie kobiety z dzieckiem bez faceta.
    • kropkakot Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 12:49
      Ja tez wpadłam z tym ze z własnym męzem z którym byłam juz własciwie
      na etapie rozwodu. Totalna załamka, nie chciałam, nie kochałam tego
      dziecka, ciąża zawaliła wszystkie moje zyciowe plany, nadzieje na
      odejscie od meza i ułozenie zycia na nowo... Ale nigdy nie
      pomyslalam ze mam PRAWO decydowac o tym zeby usunąc ta ciaze. Taka
      mysl nie zaswitała nawet na chwile w mojej głowie, bo to przeciez
      JEST mały nowy człowiek! W dodatku nic nie winny całej sytuacji. To
      ja mam teraz byc za niego odpowiedzialna jako jego MATKA. Przez
      okres ciazy pogodziłam sie z tym ze swoje plany musze odlozyc na
      pozniej, pokochalam dziecko "od pierwszego kopniecia" i wiedzialam
      ze sobie poradze. Dostałam jakiejs dziwnej nowej siły i wiary. Moja
      Mala ma teraz 10 miesiecy, jest cudowna a ja układam teraz swoje
      zycie na nowo. Uwierz ze sie uda, nie licz na niego a zreszta gdyby
      on nie chciał utrzymywac Cie w czasie ciazy jest taki przepis, który
      go do tego zobowiazuje jako ojca. Spróbuj dowiedziec sie na jakims
      forum prawnym. Trzymaj sie.
    • vera-0 to jedz do Holandii 23.10.07, 12:52
      albo oddaj do adopcji.
    • escribir Co chcesz usłyszeć???? 23.10.07, 13:55
      Tak, zrób to? A potem módl się aby sumienie przestało odliczać tygodnie,
      miesiące, lata- które miałoby twoje dziecko gdyby żyło.
      Nie powiem Ci że macierzyństwo to najpiękniejsze co może sie kobiecie
      przytrafić. Jest jeszcze kilka fajniejszych spraw. Ale NIC macierzyństwa NIE
      ZASTĄPI. Nie ma dla niego zamiennika.
      Miałam 21 lat gdy zaszłam w ciążę. On pozostawił mi wolna rękę, to ja miałam
      podjąć decyzję. Dopiero zaczęłam pracę- kiepsko płatną, na okres próbny, nie
      miałam nawet matury, nie miałam rodziny (nie to ze byliśmy skłóceni- po prostu
      jej nie miałam).
      Więc podjęłam decyzję. Teraz moja decyzja ma prawie 11 lat wink On widział ją
      ostatni raz na badaniach genetycznych (tak, tak, po naradzie ze swoja matką
      doszedł do wniosku ze to nie jego dziecko ), gdy miała pół roku. Tylko
      comiesięczny przelew alimentów przypomina mi o nim.
      A ja? Jestem mężatką od kilku lat, mam też druga córkę, zdobyłam konkretny zawód.

      WIĘC DO JASNEJ CHOLERY NIE MÓW MI ŻE SIĘ NIE DA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • emilly4 Brak mi slow! 23.10.07, 14:14
      Twoj facet ma 35 lat,jest dyrektorem firmy. Ty 23 lata na 4 roku-
      czyli juz prawie konczysz!! Powiedz mi w jaki spsob przeprowadza sie
      w twojej glowie proces myslenia?? Jak z gory mozesz powiedziec,ze
      twoja mama ci nie pomoze??
      Dziewczyny maja po 20 lat i zachodza w ciaze,koncza studia,maja
      prace i sa najszczesliwsze na swiecie,a Ty??? Jedyne o czym mozesz
      teraz pomyslec to skrobanka!!
      Nie wspolczuje ci wogole!
    • emilly4 Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 14:16
      Twoj facet ma 35 lat,jest dyrektorem firmy. Ty 23 lata na 4 roku-
      czyli juz prawie konczysz!! Powiedz mi w jaki spsob przeprowadza sie
      w twojej glowie proces myslenia?? Jak z gory mozesz powiedziec,ze
      twoja mama ci nie pomoze??
      Dziewczyny maja po 20 lat i zachodza w ciaze,koncza studia,maja
      prace i sa najszczesliwsze na swiecie,a Ty??? Jedyne o czym mozesz
      teraz pomyslec to skrobanka!!
      Nie wspolczuje ci wogole!
    • mma_ramotswe Re: Wpadka...Nie chcę tego dziecka. 23.10.07, 14:31
      A jak się zabezpieczaliście? Tak z ciekawości pytam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka