parasol-ka
04.12.07, 04:19
Od kilku lat mieszkam w Stanach i mam w Polsce chrzesnice, ktora w
przyszlym roku bedzie miec komunie. Co roku wysylam jej prezenty na
urodziny i Boze Narodzenie (fajne ale nie przesadnie drogie).
Szczerze mowiac to przeraza mnie perspektywa komunii. Wydaje mi sie,
ze sa bardzo wygorowane oczekiwania wobec chrzestnych zamieszkalych
za granica i w ogole chrzestnych. Uwaza sie, ze chrzestni sa od
dawania prezentow a nie od pomocy rodzicom w wychowaniu dzieci w
wierze.
Powiedziala mezowi ze zaczelam myslec o prezencie komunijnym dla
mojej chrzesnicy i ze bedzie to kwota okolo 100 $. Maz sie bardzo
zdziwil (jest Amerykaninem) bo tutaj nie daje sie takich drogich
prezentow (no chyba ze na barmicwe ale to inna bajka).
Gdy powiedzialam o tej kwocie moim rodzicom, to byli oburzeni i
stwierdzili ze jako 'Amerykanka' powinnam wydac co najmniej 200 $
tym bardziej ze jest teraz niski kurs dolara. No bo kiedys 200 $ to
bylo ponad 600 zlotych a teraz jest niecale 500.
Ale co mnie obchodzi kurs dolara w Polsce? Dla nas 100 czy 200
dolarow ma w dalszym ciagu taka sama wartosc.
Nie czuje sie komfortowo wydawac az tyle pieniedzy. Ja nie pracuje,
tylko maz pracuje i chociaz dobrze zarabia to tak czy inaczej on
jest jedynym zywicielem rodziny. A tutaj 200 $ daje sie na wesele
(jak sie kogos bardzo lubi) ale nie na komunie.
Dodatkowo wydamy jeszcze kilka tysiecy $ na przelot do Polski. Jesli
zdecydujemy sie nie leciec, to czy powinnismy dac wiekszy prezent?
Jakie bylyby wasze oczekiwania wobec 'cioci z Ameryki'?