e-milia1
15.12.07, 12:00
maz byl wczoraj na imprezie swiatecznej organizowanej przez jego
szefostwo. przez ostatnie dwa tagodnie byl na chorobowym i obiecal
sobie, ze bedzie uwazal z alkoholem i ze wroci przed polnoca do
domu. czeklam na niego jak kretynka. mezus wrocil dopiero po 2 w
nocy nawalony jak czolg, ledwo chodzil. musialam go pilnowa bo nie
chcial wyjs spod prysznica (balam sie, ze tam zasnie) a potem
obrzygal pol lazienki. zamiast spac, pilnowalam slubnego a potem
musialam go targac do goscinnego bo z takim smierdzielem spac nie
chcialam. w wyniku jego eskapady nie przespalam pol nocy. mezus
teraz lezy w lozku, jest ciezko chory... dzis mielismy pozalatwia
kilka rzeczy, zaczac pakowac auto. maz mial poza tym posprawdzac
samochod bo za kilka dni wyjezdzamy do rodzicow na swieta... malo
tego, mial rano zotac z dzieckiem-bylam umowiona na badania wzroku
u optyka. wsciekla jestem. moj maz zawsze gdy idzie na jakas
impreze, wraca pozniej w takim stanie. chlop nie umie pic i zawsze
sobie obiecuje, ze nie bedzie przesadzal. juz nie raz wyrznal mi
taki numer...jestem na niego wsciekla, facet dobiega 40 a zachowuje
sie jak gowniarz. nie chce nawet wiedziec co sobie mysli dzis o nim
jego szef. na szczescie maz nie chodzi az tak czestó na imrezy...
jestem wsciekla... chcialam sie tylko wygadac....