pia_
03.02.08, 20:01
Mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych poza miastem. Jest to
typowe osiedle z mieszkańcami, którzy niedawno wyprowadzili się z
miasta, ale tam pracują, dzieci chodzą tam do szkół, przedszkoli
itp. Na osiedlu jest rodzina (młode małżeństwo z dwójką małych
dzieci), która sprawiła sobie pieska (bo starsza córka bardzo
chciała). Na początku chcieli rasowego, ale poniewaz to kosztuje,
więc kiedy przybłakała się suka ze szczeniakiem - zatrzymali
szczeniaka. Dodam jeszcze, że jest to jedyny, nieogrodzony dom na
osiedlu. Pierwszą noc szczeniak (suczka) spędził samotnie na dworze
piszcząc niemiłosiernie (przywiązany linką do kołka), aż się
wszystkim mieszkańcom serca krajały (nie mówię już o tym, że przez
to spać się nie dało). Sunia piszczała, aż się przyzwyczaiła z
czasem, dostała nieocieploną budę i tak przeżyła pierwszą zimę.
Zastanawialiśmy się z resztą sąsiadów, czy nie oddać suni do
schroniska (właściciele i tak by się nie zorientowali, bo codziennie
zrywała się z linki i gnała na pola i do lasu), ale większość
stwierdziła, że w schronisku jest sto razy gorzej, a tu ma swoją
budę, jedzenie i wolność. Niestety po jakimś czasie suka się
oszczeniła, bo właściele nie pomyśleli o sterylizacji (bo ponoć za
młoda była), z miotu po wielu perypetiach (rozjechane na drodze,
potrącone, zaginione itd) został jeden pies (kulawy po potrąceniu).
Po jakimś czasie suka znowu urodziła szczeniaki, które ledwo
przeżyły zimę, ale już widać, ze jedna z suk z miotu jest w ciąży.
Ręce mi już opadają, bo to całe towarzystwo wychowuje się kompletnie
na dziko, nie mam pojęcia, czy psy są szczepione Z jedzeniem też
jest róznie, bo na pewno coś dostają, ale za mało, więc chodzą,
grzebią, rozwalaja kosze, przeciskają się pod ogrodzenia innych
domów i buszują robiąc szkody. Nocami przychodzą też zdziczałe psy z
lasu i pobliskiej wsi, najgorzej, że ulicą coraz trudniej
przejechać, o przejściu nie ma nawet mowy, bo cała gromada 5 psów
(tyle w końcu zostało) rzuca się z jazgotem. Rozmowy z sąsiadami nic
nie dają: niby psy są szczepione, ponoć szukają dla nich jakiś domów
itp, ale widać, że sobie z tą cała sytuacją nie radzą. Wkurza mnie
to coraz bardziej, ale nie mam pojęcia co mogę zrobić? Czy są jakieś
przepisy nakazujące ogrodzenie posesji, jeśli przebywają tam psy,
obowiazek szczepień itp. Szkoda mi tych psów, ale niedługo kolejny
miot przyjdzie na świat i sytuacja będzie jeszcze gorsza.