Dodaj do ulubionych

Bezdzietni szczesliwsi??

04.09.03, 13:25
Moze wbije tu kij w mrowisko, ale gdzie indziej jak nie tutaj..?
Ostatnio doszly mnie sluchy o sondazu, ktorego wyniki glosily, ze ludzie
bezdzietni sa szczesliwsi. Z ankiety wynikalo, ze sa mniej zestresowani,
przez co bardziej odporni na choroby, wiecej czasu poswiecaja na siebie, swoj
rozwoj tak zawodowy jak i fizyczny.. no i w ogole sa bardziej zadowoleni z
zycia.
Nie podam wam zrodla, bo i tak nic wam nie powie, nie chodzi o Polske, ale
jeden z krajow europejskich, jesli to robi roznice..

Dzis w pracy zeszlismy na te tematy, okazuje sie, ze ludzie z ktorymi pracuje
zgadzaja sie z wynikami ankiety. A co wy sadzicie na ten temat??
Obserwuj wątek
    • Gość: Doki Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 04.09.03, 13:40
      Moim zdaniem taki wynik bierze sie z przyjecia
      okreslonych warunkow poczatkowych. Sa kraje, ktore
      poszukiwanie wlasnego szczescia maja zapisane w konstytucji.
      Jesli rzeczywiscie ktos sadzi, ze jego zycie polega na
      poszukiwaniu i zdobywaniu szczescia, na ogol w wymiarze
      materialnym, to musi mu wyjsc, ze dzieci sa na drodze do
      szczescia raczej przeszkoda, bo dzieci to trud,
      wyrzeczenia, rozczarowania i rzadkie momenty, kiedy
      myslisz sobie "YES!".
      Z tego samego powodu osoby niezonate/niezamezne beda
      szczesliwsze od pozostajacych w zwiazku malzenskim. Wiem,
      ze sa badania, ktore to potwierdzaja i sa tez takie,
      ktore twierdza cos dokladnie odwrotnego. Ale jest jeszcze
      statystyka rozwodow.
      "Szczesliwosc" to kiepski sposob na zycie.
      • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.09.03, 13:57
        Gość portalu: Doki napisał(a):

        > Moim zdaniem taki wynik bierze sie z przyjecia
        > okreslonych warunkow poczatkowych. Sa kraje, ktore
        > poszukiwanie wlasnego szczescia maja zapisane w konstytucji.
        > Jesli rzeczywiscie ktos sadzi, ze jego zycie polega na
        > poszukiwaniu i zdobywaniu szczescia, na ogol w wymiarze
        > materialnym, to musi mu wyjsc, ze dzieci sa na drodze do
        > szczescia raczej przeszkoda, bo dzieci to trud,
        > wyrzeczenia, rozczarowania i rzadkie momenty, kiedy
        > myslisz sobie "YES!".
        > Z tego samego powodu osoby niezonate/niezamezne beda
        > szczesliwsze od pozostajacych w zwiazku malzenskim. Wiem,
        > ze sa badania, ktore to potwierdzaja i sa tez takie,
        > ktore twierdza cos dokladnie odwrotnego. Ale jest jeszcze
        > statystyka rozwodow.
        > "Szczesliwosc" to kiepski sposob na zycie.

        Doki, nie zaprzeczam, ze prawdopodobnie wzgledy materialne mialy tu swoj
        udzial, ale napisalam rowniez o innych sprawach, jak czas dla siebie, swoj
        wlasny rozwoj, uprawianie sportow (co stymuluje pozytywna energie), realizacja
        wlasnych celow, zamierzen, planow, generalnie egoistyczne zapatrzenie w siebie
        i wlasne potrzeby (choc nie wiem czy czasem posiadanie dziecka nie jest jeszcze
        bardziej samolubne niz rezygnacja z niego..???)

        Byc moze te osoby latwiej potrafily identyfikowac szczescie jako takie?
      • mary_ann Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 05.09.03, 14:42
        Podziękowania dla Dokiego za mądry post.

        Ja też przed ferowaniem wyroków chciałabym dowiedziec się czegoś więcej: na
        jakiej grupie, jak licznej, gdzie (a także o wielu innych czynnikach, ktore
        moga byc istotne dla wynikow) przeprowadzono to badanie.
        Intuicyjnie dodam, że jesli badanie robiono np. na młodej wiekiem próbie, to
        wyniki moga być o tyle niemiarodajne, że bilans zyciowy badanych za 20 lat
        moze wyglądac jednak nieco odmiennie...
        • Gość: ika Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 18:47
          zanim zaszlam w ciąze, bylam zajebiscie szczesliwa, realizowalam swoje pasje,
          podrozowalam, dobrze zarabialam, mialam powodzenie i radosne zwiazki z ludzmi,
          robilam co chcialam i czulam sie odpowiedzialna tylko za siebie. Oczywiscie, ze
          czlowiek bez dziecka nie musi czuc sie odpowiedzialny za drugiego czlowieka, a
          na pewno nigdy w takim stopniu jak za dziecko. ma ochote jechac 200 na godzine
          na pustej autostradzie nocą, to ryzykuje wlasciwie tylko wlasne zycie. ma
          ochote na tej autostradzie robic laske swojemu facetowi- zajebiscie, skoro
          czlowieka to bawi, a na drodze nikogo, noc, pustynia.
          ma ochote skakac na spadochronie, podrózowac stopem, spakowac sie nagle i
          pojechac do Chin, spedzac kazdy wieczor w knajpie do 5 a.m., kazdego popoludnia
          po pracy trenowac godzinami sztuki walki albo lezec w pianie i czytac prase
          kobiecą- nie ma problemu!!!

          A jak juz sie urodzi dziecko, to potem jak pierwszy raz, po kilku miesiacach,
          samemu sie jedzie tramwajem bez wozeczka przed sobą, to czlowiek tak docenia,
          ze jest sam ze soba- ze ma okazje posluchac samego siebie...


          dziecko zmienia wszystko. pewnych rzeczy juz sie nie zrobi, na pewne trzeba
          bedzie poczekac wiele lat, inne mozna robic powolutku, pzez lata, zamaist
          uwinac sie z nimi od razu.

          moje dziecko to klasyczna wpadka, bylam mloda i glupia, w ktoryms momencie
          rozstalismy sie z tatusiem dziecka.


          no i co?
          nie wyobrazam sobie, ze teraz zylabym sobie tak, jak przed ciaza. Oczywiscie,
          moglam TYLE wiecej. Mialam wszystko dla siebie. Moglam robic co chcialam. I
          kozystalam z tego, naprawde zylam intensywnie, czasem mialam 3 prace-pasje i
          studia, odsypialam w weekendy, energia by gory przenosic.
          A teraz po dniu spedzonym z dzieckiem padam na nos.

          No i nie wiem, jak to wytlumaczyc tym, ktorzy nie maja dzieci- JESTEM TAKA
          SZCZESLIWA!!!! Nie musze sie oszukiwac, ani nakrecac, ze jest ok, ani udawac
          sama przed soba. Czasem jestem wykonczona, nie mam czasu by zrobic paznokcie
          przez 3 tygodnie!! bo oprocz zajmowania się dzieckiem wciaz zyje intensywnie,
          choc czymze jest ta intensywnosc w porownaniu z poprzednia? slimaczym tempem.
          I- ja to lubie. Mi sie podoba, ze jestem mama i wciaz zachwyca mnie, ze nie
          rezygnuje z czegos dla dziecka, tylko po prostu wybieram to, co dla mnie
          wazniejsze. ze naprawde wole, ze szczerego serca, zajac sie dzieckiem, niz
          robic kariere. Mam w sobe spokoj, ze i na to przyjdzie znowu czas. Ze wole
          pobyc z dzieckiem, niz podjac nastepne studia w tym roku, bo dziecko w
          przedszkolu w tygodniu, w weekendy moje zajecia by byly, a kiedy spotkania
          nasze? kiedy quality time?
          jak zadaje sobie pytanie- co jest dla mnei najwazniejsze, co bym chciala
          wiedzac, ze zostal mi tylko rok zycia- to jedyna, absolutnie szczera
          odpowiedzia jest- spedzic jak najwiecej cudownego czasu z dzieckiem. zadne
          pasje, nieskonczone projekty, zaden miejsca, zadni ludzie. dziecko. To nim
          chcialabym sie nacieszyc, poki mam mozliwosc.
          jestem optymistka, uwazam ,ze w skali globu znajduje sie w kilku pierwszych
          procentach najszczesliwszych ludzi na swiecie. Ciesze sie zyciem. ale nic z
          pozostalych rzeczy nie ma dla mnie takiej wartosci jak bycie mama.

          Pisze to z punktu widzenia czysto egoistycznej wlasnej przyjemnosci i radosci,
          nie mowiac o poczuciu odpowiedzialnosci , nie mowiac o wielkiej milosci do
          dziecka. Oczywiscie, ze to jest. ale rowniez chodzi o wlasna, czysta
          przyjemnosc. O wlasna dusze, ktora karmi obcowanie z dzieckiem. Patrzenie na
          drugiego czlowieka, ktory wyrosl w naszym brzuchu, ale jest odrebnym
          wszechswiatem ( moj trzyleni syn wlasnie oglada mecz! dacie wiare? ja nie.
          mowi, ze lubi pilke nozną. przed chwila skonczyl malowac obraz wiekszy od
          niego. umyl raczki i mial ogladac dobranocke, ale trafilismy na mecz. ) ,
          niezaleznym istnieniem, calkowita tajemnica, codzienna niesopdzianka. I
          cudownym kompanem. Tyle sie mozna nauczyc od dziecka. Tyle momentow zachwytu,
          gdy nagle mozna spojrzec jego oczami i zobaczyc cos czego juz ise nie zauwaza
          po raz pierwszy, znowu. I sie zachwycic.
          E, nie umiem w ogole o tym opowiedziec. ez sensu nawet probowac.

          nie napialam, zeby kogos przekonywac. napisalam tylko o sobie.
          bylam cudownie szczelsiwa przed urodzeniem dziecka.Spelniona zawodowo,
          towarzysko , duchowo. Ale INACZEJ. Juz nigdy nie chcialabym do tego wrocic.
          Teraz jestem szczesliwsza. w srodku mam takie miejsce, do ktorego wczensiej nie
          dotarlam. Pzezywalam blogostan, mistyczne uniesienia, skrajna radosc juz
          wczesniej( mam do tego sklonnosci, lol). Ale nigdy nie doswiadczylam tak
          wielkiej Ciszy. W srodku amoku, wybiegania spoznionym z domu, podrozowania
          srodkami komunikacji miejskiej, w srodku obiadkow, uczulen, stluczonych kolan i
          odrzuconych zawodowych szans, w srodku tego calego kolowrotka jest taka
          przestrzen Ciszy, ktorej nie umiem opisac.

          MOja dusza siedzi tam sobie w kwiecie lotosu, a nigdy wczesniej nie umiala tak
          zgiac nog.
          fajnie, nie?
          mi fajnie....

          i to tyle.




          • mika_forum Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 08.09.03, 13:48
            Piekna, przepiekna wypowiedz.
          • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 08.09.03, 14:40
            Ika, gratuluje!
          • Gość: tiny Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.org 03.11.03, 22:07
            Ika, podpisuję sie ekami i nogami smile
            Życie "przed dzieckiem" i "z dzieckiem" to dwie różne płaszczyzny. nie dają się
            porównać. Ta druga płaszczyzna - choć mniej "wolnościowa" daje jednak inne
            doznania. NIGDY wcześniej nie czułam tak przepełniającego mnie szczęśia, takiego
            mistycznego doznania jak wtedy, gdy głaszczę główkę mojego śpiącego synka smile))
            I chyba to właśnie jest ta "magia", która niweluje wszystkie niedogodności
            związane z "zupkami i kupkami".
            I jeszcze jedno - muszę przyznać, że niegdy wcześniej tak bardzo się nie bałam i
            nie martwiłam smile Dziecko chyba diabelnie eskaluje uczucia i odczucia smile)))))))))
            Pozdrawiam, tiny.
          • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.206-201-80.adsl.skynet.be 14.11.03, 19:37
            Tak sie wzruszylam,ze zapragnelam dziecka.Pieknie to opisalas!!!
    • Gość: paula Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: 213.17.162.* 04.09.03, 13:40
      Jezeli sa bezdzietni z wyboru to pewnie sa szczesliwsi, ale od kogo? Od
      dzietnych z wyboru? od bezdzietnych z nieplodnosci, od ksiezy?
      Mysle ze to kwestia priorytetow i potrzeb zyciowych. Ja nie chcialabym
      byc "szczesliwsza" bez dziecka, nie umiem sobie tego wyobrazic. A poza tym, co
      w tej ankiecie posluzylo za kryterium "szczesliwosci"? Tylko brak dzieci?
      A poza tym skad wiedza ze sa szczesliwsi, kiedy zeby ten stan okreslic
      (szczesliwszy), to trzeba byc mniej szczesliwym (idac tropem ankiety) i
      posiadac dzieci dla porownania.
      Albo ja nie rozumiem, albo to jakas pomylka z taka ankieta.
      pozdrawiamsmile
      • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.09.03, 14:03
        Gość portalu: paula napisał(a):

        > Jezeli sa bezdzietni z wyboru to pewnie sa szczesliwsi, ale od kogo? Od
        > dzietnych z wyboru? od bezdzietnych z nieplodnosci, od ksiezy?
        > Mysle ze to kwestia priorytetow i potrzeb zyciowych. Ja nie chcialabym
        > byc "szczesliwsza" bez dziecka, nie umiem sobie tego wyobrazic. A poza tym,
        co
        > w tej ankiecie posluzylo za kryterium "szczesliwosci"? Tylko brak dzieci?
        > A poza tym skad wiedza ze sa szczesliwsi, kiedy zeby ten stan okreslic
        > (szczesliwszy), to trzeba byc mniej szczesliwym (idac tropem ankiety) i
        > posiadac dzieci dla porownania.
        > Albo ja nie rozumiem, albo to jakas pomylka z taka ankieta.
        > pozdrawiamsmile

        Paula, nie mam wgladu w probe, jaka brano pod uwage przy prowadzeniu ankiety,
        ale domniemuje, ze chodzi tu o ludzi bez/dzietnych z wyboru. Mnie sie wydaje,
        ze ci bezdzietni szybciej, latwiej i chetniej okreslali sie jako szczesliwi,
        bez doglebnego analizowania przyczyn ich szczescia, natomiast ci bedacy
        rodzicami najwidoczniej nawet jesli realnie patrzac byli szczesliwsi (w naszych
        oczach) to za takich sie nie uwazali. Paulo, nie chodzi tu o ciebie czy mnie,
        ale o dana wiekszosc. Kazdy szczescie postrzega na swoj sposob, tylko dlaczego
        bezdzietni predzej utozsamiaja sie z nim niz rodzice..??
    • strzygga Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.09.03, 13:42
      Chyba, że brano pod uwagę tylko tych, którzy są bezdzietni z własnego wyboru.
      Wiem, że bezdzietność, ta niezamierzona jest bolesna i nie ma mowy o szczęściu.
      No ale, .... może ......
      Ja bez dziecka nie byłam szczęśliwa.
    • Gość: lola Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: korbank:* / 10.0.0.* 04.09.03, 14:46
      kokarda napisała:

      > Moze wbije tu kij w mrowisko, ale gdzie indziej jak nie tutaj..?
      > Ostatnio doszly mnie sluchy o sondazu, ktorego wyniki glosily, ze ludzie
      > bezdzietni sa szczesliwsi. Z ankiety wynikalo, ze sa mniej zestresowani,
      > przez co bardziej odporni na choroby, wiecej czasu poswiecaja na siebie, swoj
      > rozwoj tak zawodowy jak i fizyczny.. no i w ogole sa bardziej zadowoleni z
      > zycia.
      > Nie podam wam zrodla, bo i tak nic wam nie powie, nie chodzi o Polske, ale
      > jeden z krajow europejskich, jesli to robi roznice..
      >
      > Dzis w pracy zeszlismy na te tematy, okazuje sie, ze ludzie z ktorymi pracuje
      > zgadzaja sie z wynikami ankiety. A co wy sadzicie na ten temat??


      Nie znają na pewno pewnego rodzaju szczescia jakim jest rodzicielstwo, moze
      rzeczywiscie problemów mniej, pieniedzy wiecej, ale ja wiem ze za zadne skarby
      swiata nie chciałabym byc bezdzietna.Ale skoro sie czegos nie zaznało to sie
      nie wie co sie traci.
    • Gość: patyczako Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 04.09.03, 15:36
      No cóż bezdzietni zazwyczaj nie wiedzą co tracą - mówię o tych co z założenia
      nie mają dzieci. Sama mam znajomych, którzy są sami. Ci ludzie po prostu
      gnuśnieją... Może dzieci to i problemy i stres (czasami), ale też ogromna
      radość. Jak dzieci nas odmładzją wiedzą tylko ci co je mają, jak wiele wnoszą
      nowych wartosci w nasze życie... Więc na pewno bezdzietni nie są szczęśliwsi...
      • mam-darynka Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.09.03, 17:04
        Bezdzietni sa tylko szczesliwi i nieszczesliwi sami za lub dla siebie. Jako
        matka moge byc tylko na tyle szczesliwa lub nie, jak szczesliwe lub nie sa moje
        dzieci wiec np. w moim przypadku jest to jakies trojczlonowe rownanie - Masza
        szczesliwa sama z siebie, Masza szczesliwa, bo szczesliwy jest syn Maszy i
        Masza szczesliwa, bo szczesliwa jest corka Maszy. Jezeli jednak choc jedna z
        tych czesci szczesliwosci szwankuje, cala Masza nie jest szczesliwa. Tak wiec
        aby rodzic byl szczesliwy jako czlowiek, musi byc wiecej elementow spelnionych
        niz gdy mowa o szczesliwosci osoby bezdzietnej. Dlatego, wedlug mnie,
        porownywanie szczesliwosci i nieszczesliwosci dzietnych z bezdzietnymi nie ma
        sensu - to jak porownywanie mozliwosci jakie daje wspanialy wyscigowy rower z
        mozliwosciami jakie daje elegancki yacht. Pewnych rzczy w zyciu nie da sie po
        prostu porownywac sprawiedliwie i z sensem. Takie jest moje zdanie.
        Masza
        • mary_ann Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 05.09.03, 14:54
          OO, jaki fajny watek i jakie mądre wpisy. Pozdrowienia dla Mandarynki!

          Przypomniało mi się coś jeszcze: myslę, że przynajmniej niektórzy bezdzietni,
          o ile zdawali sobie sprawę z celu ankiety (bo nie wiemy, czy byli swiadomi, że
          jej celem jest badanie "szczęśliwości", byc może problem ten był w badaniu
          zawoalowany), mogli czuć się niejako "w obowiązku" deklarować szczęśliwość dla
          uzasadnienia swego wyboru. Podobnie rzecz ma się np. z osobami samotnymi
          (ktore przekonując innych, przekonują same siebie, jakie to są ze swej
          samotności zadowolone), z dziećmi rozwiedzionych rodzicow ("to lepiej, że się
          rozwiedli"). UWAGA! Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich: sa niewątpliwie
          autentycznie szczęśliwi samotni, bezdzietni, dzieci rozwiedzionych rodziców
          zadowolone z ich rozwodu. Ale wpływ na wynik badania mógł ten czynnik moim
          zdaniem mieć.
        • mary_ann Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 05.09.03, 14:54
          OO, jaki fajny watek i jakie mądre wpisy. Pozdrowienia dla Mandarynki!

          Przypomniało mi się coś jeszcze: myslę, że przynajmniej niektórzy bezdzietni,
          o ile zdawali sobie sprawę z celu ankiety (bo nie wiemy, czy byli swiadomi, że
          jej celem jest badanie "szczęśliwości", byc może problem ten był w badaniu
          zawoalowany), mogli czuć się niejako "w obowiązku" deklarować szczęśliwość dla
          uzasadnienia swego wyboru. Podobnie rzecz ma się np. z osobami samotnymi
          (ktore przekonując innych, przekonują same siebie, jakie to są ze swej
          samotności zadowolone), z dziećmi rozwiedzionych rodzicow ("to lepiej, że się
          rozwiedli"). UWAGA! Nie twierdzę, że dotyczy to wszystkich: sa niewątpliwie
          autentycznie szczęśliwi samotni, bezdzietni, dzieci rozwiedzionych rodziców
          zadowolone z ich rozwodu. Ale wpływ na wynik badania mógł ten czynnik moim
          zdaniem mieć.
          • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 06.09.03, 17:20
            mary_ann, trafilas w dziesiatke, samej tez przyszlo mi to na mysl, ale
            czekalam az ktos inny sie odezwie.. mysle, ze masz w tym duzo racji!
    • Gość: joa_boa Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.kosnet.pl / 10.106.5.* 04.09.03, 18:36
      Dla mnie dzieci to dodatkowy lęk - o ich bezpieczeństwo, rozwój, szczęście. Ale
      też dzieci otworzyły we mnie te duchowe czy psychiczne przestrzenie, których
      nigdy nie otworzyłabym bez ich udziału. Być może, byłabym bez tego szczęśliwsza
      - to znaczy nieświadoma.
      • Gość: ika Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.09.03, 18:54
        zarowno mam-darynka jak joa-boa wyrazily to znacznie lepiej ode mnie, a
        zwiezlesmile. dziekuje!smile
        • Gość: kamilka Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 06.09.03, 22:00
          A ja tam odpowiem tylko za siebie: jestem bezdzietna (z wyboru) i szczęśliwa,
          a wiekszość "dzietnych" wydaje mi się znacznie starsza niż jest w
          rzeczywistości i niezbyt szczęśliwa. Szczęście dają im tylko dzieci (o!
          zrobiło kupkę!), w miarę ich dorastania zapominają o dziecku w sobie, i
          pielęgnują wyłacznie wewnętrzbego rodzica - poważnego, bez poczucia humoru,
          hiperodpowiedzialnego itd. Są wiecznie zmęczeni, zgorzkaniali, pełni pretensji
          do świata i ... ostatecznie dzieci - bo nie są takie, jakie oni by chcieli.

          Ale oczywiście dla wszystkich mamuś (tych szczęśliwych i tych nieco mniej) -
          szacuneczeksmile
          • Gość: ika Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.09.03, 12:23
            Szczęście dają im tylko dzieci (o!
            > zrobiło kupkę!), w miarę ich dorastania zapominają o dziecku w sobie, i
            > pielęgnują wyłacznie wewnętrzbego rodzica - poważnego, bez poczucia humoru,
            > hiperodpowiedzialnego itd. Są wiecznie zmęczeni, zgorzkaniali, pełni
            pretensji
            > do świata i ... ostatecznie dzieci - bo nie są takie, jakie oni by chcieli.
            >
            > Ale oczywiście dla wszystkich mamuś (tych szczęśliwych i tych nieco mniej) -
            > szacuneczeksmile
            hihi. masz racje, kamilko. jak sie ma dzieci, to łatwo się zapętlić w byciu
            ciągle rodzicem, powaznym, nudnym ,zestresoanym, odpowiedizalnym, ale bez
            radosci zycia...
            ale nawet ci najbardziej zapetleni moga przeciez sie wyplatac smile
            wydaje mi sie, ze to, czy pielegnujemy w sobie wewnetrzne dziecko, czy tez
            oscylujemy w strone ponurego doroslego, zalezy nie od tego, czy jestesmy
            dzieciaci, tylko od podejscia do zycia. Znam tylu bezdzietnych, ktorzy sa
            ponurzy, zestresowani, zmeczeni i zgorzkniali...jestem mloda, ale wiele moich
            bezdzietnych kolezanek to zapracowane, wymeczone, zestresowane istoty, ktore
            choc moga to nie maja sily poszalec ... oczywiscie nie wszystkie smile. Natomiast
            moje kolezanki dzieciate, lolol, te z malymi dziecmi, to zmeczone, zapracowane
            kobiety, ktore maja w sobie tyle radosnego szlenstwa i wewnetrznej przestrzeni
            na przezywanie radosci, na poddawanie sie rozesmianym glupawkom i do
            filozoficznego podejscia do malych i duzych "katastrof", ze sa o wiele
            weselszym i mlodszym duchem towarzystwem.
            Ale oczywiscie to moj punkt widzenia, bo my mamy duzo wspolnych tematow smile.
            tylko tyle rzeczy przestaje byc wazne w smiertelnie powazny sposob, choc wciaz
            sa wazne w radosny.jak juz po tych 3 tygodniach kobietap omaluje paznokice, to
            czuje sie jak krolowa, tysiac razy namacalniej, niz jakakoliwek bezdizetna,
            ktora ma te paznokcie zrobione codzien i jest to dla niej oczywiste. wiesz,
            jakim manicure jest cudownym przezyciem? lolol. nauczylam sie doceniac duzo
            wiecej rzeczy, ktore kidys byly oczywiste. i daltego teraz smieje sie i
            zachwycam chwila obecna znacznie czesciej, niz kiedys smile.
            Nagle dbanie o siebie, utrzymywanie formy, realizowanie sowich marzen i pasji,
            etc to wszystko jest taaakie smakowite! a kiedys bylo oczywiste.


            a moze to po prostu kwestia dojrzewaniasmile.
            tak sobie mysle, ze szczescie ni zalezy od tego, czy mamy dzieci, tylko ,czy
            potrafimy byc szczesliwi. Czy potrafimy radosnie wspoltworzyc rzeczywistosc, w
            ktorej zyjemy. Dla jednego szczesciem bedzie samotne podrozowanie po swiecie,
            albo bezdzietny namietny zwiazek i juz- dla innego wstawanie w nocy, by
            wtulone, przy zgaszonch swiatlach, zaniesc swoje zaspane dziecko do lazienki i
            umyc mu pupe i zmienic mu pieluszke ( tak, tak- kupka! lolol), utulic do
            snu...i dopiero wtedy wrocic w namietne ramiona czekajace w sypialni.
            Kto potrafi byc bardziej szczesliwy? a jakie to ma znaczenie, jesli jestesmy
            szczesliwi?
            jesli jestesmy szczesliwi, to z radoscia przyznajemy tę umiejętność innym ,
            niezaleznie od tego, jak bardzo inaczej to swoje szczscie realizujacym.
            si?

            zycie jest takie fajne, z dziecmi czy bez. ale jak juz sie ma te dzieci, to
            wlasnie taki watek sprawia, ze czlowiek moglby pisac i pisac i pisac... bo
            nagle widzi, ze naprawde ma dokladnie to, czego JEMU potrzeba.
            choc pewnie bezdzietnych sklania do tego samego, hihi.

            W "Wyzej podniescie strop, ciesle" Salinger'a jest takie zdanie, cytuje z
            pamieci : "jestem paranoikiem na opak, podejrzewam caly swiat o to, ze
            spiskuje, by uczynic mnie szczesliwym."

            i o to chodzi.
            i o to chodzi.

    • mka16 Re: badania psychologow 05.09.03, 17:01
      Niedawno "przerabialam" na zajeciach z psychologii podobny temat.I wiem, ze sa
      badania, z ktorych wynika, ze bycie szczesliwym zalezy od:
      -wysokiego poczucia wlasnej wartosci
      -bycia optymista, otwartym i przyjaznym
      -posiadania bliskich przyjaciol lub bycia w satysfakcjonujacym zwiazku
      -pracy badz zainteresowan, ktore pozwalaja nam sie wykazac
      -posiadania wiary religijnej

      Natomiast szczescie wedlug tych badan nie jest w znaczacym stopniu zalezne od:
      -wieku, plci
      -wyksztalcenia
      -posiadania dzieci (!)
      -atrakcyjnosci fizycznej.

      Tyle badania (nie tyko ankieta). Samej mi trudno sie z tym zgodzic, zwlascza
      jesli chodzi o tedzieci, reszta nawet wydaje sie miec sens. Tak tylko chcialam
      dorzucic ziarenko do dyskusji. Pozdrowka M

      Ps. Sam jescze nie mam dzieci i moj M, ktoremu sie do tego nie spieszy uzywa
      teraz tego jako argumentu..sad
      • kokarda Re: badania psychologow 08.09.03, 08:14
        mka16 napisała:

        > Niedawno "przerabialam" na zajeciach z psychologii podobny temat.I wiem, ze
        sa
        > badania, z ktorych wynika, ze bycie szczesliwym zalezy od:
        > -wysokiego poczucia wlasnej wartosci
        > -bycia optymista, otwartym i przyjaznym
        > -posiadania bliskich przyjaciol lub bycia w satysfakcjonujacym zwiazku
        > -pracy badz zainteresowan, ktore pozwalaja nam sie wykazac
        > -posiadania wiary religijnej
        >
        > Natomiast szczescie wedlug tych badan nie jest w znaczacym stopniu zalezne od:
        > -wieku, plci
        > -wyksztalcenia
        > -posiadania dzieci (!)
        > -atrakcyjnosci fizycznej.

        mka,
        to co napisalas byc moze nie bezposrednio wplywa na poczucie szczescia, ale w
        jakims tam stopniu uzaleznia faktory ktore ujete sa w tych badaniach jako
        wplywajace na szczescie. I tak np atrakcyjnosc fizyczna moze wplywac na zycie
        seksualne, ktore z kolei wplywa na satysfakcje w zwiazku; wyksztalcenie moze
        wplywac na poczucie wlasnej wartosci.. itd.. a posiadanie dzieci moze
        uswiadamiac sens szczescia, ktorego bez dzieci nie bylibysmy w stanie
        doswiadczyc. Tak sobie dywaguje, sama dzieci tez nei posiadam.
    • Gość: Mati Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.acn.waw.pl 07.09.03, 16:24
      Dla mnie szczęscie było wiarą w to że jestem szczęsliwa.Tak myślałam. Ale bez
      naszej córeczki już bym nie była.
      Mati
      • Gość: ala Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.10.03, 21:47
        Niech się wypowiedzą rodzice nastolatków.Na ogół oni nie ekscytują się tak
        rodzicielstwem, bo często doświadczają w znacznej przewadze stron przykrych .
        Trzylatek jest słodki ,15 latek częściej nadęty i z fochami i wymaga
        anielskiej cierpliwości.
        A ja dzisiaj znowu nie byłam aniołem, ale mam nervosol.
    • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.dip.t-dialin.net 23.10.03, 20:25
      Ja jestem bezdzietna z wyboru i bardzo szczesliwa. Moze gdybym miala dziecko
      poczulabym sie jeszcze szczesliwsza, ale tego nie dowiem sie nigdy. Ale nawet
      gdybym wiedziala ze majac dziecko bede szczesliwsza niz jestem teraz to wole tak
      jak jest teraz byle bez dzieci. Moja postawa zapewne wynika z tego ze lubie zyc
      tak jak mam ochote i poswiecac caly czas sobie. Wiec jestem egoistka ale mam
      prawo byc egoistka. Lubie porzadek i spokoj, a z dziecmi to niemozliwe. Lubie
      robic to na co mam ochote a z dziecmi to niemozliwe. Moje zycie jest wolniejsze
      i bardziej zrelaksowane niz zycie moich kolezanek majacych dzieci, one wiecznie
      gdzies pedza, ledwo ze wszystkim nadazaja. Jak patrze na moja siostre,
      dzieciata, ktora ledwo dyszy, caly czas na pelnych obrotach jakos trudno mi
      pojac na czym polega ta przyjemnosc i szczescie w posiadaniu dzieci. A dzieci i
      tak cie zostawia jak dorosna, beda mialy wlasne zycie a tobie pozostana tylko
      wspomnienia i smutek. A do tego matkom z lekka odbija i robia sie strasznie
      nudne i monotematyczne.
      • Gość: Triss Merigold Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.acn.waw.pl 23.10.03, 20:34
        Jak dotąd (30 lat) jestem bezdzietna z wyboru i jest mi z tym dobrze. Za
        dziećmi nie przepadam (nie utrzymuję kontaktów towarzyskich z dzieciatymi
        koleżankami), hałasu wręcz nie znoszę, mam poukładane, szczęśliwe życie.
        Najwyraźniej mój instynkt macieżyński jeszcze się nie obudził bo w cudzych
        dzieciach nie widzę nic ciekawego są raczej nudne i męczące.
      • Gość: anma Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.10.03, 23:27
        No i fajnie, każdy żyje jak chce. Ja prawie do 30-stki byłam bezdzietna,
        bynajmniej nie z wyboru. Bardzo chcielismy miec dziecko, ale się nie
        udawało.... Wcale nie byłam szczęsliwa. To znaczy byłam w pewnym sensie, udane
        małżeństwo, praca, studia, wyjazdy. Ale dopiero kiedy po 9 latach małżeństwa
        pojawił się w naszym życiu nasz synek wiem, ze dopiero teraz jestem
        szczęsliwa!!! Są kłopoty, troski, ale o wiele wiecej radości i miłości. Nie
        umiałabym juz życ bez niego.
        A co do tego, ze "matkom z lekka odbija i robia się strasznie nudne i
        monotematyczne"... Fakt bywaja i takie matki. Ale wiesz ile ja znam osób
        bezdzietnych zgorzkniałych i nudnych?? Ale nie uogólniam, znam i fajnych
        bezdzietnych. Więc prosze też nie uogólniajsmile)
        Pozdrawiam
        • doriskazwrocka Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 24.10.03, 00:15
          To bardzo osobista kwestia - miec te dzieci czy nie ? Z jednej strony świat
          woła nas aby go zdobywać z drugiej strony presja społeczna, instynkt biogiczny
          kierują uwagę w drugą stronę. Szczególnie teraz w Polsce wiele kobiet ma ten
          dylemat.
          W tej kwestii trzeba byc uczciwym wobec siebie. Trzeba głęboko spojrzeć w
          siebie i zadać sobie to pytanie - chcę być matką czy nie ? Nie oglądać się na
          koleżanki "zachwalające" uroki macierzyństwa, ani nie poddawać terrorowi
          teściowej (jeśi już jest). Oczywiście nie należy pomijać w tym wszystkim
          partnera - jeśli on uznaje że nie wyobraża sobie przyszłego (lub dalszego)
          życia tyko we dwoje, to kobieta która nie planuje zostać mamą może (chociaż nie
          musi) mieć problem.
          Z własnego dświadczenia wiem, że kobieta zamężna bezdzietna nie ma najłatwiej.
          Długi staż małżeński (12 lat) i dojrzały wiek (35 lat) dla niektórych wydaje
          się być alarmujący, jeśli chodzi o podjęcie decyzji o dziecku.
          A ja jestem naprawdę szczęśiwa. Żyję z interesującym mężczyzną, robię
          interesujace rzeczy, praca także dostarcza mi wiele satysfakcji. Jak się temu
          przyglądam to o prostu w moim życiu nie ma miejsca dla dziecka bo też nie ma w
          nim pustki. Czasami zastanawiam sie dlaczego w tej kwesti różnię się od
          większości kobiet, ale nie jest to też powód jakiejś mojej nadmiernej troski.
          Myślę, że trzeba być wierną sobie.
        • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.03, 22:13
          > A co do tego, ze "matkom z lekka odbija i robia się strasznie nudne i
          > monotematyczne"... Fakt bywaja i takie matki. Ale wiesz ile ja znam osób
          > bezdzietnych zgorzkniałych i nudnych?? Ale nie uogólniam, znam i fajnych
          > bezdzietnych. Więc prosze też nie uogólniajsmile)
          Oczywiscie nie wszystkim matkom odbija ale wiekszosci
      • Gość: aga Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.03, 10:44
        Wcale nie neguję Twojego światopoglądu,ale zadam Ci jedno pytanie -komu
        zostawisz to czego dorobisz się w swoim życiu?? Życzę też dobrego nastroju na
        święta gdy my zasiądziemy do stołu ze swoimi dziećmi.....
    • mary_ann coś Wam wklejam 24.10.03, 13:02
      Wklejam tekst, znaleziony kiedyś na Forum:

      To odmieni twoje życie


      Czas mojej przyjaciółki szybko ucieka. Siedzimy przy lunchu, kiedy jakby
      mimochodem wspomina o tym, że myśli z mężem o "założeniu prawdziwej rodziny".
      Naprawdę chce mi powiedzieć, że jej biologiczny zegar rozpoczął już swoje
      końcowe odliczanie, toteż musi poważnie rozpatrzyć perspektywę macierzyństwa.
      - Przeprowadzamy sondę - mówi półżartem. - Sądzisz, że powinniśmy zdecydować
      się na dziecko?
      - To odmieni twoje życie - odpowiadam ostrożnie, zachowując naturalny ton.
      - Wiem - mówi. - Żadnego wylegiwania się do późna w soboty, żadnych nie
      planowanych wypadów...
      Ale ja nie to miałam na myśli. Patrzę na przyjaciółkę i zastanawiam się, co
      jej powiedzieć.
      Chciałabym przekazać jej rzeczy, o których nigdy nie dowie się w szkole
      rodzenia. Chciałabym opowiedzieć jej o tym, że po porodzie rany fizyczne
      prędko się zagoją, ale pozostanie pewna uczuciowa rana, która jest tak
      wrażliwa, że na zawsze uczyni ją kruchą.
      Rozważam, czy aby nie przestrzec jej, że już nigdy nie przeczyta gazety bez
      zapytania: "A co, jeśli to byłoby moje dziecko?" Że każdy wypadek samolotowy,
      każdy pożar będzie ją prześladował. Że kiedy zobaczy zdjęcia głodujących
      dzieci, będzie zastanawiała się, czy istnieje coś gorszego od patrzenia, jak
      umiera twoje dziecko.
      Spoglądam na jej wymalowane paznokcie i stylowy kostium i rozmyślam o tym, że
      bez względu na to, jak bardzo jest dystyngowana, zostanie matką zredukuje ją
      do poziomu niedźwiedzicy, która ochrania swoje młode. Że nagły okrzyk: "Mamo!"
      sprawi, iż bez chwili zwłoki porzuci suflet czy swój ulubiony kryształ.
      Czuję, że powinnam ją ostrzec, że niezależnie od tego, ile lat poświęciła
      swojej karierze, macierzyństwo zawodowo ją wykolei. Może znaleźć kogoś do
      opieki nad dzieckiem, ale któregoś dnia będzie spieszyła się na ważne
      spotkanie w interesach i przypomni sobie słodki zapach swojego dzieciątka.
      Będzie musiała użyć wszystkich swoich sił, by powstrzymać się od wrócenia
      biegiem do domu, żeby przekonać się, czy aby nic złego nie przytrafiło się jej
      dziecku.
      Pragnę, by moja przyjaciółka wiedziała, że codzienne decyzje nie będą już dla
      niej rutyną. Że postanowienie pięciolatka, by w McDonaldzie wejść do męskiej
      toalety, a nie do damskiej, stanie się olbrzymim dylematem. Że właśnie tam,
      pośród trzasku tac i krzyku dzieci, ważyć się będzie samodzielność i tożsamość
      płciowa jej synka i jej niepokój przed jakimś dewiantem seksualnym, który może
      czaić się w łazience. Chociaż w pracy z łatwością może przychodzić jej
      podejmowanie decyzji, jako matka wciąż będzie miała wątpliwości.
      Patrzę na moją atrakcyjną przyjaciółkę i chcę zapewnić ją, że w końcu zrzuci
      kilogramy swojej ciąży, ale potem zawsze już będzie czuła się inaczej. Że jej
      życie, które teraz tak wiele dla niej znaczy, po porodzie stanie się mało
      ważne. Że bez wahania poświęci je w każdej chwili, by ratować swoje potomstwo,
      ale zarazem zapragnie żyć kilka lat dłużej - nie, żeby zrealizować własne
      plany, ale żeby patrzeć, jak jej dziecko osiąga swoje marzenia. Chcę, by
      wiedziała, że blizny po cesarskim cięciu czy błyszczące rozstępy staną się dla
      niej odznakami honoru.
      Jej stosunki z mężem także ulegną zmianie, ale nie w taki sposób, w jaki o tym
      teraz myśli. Chciałabym, by pojęła, że o wiele bardziej można kochać
      mężczyznę,który nigdy nie waha się poświęcić czasu, żeby zaopiekować się
      dzidziusiem czy pobaraszkować ze swoim synkiem lub córeczką. Myślę, że powinna
      wiedzieć, iż pokocha swojego męża z powodów, które będą dalekie od
      romantycznych.
      Pragnę, by wyczuła więź, jaka połączy ją z kobietami z przeszłości, które
      desperacko starały się powstrzymać wojny, przesądy czy jazdę po pijanemu. Mam
      nadzieję, że zrozumie, dlaczego o większości spraw potrafię myśleć
      racjonalnie, ale kiedy rozmawiam na temat zagrożenia wojną nuklearną
      przyszłości moich dzieci, staję się chwilowo niepoczytalna.
      Chcę opisać jej zachwyt, jaki sprawia widok dziecka, które uczy się odbijać
      piłkę baseballową. Chcę uchwycić dla niej dźwięczny śmiech dziecka, które po
      raz pierwszy dotyka miękkiego futerka psa. Chcę, by posmakowała radości, która
      jest tak prawdziwa, że aż boli.
      Zagadkowe spojrzenie mojej przyjaciółki sprawia, iż dociera do mnie, że łzy
      stanęły mi w oczach.
      - Nigdy tego nie pożałujesz - mówię w końcu.
      Potem wyciągam rękę nad stołem, ściskam jej dłoń i odmawiam cichą modlitwę za
      nią, za siebie i za te wszystkie zwykłe, śmiertelne kobiety, które bohatersko
      pokonują przeszkody na drodze do tego najświętszego z powołań.


      Dale Hanson Bourke

      • Gość: laura_p Re: coś Wam wklejam IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 25.10.03, 11:28
        mary_ann, ile razy czytam ten text(juz sie pare rzy na niego tu natknęłam), to
        mi sie ryczeć ze wzruszenia chce.
        Pare pięknych perełek można znależć na tym forum.To już chyba prawdziwa
        literatura, co?
      • Gość: Myszka. Re: coś Wam wklejam IP: *.man.polbox.pl 25.10.03, 15:58
        Mozecie mnie ukamieniować, ale mnie ten tekst nie porusza. Dla mnie jest
        kiczowaty. Ja go po prostu nie rozumiem... Bo sa kobiety, które są matkami wcale
        nie są z tego powodu szczęśliwe. Bo bywa bardzo różnie. Bo posiadanie dziecka
        nie jest sposobem na życie...
        • Gość: anma Re: coś Wam wklejam IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.10.03, 16:38
          Dla jednych "posiadanie" dziecka jest sposobem na życie, dla innych nie. Dla
          mnie bycie rodzicem jest istotą mojego życia. Oczywiscie nie znaczy to ze nie
          mam zaiteresowań, znajomych, że nie robię czegoś dla siebie. Oznacza to
          jedynie tyle, ze dziecko jest NAJważniejsze. I ten tekst który ktoś powyżej
          wkleił, a który też już kiedyś tu czytałam, jest najprawdziwszy. Może kogoś
          poruszać lub nie, ale jest to cała prawda. Przynajmniej dla mnie. A jeśli ktoś
          ma inny sposób na życie? Jego prawo i jego wybór i jego szczęściesmile)
          Życząc wszystkim szczęśliwego życia, pozdrawiam.
        • Gość: baba Re: coś Wam wklejam IP: *.acn.waw.pl 25.10.03, 16:40


          Na Dworcu Centralnym w Warszawie sa golebie, ktore tam wlasnie zyja, tzn.
          nigdy nie nie wylatuja, dobrze im jest w tych podziemiach, maja cieplo, sa
          bezpieczne, ale nie unosza sie wysoko.
          Nie chce wcale napisac, ze bezdzietni z wyboru sa do nich podobni.
          Sa ludzie, ktorzy maja dzieci i sa do nich podobni, a sa tacy bezdzietni z
          wyboru, ktorzy maja cudowne, satysfakcjonujace zycie, pelne oddania jakiejs
          idei NA PRZYKLAD (niekoniecznie zreszta religijnej).
          Sama ie wyobrazam sobie szczescia bez dzieci,ale nie wszyscy koniecznie musza
          byc tak w srodku zrobieni jak ja.
          Czy brak checi posiadania dziecka czy tez wielkiej radosci gdy sie juz pojawi
          swiadczy o egoizmie i niedojrzalosci ?
          Kiedys myslalam, ze tak, ale w miare uplywu lat jestem coraz mniej tego pewna.
          PZDR
        • mary_ann Re: coś Wam wklejam 25.10.03, 17:37
          Mnie ten tekst tez miejscami irytuje lekką kiczowatoscią (pomijając już fakt,
          że przekład nienajlepszy, miejscami"przeswituj" oryginał), ale... jednoczesnie
          bardzo porusza. Jest w nim coś, co odbieram jako niesamowicie autentyczne.
          Pewne myśli, wrażenia, są po prostu moimi wrażeniami, choć pewnie
          zwerbalizowałabym je w inny sposob (albo w ogóle przemilczała, wszak
          wychowałam się na niezłej literaturze i wiem, że egzaltacja jest w złym tonie:-
          ). Myślę sobie tylko po cichutku, że to, co najwspanialsze w życiu, jakos
          zawsze zatrąca o kicz...
    • mamalgosia Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 25.10.03, 13:05
      ja myślę, że mają mniej zmartwień, ale i mniej radości. Tylko jak to się ma do
      szczęścia?
      • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.dip.t-dialin.net 25.10.03, 22:24
        Dlaczego uwazasz ze bezdzietni maja mniej radosci?
        Dlaczego wszyscy ktorzy maja dzieci uwazaja ze maja wiecej radosci w zyciu niz
        ci bezdzietni. Przeciez nie tylko dzieci sa powodem radosci.
        • Gość: patyczako Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 18:55
          Tak moze mówic tylko ktos kto tego nie doswiadczyl...Sam nie wie co traci...
          Radze przeczytac list do redakcji w ostatnich Wysokich Obcasach...
          • Gość: opona Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: 213.33.69.* 30.10.03, 12:06
            Poniewaz sama nie mam dzieci, ale nie wykluczam, ze sie niedluga pojawia
            narazona jestem na nieustajace ataki innych dzieciatych kobiet. Meczace i
            nudne z ta swoja babska troskliwoscia o moich przyszlach potomkow.

            Nie czarujmy sie- wiekszosc kobiet dzieci ma, bo mialy ich matki, babki i maja
            wszystkie kolezanki. Nie potrafia wyobrazic sobie zycia bez potomka, nie
            dlatego, ze sa tak wspanialymi matkami dyszacymi instynktem rodzicielski,
            tylko dlatego, ze nie potrafia zyc inaczej niz narzuca przyjety stereotyp. I
            wszystkie wasze: tkliwe ramionka i rozesmiane twarzyczki i kupki ciesza was bo
            tak zostalyscie nauczone. Gdyby spoleczenstwo pogardzalo matkami, szybciutko
            zapomnalybyscie o urokach macierzynstwa. Oczywiscie obecnosc kolejnego czlonak
            rodziny poszerza horyzonty i budzi nowe uczucia- nawet kupno kanapy budzi nowe
            uczucia, a co dopiero dwumiesieczny szczeniak.

            Zeby uprzedzic lawine obelg- planuje miec dziecko (dzieci) ale nie bede z tego
            robila kultu, wiary i nie bede wypytywala z niesmakiem bezdzietne kolezenki-
            KIEDY- bo juz powinna sie zastanowic


            pozdrrawiam
            • Gość: lola Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.03, 10:44
              Nie wiem jakich ty masz znajomych, ale ja nigdy nikogo o to kiedy planuje
              dziecko nie pytałam.Nie wnikam kompletnie.Natomiast nie badz teraz taka
              stanowcza co do twoich zachowan po urodzeniu.Nie wiesz jak bedzie dopóki nie
              doswiadczysz.W ogóle jak tak czytam to widze ze wg wiekszosci bezdzietnych
              rodzice to ludzie obłakani, ja sie spotkałam moze z 2 takimi przypadkami na
              dziesiatki normalnych.Piszecie o wyjątkach a nie regule.
    • jawe Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 30.10.03, 12:43
      jak można być szczesliwym żyjąc tylko po to aby mieć więcej czasu dla
      siebie.przerypanie nudne musi być takie życie.nie określiłaś w jakim wieku byli
      ludzie wypełniający ankietę.Jeśli byli to ludzie młodzi to myślę że na pewno
      zmienią zdanie z czasem
      • Gość: Aa Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.bluu.net / 192.168.1.* 30.10.03, 13:53
        A jak można być szczęśliwym żyjąc tylko dla dzieci i wszystko im
        podporządkowywać, wszystko im dawać itd.
        • Gość: patyczako Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 17:24
          Ja jestem szczesliwa bo mam dziecko i je chcialam miec. I wcale nie zyje tylko
          dla niego i wszystkiego mu nie podporzadkowalam. A tak wlasnie moze powiedziec
          ktos kto kocha samego siebie i nic nie potrafi albo nie chce z siebie dawac. To
          przerazające...
          • Gość: ania Re: Do patyczako IP: *.dip.t-dialin.net 02.11.03, 17:32
            > Ja jestem szczesliwa bo mam dziecko i je chcialam miec. I wcale nie zyje tylko
            > dla niego i wszystkiego mu nie podporzadkowalam. A tak wlasnie moze powiedziec
            >
            > ktos kto kocha samego siebie i nic nie potrafi albo nie chce z siebie dawac. To
            >
            > przerazające...
            Dlaczego twierdzisz ze jak ktos nie chce dzieci to znaczy ze kocha tylko siebie
            i nic nie chce z siebie dawac. Ja nie kocham tylko siebie, kocham rowniez mojego
            meza i moich rodzicow i bardzo duzo z siebie daje wlasnie im.
            Przerazajace jest to ze tak wiele ludzi potepia tych ktorzy nie chca miec dzieci
            zarzucajac im to ze sa egoistami. A ja bym nazwala te kobiety ktore chca miec
            dzieci tez egoistkami. Bo dlaczego one chca miec dzieci? Zeby zaspokoic wlasne
            instynkty. Na pewno nie robia tego dla dobra ludzkosci, tylko i wylacznie dla
            siebie. A te kobiety ktore po urodzeniu dziecka przestaja sie przejmowac swoimi
            mezami, odstawiaja ich na bok przelewajac wszystkie swoje uczucia na dziecko, to
            jest uczciwe?
            • Gość: lola Re: Do ani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.03, 17:50
              Widze dwie walczace frakcje...
              Mysle, ze patyczako odniosła to nie do wszystkich, wiec nie ma sie co
              goraczkowac, tylko do poprzedniego postu, w którym autorka za złe uwaza
              dawanie cos od siebie dzieciom.
              Sama jestem mama i nikogo nie potepiam z tego powodu ze nie chce miec
              dzieci.Potepiam te które maja i obchodza sie z nimi jak z przedmiotem albo i
              gorzej.
              Te z nas które maja dzieci kiedys przeciez były bezdzietne, prawda?I zapewne
              nie czuły sie ani gorsze ani nieszczesliwe.Teraz doswiadczaja nieznanego
              bezdzietnym rodzaju szczescia i tyle.Mają o jedno doswiadczenie wiecej.
              Sama bardzo ciesze sie ze dane mi było zostac mamą, ale wcale na nikogo nie
              napieram zeby dziecko koniecznie miał.Krzywdzace sa powielane stereotypy o
              egoistycznych bezdzietnych ale takze o wariujących, narzucajacych swój model
              zycia rodzicach.
      • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.dip.t-dialin.net 02.11.03, 17:17
        > jak można być szczesliwym żyjąc tylko po to aby mieć więcej czasu dla
        > siebie.przerypanie nudne musi być takie życie.

        Jak mozna byc szczesliwym zyjac tylko po to aby caly czas zajmowac sie dzieckiem?
        To dopiero musi byc nudne.
        Skoro tylko dziecko wypelnia twoj czas i daje ci szczescie to twoje zycie musi
        byc puste.
    • evee1 Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 30.10.03, 15:16
      Po pierwsz, to kazdy inaczej definiuje sobie szczescie.
      Dla jednego szczescie, to wzruszenie, ale kogos innego
      - moznosc uwalenia sie w spokoju po pracy na kanapie.
      We mnie napewno dzieci otworzyly jakies poziomy wrazliwosci,
      o ktorych siebie w ogole nie podejrzewalam. Poza tym zawczelam
      zyc jakos tak w wiekszej ilosci wymiarow smile). Nie licze sie
      tylko ja, ale jest ktos inny za kgo kestem odpowiedzialna,
      ktos kto jest czescia mnie. Ja nie potrafie tego dobrze
      wytlumaczyc. Moje dzieci sa juz starsze, wiec okres fascynacji
      kupka czy pierwszymi krokami, slowami baaaardzo dawno juz
      u mnie minal, ale ja mimo to nadal czerpie radosc z posiadania
      dzieci i ciesze sie, ze rosna i nawet ciesze sie, ze moja corka
      za jakis czas bedzie nastolatka smile)).
      Milosc do meza (partnera), czy rodzicow, to zupelnie co innego
      niz uczucie, ktore sie ma dla swoich dzieci. Tego po prostu nie
      da sie porownac i byc moze ten kto nie ma i nie kocha wlasnych
      dzieci, nie jest po prostu tego w stanie tego uczucia zrozumiec.
      Dzieci siostry czy brata to niestety tez nie to samo.
      Podejrzewam, ze malo jest osob, zarowno wsrod tych bez dzieci
      z wyboru, jak i z tych z dziecmi, ktore zamienilyby by sie miejscami.
      I to by moze oznacza szczescie dla kazdego z nich.
      • Gość: n m Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 16:04
        moja siostra mówi mi ze lepiej jest nie mieć dzieci , sama ma 11 letnią córke .
        codziennie drży jak tam w szkole , jak poszła jej klasówka , czy "przyjaciółka"
        nie jest znowu złośliwa , czy nauczycielka znowu z czymś nie wypali , czy
        dziecko bezpiecznie wróci ze szkoły itd.
        nie ma czasu żeby mnie odwiedzić , pomaga córce w lekcjach więc wieczory już
        ma "zorganizowane",
        patrzy na mnie i mi mówi "będziesz wyła do księżyca kiedy będziesz musiała
        siedzieć a dzieckiem w domu a potem zaczną sie inne problmy a jak dorośnie to
        i tak zostaniesz sama bo dziecko ułoży sobie własne życie i nie bedzie siedziec
        z tobą , nie oszukuj sie..."
        nie matka
        • Gość: Paola Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.daminet.pl 30.10.03, 18:28
          Zależy, czy są bezdzietnymi z wyboru, czy może po prostu bezplodni. Ja
          zaliczam się dobezdzietnych walczących z chorobą, która uniemożliwia mi
          posiadanie potomstwa. Jestem bardzo nieszczęśliwa. Każdy test z jedną kreską
          oznaczającą brak ciąży bardzo przeżywam.
          Zazdroszczę wszystkim tym, które mają swoje dziedziusie, a już na pewno nie
          mogę sluchać, jak ktoś mowi: zobaczysz odechce ci się dzieci, to takie
          uwiązanie. Brrrrr, tak mówić to jest naprawdę grzech. Zauważylam, że wiele
          dziewczyn nie docenia tego, że bez problemów urodzily maleństwo. Gdyby choć
          przez rok borykaly się z taką chorobą z jaką ja się borykam, nigdy by nie
          wypowiedziały takich slów.
          • Gość: nm Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.03, 18:33
            tak Paola Ty masz rację , ale nie każdy Cie zrozumie bo część ludzi nie chce
            mieć dzieci , a pozatym dopiero jak ktoś będzie miał "ochote" mieć dzidziusia i
            okaże sie ze nie jest to takie proste to dopiero zrozumie Cie.
            nm
          • Gość: anma Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.10.03, 19:32
            Paola, ja czekałam na dziecko 9 lat. Więc doskanale wiem o czym piszesz i masz
            rację, ze jak ktoś tego nie przeszedł to nie zrozumie. Trzymam kciukismile)
          • Gość: agsza cuda sie zdarzaja IP: *.recluce.one.pl / *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.11.03, 00:18
            może nie na temat tego postu cogólnego, ale chciałabym cie pocieszyć. Moi
            znajomi sa tuż po 40-stce, naście lat starań i za pare miesięcy spełni sie ich
            marzenie, a stracili nadzieję dwa lata temu!!! Ogromna radość ich i moja i
            wszystkich ich znajomych. Życze Tobie z całego serca takiego cudu, obyś nie
            musiała jednak tak długo czekać.
            Poza tym sama znam ból ogromny oglądać jedną kreskę poraz kolejny a do tego
            wiadomość o porzuconych dzieciach na śmietniku. Przez te pare miesięcy tych
            wiadomości było jak na złośc multum. Nie powiem co życzyłam tym matkom w duszy.
            Mój post jest też na końcu, gdy go napisałam postanowiłam jednak przeczytać
            wszystko.
        • Gość: lola Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.03, 18:00
          To bardzo przykre, ze tak traktuje rodzicielstwo, ale wg mnie taka postawa nie
          jest normalna.Jakby bała sie zycia, które niesie takze przeciez problemy, ale
          chodzi o to by stawic im czoła a nie bac sie.Zycie nie składa sie z samych
          przyjemnosci, w koncu ja sama tez kolezanki moga róznie potraktowac, tego tez
          panicznie sie boi?
          Wyc do ksiezyca, ubolewc ze w domu sie siedzi? Wybacz,ale to meczennica
          jakas.Dla takich osób kazdy pretekst jest dobry do tego, by uzasadnic
          swoje "ciezkie" zycie.Niekiedy jest to dziecko.
    • Gość: Gosc Sadze, ze ci bezdzietni moga byc ... IP: 131.137.84.* 31.10.03, 21:45
      szczesliwsi jezeli nie maja za soba nieudanych prob poczecia dziecka - bo wtedy
      jest to niezmacona bezdzietnosc z wyboru.

      Ci bezdzietni co sa bezdzietnymi z koniecznosci (chcieli miec kiedys dziecko
      ale im nie wyszlo) maja o wiele trudniejsza droge do tego by byc szczesliwymi.
    • Gość: Agsza Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.recluce.one.pl / *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 01.11.03, 23:49
      Przyznaję się, że nie wiem co jest we wszystkich poprzednich wypowiedziach, ąle
      dodam swoje zdanie.
      Z jednej strony są , bo maja przespane noce, zarabiają tylko na siebie,
      organizuja czas wg siebie, zajmuja się tylko sobą, moga zostać po godzinach w
      pracy, wziąc prace do domu, jechac na wakacje i szaleć w każda noc itp,
      itp...jak chca to niech tak mają, ale ci co mają dzieci sa równie szczesliwi,
      bo chca tego, sprawia im radość wszystko co związane z dzieckiem, a małe
      kłopoty są przesłonietę przez radość posiadania maluszka lub maluszków i
      wszystkiego co z nim zwiazane. Moi znajomi nie mają dzieci, nie wiem czemu,
      mówią,że ich nie stać...mają wakacje za granicą (daleką przeważnie), ale ciągle
      nie maja czasu bo pracują (a pracuja tyle co my), sa ciągle zmęczeni, powiem
      krótko i brzydko ... kapcanieją w domu i czy tak na prawde są szczęśliwsi? To
      niech oni sobie odpowiedzą. Ja też pracuję, zajmuje sie domem, spotykamy sie ze
      znajomymi, jeździmy na wycieczki weekendowe, mam swoje hobby, którego nie
      porzucę, bo to mnie uspokaja. I jestem bardzo szczęśliwa aczkolwiek czasem
      zmęczona.
    • Gość: szemesz Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.unicity.pl / 192.168.115.* 02.11.03, 11:34
      Ja też jestem bardzo zmęczona moimi dziećmi,krzykiem i wrzaskiem w domu,
      ciągłym bieganiem, pośpiechem, problemami, brakiem pieniędzy na ich choroby...
      Ten post mnie bardzo zainteresował, bo sama się teraz zastanawiam po co mi to
      było??? Instynkt? Chyba tak... Tęsknie za godziną ciszy, ale nie nadchodzi....A
      cholera szkda słów...
      • Gość: warum Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.11.03, 13:38
        Przeczytalam wszystko i ... naleze do tych szczesliwcow , ktorzy maja dzieci. I
        jesli moge cos powiedziec - to moje szczescie wyglada tak: nieprzespne przez
        kilka lat noce, leki,zmeczenie i niesamowita, niespozyta zywotnosc mimo
        wszystko - bo to moje dziecko zakwililo, bo to moje dziecko mnie potrzebuje,
        nawet jak byla to tylko "egoistyczna" potrzeba zwrocenie na siebie uwagi. Moje
        dzieci tez sa juz nastolatkami mocno wyrosnietymi, mimo sprzeczek,
        niekiedy "podchodow psychologicznych"- bo zazdrosc gdy z pierwszego nagle robi
        sie ... zdetronizowany " jedynak, po pojawieniu rodzenstwa, mimo nieustannych
        problemow finansowych i rodzinnych i mimo niedoroslego do ojcostwa meza... moge
        z czystym sumieniem powiedziec - Moje szczescie - to moje dzieci. A wszyscy
        bedzietni z wyboru / nie Ci wszyscy pragnacy, a nie mogacy byc rodzicami- bo to
        dotyczy takze panow/- moze sa "doraznie" szczesliwi, maja wiecej materialnie,
        wiecej zobaczyli, zwiedzili...ale...nie zaznali wlasnie tego niesamowitego
        uczucia- gdzie dzielenie sie, wspolodczuwanie i odpowiedzialnosc za dziecko
        jest uczuciem budujacym, dajacym sily do zycia dalej. Warunkiem tego poczucia
        szczescia jest - pragnienie posiadania dziecka. Pozdrawiam wszystkich -40+. I
        nie boje sie,ze moje dzieci wkrotce odejda i zaczna zyc swoim zyciem - to
        wkalkulowane jest w moje szczescie - dziecko to nie moja "wlasnosc"- To
        niezalezna osoba, ktorej ja w naturalny sposob zycze bezinteresownie szczesciasmile
    • Gość: Arte Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.toya.net.pl 02.11.03, 13:39
      Wszystko zależy od punktu widzenia. Jeśli ktoś chce mieć własnego potomka, a nie może, to szczęśliwy nie jest. Jeśli chciał i ma, to jest odwrotnie.
      Z posiadaniem dziecka jest, wg mnie, inny problem: obserwując znajomych i ich podejście do poczęcia, w tym także usilnych zmagań z naturą, aby potomka posiadać - jedną z pobudek takiego postępowania jest czysty egoizm. Możliwe, że niektórzy się oburzą, ale tym bardziej utwierdza mnie to w tym przekonaniu. Gdy słyszę w tv, że sławnej parze ( jakiś aktor z żoną, nie pamiętam kto,oboje po 60 r.ż., kilka dni temu pokazywali) urodziło się dziecko ( nieźle lekarze musieli się natrudzić), to jest to dla mnie chore. Rodzice myśleli tylko o sobie, dziecko potraktowali przedmiotowo. Ludziom brakuje pokory wobec życia, przyrody ( Boga - jak kto woli). Wydaje nam się, że wszystko nam się należy. Tak jest i z potomstwem. Czemu nie możemy uznać i pogodzić się z faktem, że nie jest to nam dane? Uznajemy to za wielką niesprawiedliwość losu i walczymy z nim. Natura pewnie ma jakiś powód ku temu, ale nas to nie obchodzi; jesteśmy opętani chęcią posiadania potomstwa. Dzięki współczesnej medycynie może uda nam się w końcu osiągnąc cel. Przekazaliśmy swoje geny ( które z pewnych przyczyn nie powinny być dalej przekazywane) następnemu pokoleniu, te zaś też chce mieć dzieci i też, dzięki jeszcze nowszym terapiom, ma je. Ludzie są ci coraz słabsi, gorsi. Może to będzie powód końca Homo sapiens ( a nie katastrofa kosmiczna). Wiem, że został tu poruszony też problem sensu medycyny, która z jednej strony pomaga jednostce ( mając do dyspozycji coraz większe środki ku temu), z drugiej szkodzi ogółowi. Wiem też, że rozwoju nauki nie da się powstrzymać ( i wcale tego nie chcę, jestem wielkim zwolennkiem postępu z racji zawodu i przemyśleń). Apeluję tylko do ludzi o rozsądne podejście do własnego życia, mniej egocentryzmu, konsumpcyjnego podejścia. Cieszenia się z tego, co mamy a nie wiecznej pogoni za tym, czego mieć nie możemy. Nasze życie jest za krótkie, żebyśmy uważali się za bogów; podchodźmy do niego raczej z pokorą i... przymrużeniem oka. Wtedy będziemy szczęśliwi
      • Gość: twinsy-mom Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.dip.t-dialin.net 02.11.03, 23:47
        Tak sie sklada, ze w kregu moich znajomych 90% malzenstw w wieku pom.30 a 38
        rokiem zycia to ludzie bezdzietni z wyboru lub tez los tak sprawil.To co
        obserwuje utwierdza mnie w przekonaniu, ze z dzieckiem, -cmi lepiej.Oni sa
        sfrustrowani, znudzeni, wymyslaj sobie hobby,uciekaja z domu, wpadaja w szal
        robienia zakupow i bez przerwy narzekaja na brak czasu!!!!w weekendy spia do 12
        i tak sie kreca albo jezdza do Afryki, do USA i potem ogladaja zdjecia ,
        nagrania video,ale widze ze ich to nudzi...oni sa NIESZCZESLIWI z cala
        pewnoscia. My rodzice kiedy jestesmy padniecie to przynajmniej wiemy dlaczego,
        kiedy zostawi,y dzidziusia z niania na jeden wieczor od czasu do czasu to
        wracajac do domu, czeka na nas cos co nam daje sile i radosc do zycia, to jest
        cos co ma sens! A przede wszystkim spojzcie na dzieci jak na prezety od
        Najwyzszej istoty jaka jest Bog...z prezetami obchodzic sie powinno z
        szacunkiem i cenic to. I wierzcie mi poczatki zawsze sa trudne,ale kiedy dzieci
        podrosna to niepamieta sie tych niedospanych nocy i tego stresu i tych
        wszystkich chorob itp.tylko ten projektbig_grinZIECKO.

        To moje przemysenia,a mam 3 ke slodkich dzieci z oczami jak pileczki...i to
        jest moje szczescie, ktorgo nie zaluje....
    • Gość: bea Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: 195.187.135.* 03.11.03, 11:34
      Jestem(śmy) bezdzietni nieszczęśliwi. Bezdzietni bo natura nie chce dać nam
      tego, o czym tak bardzo marzymy - dziecka. Nie wierzę, że bez dzieci można być
      szczęśliwym. Co z tego, że mamy czas dla siebie, rozwijamy się, mamy
      pieniądze.... To jest nic. Kiedy przytulam jakieś dziecko z rodziny lub
      znajomych - cały świat oddałabym za takie chwile z moim maleństwem. A lata,
      kiedy walczymy o cud to nie lata beztroskiego korzystania z "wolności" to lata
      łez, załamań, depresji i obłędnego myslenia tylko o jednym. I kiedy kolejni
      lekarze mówią: Nie ma szans - odechciewa mi się żyć. Nie chcę być szczęśliwa
      bezdzietna. Nie potrafię. Wolę nie być....
      • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.dip.t-dialin.net 03.11.03, 21:54
        To dlaczego nie zaadoptujecie dziecka? Uczyn szczesliwym jedno z tych dzieci juz
        urodzonych. Przeciez ta cala milosc do dzieci nie polega na ich urodzeniu ale
        wychowaniu.
      • agacz2905 Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 03.11.03, 22:00
        Ja z kolei jestem mamą i chyba tego nie doceniam. Tzn. oczywiście kocham moje
        dzieci i prawdę mówiąc pan Bóg mi je chyba zesłał, bo wg. kilku niezależnych
        opinii lekarzy mam PCO i nigdy się nie leczyłam, mam też inne zdrowotne
        problemy. Ale jest mi trudno. Nie wiem na ile wynika to z ułomności fizycznej,
        a na ile z braku hartu ducha i niedojrzałości własnej...Ciężko to ocenić.
        Myślę, że poprzez moje dzieci powoli się zmieniam, przeistaczam w kogoś jednak
        dojrzalszego. Dzieci mobilizują do wielu rzeczy: od prozaicznych starań o
        większe lokum i wzięcie kredytu mieszkaniowego do "heroicznej" (w moim
        przypadku) rezygnacji z własnego snu i czuwania przy chorym, niespokojnym
        dziecku. szczerze pisząc, NIE SĄDZIŁAM, ŻE MOGĘ MIEĆ DZIECI!! Czasem jeszcze
        się dziwię, że to właśnie mnie i mojego męża obdarowano tak udanym
        potomstwem... Teraz śmieję się ze swoich dylematów z czasów, kiedy jeszcze
        dzieci nie miałam....tyle czasu przeciekło mi przez palce. Mając dzieci jestem
        najpierw zmęczona, potem dopiero zadowolona i dumna. A szczęśliwa bywam. Jako
        bezdzietna - chyba jednak nie bywałam wcale....Pozdrawiam
        Agnieszka
    • inusia0 Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.11.03, 09:02
      kokarda napisała:

      > Moze wbije tu kij w mrowisko, ale gdzie indziej jak nie tutaj..?
      > Ostatnio doszly mnie sluchy o sondazu, ktorego wyniki glosily, ze ludzie
      > bezdzietni sa szczesliwsi. Z ankiety wynikalo, ze sa mniej zestresowani,
      > przez co bardziej odporni na choroby, wiecej czasu poswiecaja na siebie, swoj
      > rozwoj tak zawodowy jak i fizyczny.. no i w ogole sa bardziej zadowoleni z
      > zycia.
      > Nie podam wam zrodla, bo i tak nic wam nie powie, nie chodzi o Polske, ale
      > jeden z krajow europejskich, jesli to robi roznice..
      >
      > Dzis w pracy zeszlismy na te tematy, okazuje sie, ze ludzie z ktorymi pracuje
      > zgadzaja sie z wynikami ankiety. A co wy sadzicie na ten temat??

      Ja myślę,że takie generalizowanie jest bez sensu.
      Jedni są szczęśliwi z dziećmi,inni bez,nie ma reguły.
      • rebbi Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.11.03, 14:21
        Wreszcie jakiś rozsądny i bez emocji głos w tej dyskusji...

        pozdrawiam.
        rebbi.
        • Gość: warum Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.11.03, 17:25
          Moze rozsadny, ale czy my tu filozofie mamy uskuteczniac czy wypowiadac swoje
          poglady? Pozdrawiam wszystkich, ktorym wydaje sie, ze sa szczesliwismile
        • mary_ann Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 04.11.03, 23:33
          rebbi napisała:

          > Wreszcie jakiś rozsądny i bez emocji głos w tej dyskusji...
          >
          > pozdrawiam.
          > rebbi.

          Bez emocji - czyli OK? Przypominam, że nie dyskutujemy tu o cenie pietruszki,
          tylko o szczęściu i w jakimś sensie celu życia.

          P.S. Dla jasności - nie polemizuję z samą opinią, do której się odniosłes.
          • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 13.11.03, 21:47
            o kurcze, ale daliscie czadu jak mnie nie bylo, a juz myslalam, ze watek
            utonal gdzies w czelusciach!
            piszcie nadal, bo dla mnie sprawa jest wciaz aktualna i jak sie wydaje nie
            tylko dla mnie wink
            w kazdym razie poki co wygrywa strona optujaca za MIEC (dzieci) a my juz sie
            zabieramy za robienie wink)
            zyczcie nam powodzenia
            pozdrowienia
            kokarda
        • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 14.11.03, 19:29
          rebbi,
          gdyby kazdy tak sadzil jak ty i przedmowca, ktorego popierasz, to forum nie
          mialoby sensu, o to przeciez tu chodzi - aby wymieniac sie pogladami, a nie
          skwitowac skomplikowana sprawe jednym zdaniem, niczego do dyskusju nie wnoszac.
          Pozdrawiam
          kokarda
    • Gość: barbamama Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.11.03, 12:36
      Jestem "dzietna", ma trójeczkęsmile Znam to szczęście przed i po urodzeniu
      dzieci, są to dwa rózne wymiary szczęścia, których nie da się porównać... Nie
      mozna mówić ze nie chce się miec dzieci bo jak obserwuje się dzieci siostry
      czy brata to ma się dość . Jest jedna suptelna róznica: nie siostry testy
      ciązowe się obserwuje z zapartym tchem, nie nosi się w sobie siostry dziecka,
      nie siostry dziecko kocha cię tylko i wyłacznie dla tego że ...jesteś...
      I jeszce jedno, może wywołam burzę, ale nie moge się powstrzymac:
      czy jesli nie było by Was na świecie Wasi Rodzice byliby szczesliwsi????

      zamknijcie oczy, przypomnijcie sobie kiedy poraz ostatni podarowaliście
      ogromne poczucie szczęścia swoim Rodzicom.
      Podrawiam Barba

      Ps Pozdrowienia dla Mary_annsmile
    • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 14.11.03, 20:02
      No nareszcie udalo mi sie nadrobic zaleglosci, stwierdzam, ze nieglupie rzeczy
      napisaliscie. Kazdy oczywiscie ma prawo do przezycia swojego zycia tak jak mu
      sie podoba, pod warunkiem, ze sam nie zagraza spoleczenstwu, w ktorym
      funkcjonuje. Bynajmniej nie pogardzam, a wrecz rozumiem, kobiety nie
      decydujace sie na dzieci (chociaz zastanawia mnie jak one potrafia swoje
      uczucia przewidziec? skad wiedza jak beda sie czuc bezdzietnymi za 10-20 lat?)
      a jednoczesnie podziwiam te, ktore swiadomie zdecydowaly sie na macierzynstwo.
      Pomijam tu przypadki niechcianych czy nieplanowanych ciaz, mowa o swiadomym
      zakladaniu rodziny. Ja osobiscie NADAL nie czuje instynktu macierzynskiego i
      pomimo, ze wiem, ze chce doswiadczyc macierzynstwa, nie mam pojecia jak
      podolam temu zadaniu, jesli (i o ile) juz do tego dojdzie. Najchetniej
      macierzynstwo odlozylabym na jakies nastepne 10 lat.. gdyby tylko czlowiek
      mial mozliwosc takiegoo planowania. Niestety prawa biologii czynia swoje i nie
      jestem w stanie przewidziec jak moje cialo zniosloby takie wyzwanie w wieku
      okolo 40 lat... ??? Dlatego decyzje w pewnym sensie zmuszona jestem podjac
      teraz, pomimo, ze tak naprawde nie czuje tego trudnego do opisania instynktu.
      Mysle sobie, jak wygladaloby moje zycie za 10, 20, 30 lat, kiedy moze byc za
      pozno na odwrocenie czasu i zmiane decyzji. Czy nadal bede sie czuc tak
      szczesliwa jak obecnie, mimo ze nie posiadm dzieci? Zycie mamy tylko jedno, a
      czas plynie nieublagalnie nie gwarantujac nam szansy na poprawienie bledow z
      przeszlosci. Czy nie decydujac sie na dziecko w czasie kiedy moje cialo jest
      do tego przystosowanie nie popelniam bledu? Czy odwlekajac decyzje o
      posiadaniu dziecka nie kalecze go w jakims stopniu, nie tylko psychicznym
      (bedzie mialo stara mamusie, inne poglady, inny sposob wychowania itp) ale
      rowniez fizycznym (im starsza kobieta w ciazy tym wieksze szanse na powiklania)
      Troche dramatyzuje.. wiem, ale niedawno mojej kolezance zmarl 2-miesieczny
      dzidzius... Boje sie takiego ryzyka..
      Pozdrawiam
      kokarda
    • Gość: ania Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.206-201-80.adsl.skynet.be 14.11.03, 20:33
      Przeczytalam wasze wypowiedzi jednym tchem.Jestem od niedawna mezatka,prawie 30
      letnia.Moje przyjaciolki maja juz potomstwo.Przyznam,ze lubie je odwiedzac i
      pobawic sie z maluchami,ale osobiscie nie odcuwam jeszcze checi posiadania
      swoich pociech.Nie wiem od czego to zalezy,moi rodzice szybko posmakowali tego
      stanu.Musze stwierdzic,ze z podziwem patrze na nich zadajac sobie pytanie jak
      to jest bedac odpowiedzialnym nie tylko za siebie.Moja mama zawsze podkresla,ze
      gdyby mogla cofnac czas postapilaby tak samo i nie zaluje ani przez chwile,ze
      nie miala czsu i mozliwosci,by sie 'wyszumiec'.Teraz kiedy wraz z rodzenstwem
      jestesmy dorosli czuja sie dumni,ze wygladaj przy nas tak mlodo(to prawda)!Dla
      mnie wychowanie dziecka(a tymbardziej trojki)to nie lada wyczyn!Jestem z
      natury'panikara',obawiam sie ciagle o zdrowie i samopoczucie moich
      najblizszych,a z tym zwiazany jest takze moj strach przed byciem mama.Boje
      sie,ze kazde kichniecie czy placz odbiore jako wstep do powaznej choroby,ze
      bede kontrolowac kazdy ruch dziecka wyobrazajac sobie najgorsze.Nie rozumiem
      tych lekow,ale moze jeszcze nie dojrzalam do macierzynstwa?Na szczescie
      mieszkam w otoczeniu ludzi,ktorzy nie pytaja nas (jeszcze)o potomstwo,ale
      widze,ze czasem chcieliby sie dowiedziec.Zaobserwowalam jednak,ze malzenstwa
      bezdzietne z wyboru nie sa najlepiej odbierane w naszym spoleczenstwie,a glowny
      powod to wedle niektorych egoizm i zanizanie statystyk.To przykre,bo kazdy ma
      prawo przezyc zycie na swoj sposob.Klaniam sie nisko Wam,ktorzy kazdego dnia
      uczestniczycie w zyciu waszych milusinskich i Wam bezdzietnym z wyboru,ktorzy
      czerpiecie radosc zycia znajdujac jego sens w sobie samych!I jestem
      szczesliwa,ze moi rodzice odnalezli swoje szczescie w nas-we mnie,siostrze i
      bracie pomimo wielu trosk,ktorych im dostarczalismy,ale to juz za nami!a co
      przed nami?kto wie...
    • Gość: czy to wazne? Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: 217.153.60.* 18.11.03, 13:14
      tyle w tym watku jest pisane o troskach, obawach o dziecko i ze czlowiek
      przejumjac sie tym wszystkim
      robi sobie wiele problemow
      hmm ... ciekawi mnie w tym momencie to dlaczego ktos nie pojdzie dalej z
      pytaniem
      czy ludzie nie byliby szczesliwsi gdyby zyli zupelnie sami czyli bez swoich
      partnerow/małżonków

      poco poddawac sie takiemu uczuciu jak milosc przeciez to rodzi analogiczne
      problemy jak w przypadku
      posiadania dziecka gdyż tak samo zaczynamy troszczyc sie o drugiego czlowieka,
      tak samo myslimy "a co by bylo gdyby w tym wypadku
      zgional moj najukochanszy/sza" i tak samo sie denerwujemy jak on/a ciezej
      zachoruje
      tak samo musimy ograniczyc swoja wolnosc i swoje wybory ma rzecz drugiego
      czlowieka

      ale nikt przy zdrowych zmyslach nie odwazy sie napisac ze ludzie samotni sa
      szczesliwsi niz ci
      zakochani

      ze tak na prawde to spoleczenstwo wywiera na nas presje aby laczyc sie pary i
      aby kochac drugiego czlowieka

      przeczytajmy to jeszcze raz
      kazdy stwierdzi ze to bzdury

      no bo jak mozna twierdzic ze lepiej byc samotnym !!!
      hmmm...ale jak mozna twierdzic ze lepiej byc bezdzietnym ? taka teza jest juz
      postawiona !

      czy za pare lub kilkanascie lat okaze sie ze tak na prawde glupota jest laczyc
      sie w pary aby wspolnie zyc ?
      ze glupota jest kochac ? glupota jest poswiecac sie dla drugiego czlowieka
      ktorego kochamy?

      jak widac niewykluczone ze tak bedzie ...

      jezeli chodzi o kwestie miec dzieci czy nie miec to pare argumentow

      1) bezdzietni powoluja sie na koniecznosc ciezszej pracy, wiekszego poswiecenia
      i wyzbycie sie wlasnych amibicji
      no coz ale przeciez to nei jest tylko atrybut dzietnosci tak jest ze
      wszystkim !!!
      chce pojechac na fajne wakacje to musze chodzic do pracy i zarabiac, chce zyc
      z szczesliwie z drugim czlowiekiem to
      rowiez sie poswiecam dla niego - zawsze trzeba sie poswiecic aby cos otrzymac
      2) no tak ale okazuje sie ze jest pyatnie czy to poswiecenie jest warte tego
      szczescia ktore daje nam dziecko
      ciekawe pyatnie prawda ! Ciekawe ze kazdy rozwaza to w perspektywie paru lat
      tylko a zapomina o starosci
      kiedy to czlowiek w boze narodzenie siedzi sam, dzieci nie przychodza, nitk
      prezentow nie da i nikomu prezentow sie nie kupi
      bedziemy sie wprawszac na swieta do znajomych ? a to jest tylko najprostszy
      przyklad
      nie pisze juz o problemach niedoleznosci osob starszych kiedy to dzieci sie
      opiekuja no bo moze nikt tak daleko nei wybiega w przyszlosc

      nie wyobrazam sobie ze dzien w dzien wracam do domu z pracy i witaja nie puste
      pokoje
      i zeby zabic nude, pustke ,samotnosc to organizuje sobei zajecia spotkania itd

      obcenie wracam do domu i wita mnie usmiech mojego dziecka, cala opowiesc jego
      dzisiejszych osiagniec i niepowodzen , radosci i trosk
      i co wazniejsze czeka mnie jeszcze troche czasu kiedy bede sie z nim bawil aby
      uczynic go szczesliwym
      aby zobaczyc jeszcze raz i jeszcze raz usmiech na jego twarzy
      i bede go po malu uczyl tego swiata i patrzyl na jego zdziwiona mine jak
      poznaje cos nowego
      i bede z niego dumny jak cos samemu odkryje i zmajstruje
      bede szczesliwy jak bedzie wieczorem szalal w wannie

      kupic sobie cos do ubrania to nie problem, doksztalcac sie rowniez pojsc do
      kina tak samo czy na impreze
      wiadomo ze potrzeba na to lepszej organizacji czasu jak ma sie malego szkraba w
      domu
      ale nie jest to rzecz nieosiagalna!
      mam wrazenie ze moge miec wszystko to co osoby bezdzietne jak tylko tego
      zapragne
      i jeszcze dodatkowo malą dodatkowa rzecz jaką jest szczescie drugiego
      malutkiego czlowieczka


      bezdzietnosc to wolny wybor i kazdy robi jak uwaza
      i jestem przekonany ze kazdy kto go dokona to pozniej w wieku 50-60 lat bedzie
      go zalowal
      ale to jest ich problem i ich zmartwienie
      mnie to nie dotyczy na szczescie wink

      acha i niech potem w przyszlosci za te 30 lat ta grupa
      samotnych, "zgredzialych" bezdzietnych nie uprzykrza mi tylko
      zabawy z moimi wnukami wink
      • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 18.11.03, 19:29
        pozwole sie z toba nie zgodzic jesli chodzi o porownanie zwiazku (pary) do
        macierzynstwa lub ojcostwa. to dwie rozne sprawy.
        po pierwsze bywa, ze na milosc do partnera wcale sie nie decydujemy, czesto
        sama przychodzi i nie mamy wiekszego wplywu na nasze uczucia, a w tym watku
        mowa o SWIADOMYM powiekszaniu rodziny
        po drugie z partnerem nie tak trudno sie rozstac, wystarczy sie dogadac, a
        dziecko to odpowiedzialnosc na cale zycie, decyzja nie do odwrocenia
        po trzecie oddawanie czegos z siebie to nie poswiecenie, to dobrowolna decyzja
        na ktora decydujemy sie, na ktora mamy wplyw, podczas gdy sam przyznajesz, ze
        posiadanie dzieci wiaze sie z wieloma wyrzeczeniami
        po czwarte - bycie z kims nie wymaga dojrzalosci emocjonalnej, mozna rownie
        dobrze budowac zwiazek wlasnie na niedojrzalosci, podczas gdy dziecko to KTOS
        za kogo bierzemy odpowiedzialnosc co najmniej na nastepne 18 lat, jestesmy
        zobowiazaniu budowac jego swiat, uczyc, wychowywac, przekazywac wartosci..
        Mozna by tak pisac, ale wiem o co ci chodzi, ja tez kiedys chcialabym zostac
        babcia
        wink
        Kokarda
        • Gość: czy to ważne? Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: 217.153.60.* 19.11.03, 09:48
          kokarda napisała:

          > pozwole sie z toba nie zgodzic jesli chodzi o porownanie zwiazku (pary) do
          > macierzynstwa lub ojcostwa. to dwie rozne sprawy.
          > po pierwsze bywa, ze na milosc do partnera wcale sie nie decydujemy, czesto
          > sama przychodzi i nie mamy wiekszego wplywu na nasze uczucia, a w tym watku
          > mowa o SWIADOMYM powiekszaniu rodziny

          w naszym kraju znakomita wiekszosc stalych zwiazkow to malzenstwa a tu nie
          powiedzialbym ze decyzja o slubie to takie hop siup w szczegolnosci gdy ktos
          powaznie traktuje slowa przysiegi malzenskiej

          > po drugie z partnerem nie tak trudno sie rozstac, wystarczy sie dogadac, a
          > dziecko to odpowiedzialnosc na cale zycie, decyzja nie do odwrocenia

          hmmm... rozwody to rowniez nie taka banalna rzecz

          > po trzecie oddawanie czegos z siebie to nie poswiecenie, to dobrowolna
          decyzja
          > na ktora decydujemy sie, na ktora mamy wplyw, podczas gdy sam przyznajesz, ze
          > posiadanie dzieci wiaze sie z wieloma wyrzeczeniami

          a czy poswiecenie nie moze byc dobrowlona decyzja ? np. wiazac sie ze swoim
          facetem dobrowolnie ograniczasz swoje prawo do umawiania sie z innymi facetami

          > po czwarte - bycie z kims nie wymaga dojrzalosci emocjonalnej, mozna rownie
          > dobrze budowac zwiazek wlasnie na niedojrzalosci, podczas gdy dziecko to KTOS
          > za kogo bierzemy odpowiedzialnosc co najmniej na nastepne 18 lat, jestesmy
          > zobowiazaniu budowac jego swiat, uczyc, wychowywac, przekazywac wartosci..

          tak samo jak nie jest dobrym pomyslem decydowac sie na dziecko bedac
          niedojrzałym tak samo nie nalezy np brac slubu bedac niedojrzalym

          hmm tylko tak patrze ze ta analogia jest pelniejsza jednak gdy mowimy o slubie
          a nie wolnym zwiazku nie mniej jednak tak jak napisalem wiekszosc zwiazkow to
          malzenstwa wiec chyba mozna porownywac

          hmm ale z drugiej strony tak na prawde to pytanie o sens malzenstwa juz jest
          stawiane

          nie mniej w swoim poscie nie zalezalo mi tak bardzo na porownywaniu malzenstwa
          i dzieci a jedynie pokazanie w jakim kierunku to wszystko zmieza i ze pytanie o
          sens posiadania partnera w moim mniemaniu bedzie kolejnym pytaniem

          glownie chodzilo mi o kwestie ograniczenia swojej wolnosci na rzecz drugiej
          osoby ktore sa i tu i tu a to zdaje sie glowny problem

          ciekawe ze kazdy twierdzi ze jest dojrzaly i gotowy aby spedzic zycie ze swoim
          partnerem a jezeli chodzi o posiadanie dziecka to juz tak nie jest ?
          • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 19.11.03, 17:38
            Dokladnie tak jest jak napisales w ostatnim zdaniu, przynajmniej w moim
            przypadku, czuje sie bowiem na tyle dojrzala aby dzielic swoje zycie z
            partnerem, ale niekoniecznie na tyle dojrzala, aby byc w pelni odpowiedzialna
            za druga osobe. Moj partner jest pelnoletni i sam dba o swoje sprawy, podczas
            gdy dziecko to osoba w pelni zalezna ode mnie i wymagajaca mojego czasu (na
            poczatku jest to 100% czasu!), uwagi (100% uwagi) i pieniedzy. Podobno tez
            poczatkowe fazy posiadania dzieci nie pozostaja bez wplywu na zwiazek
            partnerski. Porownywanie dzieci do meza / zony to wg mnie chybiony pomysl. Nie
            zrozum mnie zle - nie neguje macierzynstwa / ojcostwa jako takiego,
            przypuszczam, ze jest to cos bardzo pieknego, zaluje jednak, ze nie da sie
            tego logicnie wytlumaczyc, bo ci ktorzy nie maja dzieci nigdy nie zrozumia
            sensu ich posiadania, zanim tego nie doswiadcza... podczas gdy decyzje o
            powiekszeniu rodziny podejmuje sie wlasnie z takiej pozycji. Rozumiesz o co mi
            chodzi?
    • justynamamamaksa Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 19.11.03, 00:15
      Byłam szczęśliwa bez męża.Z mężem jestem szczęśliwsza.Bylismy szczęśliwi bez
      dzieci.Z Maksiulkiem jesteśmy szczęśliwsi do kwadratu.
      Syty głodnego nie zrozumie czyt.bezdzietny nie zrozumie rodzica.Po urodzeniu
      dziecka parę klepek się przestawiasmile.
      Pozdrawiam i życzę dużo dzieci.
      Justyna
      • kokarda Re: Bezdzietni szczesliwsi?? 19.11.03, 17:40
        trafnie ujete, justyno!
        • Gość: zyta2003 Re: Bezdzietni szczesliwsi?? IP: *.ny325.east.verizon.net 07.12.03, 04:08
          Moze w zacytowanej na poczatku ankiecie chodzilo, o wynik badan
          przeprowadzonych na odpowiednio duzej probie statystycznej na temat ktore
          malzenstwa sa lepsze,a nie czy dzieci daja wiecej szczescia niz brak dziei.
          Dzieci daja szczescie,a czasami sa przyczyna cierpien rodzicow. Wszystkie
          bezdzietne malzenstwa jakie znalam i znam, w tym powyzej 50-tki sa bardzo
          dobranymi i kochajacymi sie malzenstwami, maja wspolne zainteresowania,a nawet
          pasje, aktywnie wypelniaja czas, sa troskliwi dla siebie. Nic dziwnego, gdyby
          nie chcieli byc razem, mogli sie rozejsc, nie zmuszaja ich do bycia razem
          dzieci.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka