jolkajolka29
15.06.08, 11:42
Temat wałkowany, wiem. Ale bardzo proszę o obiektywne odpowiedzi na
mój post, bo byc może się czepiam i przesadzam - sama już nie wiem.
Czy w porządku jest to gdy :
- Moj mąz oznajmia mi, że jesteśmy umówieni na obiad u jego
rodziców, bo przed chwilą dzwoniła mama i nas zaprosiła, więc się
zgodził. Zaznaczę , że nie pyta mnie co ja na to, ale oznajmia.
- ustala z mamą, że podjedziemy do nich wracając np z miasta -
ponownie mi o tym oznajmia.
- oznajmia mi, że rodzice zaraz podjadą, bo są w okolicy - pukanie
zazwyczaj po 2, 3 minutach
- oznajmia mi, że jedzie do rodziców, bo ci czegoś chcą i będzie
niewiadomo kiedy - nie chodzi mi o to, że tam jedzie, ale o to, że
oznajmia mi o tym i wychodzi.
Rodziece męża mają wielki wpływ na niego, a co za tym idzie i na
mnie. Odnoszę wrażenie , że pewne rzeczy mąż omawia są z nimi, a
potem ja jestem o podjetej decyzji poinformowana.
Niby to dobrze, że mąż liczy się ze zdaniem rodziców, ale pewne
sytuacje wydają mi sie przesadą np. tesciowa pyta nas o wybór
imienia dla naszego dziecka - mówię Ola, decyzja zapadła już dawno.
Myślicie, ze mam Olę? Teściowa skrytykowała pomysł, a mój mąż w
sekundzie zmienił zdanie co do Oli. To samo było z wyborem
chrzestnego dla córki. W momencie, kidy powiedzieliśmy kogo
wybraliśmy, teściowa zmieniła decyzję męża. Chrzestnym jest ktoś
inny. Itd, itd.
Czy ja się czepiam ? Może przesadzam?
Wydaje mi się czasem, że jestem spełnieniem oczekiwań mojej
teściowej wobec męża - tzn ma żonę, która urodziła mu dziecko,
ale "pełnoprawnym" członkiem rodziny nigdy nie będzie. Nikt
absolutnie nie liczy się z moim zdaniem, moimi potrzebami, moją
osobą. Tzn, tak mi sie wydaje. A może przesadzam?