Dopiero od 4 tygodni jestem mamą, a mam już serdecznie dość

Czuję się z tym
fatalnie, ale nie mogę zaprzeczyć, że macierzyństwo mnie przerosło. Mam dość
siedzenia od miesiąca w domu, wychodząc jedynie na krótkie spacerki (Mały ma
kolki i ataki przychodzą nieregularnie, więc boję się oddalać od domu), boli
mnie gdy widzę jak inni wychodzą do pracy, załatwiać różne sprawy, na zakupy,
na plażę, na spotkania... a ja ciągle w domu - obracają się w różnych kręgach,
a ja mam tylko jeden świat i jedno zajęcie - uspokajanie wiecznie płaczącego
Maleństwa, któremu nie mogę pomóc... Jak zwykle oczekiwania, marzenia w
konfrontacji z rzeczywistością upadły - będąc w ciąży widziałam siebie z
dzieciaczkiem w chuście lub wózku biegającą po mieście i ciszącą się swoim
szczęściem... he, he

Póki co mam niespodziewane ataki kolki, ciągły płacz i
wielką frustrację. A jak słyszę "spokojnie, kolki mijają po 3 miesiącach" - to
ogarnia mnie czarna rozpacz. Widocznie nie dojrzałam do macierzyństwa. Nie
radzę sobie z emocjami - codziennie płaczę i zaraz mam wyrzuty sumienia, że
Mały pewnie przejmuje moje emocje... i tak koło się zamyka.
Zamroziłam nawet pokarm, żeby się wyrwać choć na chwilkę, ale nie mogę się
przełamać. Szkoda mi podawać Małemu butli, bo mam jakieś chore jazdy ze sobą.
Czara goryczy przelała się dziś: od kilku dni planowałam wyjazd do centrum
handlowego - ale, że jestem przeciwniczką targania takich maleństw po sklepach
umówiłam się ze znajomą która miała posiedzieć z Małym w parku przy centrum
handlowymi i w razie potrzeby dzwonić. Plan genialny w swej prostocie - a ja
żyłam nim od kilku dni! Jakież było moje rozczarowanie gdy okazało się, że
wózek nie zmieścił się do mojego auta, a pas jest za krótki do fotelika...
(zawsze do tego celu używaliśmy samochodu męża). Tak, wiem możemy zamienić się
na samochody, ale dziś... dziś zostaję w domu z kochanym Maleństwem i wielkim
żalem do całego świata.