Zastanawiam się od wczoraj czy to ja jestem przewrażliwiona już czy ludzie są
nietaktowni i nie potrafią zrozumieć że sprawiają przykrość.
Po pierwsze:
Nasze pierwsze dziecko to córka. Zanosi się na to że druga również będzie
dziewczynka. Jakieś 80% znajomych jak to usłyszało to nam współczuło,
pocieszało że sobie zrobimy następne. Niedawno spotkaliśmy kolegę którego
widujemy raz na parę lat. Zapytał co będzie - usłyszał "chyba dziewczynka" i
zrobił "uuuuu - to kiepsko, kiepsko" Czułam się jak jakaś wybrakowana a widzę
że i mężowi już zaczyna brakować cierpliwości. Stwierdził "widzisz, nie umiem
chłopaka zrobić i koniec"
Po drugie:
Od początku ciąży mam spory brzuszek. Wagowo przybieram raczej w normie
(jestem w połowie 7 m-ca i przybyło mi w sumie niecałe 8 kg - nie mało ale w
normie wg lekarza)
I ciągle słyszę - o matko jaka ty jesteś gruba, chyba czworaczki będą itp.
Wczoraj spotkałam koleżankę która dzieci nie ma (tak to znamienne ponieważ
niestety najwięcej niemiłych komentarzy słyszę od bezdzietnych) i wybałuszała
na mnie oczy. Na dzień dobry usłyszałam że jestem wielka. Ze wyglądam jakbym
miała zaraz urodzić i że chyba mam jakiegoś giganta w brzuchu.
No ja nie wiem - czy to tak trudno zrozumieć że mi przykro słuchając takich
uwag? Co mam zrobić? Wciągać brzuch zeby nie szokować niektórych? Płakać nad
swoim losem że będę miała drugą córeczkę (z której się zresztą bardzo cieszę i
mam płeć w nosie a z powodów zdrowotnych modlę się żeby tylko zdrowe było)
Chyba przez ten upał i nadmiar uwag wyczerpała mi się wczoraj cierpliwość i
czuję się rozżalona