znowu. tym razem spotkac sie z kumplem z wawy, co przyjechal na kilka dni na
prowincje

i co? wy mi tu (niektore) raz na ruski rok wymawialyscie, a nie
minal nawet tydzien
wlasnie przed chwila malz zadzwonil do mnie poinformowac mnie o swoich
wieczornych planach i zapytac, czy moge mu szybko jakies nalesniki usmazyc, bo
tylko wroci z pracy i zaraz sie zbiera. na krotko, "gora dwie, trzy godzinki".
bez kitu, zaluje, ze nie moge sie napic dzisiaj dobrego chilijskiego winka. no
chyba, ze mi ktora wirtualnie postawi?