Dodaj do ulubionych

gdzie te prace za kilka tys. zł?

    • ewelina_1 Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 27.10.08, 00:13
      Bardzo ciekawy się z tego wątek zrobił.
      Kilka osób pisało o brakach wśród nauczycieli, a znów:
      gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,4827624.html
      Nie zgodzę się też z tym, że praca w budżetówce jest zła. To stabilna praca, z
      regularnymi wypłatami, rzadziej też łamią kodeks pracy. A zarobki też są całkiem
      dobre. Przynajmniej tak jest w mojej okolicy. Minus jest taki, że aby taką pracę
      dostać trzeba mieć plecy. Oficjalny nabór często jest ustawiany pod konkretną
      osobę (widziałam to "od środka").
      Nie wiem też dlaczego niektórzy zakładają, że jak ktoś nie ma pracy, to musi
      mieć skończoną podłą uczelnię albo daremny kierunek.
      Ja czasami na rozmowach słyszałam, że kwalifikacje mam za wysokie i nie warto
      mnie zatrudniać bo i tak będę lepszej pracy szukać.
      Także nie zawsze brak pracy = niskie kwalifikacje i/lub brak doświadczenia.
      Nie przeczę, że mają szczęście można znaleść dobrze płatną pracę, ale...
      przypomniało mi się jeszcze jedno. W urzędzie pracy się dowiedziałam, że jak
      pojawia się mówiąc ogólnie jakakolwiek praca typu biurowa (oczywiście z
      odpowiednimi wymaganiami) to w ciągu 1 dnia "wysyłają" tam kilkanaście albo i
      więcej bezrobotnych. Jak pracodawca ma grubo ponad 100 ofert, to zawsze znajdzie
      desperata, który będzie i za 600zł pracować.
      Znów dzwoniąc do firmy X usłyszałam, że oferta jest już nieaktualna (urząd pracy
      nie usunął oferty), mieli w czym wybierać, bo w ciągu 3 dni wpłynęło im ponad
      100 ofert. I pomyśleć, że są miejsca, że na spotkanie w sprawie pracy przychodzi
      1 z 6 umówionych osoób....
      • ewelina_1 Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 27.10.08, 00:32
        miało być: "Nie przeczę, że mając szczęście można znaleźć dobrze ..."
        • kajak75 Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 27.10.08, 14:26
          No coz, jest praca i praca.
          Wiele osob (i nic w tym zlego) szuka pracy biurowej (sucho czystosmile), stabilnej
          - patrz administracja publiczna. Do tego panuje przekonanie, ze matura lub
          licencjat z administracji w wyzszej szkole czegos tam, daje wystarczajace
          kwalifikacje. I rzeczywiscie czesciowo tak jest. Czesc pracy w administracji
          publicznej wymaga bieglosci w wysylaniu zestawu papierkow we wlasciwe miejsca,
          gdzie bedzie podejmowana decyzja. Rozumiem, ze takie stanowiska najszybciej
          obsadzane sa roznymi pociotkami.

          Problem powstaje, jak pisala Ania Silenter, gdy trzeba znalezc pracownikow o
          wysokich kwalifikacjach w kluczowych urzedach. Prawda jest taka, ze w Unii
          Europejskiej (w praktyce) wiekszosc decyzji szczegolowych o stanowisku narodowym
          podejmowana jest na poziomie mniej wiecej naczelnika wydzialu. Dopiero kwestie
          najbardziej dyskusyjne omawiane sa na poziomie ministrow. Dlatego pensje w tym
          dziale administracji sa stosunkowo wysokie i na nizszych stanowiskach
          kierowniczych moga byc 5 cyfrowe, oczywiscie bruttosmile
          Miedzy bajki mozna tez wlozyc historie, ze praca jest od 8 do 16, natomiast na
          pewno bardziej przestrzegane sa prawa pracownicze w kwestiach nadgodzin itd.

      • zuzanna56 Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 27.10.08, 17:51
        ewelina_1 napisała:

        > Nie zgodzę się też z tym, że praca w budżetówce jest zła. To
        stabilna praca, z
        > regularnymi wypłatami, rzadziej też łamią kodeks pracy. A zarobki
        też są całkie
        > m
        > dobre. Przynajmniej tak jest w mojej okolicy. Minus jest taki, że
        aby taką prac
        > ę
        > dostać trzeba mieć plecy. Oficjalny nabór często jest ustawiany
        pod konkretną
        > osobę (widziałam to "od środka").


        Ewelina, hm...
        Sama jestem nauczycielką, choć nie w szkole publicznej, więc to nie
        budżetówka. Ja nie znam nikogo, komu załatwiono by pracę.
        OK, to nie jest zła praca, ale zarobki? Zależy gdzie konkretnie,
        jaki zawód, jakie stanowisko, ale powiedzmy od 1000 do 4500, więcej
        chyba nie ma po największych awansach...
        • ledzeppelin3 Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 27.10.08, 19:10
          Gdzie te prace, jak to się robi?
          No więc tak, droga wutorko wątku: najpierw studiujesz na rozwojowym
          kierunku, uczysz się całe dnie i noce, masz jedno kolokwium na dwa
          tygodnie, nie masz życia prywatnego tylko zdobywasz, jak to się
          szumnie mówi, wiedze i umiejętnoiści. Już na studiach za darmo
          chodzisz na dyżury, żeby zdobywać umiejętności praktyczne.
          Potem kończysz studia ze średnią, dajmy na to, 4,4, i szukasz pracy.
          Najpierw, groga autorko wątku, zapie...sz za marne grosze,
          dyżurujesz 12 razy w miesiącu, pracujesz w pogotowiu, dokształcasz
          się, kończysz kursy specjalizacyjne, piszesz doktorat i mieszkasz z
          rodzicami. I tak 7-8 lat.
          Potem jako człowiek z doświadczeniem i umiejętnościami idziesz do
          firmy, oferującej dobre zarobki, gdzie kolejnych kilka lat zdobywasz
          doświadczenie.
          A potem , po 10 latach od skończenia studiów, jako wykwalifikowany
          specjalista dyktujesz warunki i Twoja praca jest warta kilkanaście
          tysięcy złotych.
          Ale jak ma się "małą maturę" albo niepełne wyższe i zdobywa pierwszą
          w życiu pracę, mając już na karku teściową i dwoje małych dzieci, to
          można już tylko płkac na forum, że nie chcą płacić pieniążków
          Co do Twojej uwagi: "A i tak potem, jakiś "normalny" co
          zarabia kilka tys. zł, nazwie ich nierobami, szczególnie gdy się
          okaże, że
          zapomogę dostawają."
          Może nalezałby się wyrażać z większym szacunkiem o płatnikach
          złodziejskich podatków, bo to z ich ciężko zarobionych pieniędzy,
          właśnie z nich, płacone sa droga autorko wątku owe zapomogi. Więc
          proszę o więcej szacunku i może jakie "dziękuję", a nie żale i
          pretensje.
          z
          • jajofka Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 27.10.08, 21:01
            zgadzam się co do zdobywania wiedzy i doświadczenia i dodam tylko,
            że potrzebne jest też: odrobinę szczęścia, uporu, odwagi i
            ogromnej "pracy" aby znaleźć porządną i bardzo dobrze płatną pracę.
          • ewelina_1 do ledzeppelin3 29.10.08, 03:03
            ledzeppelin3, nie pytałam "jak się to robi". To raz.
            Dwa - o zdobywaniu wiedzy, hmmm, kolokwium jedno na 2 tygodnie to raczej na
            kierunkach typu "wypoczynek" więc kitów nam tu o braku życia prywatnego nie
            wciskaj. Ja miałam 2 na tydzień, a do tego dochodziły przygotowania przed
            wszystkimi laborkami (laboratoriami), bo niedostateczne przygotowanie oznaczało
            wyproszenie ze sali, a laborki i tak odrobić trzeba było wszystkie (nawet w
            wypadku choroby). Potem po powrocie wieczorem do domu, czekało robienie
            projektów i rysunków technicznych. Ręcznie, nie komputerowo.
            Dojazdy na uczelnię wyglądały tak, że jedną ręką trzymałam się rurki w autobusie
            (miejsca były tylko stojące, w tłoku), w drugiej miałam książkę albo zeszyt, a
            trzecią ręką odwracałam kartki. I uczyłam sie przy autobusowym świetle gorszym
            od świeczki -wyjeżdżałam najczęsciej po 6 rano. Przyznaję się, że nie pomyślałam
            wtedy aby krótki nocny sen zamienić na jakieś darmowe dyżury czy inne podobne
            zajęcia. Może to był błąd.
            Średnia 4,4 też niewiele mówi. Na Politechnice Śląskiej stypendium za dobre
            wyniki w nauce - za moich czasów - było od średniej 3,8. Tak, 3,8. Jednak już na
            Uniwersytecie Śląskim było to 10% osób ze średnią powyżej 4,8 (z jednej grupy).
            Mimo to, wg. statystyk w prasie, więcej osób miało takie stypendium na UŚ niż na
            P.Śl.
            A trzy - to sporo "mądrości" napisałaś jak na kogoś, kto mnie zupełnie nie zna.
            A bardzo często się zdarza, że takimi "mądrościami" obrażają często ci, co
            niczego samodzielnie we własnym życiu nie zrobili. Najczęściej tacy "idą" po
            plecach rodziców albo po układach.
            Nigdzie nie pisałam, że to moja pierwsza praca. Nie wiesz też jaki mam zawód.
            I ta infantylna wiara, że tylko praca wystarczy by po iluś latach dytkować
            warunki. Czasem potrzeba też szczęscia. A może przede wszystkim szczęscia.
            W Twoim przypadku wystarczy, że na rynku pojawią się wykwalifikowani specjaliści
            -np. przyjezdni z regionów z mega bezrobociem, z mniejszymi wymaganiami
            płacowymi, których nie będzie cechowała pycha i już bedziemy czytać wątek
            "jestem wykwalifikowaną specjalistką, a nie moge dostać pracy".

            > Może nalezałby się wyrażać z większym szacunkiem o płatnikach
            > złodziejskich podatków, bo to z ich ciężko zarobionych pieniędzy,
            > właśnie z nich, płacone sa droga autorko wątku owe zapomogi. Więc
            > proszę o więcej szacunku i może jakie "dziękuję", a nie żale i
            > pretensje.
            Pretensje są do postawy gardzącej drugim człowiekiem, który uczciwie pracuje.
            Różnie w życiu bywa i może się okazać że w późniejszym czasie ten "normalny"
            znajdzie się w takim dołku, że też będzie potrzebował pomocy państwa. Ciekawe,
            czy nazwie wtedy siebie nierobem.
            A ludzie, którzy pracują i otrzymują pomoc państwa, najczęsciej sami pracują na
            własne zapomogi. A najczęściej ich "winą" jest to, że jedyny pracodawca ma
            możliwość wykorzystywać ich trudne położenie (np. duże bezrobocie) by płacić
            mniej niż w rzeczywistości ich praca jest warta.
            A tak na marginesie: pisałaś wcześniej jako protozoa? Zbyt dużo podobieństw.
            • ledzeppelin3 Re: do ledzeppelin3 06.11.08, 14:40
              O, widzę że bierzesz wszystko do siebie. Chcesz się policytować?
              Średnio mnie to bawi, szczerze mówiąc. Dałam Ci przykład, jak można
              zdobyć pracę dobrze płatną, ale oczywiście łatwiej siedzieć i
              narzekać, tworząc spiskową teorię dziejów, że znajomości, że
              płatnicy sa wstrętni i podli, ze życie ciężkie. Natomiast
              przeczytanie jak inni do pieniędzy dochodzą, wzbudza w Tobie agresję
              i odbierasz to jako atak na siebie. Dlaczego?
              • ewelina_1 Re: do ledzeppelin3 07.11.08, 02:56
                ledzeppelin3 napisała:

                > O, widzę że bierzesz wszystko do siebie.
                przecież pisałaś "autorko wątku", więc do kogo to adresowałaś?

                Natomiast
                > przeczytanie jak inni do pieniędzy dochodzą, wzbudza w Tobie agresję
                > i odbierasz to jako atak na siebie. Dlaczego?
                to Ty masz raczej problem z czytaniem tekstu. Nigdzie nie płakałam nad spiskową
                teorię dziejów, że cały świat jest zły itp. To już twoje wyssane z palca
                konfabulacje.

                "Nie rozumiem, dlaczego jesteś niegrzeczna i zarzucasz mi kłamstwo."
                ojej biedactwo.... a wymyślanie absurdalnych teorii o kimś kogo się nie zna i
                jest grzeczne? Dość oryginalne, nie sądzisz?
                Poza tym, jakie zarzucanie kłamstwa? Chcesz wmówić światu, że 1 kolokwium na 2
                tygodnie jest cięższe niż 2 na tydzień? Średnie to możesz sobie zweryfikować.

                "Nie chce mi się udowadniać, że nie jestem koniem, aleok- skończyłam
                najtrudniejsze i jedne z najbardziej prestiżowych studiów-medycynę-
                nie będę Ci opisywać, jak tam się studiuje, poczytaj odpowiedznie
                fora."
                ojej, i znowu ta arogancja. Znowu wydaje ci się, że masz do czynienia z
                wieśniakiem. Można się było domyslić tej medycyny. Arogancja jest dość często
                spotykana w tym zawodzie.

                "Njaczęściej tak jest, choćbyś nie wiem jak siebie okłamywała.
                Szcęście jest potrzebne głównie po szkole filmowej. Po medycynie to
                harówka, najpierw za darmo, potem za pieniądze. I to śmieszne
                pieniądze. Prawdziwe pieniądze zarabia się w prywatnych fimach,
                gdzie przyjmują najlepszych, z wysokimi kwalifikacjami."
                No to niewiele o życiu wiesz. Albo masz więcej szczęścia -dokończ sama.
                Można uczciwie i ciężko pracować, ale wystarczy że przyjdzie nowy
                dyrektor-mobber i wszystko się zmienia. Długie mięsiące czy lata udręki rujnują
                psychikę, potem długie dochodzenie do siebie, by wreszcie w okolicach 40 lat
                albo i później zaczynać od nowa. A o ile jest portret psychologiczny mobbera, to
                dla ofiary mobbingu już nie. Ofiarą mobbingu może być każdy. Dziś nawet mówili o
                oficerze (czy cos w tym stylu) z Gromu. Super wyszkolony i nic to nie pomogło.
                Innym przypadkiem może być choroba, np. nowotwór. Walczysz z chorobą ale nie
                możesz pracować, więc wypadasz z zawodu, szczególnie jeśli to zawód w którym
                ledwie kilka lat to epoka zmian. Pokonujesz chorobę, ale doświadczenie zawodowe
                zaczynasz praktycznie od nowa. Albo jeszcze inny przypadek: ciężka ciąża i potem
                chore dziecko, które wymaga długiej rehabilitacji. Poświęcasz się dziecku, by
                było zdrowe, ale wypadasz z zawodu, więc po iluś latach zaczynasz jeszcze raz od
                początku.
                Nie masz zielonego pojęcia, kto przez co musiał przejść, ale masz tupet by
                arogancko kogoś pouczać i bezczelnie wmawiać swoje teorie.
                Dlaczego mnie to nie dziwi u kogoś, kto chwali się medycyną?

                "Słonko, bredzisz bez sensu. Przestań się rzucać, płakać po forach i
                obrażać nieznanych sobie rozmówców, tylko weź do roboty, pieniążkiwink
                przyjdą, może nie od razu, ale uwierz mi- przyjdą za czas jakiś."
                ojej biedactwo, nie unoś się. Dostałaś tylko odpowiedź odpowiednią do Twojej
                "grzeczności".

                "W moim przypadku? Skąd wiesz jaki jest mój przypadek? Im dalej, tym
                gorzej. Denerwujesz się, że są ludzie dobrze wynagradzani za swoją
                pracę? Nic Ci nie poradzę."
                To ja nic nie poradzę, że masz problemy z czytaniem. Weź głęboki oddech i
                przeczytaj mój początek wątku jeszcze raz. Czynność powtórzyć aż do skutku.
                Odnosiłam się jedynie do osób, które dziwią się, że ktoś może mało zarabiać. Ja
                znam rynek pracy i wiem, że na początek nie ma pracy za kilka tys. zł. Wiem, że
                są regiony, gdzie można całe życie ciężko i uczciwie pracować za grosze. Mało
                jest lokalnych "mafii"? Takie realia. Ale ponieważ na tym forum są tacy, co
                ludzi uczciwie pracujących za małe pieniądze obrzucają błotem, więc zadałam
                pytanie, gdzie te "tysiące złotych".
                Ech, prestiżowe studia i nie nauczyły czytać ze zrozumieniem...

                "Może po prostu jesteś kiepska i leniwa,
                dlatego nikt Cię nie zatrudnia? Nie przyszło Ci do głowy to
                najprostsze rozwiązanie?"
                Ciekawe skąd o tym wiedzą PRZED zatrudnieniem, skoro takie rzeczy wychodzą PO
                zatrudnieniu? Nie przyszło Ci to do głowy?

                "To kwestia pokory i pychy, niczego więcej."
                Ciekawe słowa, więc proponuję abyś uczciwie spojrzała w lustro.

                "Dzuiękuję, skonczyłam z Tobą dyskusję."
                I słusznie.
          • zielona.ona Re: gdzie te prace za kilka tys. zł? 06.11.08, 14:10
            W pewnych zawodach pensje pow. 3-4tys na poczatek sa normą.
            Zwykle sa to pensje specjalistów (zwykle w dziedzinach scisłychsmile)
            Ja jestem architektem, na poczatku dostałam pensje cos ok 3 tys (etat) teraz
            przeszłam na swoje , nie wiem dokładnie ile zarabiam bo nie wyplacam sobie
            pensji co miesiac ale sadze ze cos w granicach 6 tys/ miesiecznie do reki.
            Lepsi architekci ode mnie spokojnie wyciagaja 10 tys/mies
            Podobne zarobki (jak nie wyzsze) ma paru moich znajomych - radca prawny
            (dziewczyna w moim wieku - 30 letnia), prawniczka (28 lat wspolnik w malej
            kancelarii), kolezanka która koordynuje prace badawcze w duzej firmie
            farmaceutycznej (35 lat)- nawet dokladnie nie wiem jak sie jej stanowisko nazywa
            smile etc.
            Wszystkie te zawody są dosyc wąską specjalizacja (i zeby je miec trzeba zdać
            egzamin prawniczy, egzamin radcowski, byc naprawdę dobrym chemikiem czy
            biologiem , oczywiscie jezyki - min. angielski a najlepiej dwa - to rzecz
            normalna) .
            U mnie akurat takim progiem - jest zdobycie uprawnień projektowych /
            konstruktorskich.
            To wszystko jest pewnym sitem, które sprawia ze nie tak jak po studiach typu
            "marketing i zarzadzanie" kiedy to uczelnie panstwowe i prywatne co roku
            wypluwają tysiace absolwentów- rynek robi sie ciasny.
            Kiedy nie ma duzej konkurencji - i specjalistów w danej dziedzinie jest mało -
            mozna liczyc na zarobki duże.

            ps. teraz ostatnio byłam na mojej uczeli (PW). kupa ogłoszeń pracy dla
            studentów architektury - takich co jeszcze sa na 4, 5 roku studiów. stawka od
            2500 na reke w góre (dla studenta!!! smile)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka