Uwielbiam wszystko, co zimne, a najlepiej zamrożone. Alkohol w szczególności.
Kupiłam sobie piwo i było dla mnie za ciepłe, chociaż wzięte z lodówki. No to
wsadziłam je do zamrażarki i zajęłam się sprzątaniem. O piwie przypomniałam
sobie po dwóch godzinach. I jak je otworzyłam, to usłyszałam PUFF i przez
następnych 15 minut z butelki wychodził lodowy glut. Całkiem smaczny

I teraz siedzę i sobie myślę, że to piwo cholera mogło mnie zabić. Chyba. Mogło?