ipola
19.11.08, 10:20
W weekend wychodzę wieczorem sama, tzn. z przyjaciółką ze szkolnych lat.
Przyznam się szczerze, że od wielu lat to mój pierwszy towarzyski wieczór,
który spędzę w ten sposób, tzn. bez męża, bez dzieci, na mieście. I tak się
cieszę, że aż strach. A małżonek jakiś nieswój na tę nowinę. Co rusz pyta, a
gdzie idziemy, a o której się umówiłyśmy, a jak długo będę, a dlaczego
wieczorem, a nie po pracy?