bo ja poprzez nowe hobby męża czuję się zepchnięta na dalszy plan.
Wczoraj polowanie, bo św. Huberta było...Dzisiaj polowanie,
przeciągnęło się...Jutro polowanie po pracy, a ja potrzebuję, żeby
po południu był w domu, to od razu zaczął zgrzytac zębami...Za
tydzień w niedzielę został zaproszony na zające...Chodzę po domu go
szukam, a on siedzi z lornetką i ziora przez okno (na wsi mieszkamy
niedaleko lasu). Zamiast w niedzielę zabrac żonę i córkę na spacer,
albo tylko córkę, albo oddac córkę do dziadków i zabrac żonę do
kina, albo zając się rano córką, żeby żona się w końcu wyspała,
zrobic żonie śniadanie...Nie mogę na to liczyc, absolutnie nie

((