Dziewczyny no zaraz chyba całkiem ołysieję

Zadzwoniła do mnie właścicielka mieszkania i mi oznajmiła, że do
końca miesiąca przyjedzie po meble wszystkie (wynajęliśmy
umeblowane, bo nie chcieliśmy kupować mebli do mieszkania, które nie
będzie nasze), po kuchenkę, lodówkę... dała propozycję, że możemy od
niej to wszystko kupić (ale ceny podała zawrotne!). Za kuchenkę 7-o
letnią chce 450zł, za lodówkę 6-o letnią- 700 zł. Z meblami w sumie
nie ma problemu bo w małej pokoju są mebelki, które kupiliśmy my.
Ale np. z pokojem ,,dużym" jest problem. Do niego możemy sprowadzić
meble z mieszkania mamy narzeczonego (z jego starego pokoju), ale
będzie brakowało stołu ( a miałam robić święta), krzeseł. Za swój
stary i zniszczony+ 4 krzesła chce 280 zł! Jak to warte jest może
100zł. Czynsz łaskawie zapowiedziała, że nam obniży o UWAGA!!! 20 zł
(słownie: dwadzieścia złotych)... Mamy umowę spisaną na meisiąc
wypowiedzenia najmu, w umowie jest, że mieszkanie umeblowane itd. My
dopiero co je odmalowaliśmy....
Nie wiem co robić, czy kupić od niej to co potrzebne, albo z allegro
tańsze... czy pwoeidzieć że miesiąc mamy wypowiedzenia a umowa jest
na mieszkanie umeblowane i nie może na razie tego zabrać i szukać
inengo mieszkania. Dodam, że mnie głownie chodzi o sąsiadów
(strasznie się zżyliśmy, bo to wspaniali ludzie) i o małą, która i
tak już wiele przeżyła... a tu znów przeprowadzka.
Załamana jestem.

i jeszcze to wszystko przed Świętami