Romeo w górach

24.11.08, 16:45
Słuchajcie, czy to prawda, że wyjazd urlopowy integruje małżeństwo i para po
wyjeździe świeżym okiem patrzy na związek? Wróbel mnie namawia na święta poza
domem, ja ogólnie jestem przeciw, bo wiecie, rodzinne święta przy domowym
ognisku, wizyty u krewnych, własna choinka stojąca do Matki Boskiej
Gromnicznej (a jak wyjedziemy, to po co ją ubierać?). Ale ten romantyczny
argument mógłby do mnie przemówić.
Dodam, że mamy dwójkę dzieci.
    • hellious Re: Romeo w górach 24.11.08, 17:32
      I wrobel chce bez pisklakow jechac? No to jedz i baw sie dobrze smile Ja bym sie nie zastanawiala nawet pol minuty nad tym, a choinka? W gorach tyle pieknych drzew...:smile
    • schiraz Re: Romeo w górach 24.11.08, 17:43
      Ja mam taki plan na tegoroczne święta, wyjechać w diabły (a w zasadzie w góry) z
      Małżem i Małolatem. Dzięki czemu uniknę rozważań u kogo kolacja wigilijna
      (rodziny oddalone od siebie o 350 km), gotowania i sprzątania. To moje pierwsze
      Święta gdzie indziej niż przy rodzinnym stole ale potrzebuję ich bardzo, kolejne
      będą już z nowym członkiem rodziny. A teraz boli mnie tylko to, że z brzuszkiem
      nie pośmigam na nartach a bardzo bym chciała bo uwielbiam to, ale zabieramy sankismile
    • najeeli Re: Romeo w górach 24.11.08, 18:07
      Jedżcie, nie ma to jak Święta sam na sam z dziećmismile
      Marzę o tym od 3 lat i w tym roku tez nie mam odwagi wyjechaćsad może
      w przyszłym............
    • volta2 Re: Romeo w górach 24.11.08, 19:51
      wyjazdy nas raczej do siebie zbliżają, ale fakt, że i tak daleko od
      siebie nie jesteśmy.
      na wspólny z dziećmi wyjazd pojechaliśmy rok temu. byliśmy kilka dni
      przed wigilią na miejscu, w dzień wigilii kupowaliśmy biały obrus,
      mąż z dziećmi poszedł na łąkę siana spod śniegu wygrzebać,
      szukaliśmy pierwszej gwiazdy, szukaliśmy na parafii opłatka i
      jeszcze byliśmy w kościelesmile
      a z rana wigilia była na sportowo, bo do 14-tej na nartach.

      pierogi wiozłam z domu, rybę mrożoną też, grzybową gotowałam na
      miejscu, dzieci na prezent dostały zimne ognie - każdy po paczce i
      świeciliśmy je przed domem na trzaskającym mrozie. po kolacji
      telefony do dziadków z życzeniami i finito!
      rano znów na nartysmile

      to były jedne z fajniejszych w moim życiu ŚBN i chętnie bym je
      powtórzyła w tym roku, ale że nie mam rodzeństwa i wyjeżdżamy z
      kraju na jakiś czas, to z bólem serca zostajęsad

      i oczywiście, jest problem u kogo wigilia, komu prezetny i jakie i
      za ile, nie będzie pewnie spaceru, nart, mrozu, ach, do dupy to
      będzie...człowiek usiądzie na niej przy stole i do drugiego dnia
      świąt się od stołu nie ruszy!
Pełna wersja