asia_i_p
04.01.09, 11:02
Najpierw krótka historia: uwielbiałam to określenie, uwielbiałam
piosenkę "Moherowe berety panują nad światem". Nie cierpiałam i nie
cierpię radia Maryja, tym bardziej, że jako katoliczka
bezustannie "zbieram za nich", bo najczęściej samo przyznanie się do
wyznania powoduje, że jestem traktowana w dyskucji z przymrużeniem
oka albo nieufnie.
Ale - obejrzałam kiedyś program Pospieszalskiego (często nie
oglądam, bo mnie facet irytuje, ale nie było nic innego). Akurat
miał jako gości kilka starszych pań w moherowych beretach. Mówiła
głównie jedna. 90% tego, co mówiła, nie dałoby się wybronić stojąc
na rzęsach i podskakując - brednie 100%-owe. Ale powiedziała coś, co
we mnie utkwiło - dlaczego jesteśmy jedyną grupą w Polsce, którą
można bezkarnie obrażać?
Myślałam nad tym - i jakby nie patrzeć, ona ma rację. Nazywanie geja
pedałem, komunisty komuchem, solidarnościowca solidaruchem,
młodzieży gó...arzami, narkomana ćpunem nie jest może karane, ale
zawsze wywołuje reakcję społeczną, zawsze ktoś mówiącemu zasugeruje,
że go to wyklucza z grona ludzi kulturalnych, tolerancyjnych, itp.
Zwrot "moherowe berety" nie. Są islamscy ekstremiści, ortodoksyjni
żydzi (zanim mnie ktoś objedzie - z małej litery i poprawnie, bo
mówimy o wyznaniu, a nie narodzie), ale nie ma katolickich
ekstremistów czy ortodoksyjnych katolików, tylko moherowe berety.
Ba, w wątku o różnicy poglądów rodziców na homoseksualizm zdarzały
się wątki w którym słowa tolerancja i moherowy beret zbiegały się w
jednym zdaniu!
Pomyślałam i wyrzuciłam określenie "moherowy beret" ze słownika. Ani
trochę więcej nie mogę słuchać tego, co mówią, ale zasługują na
szacunek jak wszyscy inni - też są ludźmi, którzy mają swoją
historię. Podsumowywanie ich i zmiatanie na margines jednym
określeniem jest nie fair.