Mo mąz jest ... specyficznym człowiekiem.
Trudno to opisac , wiec tylko tak ogolnie:
Jest bardzo inteligentny intelktualnie za to (moim zdaniem ) inteligencja
emocjonalna (i czesto same zachowanie) jest u niego jak u pieciolatka.



Uważa sie za niewiadomo kogo, za lepszego, mądrzejszego, kreatywniejszego etc.
(fakt ze czesto tak jest)ale wyraza to w sposób dla mnie niedopuszczalny - z
pobłażliwościa , pogardą, czasem normalnie rece mi opadają.
Jest potwornie zadufany w sobie. I co gorsza sprawia wrażenie jakby mu opinia
moja lub innych ludzi zwisała i w ogóle nie obchodziła.
To czasem jest ok - takie coś że kompletnie niezalezy mi na opini innych ale
bardzo często jest przyczyną naszych kłótni lub wrecz mojego płaczu. Ja nie
umiem powiedziec ze mi wisi i nie obchodzi co on mówi o mnie i do mnie. mojego
męza to smieszy i uważa mnie w tym momencie za istote bardzo emocjonalną i
głuptasa że się "przejmuję".
Mąż łamie wszelkie zasady przebywania wsród ludzi i doskonale zdaje sobie z
tego sprawę. Wręcz robi to specjalnie bo bawi go (?!) to ze kogos wyprowadził
z równowagi. Czasami jest chamski (specjalnie i z premedytacją!) i tez uważa
że jesli ktos sie tym przejmuje to oznacza ze jest "słaby psychicznie" i "głupi".
A ja tez jestem "głupia" bo sie przejmuje, denerwuję, jest mi za niego wstyd
(chociaz jego teori nie powinno), nie umiem przejśc do porządku nad tym co
zrobi czy powie.
Potrafi do swojej koleżanki powiedziec "głupia pipo " przy wszystkich za
błahostkę, potrafi kumpla którego bardzo lubi zagonic w kozi róg i wysmiać. To
samo z moimi znajomymi i rodzina (oprócz moich rodziców bo tu wie że bym mu
łeb urwała wiec chyba sie boi

).
Twierdzi że na nikim mu nie zależy i jak ktoś się obrazi na niego " to trudno"
i "nikt nie jest do niezastapienia".
Jest okropny w tej jednej sprawie (to nie jest tak ze taki obrzydliwy jest
zawsze ale czasem go cos ugryzie),bo oprócz tego to jest cudowny.
Inteligentny, zabawny, bardzo kreatywny, wiem ze mnie kocha (na swój pokrecony
sposób) i zycie upływa nam ogólnie bardzo wesoło.
Ale czesto nastepuja takie "kwiatki" i juz nie wiem jak sobie z tym radzić
Dzis sie popłakałam i nie odzywam do niego. Był w pracy (delegacja wyjazd
dwudniowy)ja w domu i miałam jakis problem z komputerem kiedy on poprosił zeby
mu sciagnąc jakies dane i wysłać. Pisze mu smsa jak zrobic coś bo sie
pogubiłam (i wcale to nie była taka prosta rzecz, robiłam to pierwszy raz, on
ma jakis dziwny system w kompie którego ja nie znam) i w odpowiedzi dostaję
smsa " to sie kur.wa jakoś specjalnie trzeba dupą ruszyć i zobaczyc jak się
to robi!"
Nic nie odpisałam, nie odezwałam, on tez nie. Danych nie wysłałam. I tez cisza
w tej sprawie
Mąż wraca z wyjazdu pracowego jutro po południu. Miedzy nami cisza , ja na
pewno pierwsza nie odezwe sie bo się wkurzyłam. Jakby mi w twarz dał.
I teraz zastanawiam się czy przesadzam bo to "tylko słowa" i równie dobrze
mozna powiedzieć "rusz kur.wa dupą" jak i "poradz sobie kochanie ty moje,
wierze w ciebie" bo to to samo tylko inne słowa (to oczywiscie teoria mojego
męża!)czy jednak moze rtacje mam ja.
No i pytanie - jak z nim do cholery gadać. Ja nie wytrzymuję !