sanna.i
03.03.09, 16:53
Temat poważny,ostrzegam,w razie gdyby któraś nie miała ochoty na sprawy
poważne i wstrząsające.
Przeglądałam ostatnio stronę zaginieni.pl, po czym trafiłam na niezbyt już
nowy artykuł tu:
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=4431
I naszło mnie kilka refleksji...
Są sytuacje oczywiste - pani z fundacji wypowiedziała się,że "Jesteśmy krajem
zdumiewających paradoksów. Kobieta jest gotowa utrzymywać dorosłe dziecko, ale
trzylatka zostawi samego na podwórku. Trzydziestolatkom pierzemy i podtykamy
obiadki, a zapominamy, że czteroletnie dziecko raczej nie przeżyje nocy w
lesie." Fakt. Jeśli ktoś bez opieki zostawia tak małe dziecko,to pozostaje
liczyć na szczęście.Jednak w tym artykule jest sporo o starszych dzieciach.O
trzynastolatce,którą ktoś porwał ze spokojnej osiedlowej uliczki w biały
słoneczny dzień,kiedy wracała ze szkoły.W dodatku przydarzyło się to tej,która
sama pouczała inne dzieci,żeby nigdy nie rozmawiać z nieznajomymi. O
jedenastolatkach,które przecież egzystują już w miarę samodzielnie.Pomijam,że
współwinne są instytucje (szkoły,przedszkola),jak w przypadku
dziesięciolatki,którą nauczyciele wypuścili ze szkolnej zabawy,żeby sama po
ciemku wróciła do domu...
Chodzi mi o tę granicę,pewnie płynną bardzo,kiedy trzeba zacząć dawać dziecku
samodzielność,ale liczyć się z tym ryzykiem (i strasznymi konsekwencjami).Jak
to właściwie zrobić? Uświadamiać - wiadomo.Ale jak pokazują niektóre
historie,samo uświadamianie na niewiele może się zdać,bo wciąż jest to tylko
dziecko - słabsze,bardziej bezbronne,z natury rzeczy naiwne.Na dole artykułu
jest parę przestróg...A co wy o tym myślicie? Jak powinna wyglądać ta nauka
samodzielności"?