Gdzie bym nie poszła z dziećmi to znajdzie się osoba szukająca w
nich podobieństw do mnie lub męża, lub kogoś tam jeszcze(na
szczęście listonosza oszczędzają

)
Zwłaszcza mała jest ciągle porównywana do różnych osób w rodzinie.
Teściówka jest w tym mistrzynią. Ja już tylko kiwam głową,
przyzwyczaiłam się.
Ale kiedyś mnie to wkurzało bardzo, zwłaszcza, że wszystko co
śliczne miała po szwagierce i włoski, i oczki, i nawet tańczyła jak
córeczka teściowej... żeby jeszcze mówiła, że do męża mojego taka
podobna to pewnie mniej by mnie to drażniło. A najlepsze było to, że
do po mnie miała zdaniem teściowej tylko jedną rzecz - krzywe nogi.
Na szczęście była to cecha przejściowa, związana z poczatkami
chodzenia i teraz okazuje się, że nogi ma po tatusiu

.
Czy w Waszych rodzinach też porównania dzieci do "wszystkich" są
tematem przewodnim spotkań?