zebra12
11.04.09, 07:16
Tak sobie poczytałam wątek o ukrzyżowaniu Jezusa i pomyślałam, ze aż zionie z
niego neofityzmem ateistycznym. Ta zagorzałość, ten sarkazm i ironia. To aż
śmieszne. Zwłaszcza, że, jak się łatwo domyślić 90%, albo nawet 99% z nowo
nawróconych na ateizm to ochrzczone i wykomunizowane w KK duszyczki, które
jeszcze niedawno co niedziela tuptały do kościółka.
Ton wypowiedzi, to święte oburzenie na słowa Jezus i ukrzyżowanie, ta
zagwozdka, co tu odrzec, gdy latorośl pyta, a przecież to jest a fe!
W tenże prosty sposób z fanatyzmu religijnego pojawia się fanatyzm
ateistyczny. Równie głupi i szerzący nietolerancję jak każdy inny.
Ja się wychowałam w rodzinie ateistycznej. To znaczy NIGDY nie byłam z
rodzicami w kościele. Ale rodzice stworzyli mi możliwości poznawania świata i
wybrania swojej drogi. Czy powiesicie się, jak Wasze dziecko zostanie
Świadkiem Jehowy, czy Adwentystą Dnia Siódmego? A może nawet katolikiem?
Każdy człowiek ma prawo zarówno do niewiary, jak i wiary. I nie można mu tego
zabraniać. Należy tłumaczyć, kim był Budda, kim Mahomet, czy Mojżesz. A nie
kpić, z tego, w co wierzą tysiące, czy miliony.