Jeszcze o miłości

13.04.09, 23:03
Piszę zainspirowana wątkiem o miłości. Jak to jest, ze niektórzy ludzie nie potrafią otrząsnąć sie po śmierci meża/ żony a inni bardzo szybko układają sobie życie na nowo? Czy to znaczy, że ci pierwsi kochali więcej? Drudzy mniej? Czy to raczej kwestia charakteru człowieka? Sama jestem drugą żoną swojego męża, ktorego poznałam dokładnie 2 lata po tym, jak zmarła mu jego pierwsza żona. Wiem też, ze już wczesniej (po roku) spotykal się z kimś.Pierwsza żona mojego męża była jego wielka miłością, dlugo ze sobą chodzili, byli 8 lat małżeństwem. Jak to się stało, ze tak szybko szukał kogos na resztę życia (bo szukal, nie spotkalismy się przypadkiem). Mąz twierdzi, że nie chcial być sam. Tylko dlaczego tak szybko chcial byc z kimś (nie chce na ten temat rozmawiać). Charakter? Czy może przez lata małżenstwa uczucie spowszednaiło (to chyba niemożliwe)? Tak mnie naszło, bo znam kobietę, ktora momo upływu lat wciąz nie może otrząsnąć sie po smierci męża (tyle , że małżeństwem bylo 30 lat).
    • nangaparbat3 Re: Jeszcze o miłości 13.04.09, 23:05
      Czasem myślę, że nierzadko źródlem niekończącej sie żaloby jest nie milosc, a
      poczucie winy wobec tego, kto odszedl.
      • joanna35 Re: Jeszcze o miłości 13.04.09, 23:20
        Moja mama zmarła cztery lata temu, po 37 latach małżeństwa. Mój
        ojciec na cmentarzu jest dwa razy dziennie, każde wspomnienie mamy
        przeżywa , płacze. Znajomi, widząc to wszystko, mówią" jak on ją
        bardzo kochał". Szkoda tylko, że jak żyła to ani ona ani my nie
        widzieliśmy tej wielkiej miłości. Tak, że jestem skłonna zgodzić się
        z przedmówczynią.
        • nangaparbat3 Re: Jeszcze o miłości 13.04.09, 23:38
          No własnie. Moj ojciec zmarł niecale dwa lata temu, mama - doslownie -
          poświecila mu ostatnie 10 lat zycia, kiedy przechodzil jedna poważna chorobe po
          drugiej, i ostatnie dwa lata - kiedy byl jak male dziecko, niekoniecznie slodkie
          i mile.
          Najwieksze wrażenie robil na mnie szacunek, jakim do ostatniej chwili go
          darzyla, jeśli zdarza sie prawdziwa milosc, to było to.
          Potem intensywna żaloba - przez pol roku, a teraz podrozuje, chodzi do kina, do
          teatru, wyremontowala mieszkanie, odkurzyła stare przyjaźnie. Wlasciwie dopiero
          teraz widzę, jak wiele dla niego poświęcala przez wszystkie lata razem spędzone,
          bo na przyklad o wspolnych podrożach mowy nie było, a za nic nie pojechalaby bez
          niego.
          Wtedy myślalam, ze jest taka niesamodzielna, teraz widzę, jak bardzo i glupio
          sie myliłam.
          • joanna35 Re: Jeszcze o miłości 13.04.09, 23:43
            Moja mama chorowała krótko, właściwie od rozponania do śmierci
            minęły dwa tygodnie. Ojciec wtedy stanął na wysokości zadania, nie
            powiem. Ale wiesz co gdyby było odwrotnie to dam sobie głowę odciąć,
            że moja mam żyłaby tak jak Twoja, bo mam świadomość ile ona robiła
            dla niego, a ile odwrotnie.
    • karra-mia Re: Jeszcze o miłości 13.04.09, 23:11
      nie wiem, może zalezy to od charakteru? Moja mam została wdową w
      wieku 25 lat, po 6 latach małżeństwa i do dziś nie znalazła nikogo
      na miejsce taty, nikogo tez nie szukała i nie wyobraża sobie życia z
      kms innym (minęło już 21 lat).
    • fajka7 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 03:11
      Maz Ci odpowiedzial - nie chcial byc sam. Sporo osob nie potrafi
      poradzic sobie z samotnoscia, to naprawde czeste.
      Z drugiej strony wiele jest osob tak zwiazanych z innymi ludzmi, ze
      kompletnie nie potrafia ich puscic, mimo, ze relacji juz dawno nie
      ma. I to nie tylko chodzi o partnerow - to jest czesto strata
      rodzica na przyklad. Mozna to oczywiscie negatywnie oceniac jako
      rodzaj uzaleznienia, ale to inny temat.
    • volta2 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 09:20
      ja co prawda męża nie straciłam, ale zginął w wypadku mój chłopak -
      zresztą jadąc do mnie na randkę.
      rozpaczałam strasznie
      co nie przeszkodziło mi po okresie żałoby - bardzo intensywnej-
      szybko rozejrzeć się za kimś innym
      to, że jest to teraz mój aktualny mąż, to inna sprawa
      ale wiedziałam po prostu, że jestem za młoda, by być sama.
      i intensywność uczucia do mojej ówczesnej miłości nie miała
      większego znaczenia.
      możliwe, że gdyby to był mój małżonek a nie "tylko" chłopak okres
      prawdziwej samotności byłby znacznie dłuższy.

      sama piszesz, że mąż nie chciał być sam
      8 lat małżeństwa to też sporo na to, by do uczucia i obecności żony
      się przyzwyczaić, czyli motylki w brzuchu już znacznie rzadsze

      nie porównuj się do byłej żony ani nie racjonalizuj postępowania
      swojego męża, bo to, że nie chciał być sam, to nie znaczy że związał
      się z tobą z rozsądku a nie z miłości. wszak jedno drugiego nie
      wyklucza.
      • alfa36 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 09:58
        Nigdy nie porównywalam się z pierwszą żoną mojego męża, niedy też nie odczułam z jego strony, że jestem druga żoną czy mniej ważną żoną, czy gorszą żoną. Fakt,związałam sie z facetem z przeszłoscią i jest to niewątpliwie trudniejszy związek niż bylby, gdybym związała się z wolnym facetem. Wynika to z chociażby z posiadania przez mojego męża pierworodnego syna, ale to też temat na oddzielny wątek.
      • alfa36 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 20:55
        Volta napisala, że nie powinnam racjona;izowac postępowania swojego męża. Właściwie to tego nie robię. Ot, tak mnie naszlo. Ale jednak te drugie małżeństwa to chyba trochę jednak z rozsądku, żeby nie być samym, żeby latwiej bylo w życiu. Ja wychodząc za mąz bylam pewna , ze to wielka milosc kierowala moim meżam (i mną oczywiscie). Teraz myślę, ze po częsci to byl rozsądek. He he, chyba zawiół się mój mąz, bo powtarza często, że jędza jestem::smile))
        • volta2 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 21:12
          jednak te drugie małżeństwa to
          > chyba trochę jednak z rozsądku

          no, jak napisałam wcześniej, żoną nie byłam, ale jak zobaczyłam
          mojego obecnego męża - to zakochałam się bardzo.
          natomiast to nie był pierwszy facet, który się po pogrzebie koło
          mnie zakręcił, było 2 jeszcze wcześniej zainteresowanych i u mnie
          nic poza zniecierpliwieniem, nie zaskoczyło

          także szukanie z rozsądku było, ale miłość gdy przyszła, to było
          wiadomo, że to jest to!
          i to że twój mąż szukał - to nic złego, gdybyś mu się nie spodobała,
          to na pewno nie byłoby finału w postaci małżeństwasmile
        • triss_merigold6 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 21:37
          Mój ojciec niecały rok po nagłej śmierci mojej matki (38 lat
          małżeństwa) zaczął spotykac się z inną panią. Najpierw w większym
          gronie a potem już regulanie jako para. Na szczęście pani jest w
          jego wieku, jest sympatyczna, miła, niegłupia aczkolwiek prezentuje
          typ przesłodkiej kobiecości, który przy dłuzszym kontakcie działa mi
          na nerwy.
          Stary źle znosił samotność po prostu, adorację lubi a do bywania w
          towarzystwie też potrzebował partnerki na poziomie. Razem nie
          mieszkają ale np. wspólnie spędzamy częśc świąt.
        • fajka7 Re: Jeszcze o miłości 14.04.09, 21:46
          "te drugie małżeństwa to chyba trochę jednak z rozsądku, żeby nie
          być samym, żeby latwiej bylo w życiu."

          Wiesz, ja mysle, ze wszystkie malzenstwa sa po to, zeby nie byc
          samemu i bylo latwiej w zyciu. Rzecz w tym, zeby w taki zwiazek
          wchodzic z osoba, ktora sie kocha. A im wiecej w tym rozsadku, tym
          lepiej wrozy zwiazkowi i sporo rozsadku jest nierzadko w pierwszych
          malzenstwach. Te, w ktorych nie ma go wcale zwykle sie rozlatuja.
          Wiec nie glowkuj za wiele, bo to nie ma sensu.
          • alfa36 Re: Jeszcze o miłości 15.04.09, 13:05
            "Wiec nie glowkuj za wiele, bo to nie ma sensu."
            Nie głowkuję, choć mnie korci....smile
    • asia_i_p Re: Jeszcze o miłości 15.04.09, 14:15
      Kwestia charakteru, a czasem po prostu zbiegu okoliczności.
      Mój tato stracił moją mamę w kwietniu, a we wrześniu już się
      spotykał (po przyjacielsku, ale jednak) ze swoją obecną żoną. Na mur
      beton związek zaczynał zanim skończyła się żałoba, bo nie chciał być
      sam, bo chciał mieć z powrotem całą rodzinę. A w sumie mam wrażenie,
      że tak naprawdę to jeszcze do końca mamy nie odżałował, choć parę
      dni temu minęło 15 lat.
      Jest też u nas w rodzinie wiecznie wierna wdowa. Sytuacja jak z "Nad
      Niemnem" - młodo wyszła za mąż za brata mojej babci, po roku
      urodziło im się dziecko, a sześć tygodni później jego aresztowało
      gestapo (był w AK). Już go więcej nie zobaczyła, bardzo długo go
      szukała i dopiero jakieś dziesięć lat później został oficjalnie
      uznany za zmarłego. I ona już za mąż nie wyszła, z nikim się nie
      związała. Chociaż tego tak nie planowała, nie nastawiała się na to -
      po prostu już nikogo nie pokochała. I wcale nie tkwi w żałobie, jest
      energiczna, pogodna, pełna życia (kiedy ją zobaczyłam po raz
      pierwszy tańczyła na weselu swojego wnuka), a swój rok małżeństwa
      wspomina z humorem, pamięta śmiesznostki swojego męża, wcale nie
      robi z niego jakiejś posągowej postaci.
    • croyance Re: Jeszcze o miłości 16.04.09, 12:43
      Mysle, ze czlowiek, ktory potrafi kochac, ma zdolnosc do milosci i
      glebokiego zwiazku z inna osoba, nie bedzie dlugo sam. I nie ma to
      nic wspolnego z lojalnoscia wobec zmarlej osoby, ani nie jest
      znakiem braku milosci. Spotkalam sie tez z tym, ze znajoma obiecala
      umierajacemu mezowi, ze sie nie zalamie i bedzie szczesliwa i
      takiego tez zycia (i nowego partnera) szukala. Niektorzy wrecz,
      umierajac, prosza swych malzonkow by ulozyli sobie zycie jak
      najpredzej i nie cierpieli.
Pełna wersja