ellena
29.04.09, 11:35
A raczej, matka dziecka i pies.
Historia sprzed kilku dni. Idę sobie na spacerek z moją sunią. Wracamy
właściwie, po chodniku za którym jest plan zabaw. Na ławeczce siedzą i
plotkują sobie jakieś dwie mamuśki. Dziecko jednej z nich zaczyna biec w
kierunku mojego psa, krzyczy, wymachuje rękami i wykonuje jakieś spazmatyczne
ruchy, jakby chciał kopnąć mnie lub psa.
Najpierw usadziłam sunię, i zagaduję do tego chłopca, czy wie, że nie wolno
tak się zachowywać przy psach. Jak tylko matka tego dziecka to usłyszała, to
jakby wstąpił w nią jakiś demon. Zaczęła na mnie wrzeszczeć, że co ja sobie
myślę, że jej dziecko ma prawo robić co chce a ja to w ogóle jestem na placu
zabaw z psem (dowiedziałam się, że trawniki i chodniki w okolicach placu to
też plac...)i ona dzwoni po SM. Uśmiechnęłam się tylko pod nosem i poszłam.
Głupia, głupia baba.
Tak sobie myślę, co by się stało gdyby mój pies na przykład przewrócił to
dziecko? Ja zostałabym ukarana i byłabym ciągana po sądach. Nie mogę się
otrząsnąć z absurdu tej sytuacji.