Dodaj do ulubionych

życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego

14.05.09, 22:06
Specjalnie w nowym wątku, pytanie do zdecydowanych przeciwniczek aborcji:
A co, gdyby się okazało, że ciąża zagraża życiu Twojej córki?
Obserwuj wątek
    • alesio23 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 14.05.09, 22:09
      ja pitole to setny watek o tematyce podobnej.
      • lilka69 alesio 14.05.09, 22:23
        no i co z tego? mozesz nie brac w nim udzialu.

        do autorki- jestem przeciwniczka aborcji z wyjatkami w razacych i skarajnych
        sytuacjach. ale generalnie jestem przeciwna. to bardzo trudny temat. bardzo. i
        tragiczny w swym wymiarze.
        • alesio23 Re: alesio 14.05.09, 22:27
          uważam że to nie jest temat na to forum, trzebaby przenieść na
          aborcja.
          poza tym gdyby to dotyczyło kogolwiek oprócz mnie miałabym to
          gdzieś i nie wtrącałabym się.
          z reszta to nie do mnie pytanie w sumie bo ja jestem za aborcją na
          życzenie
          • nangaparbat3 Re: alesio 14.05.09, 22:46
            Ja nie pytam o aborcje - ja pytam o wybor miedzy zyciem dwojga dzieci.
            I nie "zwolenniczki aborcji", bo od nich niczego nowego (dla siebie) w tej
            sprawie sie chyba nie dowiem.
            Mnie interesuje, jak mozna byc gotowa poswięcic własne dziecko w imię istoty,
            ktorej sie nie widzialo.
            • w_miare_normalna Re: alesio 15.05.09, 08:47
              chyba źle zrozumiałam pytanie.jak moja ciąża mogłaby zagrażać córce ?
              nie rozumiem.
              tymi durnymi pytaniami i tak nic mi nie udowodnisz,nie jestem za
              aborcją i koniec !
              • nangaparbat3 normalna 15.05.09, 09:06
                Czemu tupiesz?
              • angazetka Re: alesio 15.05.09, 09:35
                > chyba źle zrozumiałam pytanie.jak moja ciąża mogłaby zagrażać
                córce ? nie rozumiem.

                Chyba źle wink Chodzi o ciążę córki.
              • maroco1977 Re: alesio 15.05.09, 09:41
                czy tam jest napisane Twoja ciaza? jessu mysl troche potem sie wypowiadaj.
                Pytanie nie jest durne...
              • figrut Re: alesio 15.05.09, 09:55
                w_miare_normalna napisała:

                > chyba źle zrozumiałam pytanie.jak moja ciąża mogłaby zagrażać córce ?
                > nie rozumiem.
                Tak, źle zrozumiałaś.
                Twoja córka zachodzi w ciążę. Ciąża zagraża jej życiu. Wiesz, że jeśli nie
                usunie tej ciąży, Twoja córka umrze. Nie zapytam, czy Ty podejmiesz decyzję, bo
                decyzja będzie należała do Twojej córki. Zapytam, czy jeśli Twoja córka usunie
                tą ciążę, to będzie miała w Tobie oparcie.
                Moja córka ma 19 lat i dla mnie jest to bardzo prawdopodobna sytuacja. Nie
                miałabym dylematu w tym przypadku i gdyby nawet doszło do takiej paranoi w
                Polsce, że nawet w przypadku zagrożenia życia nie mogłaby ciąży usunąć,
                wyskubałabym ostatnie pieniądze, aby mogła dokonać aborcji w innym kraju.
                • maroco1977 Re: alesio 15.05.09, 10:32
                  230euro w Niemczech plus dojazd...to tak pisze, jakby komus trzeba bylo, bo w
                  Polsce z tym kwalifikowaniem do aborcji jak i do cc sie nie spiesza.A przy ciazy
                  zagrazajacej zyciu to jest dosc pilne wczesnie zareagowac.
              • lilka69 normalna? albo i NIEnormalna 16.05.09, 08:05
                chodzi o ciaze corki.
                a teraz przepros za inwektywy
            • memphis90 Re: alesio 15.05.09, 21:43
              > Mnie interesuje, jak mozna byc gotowa poswięcic własne dziecko w
              imię istoty,
              > ktorej sie nie widzialo.
              Ale co to znaczy "poświęcić własne dziecko"? To nie ja cokolwiek tu
              poświęcam, to nie ja podejmuję decyzję.
              • nangaparbat3 Re: alesio 15.05.09, 21:54
                Ale Ty wychowujesz corkę, Ty sie wypowiadasz, w ten czy inny sposob, moze nawet
                - pozawerbalnie - kiedy ona ma decyzje podjąc.
                Do tego mozna dodac: w sytuacji tak trudnej (ciaża, choroba, groxba śmierci,
                konflikt wartosci) normalne jest, ze nastepuje regresja, człowiek w jakimś
                stopniu wraca do fazy dzieciństwa i wsparcie okazane przez matke ma wyjatkową wagę.
                Nawet jesli tam matka nie wypowie swojej opinii słowami.
    • sir.vimes Bardzo dobre pytanie 14.05.09, 22:48
      Kiedyś jednemu panu zadałam takie pytanie w realu i w odp. uzyskałam wyjątkowo
      twórczą wiązankę.
      • alesio23 Re: Bardzo dobre pytanie 14.05.09, 22:51
        czyli że co ci powiedział??
        • sir.vimes Re: Bardzo dobre pytanie 15.05.09, 09:09
          bluzgi różne, brzydkie słowasmile

          Pan był moim znajomym ale z powodu nadmiernie nerwowych reakcji na pewne tematy
          przestał nim być. Cóż, krzyż na drogę, jak mówią.

          Znam też innego pana, który był przekonany, że ma ustalone poglądy w tej kwestii
          i pysznił się swoją bezkompromisowością a gdy 19 letnia córka źle się czuła w
          ciąży szalał i pytał czy nie lepiej do Czech jechać niż ryzykować. Zabawne to
          było, szczególnie, że zdrowiu dziewczyny nic nie groziło, po prostu czuła się
          nieco gorzej. Tyle warte to "nigdy" i "zawsze", ot co.
      • patssi Re: Bardzo dobre pytanie 14.05.09, 22:54
        Zakładam, że moja córka będąc w ciąży będzie na tyle dorosła by sama
        mogła podjąć tak trudną decyzję.Oczywiście uszanuję jej zdanie i w
        razie potrzeby zaopiekuję się jej dzieckiem,gdyby nie miało nikogo
        prócz dziadków.
        • nangaparbat3 Re: Bardzo dobre pytanie 15.05.09, 08:54
          Na pewno tez bedziesz dbala o jej grób.
          Nie wymiguj się: co jej powiesz, kiedy spyta Ciebie, swoja matkę: mamo, co mam
          zrobic?
          • echtom Re: Bardzo dobre pytanie 15.05.09, 09:13
            co jej powiesz, kiedy spyta Ciebie, swoja matkę: mamo, co mam
            > zrobic?

            Powiem jej, żeby się upewniła co do diagnozy, np. konsultując się z
            innymi lekarzami. Jeżeli ryzyko się potwierdzi, dam jej pełne
            wsparcie, by przy panującej wśród lekarzy antyaborcyjnej hipokryzji
            mogła skorzystać z prawa, jakie gwarantuje jej ustawa.
            • nangaparbat3 Re: Bardzo dobre pytanie 15.05.09, 09:18
              Dzieki, Echtom.
          • memphis90 Re: Bardzo dobre pytanie 15.05.09, 21:45
            > Nie wymiguj się: co jej powiesz, kiedy spyta Ciebie, swoja matkę:
            mamo, co mam
            > zrobic?
            Nie powiem ani "skrob", ani "nie skrob". Nie byłabym w stanie
            powiedzieć jendoznacznie rób tak lub inaczej. To przecież jej życie,
            jej ciąża, jej ryzyko, jej decyzja.
            • jowita771 Re: Bardzo dobre pytanie 17.05.09, 09:08
              A ja bym powiedziała zdecydowanie "skrob". Jeśli moja córka będzie miała
              zdecydowanie antyaborcyjne poglądy i w takiej sytuacji wahałaby się, to znaczy,
              że jednak chce aborcji, tylko sumienie jej nie pozwala. Popchnęłabym ją w tę
              stronę, najwyżej potem miałaby do mnie żal, może to byłby dla niej sposób, żeby
              się nie zadręczyć wyrzutami sumienia, ale przynajmniej by żyła.
    • figrut Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 14.05.09, 23:42
      Pytanie trudne dla zagorzałych przeciwniczek, ale ja akurat aborcję dla
      ratowania życia jak najbardziej popieram. Moja córka na chwilę obecną ma podobne
      poglądy.
      • ahhna Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 00:57
        Ja również. w takiej sytuacji każdy powinien decydować sam, nikogo
        nie można zmuszać do oddawania życia za kogoś innego. Nie popieram
        aborcji, gdy jest życie dziecka kontra czyjś komfort/priorytety/itd.
        Ale jedno życie kontra drugie życie to już coś innego. A córkę
        namawiałabym oczywiście, żeby ratowała siebie, bo jest mi bliższa
        niż nieznany wnuk, tak mi instynkt podpowiada. Ale każdą decyzję bym
        uszanowała ...
    • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 07:48
      Rzeczywiście zadanie tego bardzo błyskotliwego pytania którego ja
      jako zryty beret w życiu bym sobie nie zadała przewróciło do góry
      nogami mój swiatopogląd i spowodowało, że musiałam przejść się w
      celu przemyślenia swojego życia jeszcze raz. Na spacerze w końcu
      mnie olśniło jako błyskawica i dotarło do mojego powalonego łba że
      te doorne płody nie są nic warte, są własnością nosicielki, a ich
      usuwanie jest bardzo przyjemnym zabiegiem chroniącym między innymi
      przed tuszą i problemami wychowawczymi. Natychmiast chciałam się
      przemyśleniami podzielić z innymi i zaproponowałam aborcję trzem
      pierwszym spotkanym ciężarnym, uświadamiając im, że na pewno są
      czyimiś córkami i że ich życie może być zagrożone a one o tym nie
      wiedzą. Niestety nie zrozumiały mnie, biedne zindoktrynowane
      kobiety. Na wszelki wypadek powtórzyłam swoje świeżo nabyte
      przekonania jeszcze kilku siedmiolatkom i dwóm czternastolatkom
      (może one jeszcze mają świeże i chłonne umysły)i jako swieżo
      nawrócona aborcjonistka spokojnie poszłam do pracy. Tam też będę
      nauczać wink

      A odpowiedziałam w wątku, jak najbardziej
      • w_miare_normalna Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 08:45
        urodziłabym..wiele się słyszy historii gdzie nie dają dziecku żadnych
        szans,a ono żyje .
        • gryzelda71 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 08:54
          Ale tu bardziej o życiu matki niż dziecka.Bo dziecko przeżyje ty nie,w domu
          starsze dziecko i?Tak lajtowo co będzie to będzie?
      • nangaparbat3 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:04
        Ale o co Ty sie tak pieklisz?
        Odpowiedzialas dzisiaj, a ja watek zakladalam wczoraj.
        Sama mam córke wchodzacą w doroslosc - wiec pytam.
        Bycie matka nie kończy sie, kiedy dziecko posylasz do liceum (co mozna by wnosic
        z obserwacji (braku) aktywnosci matek nastolatkow na wszelkich forach
        poswieconych wychowaniu).
        • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 14:44
          Pieklę się o wałkowanie tego samego w tę i nazad na bazie
          najbardziej ekstremalnych sytuacji. Tak wygląda praktycznie każda
          rozmowa o aborcji - pokazuje sie ekstrema - zgwałcone
          dziewięciolatki czy poparzone kwasem w ósmym miesiącu abortowane
          płody. Brzmi to jak gadka maniaków - dosłownie, po obu stronach. A
          prawda jest pośrodku i o tym chciałabym pogadać.
          • kra123snal Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 15:09
            Zgadza się. Prawda jest po środku smile (Zapłodnienie + narodziny)/2 =
            okres dopuszczalnej aborcji na życzenie
            • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 16:06
              Widziałaś kiedyś 4,5-miesieczny płód?
              • memphis90 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 21:48
                Ja widziałam. I niewiele starsze wcześniaki w inkubatorach. Ale w
                sumie czego ma to dowodzić?
                • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 20:00
                  Skoro krasnal z literkami wink uważa za dopuszczalny termin aborcji
                  połowę ciąży, spytałam, czy ma świadomość jak wygląda płód w tym
                  wieku. I właśnie - czy ma świadomość, że dzieci o włos starsze już
                  się ratuje.
      • maroco1977 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:47
        Na spacerze w końcu
        > mnie olśniło jako błyskawica i dotarło do mojego powalonego łba że
        > te doorne płody nie są nic warte, są własnością nosicielki, a ich
        > usuwanie jest bardzo przyjemnym zabiegiem chroniącym między innymi
        > przed tuszą i problemami wychowawczymi.

        wiesz co, z toba nie da sie dyskutowac, ty nie masz zadnych argumentow.Mowa jest
        o ratowaniu zycia,o corce, a ty wyjezdzasz z tekstami o aborcji by nie przytyc i
        nie miec problemow wychowawczych.Po prostu sama nie wiesz co masz napisac i tyle.
        • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 14:40
          Zobacz w google co to znaczy ironia. Jeśli akurat google będzie
          działał wink
          • sanciasancia Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 16:35
            A od kiedy ironia ma cokolwiek wspólnego z przeciekającym śrubokrętem?
            • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 20:01
              A z czym ma cokolwiek wspólnego przeciekający śrubokręt?
              • sanciasancia Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 20:39
                Z kiepską analogią.
    • joanna29 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 08:40
      Myślę, że punkt widzenia zależy od puktu siedzenia. Jak mnie coś nie
      dotyczy to mówię, że bym tak czy inaczej zrobiła. Ja mnie to dotyczy
      to człowiek potrafi zmianić zdanie o 180 stopni. A jak coś dotyczy
      juz osoby trzeciej - obcej, niezidentyfikowanej - to mamy bardzi
      skrajne poglądy, oczywiście jedyne słuszne. Nie wierzę, że
      idologiczne przeciwniczki aborcji przyznają się, że jak by to ich
      dotyczyło to kto wie czy nie zmieniły by zdania.
      • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 08:50
        Rozumiem, że dla ciebie każdy przeciwnik aborcji to idiota-fanatyk
        zafiksowany na jednym, a w środku tak naprawdę hipokryta, pani
        kochana? Tylko akceptacja dla aborcji i "prawa do wyboru" daje prawo
        do nazwania sie osobą w miarę inteligentną?
        • chicarica Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:00
          Na tej samej zasadzie (co zresztą potwierdzasz wyraźnie swoim wpisem) wysnuć
          można wnioski, że każdy zwolennik wyboru to ktoś, kto ciężarnym zaleca aborcję i
          czerpie przyjemność z faktu wyskrobania się...
          • mamamonika Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:02
            Co potwierdza tezę, że bez sensu są takie dyskusje i "odkrywcze"
            wątki, bo jedzie się po stereotypach a nie rozmawia. Idiotyczne
            bicie piany.
            • nangaparbat3 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:05
              Nie musisz jechac po stereotypach. To wyłącznie Twoj wybor, po czym pojedziesz.
        • joanna29 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:44
          Jestem zwoleniniczka oddawania narządów do przeszczepu, ale jak by
          moje dziecko leżało żyjąc tylko dzięcki aparaturze podtrzymujacej
          zycie i lekarze pytali by mnie o oddanie narządów, to napewno bym
          nie była w stanie powiedzieć bierzcie co chcecie. Bym łudziła się
          nadzieją, że może sie mylą, że zdarzają sie cuda. Mimo mojego
          pogladu o oddawaniu narządów, gdyby chodzilo o moje dzicko nie
          podjeła bym tak łatwo decyzji niz jak o swoich organach.
          Tak więc jak napiasałam punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W
          trudnych sytuacjach niestety ale jest tak, że nie wiemy jak bysmy
          się zachowali. Nie wiesz czy Twoje poglady by nie runeły, gdyby
          Ciebie dotyczyły.
          Napewno bym nie chciala, aby ustawa za mnie decydowała np. o oddaniu
          organów mojego dziecka.
          Mysle, że tak samo nie mozna powiedzieć, że nikogo bym nie zabiła
          np. zastrzeliłą. Też zalezy to od sytuacji. Jeżeli życie mojego
          dziecka byłby zagrozone, a strzał by je miał uratowac myslę
          (bo do puki w takiej sutuacji sie nie znajde pewności nie mam), ze
          bym strzeliła.
          Powiem Ci nawet, że gdyby 2 dzieci się topiło, w tym moje, to myslę
          (bo znowu pewności nie mam) ratowałabym najpierw swoje dziecko.
          Jest wiele sytuacji, gdzie nie mozna mieć pewności jak by się
          postąpiło.
          • echtom A propos przeszczepów 15.05.09, 09:49
            Co sądzisz o opcji: donosić i urodzić dziecko z ciężką wadą, np. bez
            mózgu i czaszki, a po naturalnej śmierci oddać jego narządy na
            przeszczepy? W sumie dygresja na osobny wątek wink
            • sir.vimes to dobry temat na dyskusję 15.05.09, 10:04
              myślałam o tym kiedyś. Tzn o tym czy nie da się ratować chorych dzieci narządami
              z takich właśnie płodów. Nie jestem pewna czy da się donosić i urodzić w takiej
              sytuacji o której piszesz tzn bez mózgu i czaszki ale faktycznie czy dużo ludzi
              byłoby skłonny do takiego poświęcenia? Tzn donoszenia takiej ciąży tylko po to
              by pomóc komuś innemu? Gdybym miała w ten sposób pomóc komuś kogo kocham
              oczywiście poszłabym na to, jak pewnie każdy, ale komuś obcemu? Nie jestem do
              końca pewna.
            • joanna29 Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 10:16
              Myślę, że można tworzyć wątki z róznymi wariantami. Ja napewno Ci
              napisze, że postąpiłabym CHYBA tak, ale jak bym się znalazła w
              takiej sytuacji naprawdę to nie wiem czy bym nie zmieniła zdania o
              180 stopni.
              Myslę nad odpowiedzą na Twoje pytanie i wydaje mi się, że zakładając
              ze o diagnozie dowiedziałabym sie w 12 tyg ciązy i zdecydowała bym
              się na urodzenie dziecka to nie wiem czy te 6 miesięcy nie
              wykończyło by mnie psychicznie to tego stopnia, że do końca zycia
              byłabym na lekach. W końcu to by było moje dziecko, które 9 miesięcy
              nosiłam pod sercem. Mozna jeszcze utrudnić lub ułatwic tę sytuację
              dodając, iż masz drugie dziecko, które czeka na przeszczep. Myslę,
              że nie miała bym wtedy watpliwości co do donoszenia ciąży, co nie
              znaczy że śmierć nowonarodzonego dziecka nie była by dla mnie
              również ciężkim przeżyciem.
              Swoją drogą znałam rodziców, którym urodzilo się dziecko z taką
              ciężko wadą. 6 misięcy byli codziennie w szpitali. Zamkneli się w
              sobie i nie rozmawiali o tym, jak dziecko zmarło było widać, że
              poczuli ulge. Po czasie jeden tylko taki moment jak cos powiedzieli
              to, że drugi raz nie zdecydowliby się na donoszenie ciązy. Więcej
              ciąż nie było. Doswiadczenie tylko pozwala nam na wypowiadanie
              stanowczych znań - moim zdaniem.
              • sir.vimes Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 10:20
                Mozna jeszcze utrudnić lub ułatwic tę sytuację
                dodając, iż masz drugie dziecko, które czeka na przeszczep.

                No, wydaje mi się, że to zdecydowanie ułatwia. I chyba nie musi to być własne
                dziecko. Podstaw sobie siostrę, siostrzenicę czy coś.
              • aandzia43 Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 17:01
                Doswiadczenie tylko pozwala nam na wypowiadanie
                > stanowczych znań - moim zdaniem.

                Moim też.
            • aluc Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 10:31
              mocno teoretyczna dygresja, bo zdaje się, że problemy prawne i
              medyczne związane z np. stwierdzeniem śmierci mózgowej u takiego
              dziecka są tak pokomplikowane, że w praktyce się narządów od
              bezczaszkowców nie pobiera
              • sir.vimes Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 10:44
                no i szkoda. Bo - w sytuacji matki dziecka chorego, czekającego na przeszczep -
                odpadałby cholerny dyskomfort czekania aż czyjeś dziecko UMRZE by twoje mogło żyć.
              • echtom Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 11:01
                Poruszyłam ten temat, bo kilka lat temu była podobna sprawa we
                Włoszech. W tym miejscu można zresztą rozwinąć pytanie Nangaparbat:
                co byś zrobiła, gdyby się okazało, że płód/dziecko, które nosi twoja
                córka, ma ciężką wadę rozwojową?
            • memphis90 Re: A propos przeszczepów 15.05.09, 21:50
              W Polsce pobieranie narządów od noworodków jest zabronione, więc
              dyskusja jest akademicka. Ja bym nie miała nic przeciwko oddaniu
              narządów, ale nie wiem, czy zdecydowałabym się na donoszenie ciąży z
              płodem pozbawionym mózgu.
          • daga_j Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 14:15
            Zgadzam się z Tobą joanna, aż mi się oczy zaszkliły jak sobie wyobraziłam jakie
            to trudne sytuacje wymyśliłaś, jejku.
        • zlotarybka_1 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 10:22
          mamamonika napisała:

          > Rozumiem, że dla ciebie każdy przeciwnik aborcji to idiota-fanatyk
          > zafiksowany na jednym, a w środku tak naprawdę hipokryta, pani
          > kochana? Tylko akceptacja dla aborcji i "prawa do wyboru" daje
          prawo
          > do nazwania sie osobą w miarę inteligentną?

          no to ja też z tych mniej inteligentnych... Fanatyczka i idiotka.
          Niestety tak jest na tym forum. Masz inne zdanie = jesteś
          niedokształcona, nieinteligentna, nie znasz się, bzdury gadasz.
          Temat do dyskusji nie za dobry, tu zacytuję inną wypowiedź: bicie
          piany i rzucanie hasłami - stereotypami.
        • figrut Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 10:42
          Tylko akceptacja dla aborcji i "prawa do wyboru" daje prawo
          > do nazwania sie osobą w miarę inteligentną?
          Jak widać po Twoim rozumieniu pytania, to jestem skłonna napisać, że fanatyzm
          inteligencję odsuwa na dalszy plan.
          Pytanie było "życie za życie", czyli życie Twojej córki, za życie nie
          narodzonego dziecka. Możemy teoretyzować, że zdarzają się cuda i córka może by
          nie umarła, a także w drugą stronę, że utrzymanie ciąży zabiłoby córkę zanim
          rozwijające się w niej dziecko byłoby zdolne do życia po za jej organizmem. Więc
          istnieje możliwość dwa uratowane życia, a także dwa stracone życia.
          Zatrzymajmy się jednak przy odpowiedzi na postawione pytanie, czyli gdyby Twoja
          córka była w ciąży która na 99,99% prowadziłaby do śmierci Twojej córki, to czy
          wtedy Twoja córka mogłaby liczyć na Twoje poparcie gdyby usuwała tą ciążę dla
          ratowania własnego życia ?
    • mathiola Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 09:49
      namawiałabym ją do usunięcia a gdyby odmówiła, bluzgałabym i miotała się w
      dzikim szale. Tak na dzień dzisiejszy to widzę.
      • verdana Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 16:48
        Namawialabym do usunięcia. Namawialabym takze, gdyby ciąża miała
        powaznie zagrozic jej zdrowiu. Mam w rodzinie dziewczynę, ktora
        wlasnie w tej sytuacji, mimo próśb lekazy zdecydowała sie donosić.
        dziecko zmarlo, ona jest sparaliżowana.
        • aandzia43 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 17:03
          Namawiałabym do usunięcia.
          • gabrielle76 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 17:20
            Tez namawiałabym córkę do usunięcia ciąży. Miałam nawet taki przypadek w
            rodzinie, kuzynka koszmarnie znosiła ciążę, organizm ja odrzucał, ona wyladowała
            w szpitalu, kroplówki , leki nie pomagały, lekarze brali pod uwage aborcję żeby
            ratowac jej zdrowie, moze nawet zycie. Na szczęscie wszystko potoczyło sie
            dobrze i dzidzia ma dziś 5 lat smile
    • memphis90 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 21:42
      To moja córka podjęlaby decyzję odnośnie SWOJEGO życia. Jestem zdania,
      że jedyne, co może usprawiedliwić zabicie drugiego człowieka, to
      ratowanie własnego życia. Ale decyzję podemuje bezpośredni
      zainteresowany, a nie ja, babcia, dziennikarz czy ktokolwiek inny.
      • nangaparbat3 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 21:47
        No popatrz - a ja mam dokladnie przeciwny pogląd na ten temat: ze jedyne życie,
        ktore mamy prawo poswięcic, to nasze własne.
        Przy czym: zarodka czy płodu, dopoki nie wyksztalci mu sie uklad nerwowy, nie
        uwazam za odrębną istotę ludzką.
        • memphis90 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 21:56
          > No popatrz - a ja mam dokladnie przeciwny pogląd na ten temat: ze
          jedyne życie,
          > ktore mamy prawo poswięcic, to nasze własne.
          Mamy prawo poświęcić, ale mamy też prawo go bronić. Obrona własna to
          cecha wrodzona każdego organizmu- jak inaczej nazwiesz błonę
          komórkową? Układ immunologiczny? I tego prawa- prawa do obrony nie
          wolno nam nikomu odbierać. Ale- każdy może też z obrony zrezygnować
          i to swoje życie poświęcić dla jakiegoś celu. SAMODZIELNIE o tym
          decydując.

          > Przy czym: zarodka czy płodu, dopoki nie wyksztalci mu sie uklad
          nerwowy, nie
          > uwazam za odrębną istotę ludzką.
          Cewa nerwowa zamyka się w 25-27 dniu po zapłodnieniu (wtedy powstaje
          układ nerwowy), więc zarodek dość szybko staje się istotą ludzką,
          prawda?
          • nangaparbat3 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 15.05.09, 22:15
            > Cewa nerwowa zamyka się w 25-27 dniu po zapłodnieniu (wtedy powstaje
            > układ nerwowy), więc zarodek dość szybko staje się istotą ludzką,
            > prawda?
            Nieprawda.
            Bo wtedy musiaabys kazdego kręgowca traktowac jak czlowieka, nie?
            Inna sprawa, ze chcialabym doczekac takiego świata - ale chyba nie mam szans.
    • babcia47 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 17:07
      ja bym to pytanie zadała inaczej, tym bardziej, ze wśród znajomych
      miałam podobny przypadek..a co jeżeli ciąża zagraża życiu matce
      trojga małych dzieci, małż mało odpowiedzialny, zarabia do spółki z
      żoną, która tez pracuje, ale to małżonka zarządza rozsądnie
      finansami, małż do wychowywania i opieki nad dziećmi sie dotychczas
      nie przykładał, nawet jajecznicy, kanapki czy herbaty nie zrobi...i
      nie ma szans, że ktoś rozsadny przejmie opiekę nad ŻYJĄCĄ trójką
      małych dzieci, gdy matki zabraknie (z rodziców została jedna
      niesprawna babcia a rodzeństwo daleko lub ma swoje problemy)????
      • nangaparbat3 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 18:35
        Tu ja bym poszla dalej i nie obwarowywała sytuacji tyloma warunkami: poki
        mialam męża, to się jak najbardziej nadawal do chowania dziecka, a gdyby nie on,
        to i dziadkowie, i wujostwa liczne - mialby ja kto wychowac.
        Ale ja bym nie porzuciła, ani nawet nie ryzykowala porzuceniem żyjacego juz
        dziecka dla dziecka, ktorego jeszcze nie znam. Bo śmierc to tez jest porzucenie.
    • yenna_m Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 16.05.09, 18:39
      nie mam corki, ale namawialabym do usuniecia.
      dziecko mozna miec kolejne, kolejnego zycia juz nie bardzo (zwlaszcza wowczas,
      gdy ma juz jedno dziecko, potrzebujace milosci maciezynskiej - zycie bez matki
      to nieobrazalna tragedia dla dziecka)
    • kol.3 Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 17.05.09, 07:40
      Dla ortodoksów sprawa jest jasna - liczy się nowe życie, matka może
      umrzeć.
      • ma_maja Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 17.05.09, 09:00
        Kogo nazywasz ortodoksem? Poglądy osób nie dopuszczających aborcji nawet w
        przypadku zagrożenia życia są tak samo skrajne jak tych, którzy chcieliby ją
        wykonywać na życzenie.
        Wypowiadasz się we własnym imieniu czy wydaje Ci się, że pozjadałaś wszystkie
        rozumy?
    • aurita Re: życie dziecka narodzonego, a nawet doroslego 17.05.09, 13:24
      Gdyby ciaza zagrazala zyciu mojej corki to sprawa jasna: namawialabym ja na
      usuniecie ciazy.

      Jednak gdyby moje dziecko w wieku rozumnym zaszlo w "normalna" ciaze (17-18 lat)
      to nie namawialabym Jej do niczego. Postaralabym sie Jej przedstawic jak wyglada
      Jej sytuacja. Powiedziałabym, że ciąza w tym wieku to jednak nie koniec swiata
      ale wiele trudnosci. Powiedzialabym, ze jakakolwiek bedzie decyzja to ja
      uszanuje i Jej pomoge w kazdej sytuacji. Bo jest moim dzieckiem i zawsze moze na
      mnie liczyc.

      (Powiedziałabym Jej, ze Ja z moim aktualnym doswiadczeniem bym urodziła.)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka