Czy to prawda?

05.06.09, 13:37
Kiedyś pisałam o sytuacji rodzinnej koleżanki - notorycznie
zdradzana, czasami bita, wyzwiska i kłótnie(wzajemne) na porządku
dziennym. Ponieważ nasłuchała się od rodziny( w tym własnej 18
letniej córki) i znajomych, że powinna się rozwieść postanowiła
zadziałać i umówiła się z adwokatem. Adwokat ten powiedział jej
wiele rzeczy, a między innymi:" uczciwie powiedział że trudno nam
będzie uzyskać rozwód z powodu Tomaszka.Sądy patrzą na dobro małego
dziecka a skoro ma dobry kontakt z ojcem to nie orzekną rozwodu do
momentu jak Tomaszek sam zdecyduje to jest jak będzie miał np. 7
lat". Powiem wprost - moim zdaniem to jedna wielka ściema, ona nie
chce tego rozwodu, ciągle liczy na to, że on się opamięta(7 lat już
tak liczy, podobno, jak się dowiedział o jej wizycie u adwokata to
stał sie facetem "domowym" (ciekawe na jak długo) i chwyciła się tej
uwagi o dobru dziecka, jak tonący brzytwy, bo to przez następne
kilka lat będzie stanowiło wspaniałe usprawiedliwienie dla jej
bierności. Czy dla sądu dobrem dziecka jest pozostawienie go z
obojgiem rodziców domu, w którym rodzice się nie szanują, w którym
ojciec bije matkę, upokarza , wyzywa, w którym awantury są na
porządku dziennym? I drugie pytanie o czym Tomaszek ma sam decydować
w wieku 7 lat?
    • ewapoznan Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:06
      Znam kilkoro osób które rozwodziły się mając kilkuletnie dzieci i
      żadna z nich nie miała z tym kłopotu. Orzeczenia były różne: bez
      winy, część z orzeczeniem winy. Pierwsze słyszę aby nie otrzymać
      rozwodu ze względu na małoletnie dziecko, prawo opieki będzie
      podzielone.
      Ale skoro ona nie chce rozwodu to może przeinaczyła wypowiedź
      adwokata bądź źle zrozumiała. W niektórych sytuacjach ludzie słyszą
      to co chcą usłyszeć.
    • ib_k Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:10
      teoretycznie można nie uzyskać rozwodu jeżeli:
      za KOiR

      Art. 56. § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód.
      § 2. Jednakże mimo zupełnego i trwałego rozkładu pożycia rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków albo jeżeli z innych względów orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.
      § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo że odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

      oczywiście od tego jest sąd aby stwierdzić czy zachodzą takie okoliczności czy nie, w opisanej sytuacji prawdopodobnie kobieta musiałaby udowodnić że mąż zagraża jej i dzieciom, czyli powołać świadków którzy potwierdziliby jej zeznania

      • joanna35 Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:17
        Z tego co wiem to pan dzieciom nie zagraża, podobno ojcem jest w
        porządku. Znecanie sie fizyczne i psychiczne oraz zdrady dotyczą
        tylko żony. Po przeczytaniu powyższych paragrafów mam jeszcze jedno
        pytanie - jak wskutek rozwodu mogłoby ucierpieć dziecię kolażanki,
        biorąc pod uwagę to co wcześniej napisałam o sytuacji w domu?
        Oczywiście, dziecko w tym czynnie nie uczestniczy, ale nie czekają z
        kłótniami aż mały (4 lata)zasnie, nie kłócą się też szeptem, Wersalu
        ich kłótnie też w niczym nie przypominają. O biciu nie wspomnę. Mały
        jest ....straszny. Dotychczas myślałam, że takie dzieci to tylko w
        Superniani można zobaczyć.
        • thana203 Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:25
          Bicie żony i robienie awantur (w dodatku przy dziecku) dowodzi, że ten pan
          nie jest dobrym ojcem. Dobry rodzic daje dobry przykład. Wie, że jego
          rolą jest między innymi wychowanie dziecka. Ten pan nie wychowuje tylko
          demoralizuje dziecko swoim zachowaniem. A że ma dobry kontakt z dzieckiem? Cóż
          pedofil-manipulator też może mieć "dobry" kontakt z dzieckiem. A przynajmniej
          tak to może z zewnątrz wyglądać. Nie wierzę, że ktokolwiek przy zdrowych
          zmysłach może uznać, że facet który leje matkę dziecka (w obecności tegoż
          dziecka na dokładkę), jest dobrym ojcem.
          • joanna35 Re: Czy to prawda? 05.06.09, 16:10
            Ja się z Tobą zgadzam, dziwię się tylko, że adwokat w takiej
            sytuacji mówi o trwałości tego związku dla dobra dziecka.
    • renkag Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:17
      Moja przyjaciółka dostała rozwód od razu na pierwszej rozprawie.
      Mieli wtedy 4,5 - letnie dziecko. Co więcej - sąd uzasadnił decyzję
      m.in. dobrem dziecka.
    • figrut Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:24
      Rozwód dostanie bez problemu, gdy założy niebieską kartę i potwierdzi się
      przemoc w domu. Nieważne, że dzieci fizycznie nie cierpią. Dzieci cierpią
      psychicznie widząc, jak ojciec poniża matkę. Jeśli sąd będzie miał wątpliwości
      co do sytuacji w domu, wyśle całą rodzinę do ośrodka badań rodziny gdzie pod
      okiem psychologów i lekarza psychiatry dzieci i tak wyspowiadają się z sytuacji
      w domu.
      • frisky2 Re: Czy to prawda? 05.06.09, 14:44
        Nie wiemy za duzo o tej sytuacji. Bije zone - czesto? A moze raz uderzyl? Moze
        popchnal nie uderzyl? Tego nie wiemy.
        Po drugie - klotnie w malzenstwie rzecz raczej standardowa. Nierzadko przy
        dzieciach i nioerzadko glosne.
        Zdradza - skad to wiesz? Masz pewnosc?
        Po czwarte - jesli zona nie chce odejsc od niego, to dlaczego chcesz ja na sile
        "uszczesliwic"?
        • joanna35 Re: Czy to prawda? 05.06.09, 16:09
          Nie wiem jak często, ale raczej nie codziennie. Zdarza się to przy
          okazji kłótni o kochankę, której zresztą on się wypiera mimo, że
          moja koleżanka nie raz rozmawiała z nią przez telefon i cała wieś,
          tudzież zakłąd pracy pana wie, że ją ma. Zresztą to nie tylko bicie,
          ale np. wpychanie kciukiem oka do oczodołu. Poczatkowo bił gdzie
          popadnie i jak bądź teraz tak bije, żeby śladu nie było, ale i tak
          nie ma się czego obawiać, bo ona ani nie pójdzie na obdukcję, ani
          nie wniesie sprawy o znęcanie, bo pan wtedy straci pracę. Co do
          zdrad - to ja nie muszę mieć pewności, mnie wystarczyłoby, że bije i
          poniża psychicznie, wysyła do psychiatry itp. - przy dzieciach
          zresztą, żeby wnieść pozew o rozwód.
          > Po czwarte - jesli zona nie chce odejsc od niego, to dlaczego
          chcesz ja na sile
          > "uszczesliwic"?
          A gdzie napisałam, że ma się rozwieść? Jakiś czas temu przestałam
          owijać w bawełnę i powiedziałam co myślę, zaznaczając, że to nie
          moje małżeństwo. Przed samą wizytą u adwokata powiedziałam jej, że
          ma niczego nie robić wbrew sobie, że nieważne ilu ludzi by się
          rozwiodło, bo to nie ich życie. Ona stwierdziła, że nie ma wyjścia,
          że nie już siły, że ma dość. Owszem, wnerwia mnie jej zachowanie, bo
          to była kiedyś świetna dziewczyna, która nie bała się prawdy, a
          teraz żyje złudzeniami i mami samą siebie, ale to jest jej życie. Na
          ile mogę ją wspieram, kiedy się z czymś nie zgadzam nie komentuję,
          ale szlag mnie trafia, że wcika mi kit i liczy na to, że go "łyknę"
          jak młode pelikany. Mnie naprawdę "dynda" czy ona się rozwiedzie czy
          nie, nie znoszę tylko być traktowana jak półgłówek.
          • bi_scotti Re: Czy to prawda? 05.06.09, 17:24
            A u Was w miescie tylko jeden adwokat od rozwodow? C'mon, niech
            znajdzie takiego, ktory sprawe przeprowadzi szybko i sensownie.
            Zdrady malzenskie i fizyczne/psychiczne krzywdzenie zony nie
            mieszcza sie w zadnej definicji "dobrego rodzica" - nigdzie na
            swiecie!
Pełna wersja