joanna35
05.06.09, 13:37
Kiedyś pisałam o sytuacji rodzinnej koleżanki - notorycznie
zdradzana, czasami bita, wyzwiska i kłótnie(wzajemne) na porządku
dziennym. Ponieważ nasłuchała się od rodziny( w tym własnej 18
letniej córki) i znajomych, że powinna się rozwieść postanowiła
zadziałać i umówiła się z adwokatem. Adwokat ten powiedział jej
wiele rzeczy, a między innymi:" uczciwie powiedział że trudno nam
będzie uzyskać rozwód z powodu Tomaszka.Sądy patrzą na dobro małego
dziecka a skoro ma dobry kontakt z ojcem to nie orzekną rozwodu do
momentu jak Tomaszek sam zdecyduje to jest jak będzie miał np. 7
lat". Powiem wprost - moim zdaniem to jedna wielka ściema, ona nie
chce tego rozwodu, ciągle liczy na to, że on się opamięta(7 lat już
tak liczy, podobno, jak się dowiedział o jej wizycie u adwokata to
stał sie facetem "domowym" (ciekawe na jak długo) i chwyciła się tej
uwagi o dobru dziecka, jak tonący brzytwy, bo to przez następne
kilka lat będzie stanowiło wspaniałe usprawiedliwienie dla jej
bierności. Czy dla sądu dobrem dziecka jest pozostawienie go z
obojgiem rodziców domu, w którym rodzice się nie szanują, w którym
ojciec bije matkę, upokarza , wyzywa, w którym awantury są na
porządku dziennym? I drugie pytanie o czym Tomaszek ma sam decydować
w wieku 7 lat?