Możecie się pośmiejecie, choć mi nie do śmiechu...
Jutro jest ślub mojego brata,a ja mam oko spuchnięte i limo na pół policzka....
Przedwczoraj,w związku z kupnem nowych ciuchów na wesele zachciało mi się
zrobić porządki w szafie.Nazbierałam wielki wór szmat do wyrzucenia po sobie i
dzieciakach, i ten wór postawiłam przy drzwiach wejściowych , coby rano,
wychodząc do pracy nie zapomnieć go wywalić.Późnym wieczorem, kiedy dzieci już
poszły spać mieliśmy
w całym mieszkaniu pogaszone światła, żeby robale nie wlatywały przez otwarte
okna,najciemniej oczywiście było w przedpokoju.Idę sobie z pokoju do łazienki,
a mąż za mną woła

prawdź, czy drzwi zamknięte!Ja do drzwi, ale,ku...a,
zapomniałam o cholernym worze,potknęłam się i przywaliłam prosto w skroń o
kant szafki na buty, na dodatek, co po prostu wyglądało jak w kiepskiej
komedii spadły mi na łeb zabytkowe, holenderskie drewniaki, ciężkie jak
cholera, które mąż kiedyś otrzymał w prezencie, zawiesił nad szafką, a ja
upadając trąciłam je ręką.
Efekt upadku jest piorunujący:sino-czerwona powieka, spuchnięta , boli jak
diabli, siniak aż pod oczodołem wyłazi na policzek.Dzisiaj w pracy nikt jakoś
nie był przekonany, kiedy tłumaczyłam, co się stało; baby kiwały głowami,ale i
tak pewnie myślały,że mi mąż przywalił.
Najgorsze to wesele, bo żadna warstwa pudru tego siniola nie przykryje, o
pomalowaniu rzęs tez nie ma mowy, bo oko spuchnięte.Do kościoła to w ciemnych
okularach, jeszcze jakoś zakryje, ale potem...Już widzę wszystkie ciotki i
babki, jak się trzeba będzie im tłumaczyć skąd to limo,a i tak pewnie nie
uwierzą.No po prostu chce się wyć.