Dodaj do ulubionych

Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili c...

    • ergosumek wódka nie ma narodowości 29.07.12, 11:26
      Polak, który wypije autovidol, obraził sie na niemiecki trunek, bo go naziści pili, hehehe...
      • cichwoda Re: wódka nie ma narodowości 29.07.12, 12:53
        ergosumek napisał:

        > Polak, który wypije autovidol, obraził sie na niemiecki trunek, bo go naziści
        > pili, hehehe...

        tak jak zyd nie jezdzi VW-nem
        • Gość: Deutcher Re: wódka nie ma narodowości IP: *.hosts211.ostrowski.pl 29.07.12, 13:11
          wiadomo wszystko co niemickie to dobre
    • cichwoda Re: Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili 29.07.12, 12:17
      Gość portalu: sebolargo napisał(a):

      > Danzig ist Deutsch !!!

      Danzig ist Danzig !!!
    • Gość: xyz Re: Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili IP: *.c193.msk.pl 29.07.12, 13:33
      Jak to w Polsce - dla wielu każda okazja jest dobra żeby się napić :/
      I jeszcze dorabia się do tego filozofię.

      ,,Każdy pijak to złodziej".
    • cometto-pl To mamy już też naród gdański? 29.07.12, 14:20
      No i sporo sobie liczą za naparstek tej "narodowej" wódy...
    • jayin Re: Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili 29.07.12, 17:11
      Co racja, to racja. Machandla w Gdańsku piłam chyba w 2009 (przy okazji wyprawy na TTSR), w "Zejmanie". Z tego co wiem, to wcześniej też można było pić tu i ówdzie ten alkohol. Więc to nie taka "nowość" :-)
    • Gość: Piotr Re: Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili IP: *.play-internet.pl 29.07.12, 18:27
      Machandel


      Symbole Miasta to nie tylko jego herb, flaga czy charakterystyczne budynki. Na wizerunek miejsca składają się też inne elementy jego historycznego krajobrazu, a wśród nich – o ile są dostatecznie charakterystyczne – również miejscowe trunki. Do takich właśnie charakterystycznych, urastających do jednego z symboli Miasta, należał alkohol o nazwie „Machandel”.
      Niestety, ów najbardziej obok słynnej Goldwasser gdański trunek nie był produkowany w Gdańsku. Pochodził z żuławskiej wytwórni rodziny Stobbe w Tiegenhof - dzisiejszym Nowym Dworze Gdańskim.
      Tamże, poczynając od 3 maja 1776 r. prowadził swoje przedsiębiorstwo Peter Stobbe, mennonita. Rozpoczął produkcję legendarnego alkoholu zgodnie z recepturą, która pochodzić miała z jego rodzinnych stron, gdzieś w Niderlandach. Kto wie, czy wytwórnia „gdańskiego” Machandla nie mieściłaby się w Mieście, gdyby nasi przodkowie okazali więcej tolerancji dla mennonickich uchodźców z objętych religijnymi prześladowaniami Niderlandów.


      Fabryka rodziny Stobbe w Tiegenhof



      Pomnik nagrobny
      Petera Stobbe
      w Orlofferfeld k/Tiegenhof


      Tak czy owak, Peter Stobbe osiadł we wsi Tiegenhof.
      Nazwa produkowanego w jego gorzelni trunku pochodzić miała od staropruskiego określenia jałowca. Surowcem do wyrobu Machandla były niebieskie jagody tego krzewu, a gotowy produkt poddawany był leżakowaniu, od długości którego zależała jego jakość i oczywiście cena. Różne były rodzaje Machandla. Najbardziej popularny był „Machandel 00” – podstawowa wersja produktu – do dzisiaj produkowana w Niemczech. Istniała też tańsza wersja, zwana Tafelmachandel. Wersjami droższymi były, przechowywane przez dziesiątki lat w piwnicach wytwórni w Tiegenhof, Machandel „Jubileuszowy”, a także najbardziej ceniony, najdroższy i najstarszy Machandel „Najstarszy rocznik”, który nie był już „biały”, nabierał natomiast barwy koniaku i podobnie też smakował.
      Machandla rozlewano do bardzo charakterystycznych butelek w kształcie beczułki z poprzecznym karbowaniem i etykietą w kształcie równoramiennego krzyża. To charakterystyczne opakowanie i etykieta, która była jednym z pierwszych w naszej okolicy chronionych znaków towarowych, były kolejnymi cechami produktu Stobbego, które zapewniały mu popularność – wiadomo było czego się spodziewać w znanej wszystkim baryłce z krzyżem, której wzór został objęty ochroną w roku 1898.
      Różnorodność cenowa przy bardzo wysokiej jakości trunku zapewniła mu odbiorców wśród tysięcy miłośników napojów wyskokowych w Mieście, na Żuławach i w bliższej i dalszej ich okolicy. Mimo, że głównymi amatorami taniego Machandla byli portowi robotnicy i żuławscy chłopi, jego różne wersje, stosownie do zamożności degustatorów, spożywane były przez Gdańszczan z różnych grup społecznych. W Mieście dobrze sprzedawały się butelki, na Żuławach raczej gąsiory i beczki.
      Przedsiębiorstwo rodziny Stobbe przyczyniło się do wzrostu znaczenia wsi Tiegenhof, która w roku 1881 otrzymała prawa miejskie. Oczywiście głównym źródłem dostatku mieszkańców nowego miasta była praca przy produkcji i dystrybucji produktów gorzelni i browaru. Machandel stał się, czemu się trudno dziwić, przedmiotem dumy mieszkańców i wizytówką miasta.
      Z tamtych czasów pochodzi zabawna historia z 1884, kiedy to pruski król, podróżując przez Prusy Zachodnie życzył sobie odwiedzić Tiegenhof. Kiedy przybył na rynek witały go tam władze i elita miasta i tłumy zwykłych mieszkańców. Kiedy wygłoszono uroczyste przemówienia sławiące dostojnego gościa, przyszedł czas na symboliczne ugoszczenie go. Dla wszystkich rzeczą oczywistą było, że króla należy podjąć tym co miasto miało najlepszego, a więc właśnie Machandlem z wytwórni Stobbego i to tym najstarszym, najcenniejszym, bursztynowym. Kiedy więc wystąpił naprzód sam Hermann Stobbe – ówczesny właściciel wytwórni gorzelni – i podał królowi nie kieliszek, nie szklankę, ale duży szklany kufel pełen bursztynowej cieczy, na twarzach miejskich oficjeli i członków świty królewskiej odmalowało się zaskoczenie i przerażenie. Kufel miał pojemność litra, a taka ilość Machandla zwaliłaby z nóg nawet wytrawnego pijaka. Z drugiej strony król, siedzący dostojnie w powozie, nie mógł ani odmówić, ani nie spożyć daru miasta – mogłoby to mieć fatalne skutki protokolarne. Sekundy płynęły, a w głowach miejskich notabli pędziły myśli: Co będzie, jeśli król wychyli kufel i popadnie w stan daleki od trzeźwości. Co będzie się mówiło o mieście, które upiło Jego Wysokość?
      Przerażeni mieszkańcy nie wiedzieli, że kufel, który Hermann Stobbe podał królowi nie zawierał wcale trunku, którego wszyscy się w nim spodziewali. Był pełen innego specjału produkcji przedsiębiorstwa Stobbego – piwa z browaru który był również częścią firmy. Król wychylił kufel, uścisnął dłoń Stobbego z wyraźnym zadowoleniem, bo pewnie i jemu kamień spadł z serca, kiedy zorientował się, że monstrualne naczynie nie zawiera mocnego Machandla, a tylko dobre żuławskie piwo. Kufel stał się jedną z najcenniejszych relikwii domu Stobbe i był przechowywany wraz z innymi rodzinnymi precjozami.



      Gdański dystrybutor Machandla i innych produktów Stobbego w księdze adresowej z 1938 r..


      Wnętrze "Reimannstube" - firmowego lokalu dystrybutora Machandla w Gdańsku przy Hundegasse 23 w latach 40-stych XX w.




      Imponujące zapasy Machandla, stanowiące "wojenne dostawy", złożone przed siedzibą probierni J.Reimanna w 1914 r.


      W latach międzywojennych, kiedy dystrybucję Machandla w Gdańsku prowadziła firma Reiman, a Gdańsk i jego kurort – Sopot stały się atrakcją turystyczną w pełnym tego słowa znaczeniu, turyści nie wyobrażali sobie opuszczenia Miasta bez mniejszej lub większej „pamiątkowej” flaszki żuławskiej jałowcówki. Przedstawicielstwo znajdowało się w latach dwudziestych przy Hundegasse (Ogarnej) 23, a w późniejszym okresie przy Fleischergasse (Rzeźnickiej) 37.





      Słynna reklama ukazująca gdański rytuał picia Machandla w wykonaniu aktora Teatru Miejskiego Gustava Norda.
      Istniały różne obyczaje związane ze spożyciem Machandla. Znany powszechnie ceremoniał picia go ze śliwką wrzuconą do kieliszka to obyczaj gdański, polegający na tym, że śliwkę należało wyjąć z kieliszka przy pomocy wykałaczki, włożyć do ust, popić Machandlem i złamać wykałaczkę przed odstawieniem kieliszka. Jeśli ktoś się pomylił – stawiał następną kolejkę. Na Żuławach obowiązywał inny zwyczaj. Pół litra Machandla wlewało się do dużego kufla i przyprawiało obficie cukrem, mieszając drewnianym patyczkiem. Z kufla pili następnie wszyscy biesiadnicy, a płacił zań ten, kto wypił przedostatni łyk. Zabawa polegała zatem na tym, żeby tak dopasować taktykę picia do swoich i sąsiadów możliwości, żeby nie wypić owego kosztownego przedostatniego łyku.
      W czasie wojny Machandel był dostarczany niemieckim żołnierzom. Nie był już wówczas rozlewany do charakterystycznych butelek, a do zwykłych – często zupełnie przypadkowych butelek po innych alkoholach. Głównym odbiorcą był garnizon bazy okrętów podwodnych w Gotenhafen (Gdyni).


      Zdjęcie reklamowe Machandla.


      Koniec wojny wiązał się z ewakuacją właścicieli fabryki i jej pracowników, a także części produkcji. Najcenniejsze beczki najstarszego Machandla przetransportowano do garażu domu w Sopocie, w którym zamieszkali członkowie rodziny Stobbe, kiedy Rosjanie zaczęli zbliżać się na tereny Żuław. W Tiegenhof pozostał jedynie właściciel - Bernhard Stobbe, bowiem fabryka miała status przedsiębiorstwa strategicznego i nie wolno mu było jej opuścić. Po wkroczeniu Rosjan do Sopotu zasoby najcenniejszego trunku zostały oczywiście skonfiskowane przez radzieckiego komendanta miasta. Browar i gorzelnia na Żuławach spłonęły za sprawą zdobywców, a co stało się z 45.000 litrów gotowych spirytualiów można się łatwo domyśleć. Bernhard Stobbe został aresztowany przez Rosjan zaraz po za
      • caesar_pl Re: Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili 29.07.12, 18:35
        za niedlugo sie okaze ze na kazdym rogu bylo cos tylko za niemieckiego Gdanska podawane,pite,jedzone,mowione..kiedys sprowadzicie orginaly (ich wnuki)do Gdanska za oplata...
    • Gość: Piotr Re: Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili IP: *.play-internet.pl 29.07.12, 18:29
      Machandel

      cały orginalny art. www.rzygacz.webd.pl/index.php?id=48,405,0,0,1,0

      Symbole Miasta to nie tylko jego herb, flaga czy charakterystyczne budynki. Na wizerunek miejsca składają się też inne elementy jego historycznego krajobrazu, a wśród nich – o ile są dostatecznie charakterystyczne – również miejscowe trunki. Do takich właśnie charakterystycznych, urastających do jednego z symboli Miasta, należał alkohol o nazwie „Machandel”.
      Niestety, ów najbardziej obok słynnej Goldwasser gdański trunek nie był produkowany w Gdańsku. Pochodził z żuławskiej wytwórni rodziny Stobbe w Tiegenhof - dzisiejszym Nowym Dworze Gdańskim.
      Tamże, poczynając od 3 maja 1776 r. prowadził swoje przedsiębiorstwo Peter Stobbe, mennonita. Rozpoczął produkcję legendarnego alkoholu zgodnie z recepturą, która pochodzić miała z jego rodzinnych stron, gdzieś w Niderlandach. Kto wie, czy wytwórnia „gdańskiego” Machandla nie mieściłaby się w Mieście, gdyby nasi przodkowie okazali więcej tolerancji dla mennonickich uchodźców z objętych religijnymi prześladowaniami Niderlandów.


      Fabryka rodziny Stobbe w Tiegenhof



      Pomnik nagrobny
      Petera Stobbe
      w Orlofferfeld k/Tiegenhof


      Tak czy owak, Peter Stobbe osiadł we wsi Tiegenhof.
      Nazwa produkowanego w jego gorzelni trunku pochodzić miała od staropruskiego określenia jałowca. Surowcem do wyrobu Machandla były niebieskie jagody tego krzewu, a gotowy produkt poddawany był leżakowaniu, od długości którego zależała jego jakość i oczywiście cena. Różne były rodzaje Machandla. Najbardziej popularny był „Machandel 00” – podstawowa wersja produktu – do dzisiaj produkowana w Niemczech. Istniała też tańsza wersja, zwana Tafelmachandel. Wersjami droższymi były, przechowywane przez dziesiątki lat w piwnicach wytwórni w Tiegenhof, Machandel „Jubileuszowy”, a także najbardziej ceniony, najdroższy i najstarszy Machandel „Najstarszy rocznik”, który nie był już „biały”, nabierał natomiast barwy koniaku i podobnie też smakował.
      Machandla rozlewano do bardzo charakterystycznych butelek w kształcie beczułki z poprzecznym karbowaniem i etykietą w kształcie równoramiennego krzyża. To charakterystyczne opakowanie i etykieta, która była jednym z pierwszych w naszej okolicy chronionych znaków towarowych, były kolejnymi cechami produktu Stobbego, które zapewniały mu popularność – wiadomo było czego się spodziewać w znanej wszystkim baryłce z krzyżem, której wzór został objęty ochroną w roku 1898.
      Różnorodność cenowa przy bardzo wysokiej jakości trunku zapewniła mu odbiorców wśród tysięcy miłośników napojów wyskokowych w Mieście, na Żuławach i w bliższej i dalszej ich okolicy. Mimo, że głównymi amatorami taniego Machandla byli portowi robotnicy i żuławscy chłopi, jego różne wersje, stosownie do zamożności degustatorów, spożywane były przez Gdańszczan z różnych grup społecznych. W Mieście dobrze sprzedawały się butelki, na Żuławach raczej gąsiory i beczki.
      Przedsiębiorstwo rodziny Stobbe przyczyniło się do wzrostu znaczenia wsi Tiegenhof, która w roku 1881 otrzymała prawa miejskie. Oczywiście głównym źródłem dostatku mieszkańców nowego miasta była praca przy produkcji i dystrybucji produktów gorzelni i browaru. Machandel stał się, czemu się trudno dziwić, przedmiotem dumy mieszkańców i wizytówką miasta.
      Z tamtych czasów pochodzi zabawna historia z 1884, kiedy to pruski król, podróżując przez Prusy Zachodnie życzył sobie odwiedzić Tiegenhof. Kiedy przybył na rynek witały go tam władze i elita miasta i tłumy zwykłych mieszkańców. Kiedy wygłoszono uroczyste przemówienia sławiące dostojnego gościa, przyszedł czas na symboliczne ugoszczenie go. Dla wszystkich rzeczą oczywistą było, że króla należy podjąć tym co miasto miało najlepszego, a więc właśnie Machandlem z wytwórni Stobbego i to tym najstarszym, najcenniejszym, bursztynowym. Kiedy więc wystąpił naprzód sam Hermann Stobbe – ówczesny właściciel wytwórni gorzelni – i podał królowi nie kieliszek, nie szklankę, ale duży szklany kufel pełen bursztynowej cieczy, na twarzach miejskich oficjeli i członków świty królewskiej odmalowało się zaskoczenie i przerażenie. Kufel miał pojemność litra, a taka ilość Machandla zwaliłaby z nóg nawet wytrawnego pijaka. Z drugiej strony król, siedzący dostojnie w powozie, nie mógł ani odmówić, ani nie spożyć daru miasta – mogłoby to mieć fatalne skutki protokolarne. Sekundy płynęły, a w głowach miejskich notabli pędziły myśli: Co będzie, jeśli król wychyli kufel i popadnie w stan daleki od trzeźwości. Co będzie się mówiło o mieście, które upiło Jego Wysokość?
      Przerażeni mieszkańcy nie wiedzieli, że kufel, który Hermann Stobbe podał królowi nie zawierał wcale trunku, którego wszyscy się w nim spodziewali. Był pełen innego specjału produkcji przedsiębiorstwa Stobbego – piwa z browaru który był również częścią firmy. Król wychylił kufel, uścisnął dłoń Stobbego z wyraźnym zadowoleniem, bo pewnie i jemu kamień spadł z serca, kiedy zorientował się, że monstrualne naczynie nie zawiera mocnego Machandla, a tylko dobre żuławskie piwo. Kufel stał się jedną z najcenniejszych relikwii domu Stobbe i był przechowywany wraz z innymi rodzinnymi precjozami.



      Gdański dystrybutor Machandla i innych produktów Stobbego w księdze adresowej z 1938 r..


      Wnętrze "Reimannstube" - firmowego lokalu dystrybutora Machandla w Gdańsku przy Hundegasse 23 w latach 40-stych XX w.




      Imponujące zapasy Machandla, stanowiące "wojenne dostawy", złożone przed siedzibą probierni J.Reimanna w 1914 r.


      W latach międzywojennych, kiedy dystrybucję Machandla w Gdańsku prowadziła firma Reiman, a Gdańsk i jego kurort – Sopot stały się atrakcją turystyczną w pełnym tego słowa znaczeniu, turyści nie wyobrażali sobie opuszczenia Miasta bez mniejszej lub większej „pamiątkowej” flaszki żuławskiej jałowcówki. Przedstawicielstwo znajdowało się w latach dwudziestych przy Hundegasse (Ogarnej) 23, a w późniejszym okresie przy Fleischergasse (Rzeźnickiej) 37.





      Słynna reklama ukazująca gdański rytuał picia Machandla w wykonaniu aktora Teatru Miejskiego Gustava Norda.
      Istniały różne obyczaje związane ze spożyciem Machandla. Znany powszechnie ceremoniał picia go ze śliwką wrzuconą do kieliszka to obyczaj gdański, polegający na tym, że śliwkę należało wyjąć z kieliszka przy pomocy wykałaczki, włożyć do ust, popić Machandlem i złamać wykałaczkę przed odstawieniem kieliszka. Jeśli ktoś się pomylił – stawiał następną kolejkę. Na Żuławach obowiązywał inny zwyczaj. Pół litra Machandla wlewało się do dużego kufla i przyprawiało obficie cukrem, mieszając drewnianym patyczkiem. Z kufla pili następnie wszyscy biesiadnicy, a płacił zań ten, kto wypił przedostatni łyk. Zabawa polegała zatem na tym, żeby tak dopasować taktykę picia do swoich i sąsiadów możliwości, żeby nie wypić owego kosztownego przedostatniego łyku.
      W czasie wojny Machandel był dostarczany niemieckim żołnierzom. Nie był już wówczas rozlewany do charakterystycznych butelek, a do zwykłych – często zupełnie przypadkowych butelek po innych alkoholach. Głównym odbiorcą był garnizon bazy okrętów podwodnych w Gotenhafen (Gdyni).


      Zdjęcie reklamowe Machandla.


      Koniec wojny wiązał się z ewakuacją właścicieli fabryki i jej pracowników, a także części produkcji. Najcenniejsze beczki najstarszego Machandla przetransportowano do garażu domu w Sopocie, w którym zamieszkali członkowie rodziny Stobbe, kiedy Rosjanie zaczęli zbliżać się na tereny Żuław. W Tiegenhof pozostał jedynie właściciel - Bernhard Stobbe, bowiem fabryka miała status przedsiębiorstwa strategicznego i nie wolno mu było jej opuścić. Po wkroczeniu Rosjan do Sopotu zasoby najcenniejszego trunku zostały oczywiście skonfiskowane przez radzieckiego komendanta miasta. Browar i gorzelnia na Żuławac
    • Gość: marek39 Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili c... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.12, 18:49
      Tak wracamy do korzeni i tradycji. Gdzie zatem jest świetne piwo Heweliusz.Nie wiem też czy przypadkiem nie znikła wódka Goldwasser.
    • Gość: GTPRESS Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili c... IP: *.c3-0.80w-ubr1.nyr-80w.ny.cable.rcn.com 30.07.12, 05:16
      tradycja to podstawa trwania NARODOW !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Igor Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili c... IP: *.polimex-mostostal.pl 30.07.12, 10:25
      Fajny jest ten gość na zdjeciu-prawdziwy Polak.
    • Gość: synek ze Śląska Gdańska jałowcówka. Robili ją mennonici, pili c... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.12, 11:17
      Temat o PICIU i cała Polska ma o czym pisać

      do tego jeszcze temat PL / DE - mieszanka wybuchowa - rozrywka
      • Gość: chwr cichej wodzie Cicha woda ch..a w buzi juz dzisiaj miales IP: 95.108.90.* 30.07.12, 12:21
        Ile euro zlodzieje i mordercy z Niemiec ci placa zebys pisal brednie.

        A teraz zrob laske jakiemus szkopowi. Z ch..jem w ryju ci dobrze.
        • Gość: Slezak s Polska Re: Cicha woda ch..a w buzi juz dzisiaj miales IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.07.12, 14:40
          Dzień dobry Parwdziwy Polaku :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka