jacekdyc
20.03.15, 10:32
Nie wymądrzaj się wypisujesz karkołomne bzdury .Nie zaśmiecać mi poczty
A fe panie Wałęsa, nieładnie i niegrzecznie, że nazywasz pan wersety Starego i Nowego Testamentu karkołomnymi bzdurami, to raczej boisz się pan ułożenia umysłu niż zaśmiecenia poczty.
W pierwszej połowie siedemdziesiątych lat byłem rekonwalescentem w Wejherowie, Gdańsku WAŚ i Przeróbce, (był tam klawisz "Hitler", zastrzelił chłopaka, który po wyjściu na wolność przyniósł nam na Rafinerię papierosy i czaj) Iławie, Sztumie, a także Gdyni na Świętojańskiej. Wraz ze mną kurowali się i ksiądz, był i pułkownik, a także pan nauczyciel Jurek, który we Wrocławiu z uczniami porwał samolot, by odlecieć za żelazna kurtynę komunizmu.
W grupie Energopolu budowałem Rafinerię Gdańską z łopatą w dłoni i znajdywaliśmy duże okazy bursztynu, który wymienialiśmy u cywili za paczkę papierosów, także wydobywałem z ziemi łopatą Elektrownię Szczytowo Pompową w Żarnowcu, a krew z popękanych dłoni soczyście nawilżała stylisko łopaty, o czym pan nie wspomniał w swych dziełach, że głównymi budowniczymi byli jeńcy Peerelu, których mateczka Polska stłoczyła, bez nadziei odwzajemnienia miłości, by nauczyli się być gorszymi niż byli. Także mój wkład był w budowaniu dworca Gdynia, albo Gdańsk - Leszczynki. W Wejherowie codziennie zaglądano nam do kretowiska rano przy wyjeździe do Żarnowca, tak samo przy powrocie. W celach był tłok, gdy było się w celi bezrobotnej, smród był nie do zniesienia, w rogu stała bomba wynoszona raz na dzień rano, wtedy wypuszczano ze trzy cele naraz do kibli spłukiwanych i kranów z wodą, do jednego i drugiego była kolejka i ograniczony czas na wszystkie potrzeby higieniczne. Pamiętam upalne lato, zaduch celi, a nie zawsze wypuszczano nas na spacer. Zbliżenie do okna groziło atakiem atandy powiadamianej przez klawisza na kogicie, w której celi znalazł się nierozważny. 25 lat po wojnie udało mi się poznać, co to obóz koncentracyjny. Po apelu wieczornym cela zamieniała się w plażę i było jak u pana Wałęsy w domu, ale żeby było weselej, nieraz w nocy wpadała atanda zbrojna w pały, w hełmach, latali po nas i tłukli na oślep. Poznałem także ścieżki zdrowia na Przeróbce, tu także było tłoczno, dopiero człowiek zdziczał siedząc samotnie w pojedynkach, czy dwójkach w WAŚ gdańska.
Obrońcą w mojej sprawie był mecenas Jacek Taylor, sprawa odbywała się bez mojego udziału, a gazety całej Polski o tym bębniły. Wszystko to co nadmieniam znalazło się w pana książkach, tylko, że ja to nadmieniam od strony kuchni.
Kiedy w swej podróży po kryminałach trafiłem po raz drugi do gdańskiego WAŚ do szpitala więziennego, chciano uciąć mi nogę, po wykurowaniu jako takim, wychodziłem na spacernik z "Tajwanu", na samej górze był oddział ciężkiego śledztwa. Na spacernik tuż przede mną spadł stamtąd gryps, przechwyciłem go i połknąłem by nie wpadł w ręce klawisza "Generała". Ten wysłał mnie na górę do oddziałowego "Sadysty", on wiedział po co, przywalił mi ziemnym kablem, aż myślałem, że wyskoczę przez czubek głowy. Drugiego razu nie było, moją reakcję odzwierciedlił paniczny wyraz jego twarzy i na tym się skończyła feta moich urodzin w dniu 26 września.
Jeszcze nie chodziłem do szkoły, a więc miałem jakieś sześć, siedem lat i dzieci wtedy nie były trzymane na smyczy, jak dziś - pewnie nie było jeszcze pedofili i jedyne co nas trzymało w strachu, to tabory cygańskie i czarne wołgi. Jakiś niecały kilometr do mojej ulicy, pod kątem prostym wpadała ulica gen. Karolka Świerczewskiego, na całej swej długości wybrukowana była śliską bazaltową kostką. Kiedy już byłem na podwórku długo po poobiedniej przymusowej drzemce, wtedy dochodziło narastające z każdą chwilą łoskot, był to sygnał, aby biec, nieraz z kawałkiem chlebka, w kierunku z którego niosło się dudnienie. Zwartą kolumną o długości chyba ze 100 metrów, szóstkami, karnie, w butach o drewnianych spodach, pod silnie strzeżonym konwojem strażników więziennych z odbezpieczonymi automatami, szli smutni więźniowie. Jako dzieciak patrząc na ich smutne, ale wyrażające inteligencję twarze, nie postrzegałem w nich groźnych przestępców, podchodziłem podając komuś z nich kawałek chleba, brany był z wyraźną wdzięcznością. Dopiero po latach zdałem sobie sprawę, iż z pewnością byli to ludzie z AK i inni niewygodni politycznie. Jeżeli w latach siedemdziesiątych były ciężkie warunki w kryminałach, które sam odczułem na sobie, to jak one musiały być ciężkie dla tych z mojej pamięci lat mojego dzieciństwa?
Pomniejszając swój budżet zakupiłem Wałęsy książki, tym powiększając jego konto, również napisałem osobiście książkę, z własnego projektu okładką, więc Lechu mógłby odpłacić się zakupując "Polityczną zakonnicę" może ona zainspiruje go, jak mi jego książka żywo przywołała wspomnienia tamtych lat. Kiedy przeczytałem książkę Jarka vel "Masa", głośno powiedziałem sobie; co ja w tej Polsce robię? - tak, tylko że już nie te lata na emigrację i próby polepszenia ekonomicznego, a mogłem skończyć, jak Masy przyboczni, tylko dobrze, że na mej drodze natknąłem się na wiedzę duchową, która przestawiła moje życie o 180stopni, gdy już byłem gotów przeskoczyć ogrodzenie lęku i prawa.
Polski sam pan nie odbudujesz panie Wałęsa, do tego potrzeba ludzi, ale Nobla może otrzymać tylko jeden.
18 marca 2015