krzysiek_n
29.08.02, 20:50
To już ostatnie dni wakacji i urlopów. Proponuję ten wątek jako miejsce,
gdzie moglibyśmy się dzielić relacjami, wrażeniami i refleksjami z letnich
wojaży.
A na dobry początek proponuję fragment dziennika mojej ostatniej wyprawy.
Była to wycieczka rowerowa którą nazwaliśmy umownie „Doliną Wisły”. Trasa
wiodła w górę królowej naszych rzek. Staraliśmy poruszać się bocznymi
szosami, leśnymi duktami i ścieżkami, po drodze zaś odwiedzaliśmy różne
ciekawe miejscowości – od maleńkich wiosek położonych gdzieś na odludziu,
poprzez niewielkie zapyziałe miasteczka, aż po duże metropolie (ze stolicą
włącznie;-). Nie trzymaliśmy się zresztą ortodoksyjnie koryta Wisły,
pozwalając sobie na kilkudziesięciokilometrowe odskoki od rzeki. Wyprawa
trwała 10 dni, było nas 5, potem 6 osób, a przejechaliśmy ok. 800 km.
Nocowaliśmy w namiotach albo schroniskach młodzieżowych.
A jak obrobię te kilka filmów, które przy okazji wytrzaskałem, to kilka fotek
gdzieś w sieci wywieszę...
Dzień 1 (85 km: Laskowice Pomorskie – Chełmno – Chełmża – Piwnice - Toruń).
Startujemy z Laskowic, dokąd dotarliśmy (bardzo) porannym pociągiem. Odcinek
bardzo ciekawy. Bardzo interesujący jest zamek w Świeciu (ruiny), zaś przed
kościołem parafialnym stoi stary pomnik ku czci ofiar wojny z bolszewikami.
Jak on się uchował za komuny – nie wiem. Szczególne wrażenie robi Chełmno,
które zachowało niemal w całości dawny układ urbanistyczny. Miejski ratusz
niedawno odrestaurowano (na zachodniej ścianie słynny pręt chełmiński – miara
4,35m). Polecam panoramę miasta z mostu na Wiśle. W Chełmży – dawna katedra,
wewnątrz m.in. grobowiec wielkiego mistrza von Feuchtwangena. Piwnice to
obserwatorium radioastronomiczne toruńskiego UMK – anteny jak na filmach sf.
A na koniec – Toruń!
Dzień 2. (55 km: Toruń – Aleksandrów Kuj. – Ciechocinek - Nieszawa)
Zwiedzanie Torunia pochłaia nam poprzedni wieczór i całe przedpołudnie, przez
co trasa nam się skraca – prom w Nieszawie tylko do 18.00. Co gorsza – układ
dróg na południe od miasta („Jedynka”!) zmusza nas do przeprawy przez lasy i
poligon wojskowy – kilkanaście kilometrów walki z piachem i wertepami.
Ciężko! Po wydostaniu się z pustyni zastawionej rozbitymi czołgami
przeskakujemy przez Aleksandrów do Ciechocinka. Pod tężniami spędzamy
przeszło dwie godziny, wymieniając szprychy pozrywane na poligonie. Przy
okazji stwierdzamy, że atmosfera pod tężniami prawie dorównuje naszej
nadmorskiej ;-).
Na noc lądujemy w Nieszawie – przepięknym miasteczku na Wisłą, położonym z
dala od wielkiego świata. Woda w Wiśle – czysta!
Dzień 3. (90 km: Nieszawa – Włocławek – Dobrzyń n/Wisłą – Murzynowo - Płock)
Poranny prom (jedyny bocznokołowy prom w Polsce!) przewozi nas drugi brzeg
rzeki, zaś leśna szosa i nadrzeczna ścieżka wiedzie wprost do Włocławka. Nie
spodziewamy się nawet, że jest tam tak ładnie. Warto odwiedzić kościółek św.
Jana z XVIw. na Starym Rynku; z bulwaru nadwiślańskiego zobaczyć panoramę
starego mostu, przejechać przez tamę...
Krótki pobyt na lewym brzegu rzeki i powrót na prawy, po czym długa jazda do
Dobrzynia. To takie zapomniane przez wszystkich miasteczko, niezbyt
atrakcyjne, ale klimatyczne i ładnie położone na wiślanej skarpie. Dalej
przez Murzynowo (historyczna nazwa – kto wie dlaczego?) do Płocka.
Zapowiadane schronisko nie istnieje od 2 lat – na szczęście jest internat
tutejszej szkoły wyższej. Wieczór spędzamy na malowniczym rynku...
Dzień 4. (75 km: Płock – Studzieniec – Słubice – Kamion – Brochów – Puszcza
Kampinoska – Granica)
Płock jest piękny. Na Wzgórzu Tumskim katedra z grobowcem Władysława Hermana
i Bolesława Krzywostego, Drzwiami Płockimi (kopią, oryginał w...
Nowogrodzie ;-); zamek; dwa ładne rynki (miejski i kanoniczy), ładny
klasycystyczny ratusz, Grób Nieznanego Żołnierza, na wjazdach do miasta
ciekawe klasycystyczne rogatki, widoki na Wisłę... Warto!
Z Płocka przeprawiamy się na lewy brzeg rzeki i malowniczą szosą wzdłuż
Wisły, potem wśród pól i lasów nad Bzurą lecimy do Puszczy Kampinoskiej. W
Studzieńcu – stary zrujnowany pałacyk, w Słubicach – drugi, w renowacji. W
Brochowie – wspaniały, przepiękny kościół obronny, gotyk, z trzema wieżami,
miejsce chrztu Chopina. Po drodze do Puszczy – pamiątki po bitwie nad Bzurą;
pomniki, tablice.
Dzień 5 (85 km: Granica – Puszcza Kampinoska – Palmiry – Truskaw – Izabelin –
Warszawa Piaseczno – Konstancin Jeziorna)
W pierwotnym planie z Kampinosu mieliśmy jechać dookoła stolicy, jednak
jedziemy inaczej. Puszcza dochodzi z tej strony niemal do centrum miasta,
poza tym stwierdzamy, że dawno nie byliśmy na Powązkach...
Nie spodziewałem się, że Puszcza Kampinoska jest taka ładna. Las porządny,
nawet dziki, porządnie podszyty. Choć daleko mu do białowieskiego, spokojnie
może stawać w szranki z innymi tego typu kompleksami w kraju. A poza tym jest
odludny! Choć to zaledwie kilkanaście kilometrów od "stolycy", to ludzi tam
bardzo mało. Tyle co miejscowych i leśnych. W wolne dni Warszawa jeździ
chyba tylko na Mazury ;-))). I dobrze, bo przejażdżka po Puszczy - super!
Na lesnej trasie – wiele pamiątek z przeszłości; sosna na której Moskale
wieszali powstańców z 1863r, pomniczek na pamiątkę zwycięskiego pojedynku
pancernego naszej tankietki z niemieckim czołgiem w 1939r., cmentarz w
Palmirach... Przy leśnych i wiejskich drogach dużo ładnych starych krzyży i
świątków, nieledwie jak u nas na Kaszubach.
W samym mieście bocznymi ulicami pomykamy do wojskowych Powązek, gdzie
spędzamy niemal 2 godziny. Potem szybka ewakuacja na elektryczkę do Piaseczna
i tyle nas było w stolicy... Dalej już tylko kilka kilometrów do Konstancina
Jeziornej.
Dzień 6. (85 km: Konstancin – Góra Kalwaria – Czersk – Mniszew – Magnuszew -
Kozienice)
Śniadanie zjadamy pod tężniami, jakże innymi od gigantów z Ciechocinka.
Konstancin to zadziwiająca miejscowość, zabudowana willami typu Gargamel i
rezydencjami typu Dynastia. Czasami – willami przedwojennymi, nawet ładnymi.
Dużo tego, część odstawiona na wysoki połysk, część – w ruinie. Uciekamy
stamtąd nad Wisłę, gdzie przyjemną pustą drogę przy wale przeciwpowodziowym
pędzimy do Góry Kalwarii. A stąd tylko kawałek główną szosą do Czerska i ruin
zamku książąt mazowieckich. To pierwsza stolica Mazowsza, poszła w
zapomnienie gdy rzeka zmieniła koryto. Zamek wart zobaczenia...
Dalej nadwiślańskimi szosami drogami, wśród łąk i sadów z dorodnymi jabłkami
i gruszkami dojeżdżamyy do główniejszej szosy, którą przez Mniszew i
Magnuszew zdążamy do Kozienic. W Mniszewie oglądamy skansen bitwy o
przyczółek warecko-magnuszewski (w pobliżu słynne Studzianki Pancerne!).
Skansen jest w rozsypce, umocnienia się pozapadały, a ze sprzętu bojowego
zbieracze złomu podcinali wszystko co się dało.
Dzień 7 (75 km: Kozienice – Opactwo – Dęblin – Gołąb – Puławy – Kazimierz
Dolny)
Znów nadwiślańskie sady, prawie po Dęblin. Po drodze Opactwo – duży, ładny,
barokowy kościół benedyktynów, w dawnym klasztorze – poprawczak. Dęblin zaś –
w końcu stolica polskiego lotnictwa – wita nas akrobacją pięciu „Iskier”,
trenujących przed świętem lotników. I tak przez godzinę. Wspaniale kręcą!
Oprócz tego – twierdza z XIX wieku. Gołąb – miejsce bitwy podczas
szwedzkiego „potopu”, poza tym ładny barokowy kościół i kaplica loretańska z
ciekawymi rzeźbami proroków. Puławy – park i pałac Czartoryskich, świątynia
Sybilli i Dom Gotycki. A Kazimierz – spichrze, zamek, rynek, kamienice,
kościoły... tu chyba każdy kamień jest zabytkowy.
Dzień 8 (65 km: