Dodaj do ulubionych

Wakacje rzygaczy

29.08.02, 20:50
To już ostatnie dni wakacji i urlopów. Proponuję ten wątek jako miejsce,
gdzie moglibyśmy się dzielić relacjami, wrażeniami i refleksjami z letnich
wojaży.

A na dobry początek proponuję fragment dziennika mojej ostatniej wyprawy.
Była to wycieczka rowerowa którą nazwaliśmy umownie „Doliną Wisły”. Trasa
wiodła w górę królowej naszych rzek. Staraliśmy poruszać się bocznymi
szosami, leśnymi duktami i ścieżkami, po drodze zaś odwiedzaliśmy różne
ciekawe miejscowości – od maleńkich wiosek położonych gdzieś na odludziu,
poprzez niewielkie zapyziałe miasteczka, aż po duże metropolie (ze stolicą
włącznie;-). Nie trzymaliśmy się zresztą ortodoksyjnie koryta Wisły,
pozwalając sobie na kilkudziesięciokilometrowe odskoki od rzeki. Wyprawa
trwała 10 dni, było nas 5, potem 6 osób, a przejechaliśmy ok. 800 km.
Nocowaliśmy w namiotach albo schroniskach młodzieżowych.

A jak obrobię te kilka filmów, które przy okazji wytrzaskałem, to kilka fotek
gdzieś w sieci wywieszę...


Dzień 1 (85 km: Laskowice Pomorskie – Chełmno – Chełmża – Piwnice - Toruń).
Startujemy z Laskowic, dokąd dotarliśmy (bardzo) porannym pociągiem. Odcinek
bardzo ciekawy. Bardzo interesujący jest zamek w Świeciu (ruiny), zaś przed
kościołem parafialnym stoi stary pomnik ku czci ofiar wojny z bolszewikami.
Jak on się uchował za komuny – nie wiem. Szczególne wrażenie robi Chełmno,
które zachowało niemal w całości dawny układ urbanistyczny. Miejski ratusz
niedawno odrestaurowano (na zachodniej ścianie słynny pręt chełmiński – miara
4,35m). Polecam panoramę miasta z mostu na Wiśle. W Chełmży – dawna katedra,
wewnątrz m.in. grobowiec wielkiego mistrza von Feuchtwangena. Piwnice to
obserwatorium radioastronomiczne toruńskiego UMK – anteny jak na filmach sf.
A na koniec – Toruń!

Dzień 2. (55 km: Toruń – Aleksandrów Kuj. – Ciechocinek - Nieszawa)
Zwiedzanie Torunia pochłaia nam poprzedni wieczór i całe przedpołudnie, przez
co trasa nam się skraca – prom w Nieszawie tylko do 18.00. Co gorsza – układ
dróg na południe od miasta („Jedynka”!) zmusza nas do przeprawy przez lasy i
poligon wojskowy – kilkanaście kilometrów walki z piachem i wertepami.
Ciężko! Po wydostaniu się z pustyni zastawionej rozbitymi czołgami
przeskakujemy przez Aleksandrów do Ciechocinka. Pod tężniami spędzamy
przeszło dwie godziny, wymieniając szprychy pozrywane na poligonie. Przy
okazji stwierdzamy, że atmosfera pod tężniami prawie dorównuje naszej
nadmorskiej ;-).
Na noc lądujemy w Nieszawie – przepięknym miasteczku na Wisłą, położonym z
dala od wielkiego świata. Woda w Wiśle – czysta!

Dzień 3. (90 km: Nieszawa – Włocławek – Dobrzyń n/Wisłą – Murzynowo - Płock)
Poranny prom (jedyny bocznokołowy prom w Polsce!) przewozi nas drugi brzeg
rzeki, zaś leśna szosa i nadrzeczna ścieżka wiedzie wprost do Włocławka. Nie
spodziewamy się nawet, że jest tam tak ładnie. Warto odwiedzić kościółek św.
Jana z XVIw. na Starym Rynku; z bulwaru nadwiślańskiego zobaczyć panoramę
starego mostu, przejechać przez tamę...
Krótki pobyt na lewym brzegu rzeki i powrót na prawy, po czym długa jazda do
Dobrzynia. To takie zapomniane przez wszystkich miasteczko, niezbyt
atrakcyjne, ale klimatyczne i ładnie położone na wiślanej skarpie. Dalej
przez Murzynowo (historyczna nazwa – kto wie dlaczego?) do Płocka.
Zapowiadane schronisko nie istnieje od 2 lat – na szczęście jest internat
tutejszej szkoły wyższej. Wieczór spędzamy na malowniczym rynku...

Dzień 4. (75 km: Płock – Studzieniec – Słubice – Kamion – Brochów – Puszcza
Kampinoska – Granica)
Płock jest piękny. Na Wzgórzu Tumskim katedra z grobowcem Władysława Hermana
i Bolesława Krzywostego, Drzwiami Płockimi (kopią, oryginał w...
Nowogrodzie ;-); zamek; dwa ładne rynki (miejski i kanoniczy), ładny
klasycystyczny ratusz, Grób Nieznanego Żołnierza, na wjazdach do miasta
ciekawe klasycystyczne rogatki, widoki na Wisłę... Warto!
Z Płocka przeprawiamy się na lewy brzeg rzeki i malowniczą szosą wzdłuż
Wisły, potem wśród pól i lasów nad Bzurą lecimy do Puszczy Kampinoskiej. W
Studzieńcu – stary zrujnowany pałacyk, w Słubicach – drugi, w renowacji. W
Brochowie – wspaniały, przepiękny kościół obronny, gotyk, z trzema wieżami,
miejsce chrztu Chopina. Po drodze do Puszczy – pamiątki po bitwie nad Bzurą;
pomniki, tablice.

Dzień 5 (85 km: Granica – Puszcza Kampinoska – Palmiry – Truskaw – Izabelin –
Warszawa Piaseczno – Konstancin Jeziorna)
W pierwotnym planie z Kampinosu mieliśmy jechać dookoła stolicy, jednak
jedziemy inaczej. Puszcza dochodzi z tej strony niemal do centrum miasta,
poza tym stwierdzamy, że dawno nie byliśmy na Powązkach...
Nie spodziewałem się, że Puszcza Kampinoska jest taka ładna. Las porządny,
nawet dziki, porządnie podszyty. Choć daleko mu do białowieskiego, spokojnie
może stawać w szranki z innymi tego typu kompleksami w kraju. A poza tym jest
odludny! Choć to zaledwie kilkanaście kilometrów od "stolycy", to ludzi tam
bardzo mało. Tyle co miejscowych i leśnych. W wolne dni Warszawa jeździ
chyba tylko na Mazury ;-))). I dobrze, bo przejażdżka po Puszczy - super!
Na lesnej trasie – wiele pamiątek z przeszłości; sosna na której Moskale
wieszali powstańców z 1863r, pomniczek na pamiątkę zwycięskiego pojedynku
pancernego naszej tankietki z niemieckim czołgiem w 1939r., cmentarz w
Palmirach... Przy leśnych i wiejskich drogach dużo ładnych starych krzyży i
świątków, nieledwie jak u nas na Kaszubach.
W samym mieście bocznymi ulicami pomykamy do wojskowych Powązek, gdzie
spędzamy niemal 2 godziny. Potem szybka ewakuacja na elektryczkę do Piaseczna
i tyle nas było w stolicy... Dalej już tylko kilka kilometrów do Konstancina
Jeziornej.

Dzień 6. (85 km: Konstancin – Góra Kalwaria – Czersk – Mniszew – Magnuszew -
Kozienice)
Śniadanie zjadamy pod tężniami, jakże innymi od gigantów z Ciechocinka.
Konstancin to zadziwiająca miejscowość, zabudowana willami typu Gargamel i
rezydencjami typu Dynastia. Czasami – willami przedwojennymi, nawet ładnymi.
Dużo tego, część odstawiona na wysoki połysk, część – w ruinie. Uciekamy
stamtąd nad Wisłę, gdzie przyjemną pustą drogę przy wale przeciwpowodziowym
pędzimy do Góry Kalwarii. A stąd tylko kawałek główną szosą do Czerska i ruin
zamku książąt mazowieckich. To pierwsza stolica Mazowsza, poszła w
zapomnienie gdy rzeka zmieniła koryto. Zamek wart zobaczenia...
Dalej nadwiślańskimi szosami drogami, wśród łąk i sadów z dorodnymi jabłkami
i gruszkami dojeżdżamyy do główniejszej szosy, którą przez Mniszew i
Magnuszew zdążamy do Kozienic. W Mniszewie oglądamy skansen bitwy o
przyczółek warecko-magnuszewski (w pobliżu słynne Studzianki Pancerne!).
Skansen jest w rozsypce, umocnienia się pozapadały, a ze sprzętu bojowego
zbieracze złomu podcinali wszystko co się dało.

Dzień 7 (75 km: Kozienice – Opactwo – Dęblin – Gołąb – Puławy – Kazimierz
Dolny)
Znów nadwiślańskie sady, prawie po Dęblin. Po drodze Opactwo – duży, ładny,
barokowy kościół benedyktynów, w dawnym klasztorze – poprawczak. Dęblin zaś –
w końcu stolica polskiego lotnictwa – wita nas akrobacją pięciu „Iskier”,
trenujących przed świętem lotników. I tak przez godzinę. Wspaniale kręcą!
Oprócz tego – twierdza z XIX wieku. Gołąb – miejsce bitwy podczas
szwedzkiego „potopu”, poza tym ładny barokowy kościół i kaplica loretańska z
ciekawymi rzeźbami proroków. Puławy – park i pałac Czartoryskich, świątynia
Sybilli i Dom Gotycki. A Kazimierz – spichrze, zamek, rynek, kamienice,
kościoły... tu chyba każdy kamień jest zabytkowy.

Dzień 8 (65 km:
Obserwuj wątek
    • krzysiek_n Re: Wakacje rzygaczy 29.08.02, 21:13
      Dzień 6. (85 km: Konstancin – Góra Kalwaria – Czersk – Mniszew – Magnuszew -
      Kozienice)
      Śniadanie zjadamy pod tężniami, jakże innymi od gigantów z Ciechocinka.
      Konstancin to zadziwiająca miejscowość, zabudowana willami typu Gargamel i
      rezydencjami typu Dynastia. Czasami – willami przedwojennymi, nawet ładnymi.
      Dużo tego, część odstawiona na wysoki połysk, część – w ruinie. Uciekamy
      stamtąd nad Wisłę, gdzie przyjemną pustą drogę przy wale przeciwpowodziowym
      pędzimy do Góry Kalwarii. A stąd tylko kawałek główną szosą do Czerska i ruin
      zamku książąt mazowieckich. To pierwsza stolica Mazowsza, poszła w zapomnienie
      gdy rzeka zmieniła koryto. Zamek wart zobaczenia...
      Dalej nadwiślańskimi szosami drogami, wśród łąk i sadów z dorodnymi jabłkami i
      gruszkami dojeżdżamyy do główniejszej szosy, którą przez Mniszew i Magnuszew
      zdążamy do Kozienic. W Mniszewie oglądamy skansen bitwy o przyczółek warecko-
      magnuszewski (w pobliżu słynne Studzianki Pancerne!). Skansen jest w rozsypce,
      umocnienia się pozapadały, a ze sprzętu bojowego zbieracze złomu podcinali
      wszystko co się dało.

      Dzień 7 (75 km: Kozienice – Opactwo – Dęblin – Gołąb – Puławy – Kazimierz Dolny)
      Znów nadwiślańskie sady, prawie po Dęblin. Po drodze Opactwo – duży, ładny,
      barokowy kościół benedyktynów, w dawnym klasztorze – poprawczak. Dęblin zaś – w
      końcu stolica polskiego lotnictwa – wita nas akrobacją pięciu „Iskier”,
      trenujących przed świętem lotników. I tak przez godzinę. Wspaniale kręcą!
      Oprócz tego – twierdza z XIX wieku. Gołąb – miejsce bitwy podczas
      szwedzkiego „potopu”, poza tym ładny barokowy kościół i kaplica loretańska z
      ciekawymi rzeźbami proroków. Puławy – park i pałac Czartoryskich, świątynia
      Sybilli i Dom Gotycki. A Kazimierz – spichrze, zamek, rynek, kamienice,
      kościoły... tu chyba każdy kamień jest zabytkowy.

      Dzień 8 (65 km: Kazimierz – Janowiec – Solec n/Wisłą – Czekarzewice – Bałtów))
      Prom przez Wisłę wiezie nas pod ruiny zamku w Janowcu. Ciekawe miejsce, mury
      pomalowane w poziome pasy i figury rycerzy. Wiejski kościół u podnóża w barwie
      różowej... I dalej wzdłuż Wisły. W Solcu - kościół i klasztor reformatów z
      krużgankami, na cmetarzu drewniany kościółek. Tu rozstajemy się z Wisłą i
      skręcamy w górę rzeki Kamiennej, w stronę Gór Świętokrzyskich. Bardzo
      malownicza okolica, ludzie bardzo mili, trasa przyjemna dla cyklistów. Nocleg
      znaljdujemy w Bałtowie, słynnym m.in. ze stadnin koni i odcisków dinozaurów na
      okolicznych skałach.

      Dzień 9 (65 km: Bałtów – Krzemionki Opatowskie – Ćmielów – Opatów – Iwaniska -
      Ujazd)
      Dużo atrakcji tego dnia – na początek Krzemionki. To starożytne kopalnie
      krzemienia pasiastego, kilka tysięcy szybów. Trasy podziemne do zwiedzania,
      bardzo ciekawe. Dalej przez Ćmielów (porcelana!) do Opatowa. Tu znów podziemna
      trasa, tym razem system piwnic dawnego miasta kupców. Do tego wspaniała
      kolegiata, jeszcze romańska (przebudowana); wewnątrz słynny „lament opatowski” –
      rzeźbiony nagrobek kanclerza Szydłowieckiego, „ojca” suksesu gospodarczego
      miasta.
      A noc spędzamy pod murami zamku Krzyżtopór w Ujeździe.

      Dzień 10 (80 km: Ujazd – Iwaniska – Raków – Daleszyce – Kielce)
      Zaczynamy od zwiedzania zamku. To też niezła ciekawostka. Ossolińscy stawiali
      go przez ponad 30 lat, funkcjonował przez lat 16, poczym przyszli Szwedzi i
      puścili go z dymem. Budynek był imponujący. Jego parametry symbolizowały
      kalendarz – 4 baszty (pory roku); 12 sal (miesięcy), 365 okien (dni). W stropie
      głównej sali było gigantyczne akwarium, w stajniach – marmurowe złoby, lustra –
      z kryształów, itd.
      I komu to wszystko przeszkadzało... ;-)
      Dla niektórych z nas to ostatni dzień wyprawy. Jeszcze wszyscy razem jedziemy
      przez Pasmo Iwaniskie i Orłowińskie (w końcu to Góry Świętokrzyskie) do Rakowa
      (słynne miasteczko arian), gdzie my skręcamy na zachód, zaś dwie osoby które
      mają jeszcze kilka dni wolnych – jadą na południe. My - do Kielc, oni zaś –
      zwiedzą jeszcze Staszów, Szydłów, Kurozwęki, Ponidzie i dotrą do Krakowa. Do
      miasta jedziemy przez dolinę Czarnej i Pasmo Daleszyckie, głównie przez las. W
      Kielcach zdążymy jeszcze zwiedzić katedrę (ołtarz z węgla!), zamek biskupi i
      kamieniołom, a wieczorem – pociąg do domu.

      I konkluzja: Polska to piękny kraj. Krajobrazy przepiękne, historia zacna,
      ludzie mili, atrakcji mnóstwo. A najlepiej zwiedzać ją na rowerze, bo na
      piechotę do takich miejsc często dotrzeć nie sposób. Bo komu by się chciało
      spędzać wakacje w samochodzie?
      • lucy_z Re: Wakacje rzygaczy 31.08.02, 18:10
        Krzysztof! Pięknie napisałeś, a ja z przyjemnością przeczytałam.Bliziutko byłeś
        Lublina, jeszcze i tu trzeba było przyjechać:) Ja machałam, słowo daję, jak Iwa
        mi napisała, że jesteście gdzieś tu;)))
        Pozdrawiam:)))
        • krzysiek_n Re: Wakacje rzygaczy 31.08.02, 19:01
          Chcieliśmy złapać jeszcze Nałęczów, ale dni nie starczyło... :-(
          A Lublin penetrowaliśmy rowerowo 3 lata temu. Trasa wiodła spod... Olsztyna,
          przez Warmię, Mazury, Bagna Biebrzańskie, Puszczę Białowieską, Podlasie,
          Lubelszczyznę, Góry Świętokrzyskie, Lasy Janowskie, Roztocze, Zamość i
          skończyła się w Lublinie. Było bardzo fajnie. Mam gdzieś z tego relację pisaną
          dla "Poznaj swój kraj", jeśli chcesz to Ci podeślę na priva.
          • lucy_z Re: Wakacje rzygaczy 31.08.02, 20:15
            krzysiek_n napisał:

            . Mam gdzieś z tego relację pisaną
            > dla "Poznaj swój kraj", jeśli chcesz to Ci podeślę na priva.

            Krzysztof, proszę!!!:))) Chętnie przeczytam!!!
            • krzysiek_n Re: Wakacje rzygaczy 31.08.02, 20:44
              A zatem odbierz pocztę...
              • lucy_z Re: Wakacje rzygaczy 31.08.02, 21:11
                krzysiek_n napisał:

                > A zatem odbierz pocztę...

                Dziękuję:))) Czytam, czytam! W międzyczasie /razem czy osobno?/ odpisałam:)
              • kasia_57 Re: Murzynowo 31.08.02, 21:27
                Słuchajcie, przede wszystkii - witajcie wakacyjne Rzygacze.
                Oto, co po lekturze Krzysia tekstu, znalazłam o Murzynowie:
                "Murzynowo: wieś leżąca na Pojezierzu Chełmińsko Dobrzyńskim nad rzeką Wisłą ,
                przy ujściu prawobrzeżnej Skrwy. Współrzędne geograficzne 52°36´ N i 19°31´ E.
                Administracyjnie wieś należy do gminy Brudzeń Duży, powiat płocki,
                woj.mazowieckie. Poprzednio było to woj.płockie, po 1945 roku woj.warszawskie.
                Murzynowo leży na wschodnim krańcu historycznego terenu Ziemi dobrzyńskiej
                obejmującego obszar pomiędzy rzeką Drwęcą a prawobrzeżną Skrwą i graniczy z
                ziemią płocką.

                Nazwa Murzynowo pochodzi prawdopodobnie z gwary kurpiowskiej z czasów
                pierwszych osadników na tych terenach i oznacza -zadymianie,snucie dymu z
                ognisk po kurpiowsku "murzenie" dym powstały po wypala- niu karczowisk leśnych
                i łąk. Powstałe miejsca służyły do budowy domostw lub jako grunty orne. Wśród
                zapisków historycznych wymienia się , że osada Murzynowo jest starożytną
                (starą ) miejscowością i była wsią książęcą."

                Ale włóczęgę opisałeś świetnie.
                Lubię takie włóczenie sie po kraju. Kiedyś, jadąc z Gdańska do Dobrego Miasta
                (pod Olsztynem) na zlot garbusów, zaliczyliśmy m.in. Nowy Wiśnicz, Ojców i
                okolice z Pieskową Skałą i dom profesora Władysłąwa Konopczyńskiego w Młyniku
                pod Ojcowem, Gorce, szlak 1 PSP spod PIwnicznej, Zakopane, Zybrzycę Grn.,
                Ochotnicę, oczywiście Pieniny, Ogrodzieniec, Krzyżtopór, Św. Krzyż, Bodzentyn,
                Pilicę, no i po drodze Grunwald. Na zlot zdążyliśmy, ale to okazało się
                najmnniejszą atrakcją. Z tego mielieśmy 7 klisz po 35 zdjęć i cały zeszyt 95
                kartkowy. A wspomnień tyle, ze teraz nasza Polska dzieli się na teren gdzie
                garbus zaczął pluć ojelem, i na teren, gdzie zalało nas w Dąbrowie Tarnowskiej,
                bo woda dedszczowa zbierała się na podłodze w garbim. Trzeba było trzymać nogi
                na drwenie, jakie dostaliśmy z lasu, takie kłody pocięte - na opał. To także
                Polska pysznej jajecznicy, i byle jakich placków ziemmniaczanych, kwiatów w
                krypcie JOX JAremy, czy małpiego zachywtu w Bedzentynie, krótkiej, acz niezłej
                lekcji historii wysłuchanej od 4 nastolatków pod kościołem w Pilicy. To przelot
                czarownic na Św. Krzyżu... I konwój około 50 garbusów od Warszawy do Dobrego
                Miasta, a potem krążenie po tamtych dorgach, ,z przecudnym Chwalęcinem, nagle
                zza zakrętu. Ech, włóczęgi. Nasza Polska z północy na południe ma około 2000
                km. Same boczne drogi. Jedna boczna droga skończyła nam się w oborze, przy
                żlobie krowy. Krowa się zdziwiła, my tymbardziej, bo na mapie droga była. Ale
                mapę mamy z naszych starych włóczęg, sprzed.... lat.
                pozdrawiam ciepło.
                • krzysiek_n Re: Murzynowo 01.09.02, 06:39
                  Nieszawa, Murzynowo i Orłowo - miejscowości wymienione w traktacie pokojowym
                  Polski z Krzyżakami, tzw. pokoju mełneńskim z roku 1422.

                  Polska to bardzo ciekawe miejsce!
                  • belissarius Re: Mam gdzieś... 01.09.02, 07:22
                    Ja też...
                    Piękna nasza ziemia polska... Ale co to ma wspólnego z wątkierm gdańskim? Przepraszam, nie łapię...
                    Może ja jakiś niegramotny, ale � doprawdy � nie chwytam. Pozachwycam się, a jakże, śladem innych,
                    pięknem opisów, ale co to ma do RZYGACZY? Sorry, nie rozumię...
                    • lucy_z Re: Piotrek 01.09.02, 11:26
                      belissarius napisał:

                      ? Przep

                      > raszam, nie łapię...

                      Piotr! A ja nie rozumiem o co Tobie chodzi??? Na forum mozna pisać o
                      wszystkim! Możesz pisać o polityce, o Gdańsku, o Warszawie, o cioci w
                      Ameryce!!!;)))
                      Taka jest forma forum! A o czym jest, mówi tytuł wątku! Jak nie interesuje
                      kogoś jakiś temat, po prostu nie czyta. O Gdańsku mamy wątek, w którym i Ty też
                      piszesz. A ten akurat wątek jest o urlopach Rzygaczy! Pięknie i ciekawie
                      napisał o tym Krzysio i myślę, że nie tylko ja to przeczytałam z
                      przyjemnością:)))
                      Pozdrawiam
                  • kasia_57 Re: Murzynowo 01.09.02, 17:27
                    Kraj ciekawy? fascynujący i pełen niespodzianek!
                    :))
                    • krzysiek_n Re: Murzynowo 01.09.02, 21:02
                      Belissarius napisał:
                      [ciach]
                      > co to ma do RZYGACZY?

                      To proste, rzygacze występują nie tylko w Gdańsku.
                      A poza tym - dzielimy się wrażeniami. Gdańsk jest pięknym miastem, ale oprócz
                      niego jest jeszcze parę fajnych miejc w naszym pięknym kraju...
                      Ja np. staram się je odwiedzać, a jak znajdę coś naprawdę ciekawego - polecam
                      innym.

                      Pozdrawiam i zachęcam do włóczęgi po Polsce, bo jak mawiał wieszcz (teraz sie
                      powtórzę;-)
                      "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie"
                      Poznajcie!
                      • belissarius Re: Wakacje niektórych rzygaczy 02.09.02, 07:40
                        No cóż, wypada mi przeprosić. W tytule wątku jakoś zagubiłem słowo "wakacje", zobaczyłem natomiast
                        "rzygacze". Może dlatego, że na wakacje jeżdżą wszyscy, a rzygacze przestają wówczas być rzygaczami.
                        No, chyba, że rzygacze to profesja taka jak inżynierowie, lekarze, architekci lub nie przymierzając hycle. W
                        związku z tym, że tak jednak nie jest, mam wrażenie, że nazwę wątku można było sklecić nieco zgrabniej,
                        ale to zaczyna wyglądać na czepanie, więc odpuszczam i idę spać.
                        Pozdrawiam, P.
                        • iwa.ja Re: Wakacje niektórych rzygaczy 02.09.02, 07:48
                          dobranoc, Piotrze...
    • petelka Re: Wakacje rzygaczy 02.09.02, 13:57
      Witam Krzysku i dziekuję za relację z Waszych podróży. Z różnych powodów,
      wakacje w tym roku miałam raczej spokojne, "przycupnięte" wśród kaszubskich
      jezior i lasów, z niewielkimi jedynie wypadami po okolicy. Ale moim
      największym, tegorocznym odkryciem było wspomniane przez Ciebie Chełmno. I
      chociaż byłam tam raptem 8 godzin, to właśnie ten jednodniowy wypad najbardziej
      utkwił mi w pamięci...
      Pozdrawiam
      • iwa.ja Re: Wakacje rzygaczy 02.09.02, 14:11
        a ja sobie urlop przerzygałam w wawie. To znaczy, jeszcze oszczędzam wolne dni,
        bo czeka mnie kiedyś tam ważny egzamin i wtedy zaurlopuję (?). Niemniej jednak,
        uwadze PT Rzygaczy polecam zachody słońca oglądane we wsi podwarszawskiej.
        Klimat sielankowy. Gdyby malarz namalował coś takiego, zostałby okrzyknięty
        surrealistą. Ale te zachody zdarzają się naprawdę. Jedyny surrealistyczny
        element to majaczący na horyzoncie Drapacz Kultury i Nauki.
        • lucy_z Re: Wakacje rzygaczy 02.09.02, 14:27
          iwa.ja napisała:
          . Jedyny surrealistyczny
          > element to majaczący na horyzoncie Drapacz Kultury i Nauki.

          To juz zabytek ten pałac i kiedyś będzie hołubiony, zobaczysz;))
          • petelka Re: Wakacje rzygaczy 02.09.02, 14:32
            lucy_z napisała:

            > To juz zabytek ten pałac i kiedyś będzie hołubiony, zobaczysz;))

            ...o ile się wczesniej nie rozsypie.:))) Ale swoją drogą to już nie wyobrażam
            sobie widoku Warszawki bez tej charakterystycznej budowli...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka