Dodaj do ulubionych

Artyści, odwagi!

IP: 172.25.252.* 08.03.09, 10:37
Panie Przemku zapomniał Pan o jeszcze jednym akapicie tekstu -
wypadałoby wspomnieć o swojej redakcyjnej koleżance, Pani Karaś,
która swoim tekstem wpisała się w styl radio maryjnej debaty o
sztuce, to żenujące, że taki tekst o wystawie, nastawiony na skandal
i wielkie szoł wyszedł z redakcji GW, jak można nazwać wystawę
kontrowersyjną jeszcze przed jej zobaczeniem, czy z premiery
teatralnej piszemy recenzję z III generalnej? Szukanie skandalu w
czymś czego jeszcze nie widzieliśmy, bo przecież całą akcja premierę
miałą mieć w piątek, przypomina mi to jak niszczono sztukę
wymienionych zresztą w tekście innych polskich artystów. Gdańsk
miastem wolności, zacofania i widać również prasowej nagonki!
Obserwuj wątek
    • Gość: Andrzej Artyści, odwagi! IP: 78.31.159.* 08.03.09, 12:35
      A co właściwie miała propagować, pokazywać czy też protestować twórczość tej
      Pani. Chciała chyba tylko sprowokować część społeczeństwa aby "zaistnieć".
      Obrona tych dzieł przed obejrzeniem ich to też próba "zaistnienia" gdyż pan
      Przemek napisał "tysiąc wierszy o sadzeniu grochu" nie dotykając w niczym
      meritum sprawy.
    • Gość: pirat Panie Przemku pan jest kretyn IP: 202.152.62.* 08.03.09, 12:38
      Tak gupiego tekstu w Gazecie Wyborczej jeszcze nie czytalam
      • Gość: falo Re: Panie Przemku pan jest kretyn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.09, 15:59
        zarzuty pod adresem Doroty Karas i Gazety sa absurdalne. Ze
        odwazyla sie pisac o wystawie przed jej otwarciem? Na tym przeciez
        polega wolnosc prasy by projektowac zjawiska. Mniej cenzury, wiecej
        odwagi i prosze nie chowac sie za wielkimi, a pustymi haslami.
        • Gość: dorota jarecka Jak udaremniliśmy debatę IP: *.chello.pl 08.03.09, 22:02
          wyborcza.pl/1,75248,6354042,Jak_udaremnilismy_debate.html
          Jak udaremniliśmy debatę
          Dorota Jarecka

          CSW Łaźnia w Gdańsku odwołało wczoraj pokaz Aliny Żemojdzin, który tego samego
          dnia "Gazeta" określiła - jeszcze przed otwarciem! - jako "budzący
          kontrowersje". Moja koleżanka z redakcji w Gdańsku nie omieszkała zaliczyć tego
          pokazu do serii "kontrowersyjnych" wystaw, które w CSW Łaźnia odbywały się w
          poprzednich latach. Bo przecież i Katarzyna Kozyra tu wystawiała, i nawet
          Grzegorz Klaman.


          Takie stawianie sprawy jest intrygujące, atrakcyjne dla czytelnika, bo człowiek
          się zaczyna w końcu zastanowiać, co to musi być za perwersyjna grupka, ci
          artyści z Gdańska. I wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że w artykule zostało
          opisane wydarzenie, do którego jeszcze nie doszło. Skąd zatem wiadomo, że budzi
          kontrowersje?

          Jestem przekonana, że prawdziwe kontrowersje powstają wtedy, kiedy ludzie
          skonfrontują się z faktem artystycznym, a nie zanim ów fakt został udostępniony
          publiczności. Grozi tu powtórka sytuacji sprzed siedmiu lat, czyli przypadku
          "Pasji" Doroty Nieznalskiej. Największy skandal kulturalny III RP wybuchł z
          powodu pracy, którą kilka osób widziało na wystawie w galerii, nieco więcej w
          telewizyjnej migawce, a pozostali na zdjęciach. Za to wszyscy się o niej
          wypowiadali.

          O co tym razem chodzi? O pracę dyplomową absolwentki ASP w Gdańsku, której pokaz
          pt. "Promocja nowej linii kosmetyków aLine autorskiej marki Aliny Żemojdzin"
          miał się odbyć wczoraj. Częścią tego pokazu miały być kosmetyki wyszczuplające,
          wyprodukowane - jak podaje sama autorka - na bazie ludzkiego tłuszczu uzyskanego
          z liposukcji.

          To brzmi szokująco. Zgoda. Ale może trzeba wziąć poprawkę na element, który
          często dzisiaj pojawia się w pracach artystów: prowokację. Kiedy Joanna
          Rajkowska pokazała w warszawskim CSW wyprodukowane w limitowanej serii puszki z
          napojami, a na etykietach umieściła informacje, że powstały na bazie wyciągów z
          ciała artystki: gruczołu z piersi, rogówki oka, DNA i szarej substancji - też
          trzeba było to wziąć w nawias.

          Kiedy w 2005 roku na międzynarodowych targach sztuki w Bazylei artysta włoski
          Gianni Motti wystawił kostkę mydła, informując, że powstało z tłuszczu
          pozostałego po liposukcji Silvia Berlusconiego, chyba mało kto w to wierzył.
          Takie prace przeważnie mają inny cel niż tylko epatowanie publiczności perwersją
          - choć perwersja w nich zawarta ma swoje znaczenie. Te prace mają aspekt krytyczny.

          Praca Mottiego nazywała się "Czyste ręce" i miała być krytyką pozornie
          antykorupcyjnej polityki włoskiego premiera. Praca Rajkowskiej miała atakować
          konsumpcjonizm i obecne w kulturze uprzedmiotowienie kobiecego ciała. Podobny
          był cel Aliny Żemojdzin.

          Alina Żemojdzin wczoraj mnie przekonywała, że cała historia nie jest sfingowana.
          Specjalnie starała się o prawdziwy materiał. Niekoniecznie jestem za - i może
          wolałabym mniejszą dosłowność - ale nie o to chodzi. Chodzi o sposób prowadzenia
          debaty. Moim zdaniem debata została udaremniona.

          Rozmawiam z kuratorką Łaźni Agnieszka Kulazińską. Mówi, że żałuje, że w artykule
          opublikowanym w piątkowej "Gazecie" praca została sprowadzona do jednego aspektu
          i żadna z komentujących ją osób nie wzięła pod uwagę, że nie składa się tylko ze
          słoików z kremami. Na wystawie "Dzień kobiet awansem" miały być też elementy
          fikcyjnej kampanii reklamowej dotyczącej tego produktu: plakat, projekt
          billboardu, reklamowy katalog. A kontekstem tej pracy miały być inne prace
          feministyczne, autorstwa kilku artystek. Alina Żemojdzin uważa że ktoś, kto by
          to zobaczył w całości, nie mógłby już tego tak ostro traktować. I odsyła do
          dyrektorki Łaźni Jadwigi Charzyńskiej.

          Pytam panią dyrektor, dlaczego odwołała pokaz - przecież była szansa, by
          otworzyć debatę, a teraz nikt nie zobaczy "budzącej kontrowersje" pracy. Jadwiga
          Charzyńska mówi mi, że decyzję podjęła pod wpływem artykułu w "Gazecie". - Nie
          zgadzam się - mówi Charzyńska - na skojarzenie tej sztuki z Holocaustem. Na
          takim poziomie nie będę prowadzić debaty.

          Mogłabym to, co zrobiła Jadwiga Charzyńska nazwać cenzurą, lub autocenzurą.
          Powiedzieć, że otwartej już dyskusji się boi, że się wycofuje, bo stała się za
          trudna. Ale jak się oburzać, kiedy to my sami ją postraszyliśmy?

          Źródło: Gazeta Wyborcza
        • Gość: adam Panie Przemku rozwagi i roztropności! IP: *.chello.pl 08.03.09, 22:04
          Wyglodniale sensacji media spacjalizuja sie w robieniu z igly widly a potem
          dziwia sie, ze jak to?, to my cos tu nabroilismy? Pozalowania godny poziom
          informowania spoleczenstwa.
        • Gość: czytelnik Re: Panie Przemku pan jest kretyn IP: 172.25.252.* 08.03.09, 23:19
          nie chodzi o to, że się odważyła pisać, ale o to jak to napisała -
          nie jest to zwykła informacja o wydarzeniu tylko nastawiona na
          sukces informacja o kontrowersyjnej wystawie, z wyszukanymi na siłę
          opiniami, czym jej artykuł różnił się od protestujących pod
          galeriami moherowych beretów, które wielokrotnie nie przekroczyły
          nawet progu tych instytucji?
    • Gość: krys Artyści, odwagi!Zacznijcie nareszcie pokazywac IP: *.dip.t-dialin.net 08.03.09, 16:05
      wasz dorobek a nie starc sie wywindowac skandalami.
      • Gość: Dorota Jarecka Re: Artyści, odwagi!Zacznijcie nareszcie pokazywa IP: *.chello.pl 08.03.09, 22:00
        wyborcza.pl/1,75248,6354042,Jak_udaremnilismy_debate.html
        Jak udaremniliśmy debatę
        Dorota Jarecka

        CSW Łaźnia w Gdańsku odwołało wczoraj pokaz Aliny Żemojdzin, który tego samego
        dnia "Gazeta" określiła - jeszcze przed otwarciem! - jako "budzący
        kontrowersje". Moja koleżanka z redakcji w Gdańsku nie omieszkała zaliczyć tego
        pokazu do serii "kontrowersyjnych" wystaw, które w CSW Łaźnia odbywały się w
        poprzednich latach. Bo przecież i Katarzyna Kozyra tu wystawiała, i nawet
        Grzegorz Klaman.


        Takie stawianie sprawy jest intrygujące, atrakcyjne dla czytelnika, bo człowiek
        się zaczyna w końcu zastanowiać, co to musi być za perwersyjna grupka, ci
        artyści z Gdańska. I wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że w artykule zostało
        opisane wydarzenie, do którego jeszcze nie doszło. Skąd zatem wiadomo, że budzi
        kontrowersje?

        Jestem przekonana, że prawdziwe kontrowersje powstają wtedy, kiedy ludzie
        skonfrontują się z faktem artystycznym, a nie zanim ów fakt został udostępniony
        publiczności. Grozi tu powtórka sytuacji sprzed siedmiu lat, czyli przypadku
        "Pasji" Doroty Nieznalskiej. Największy skandal kulturalny III RP wybuchł z
        powodu pracy, którą kilka osób widziało na wystawie w galerii, nieco więcej w
        telewizyjnej migawce, a pozostali na zdjęciach. Za to wszyscy się o niej
        wypowiadali.

        O co tym razem chodzi? O pracę dyplomową absolwentki ASP w Gdańsku, której pokaz
        pt. "Promocja nowej linii kosmetyków aLine autorskiej marki Aliny Żemojdzin"
        miał się odbyć wczoraj. Częścią tego pokazu miały być kosmetyki wyszczuplające,
        wyprodukowane - jak podaje sama autorka - na bazie ludzkiego tłuszczu uzyskanego
        z liposukcji.

        To brzmi szokująco. Zgoda. Ale może trzeba wziąć poprawkę na element, który
        często dzisiaj pojawia się w pracach artystów: prowokację. Kiedy Joanna
        Rajkowska pokazała w warszawskim CSW wyprodukowane w limitowanej serii puszki z
        napojami, a na etykietach umieściła informacje, że powstały na bazie wyciągów z
        ciała artystki: gruczołu z piersi, rogówki oka, DNA i szarej substancji - też
        trzeba było to wziąć w nawias.

        Kiedy w 2005 roku na międzynarodowych targach sztuki w Bazylei artysta włoski
        Gianni Motti wystawił kostkę mydła, informując, że powstało z tłuszczu
        pozostałego po liposukcji Silvia Berlusconiego, chyba mało kto w to wierzył.
        Takie prace przeważnie mają inny cel niż tylko epatowanie publiczności perwersją
        - choć perwersja w nich zawarta ma swoje znaczenie. Te prace mają aspekt krytyczny.

        Praca Mottiego nazywała się "Czyste ręce" i miała być krytyką pozornie
        antykorupcyjnej polityki włoskiego premiera. Praca Rajkowskiej miała atakować
        konsumpcjonizm i obecne w kulturze uprzedmiotowienie kobiecego ciała. Podobny
        był cel Aliny Żemojdzin.

        Alina Żemojdzin wczoraj mnie przekonywała, że cała historia nie jest sfingowana.
        Specjalnie starała się o prawdziwy materiał. Niekoniecznie jestem za - i może
        wolałabym mniejszą dosłowność - ale nie o to chodzi. Chodzi o sposób prowadzenia
        debaty. Moim zdaniem debata została udaremniona.

        Rozmawiam z kuratorką Łaźni Agnieszka Kulazińską. Mówi, że żałuje, że w artykule
        opublikowanym w piątkowej "Gazecie" praca została sprowadzona do jednego aspektu
        i żadna z komentujących ją osób nie wzięła pod uwagę, że nie składa się tylko ze
        słoików z kremami. Na wystawie "Dzień kobiet awansem" miały być też elementy
        fikcyjnej kampanii reklamowej dotyczącej tego produktu: plakat, projekt
        billboardu, reklamowy katalog. A kontekstem tej pracy miały być inne prace
        feministyczne, autorstwa kilku artystek. Alina Żemojdzin uważa że ktoś, kto by
        to zobaczył w całości, nie mógłby już tego tak ostro traktować. I odsyła do
        dyrektorki Łaźni Jadwigi Charzyńskiej.

        Pytam panią dyrektor, dlaczego odwołała pokaz - przecież była szansa, by
        otworzyć debatę, a teraz nikt nie zobaczy "budzącej kontrowersje" pracy. Jadwiga
        Charzyńska mówi mi, że decyzję podjęła pod wpływem artykułu w "Gazecie". - Nie
        zgadzam się - mówi Charzyńska - na skojarzenie tej sztuki z Holocaustem. Na
        takim poziomie nie będę prowadzić debaty.

        Mogłabym to, co zrobiła Jadwiga Charzyńska nazwać cenzurą, lub autocenzurą.
        Powiedzieć, że otwartej już dyskusji się boi, że się wycofuje, bo stała się za
        trudna. Ale jak się oburzać, kiedy to my sami ją postraszyliśmy?

        Źródło: Gazeta Wyborcza
    • Gość: czytelniczka Artyści, odwagi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 12:44
      Obciach zaliczyła przede wszystkim Wyborcza, drukując tak żenujący tekst.
      Takiego poziomu spodziewałabym się po "Faktach", ale nie po tej gazecie. Totalna
      żenada i żerowanie na sensacji. Dziennikarzynka z Gdańska chciała zaistnieć na
      łamach ogólnopolskich, a oni to kupili. Żałosne i grubo poniżej poziomu Gazety.
      Wstyd!
    • Gość: hm Artyści, odwagi! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.03.09, 13:29
      ależ ta panienka wykazala się odwagą - toż to czysty i bezczelny
      plagiat z "Podziemnego kręgu" - i pomysł i INTENCJE (sorry, ale Brad
      Pitt był pierwszy) - czyżby dziennikarze wybiorczej wybiorczo znali
      historie kina??????
      • Gość: gloria Re: Artyści, odwagi! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 13:36
        Zdumiewające jest to pseudoartystyczne zadecie pani Jareckiej i
        wszystkich, ktorzy kaza nam w kremach z ludzkiego tluszczu (plagiat
        zresztą) widziec sztukę.
        • merlinka99 Re: Artyści, powagi! 09.03.09, 15:49
          Kolejna miernota, która nie ma nic do powiedzenia, i w dodatku nie
          zna najnowszej historii Europy. Zdumiewające, że ktos to wyróżnił i
          usiłuje promować! Liposukcja mózgu chyba by sie należała !...
          • Gość: z Radomia Re: Artyści, powagi! IP: *.radom.vectranet.pl 09.03.09, 22:14
            Tak się dobrze zapowiadała jako rzeżbiarka w Liceum Plastycznym i ASP zniszczyła
            jej talent.
    • Gość: małgosia wyborcza sztormy rozdaje IP: *.limes.com.pl 10.03.09, 21:15
      Troche mnie dziwi że Gazeta nie odczytała artystycznej prowokacji.
      Przyznają Sztorm Roku grupie posługującej się prowokacją na poziomie
      sztubackiego telefonu o bombie w śmietniku.
      A do odczytania czytelnej prowokacji artystycznej na
      poziomie "przedszkola" sztuki wspólczesnej zabrakło wiedzy i
      wyobraźni.
      Wyborcza sztormy wywołuje ale chyba pełne bałwanów a nie prawdziwych
      fal.
      Ale cóż Przemku skoro "Krytyka jest bezradna, sztuka się rozpadła,
      potrzaskała na kawałki i nie można już liczyć na to, że uda się
      jeszcze czegoś uchwycić, żeby nie zatonąć." oj i znowu marynistyką
      mi sie pojechało czyli wracamy do sztormów
      • Gość: kris Re: wyborcza sztormy rozdaje IP: *.chello.pl 11.03.09, 03:37
        Ale mu dogadałaś Małgosiu temu!Brawo.
        Ale czy zrozumie w czym tkwi rzecz Twojej ironii?
    • Gość: z trojmaisto.pl Skandal w Łaźni, czyli o pokazie, który się nie od IP: *.chello.pl 11.03.09, 22:00
      kultura.trojmiasto.pl/Skandal-w-Lazni-czyli-o-pokazie-ktory-sie-nie-odbyl-n31925.html
      Skandal w Łaźni, czyli o pokazie, który się nie odbył

      10 marca 2009 (278 opinii)
      Tak wyglądają kosmetyki wyszczuplające Aliny Żemojdzin - przedmiot sporu
      trójmiejskich artystów.

      powiększ zdjęcie mat. prasowe

      Tak wyglądają kosmetyki wyszczuplające Aliny Żemojdzin - przedmiot sporu
      trójmiejskich artystów.


      Reklama kosmetyków wyprodukowanych z ludzkiego tłuszczu.

      powiększ zdjęcie mat. prasowe

      Reklama kosmetyków wyprodukowanych z ludzkiego tłuszczu.



      W Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia 6 marca ruszyły projekty pod zbiorczym
      tytułem "Dzień Kobiet Awansem". Największe emocje wzbudził jednak pokaz, który
      się nie odbył.


      Chodzi o pokaz nietypowej linii kosmetyków aLine, wyprodukowanych przez artystkę
      Alinę Żemojdzin, jako jej pracę dyplomową na ASP. Studentka gdańskiej Akademii
      Sztuk Pięknych zaprezentowała kosmetyki wyszczuplające, które stworzyła na
      bazie... ludzkiego tłuszczu, uzyskanego po liposukcji, czyli usunięciu nadmiaru
      tłuszczu z ciała.

      Pomysł wywołał burzę w trójmiejskim środowisku artystycznym. Zarzucono artystce
      inspiracje metodami nazistów, którzy, jak opisany przez Zofię Nałkowską w
      "Medalionach" profesor Spanner, z ludzkiego tłuszczu produkowali mydło.

      Konflikt wybuchł w dniu pokazu, po jego opisaniu na łamach "Gazety Wyborczej".
      Zapowiedź wywołała silne protesty niektórych artystów, chociaż zdania na temat
      pokazu Aliny Żemojdzin były podzielone. W konsekwencji dyrektorka CSW Łaźnia,
      Jadwiga Charzyńska, zrezygnowała z przygotowanej na ten dzień prezentacji
      kontrowersyjnych kosmetyków.

      - Zanim odbył się pokaz, gazeta już zrobiła wokół niego aferę kryminalną, że
      dziewczyna biegała ze słoikiem po dworcu, by zdobyć ludzki tłuszcz - mówi
      Jadwiga Charzyńska. - Na takie działania stanowczo się nie zgadzam, dlatego
      podjęliśmy decyzję o odwołaniu pokazu. Sprawą zainteresowała się policja, a
      dziewczyna, przez reakcję gazety w stylu znanych tabloidów, może mieć kłopoty.

      Dyrektorka Łaźni zapewnia, że jej instytucja nie boi się podejmować tematów
      ryzykownych, czy dyskusyjnych. - Niedawno prezentowaliśmy wystawę poświęconą
      transgenicznemu Króliczkowi GFP autorstwa Eduardo Kaca. Pod koniec kwietnia
      zaprezentujemy projekty-instalacje Mireii Sallarès pod tytułem "To Have & To
      Lose [Mieć i stracić]", w którym trzy kobiety, będą mówić o swoim życiu intymnym
      i rolach do jakich zostały przeznaczone.

      Jadwiga Charzyńska nie kryje również pretensji wobec macierzystej uczelni Aliny
      Żemojdzin. - To wina uczelni, która nie przygotowała właściwie artystki na
      konsekwencje jej wystawy. Trzeba mieć świadomość, jak przygotowywać podobne
      tematy, aby nie łamać prawa. Tak jak zrobił to Eduardo Kac.

      Ze stanowiskiem dyrektorki CSW Łaźnia nie zgadza się Grzegorz Klaman, promotor
      artystki. - Praca Aliny Żemojdzin została oceniona celująco. Dyplom oceniało
      zróżnicowane grono pracowników ASP, w tym przedstawiciele klasycznego
      rzeźbiarstwa, i nie wzbudził on żadnych kontrowersji. Jest to bardzo dobrze
      przeprowadzona symulacja kampanii promocyjnej, w zamyśle stworzona na pograniczu
      fikcji i realności. To, że Łaźnia odwołała pokaz jest żałosne i żenujące, a
      zachowanie dyrektorki Łaźni jest skandaliczne. To Łaźnia jest odpowiedzialna za
      cały ten konflikt.

      Grzegorz Klaman ostro krytykuje też przeciwników wystawy, w tym Pawła Huellego,
      który nie krył oburzenia promocją kosmetyków z ludzkiego tłuszczu. -
      Zadziwiające, że autorytetem w sprawie sztuki w Trójmieście jest Paweł Heulle,
      który nie ma o niej pojęcia. Huelle kolejny raz serwuje prostackie opinie na
      temat sztuki i wszędzie ciągle węszy ślady nazizmu - mówi zbulwersowany
      kierownik Pracowni Intermedialnej ASP w Gdańsku i kurator Instytutu Sztuki Wyspa.

      Kosmetyki linii aLine zostaną jednak pokazane, tyle że nie w Centrum Sztuki
      Współczesnej Łaźnia a w Instytucie Sztuki Wyspa. - Chcemy zaprezentować większą
      wystawę prac studentów ASP, w tym pracę Aliny Żemojdzin, ale w innym kontekście,
      niekoniecznie z perspektywy ludzkiego tłuszczu - kończy Grzegorz Klaman. - W
      ciągu 2-3 tygodni przygotujemy tę wystawę.
      Portal regionalny trojmiasto.pl
      autor

      Łukasz Rudziński

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka