Dodaj do ulubionych

Artysta i mydlarze

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 13:42
swiete slowa
Obserwuj wątek
    • Gość: inspektor Re: Artysta i mydlarze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 14:23
      Zaiste święte to słowa i z pewnością pójdą do Nieba. Autor też ma szanse, bo mądrością nie grzeszy...
      • Gość: pator Re: Artysta i mydlarze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 14:28
        wreszcie , ktos odwazyl sie skrytykowac to udawanie sztuki. a wywod
        p. jareckiej jest niedorzeczny. prosze sie tylko dobrze wczytac.
        gratuluje odwagi p. marku
        • merlinka99 bez mydła?... 09.03.09, 16:04
          Kolejny kretyński wymysł jakiejś panienki, która nie ma pomysłów. :-
          (( Proponuję wysłac ją na wycieczkę do Stuthoffu i Oświęcimia - moze
          cos wreszcie zrozumie. A Klamota razem z nią...
          • Gość: hoga Re: bez mydła?... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.09, 18:18
            Mozna zrobic wystawe z uzyciem ekstrementow i to bedzie dopiero
            sztuka. Dosc udawania, takich rzeczy bronia ludzie, ktorzy
            niekoniecznie rozumieja sztuke, wiec wola ubierac sie w wygodny
            stroj obroncow wolnosci wypowiedzi
    • Gość: ado Re: Artysta i mydlarze IP: *.chello.pl 09.03.09, 21:39
      Na jakiej odstawie ocenie Pan wystawę, skoro jej Pan nie widział?
      Poza tym po Pana tekście widać, że nie zna się Pan kompletnie na współczesnej
      sztuce.
    • Gość: ad oj Panie Wąsiu przeginka IP: *.chello.pl 09.03.09, 21:44
      ,,,Kosmetyki z ludzkiego tłuszczu, praca gdańskiej artystki Aliny Żemojdzin,
      to coś dokładnie odwrotnego. Karykatura. Różnica bierze się stąd, że Libera
      wiedział, co chce powiedzieć, a młoda artystka nie ma pojęcia.
      Przecież kolejne zdanie mówi, że wie co che powiedzieć! Poza tym nie
      widzieliśmy wystawy!!!"".

      Wg niej "projekt ma krytykować kult ciała i dążenie do piękna za wszelką
      cenę". Wie, że może się kojarzyć z eksperymentami nazistów, ale ona przecież
      tylko "kpi z siebie samej".

      ,,Jej promotor, rzeźbiarz Grzegorz Klaman, dodaje: "Temat ciała jest mi bardzo
      bliski, cieszę się, że moi studenci go podejmują". W następnym zdaniu sam
      sobie zaprzecza: "Zdawałem sobie sprawę ze skojarzeń historycznych (...) ale
      czy jest to temat, o którym w ogóle nie możemy rozmawiać?"

      Oby na pewno oba zdania się wykluczają?


      oj Panie Wąsiu
    • Gość: adam Jak Dorota Karaś udaremiła debatę.... IP: *.chello.pl 09.03.09, 22:13
      wyborcza.pl/1,75248,6354042,Jak_udaremnilismy_debate.html

      Jak udaremniliśmy debatę
      Dorota Jarecka

      CSW Łaźnia w Gdańsku odwołało wczoraj pokaz Aliny Żemojdzin, który tego samego
      dnia "Gazeta" określiła - jeszcze przed otwarciem! - jako "budzący
      kontrowersje". Moja koleżanka z redakcji w Gdańsku nie omieszkała zaliczyć tego
      pokazu do serii "kontrowersyjnych" wystaw, które w CSW Łaźnia odbywały się w
      poprzednich latach. Bo przecież i Katarzyna Kozyra tu wystawiała, i nawet
      Grzegorz Klaman.


      Takie stawianie sprawy jest intrygujące, atrakcyjne dla czytelnika, bo człowiek
      się zaczyna w końcu zastanowiać, co to musi być za perwersyjna grupka, ci
      artyści z Gdańska. I wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że w artykule zostało
      opisane wydarzenie, do którego jeszcze nie doszło. Skąd zatem wiadomo, że budzi
      kontrowersje?

      Jestem przekonana, że prawdziwe kontrowersje powstają wtedy, kiedy ludzie
      skonfrontują się z faktem artystycznym, a nie zanim ów fakt został udostępniony
      publiczności. Grozi tu powtórka sytuacji sprzed siedmiu lat, czyli przypadku
      "Pasji" Doroty Nieznalskiej. Największy skandal kulturalny III RP wybuchł z
      powodu pracy, którą kilka osób widziało na wystawie w galerii, nieco więcej w
      telewizyjnej migawce, a pozostali na zdjęciach. Za to wszyscy się o niej
      wypowiadali.

      O co tym razem chodzi? O pracę dyplomową absolwentki ASP w Gdańsku, której pokaz
      pt. "Promocja nowej linii kosmetyków aLine autorskiej marki Aliny Żemojdzin"
      miał się odbyć wczoraj. Częścią tego pokazu miały być kosmetyki wyszczuplające,
      wyprodukowane - jak podaje sama autorka - na bazie ludzkiego tłuszczu uzyskanego
      z liposukcji.

      To brzmi szokująco. Zgoda. Ale może trzeba wziąć poprawkę na element, który
      często dzisiaj pojawia się w pracach artystów: prowokację. Kiedy Joanna
      Rajkowska pokazała w warszawskim CSW wyprodukowane w limitowanej serii puszki z
      napojami, a na etykietach umieściła informacje, że powstały na bazie wyciągów z
      ciała artystki: gruczołu z piersi, rogówki oka, DNA i szarej substancji - też
      trzeba było to wziąć w nawias.

      Kiedy w 2005 roku na międzynarodowych targach sztuki w Bazylei artysta włoski
      Gianni Motti wystawił kostkę mydła, informując, że powstało z tłuszczu
      pozostałego po liposukcji Silvia Berlusconiego, chyba mało kto w to wierzył.
      Takie prace przeważnie mają inny cel niż tylko epatowanie publiczności perwersją
      - choć perwersja w nich zawarta ma swoje znaczenie. Te prace mają aspekt krytyczny.

      Praca Mottiego nazywała się "Czyste ręce" i miała być krytyką pozornie
      antykorupcyjnej polityki włoskiego premiera. Praca Rajkowskiej miała atakować
      konsumpcjonizm i obecne w kulturze uprzedmiotowienie kobiecego ciała. Podobny
      był cel Aliny Żemojdzin.

      Alina Żemojdzin wczoraj mnie przekonywała, że cała historia nie jest sfingowana.
      Specjalnie starała się o prawdziwy materiał. Niekoniecznie jestem za - i może
      wolałabym mniejszą dosłowność - ale nie o to chodzi. Chodzi o sposób prowadzenia
      debaty. Moim zdaniem debata została udaremniona.

      Rozmawiam z kuratorką Łaźni Agnieszka Kulazińską. Mówi, że żałuje, że w artykule
      opublikowanym w piątkowej "Gazecie" praca została sprowadzona do jednego aspektu
      i żadna z komentujących ją osób nie wzięła pod uwagę, że nie składa się tylko ze
      słoików z kremami. Na wystawie "Dzień kobiet awansem" miały być też elementy
      fikcyjnej kampanii reklamowej dotyczącej tego produktu: plakat, projekt
      billboardu, reklamowy katalog. A kontekstem tej pracy miały być inne prace
      feministyczne, autorstwa kilku artystek. Alina Żemojdzin uważa że ktoś, kto by
      to zobaczył w całości, nie mógłby już tego tak ostro traktować. I odsyła do
      dyrektorki Łaźni Jadwigi Charzyńskiej.

      Pytam panią dyrektor, dlaczego odwołała pokaz - przecież była szansa, by
      otworzyć debatę, a teraz nikt nie zobaczy "budzącej kontrowersje" pracy. Jadwiga
      Charzyńska mówi mi, że decyzję podjęła pod wpływem artykułu w "Gazecie". - Nie
      zgadzam się - mówi Charzyńska - na skojarzenie tej sztuki z Holocaustem. Na
      takim poziomie nie będę prowadzić debaty.

      Mogłabym to, co zrobiła Jadwiga Charzyńska nazwać cenzurą, lub autocenzurą.
      Powiedzieć, że otwartej już dyskusji się boi, że się wycofuje, bo stała się za
      trudna. Ale jak się oburzać, kiedy to my sami ją postraszyliśmy?

      Źródło: Gazeta Wyborcza
    • Gość: eh Jak Karaś udaremniła debatę... IP: *.chello.pl 09.03.09, 22:16
      wyborcza.pl/1,75248,6354042,Jak_udaremnilismy_debate.html
      Jak udaremniliśmy debatę
      Dorota Jarecka

      CSW Łaźnia w Gdańsku odwołało wczoraj pokaz Aliny Żemojdzin, który tego samego
      dnia "Gazeta" określiła - jeszcze przed otwarciem! - jako "budzący
      kontrowersje". Moja koleżanka z redakcji w Gdańsku nie omieszkała zaliczyć tego
      pokazu do serii "kontrowersyjnych" wystaw, które w CSW Łaźnia odbywały się w
      poprzednich latach. Bo przecież i Katarzyna Kozyra tu wystawiała, i nawet
      Grzegorz Klaman.


      Takie stawianie sprawy jest intrygujące, atrakcyjne dla czytelnika, bo człowiek
      się zaczyna w końcu zastanowiać, co to musi być za perwersyjna grupka, ci
      artyści z Gdańska. I wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że w artykule zostało
      opisane wydarzenie, do którego jeszcze nie doszło. Skąd zatem wiadomo, że budzi
      kontrowersje?

      Jestem przekonana, że prawdziwe kontrowersje powstają wtedy, kiedy ludzie
      skonfrontują się z faktem artystycznym, a nie zanim ów fakt został udostępniony
      publiczności. Grozi tu powtórka sytuacji sprzed siedmiu lat, czyli przypadku
      "Pasji" Doroty Nieznalskiej. Największy skandal kulturalny III RP wybuchł z
      powodu pracy, którą kilka osób widziało na wystawie w galerii, nieco więcej w
      telewizyjnej migawce, a pozostali na zdjęciach. Za to wszyscy się o niej
      wypowiadali.

      O co tym razem chodzi? O pracę dyplomową absolwentki ASP w Gdańsku, której pokaz
      pt. "Promocja nowej linii kosmetyków aLine autorskiej marki Aliny Żemojdzin"
      miał się odbyć wczoraj. Częścią tego pokazu miały być kosmetyki wyszczuplające,
      wyprodukowane - jak podaje sama autorka - na bazie ludzkiego tłuszczu uzyskanego
      z liposukcji.

      To brzmi szokująco. Zgoda. Ale może trzeba wziąć poprawkę na element, który
      często dzisiaj pojawia się w pracach artystów: prowokację. Kiedy Joanna
      Rajkowska pokazała w warszawskim CSW wyprodukowane w limitowanej serii puszki z
      napojami, a na etykietach umieściła informacje, że powstały na bazie wyciągów z
      ciała artystki: gruczołu z piersi, rogówki oka, DNA i szarej substancji - też
      trzeba było to wziąć w nawias.

      Kiedy w 2005 roku na międzynarodowych targach sztuki w Bazylei artysta włoski
      Gianni Motti wystawił kostkę mydła, informując, że powstało z tłuszczu
      pozostałego po liposukcji Silvia Berlusconiego, chyba mało kto w to wierzył.
      Takie prace przeważnie mają inny cel niż tylko epatowanie publiczności perwersją
      - choć perwersja w nich zawarta ma swoje znaczenie. Te prace mają aspekt krytyczny.

      Praca Mottiego nazywała się "Czyste ręce" i miała być krytyką pozornie
      antykorupcyjnej polityki włoskiego premiera. Praca Rajkowskiej miała atakować
      konsumpcjonizm i obecne w kulturze uprzedmiotowienie kobiecego ciała. Podobny
      był cel Aliny Żemojdzin.

      Alina Żemojdzin wczoraj mnie przekonywała, że cała historia nie jest sfingowana.
      Specjalnie starała się o prawdziwy materiał. Niekoniecznie jestem za - i może
      wolałabym mniejszą dosłowność - ale nie o to chodzi. Chodzi o sposób prowadzenia
      debaty. Moim zdaniem debata została udaremniona.

      Rozmawiam z kuratorką Łaźni Agnieszka Kulazińską. Mówi, że żałuje, że w artykule
      opublikowanym w piątkowej "Gazecie" praca została sprowadzona do jednego aspektu
      i żadna z komentujących ją osób nie wzięła pod uwagę, że nie składa się tylko ze
      słoików z kremami. Na wystawie "Dzień kobiet awansem" miały być też elementy
      fikcyjnej kampanii reklamowej dotyczącej tego produktu: plakat, projekt
      billboardu, reklamowy katalog. A kontekstem tej pracy miały być inne prace
      feministyczne, autorstwa kilku artystek. Alina Żemojdzin uważa że ktoś, kto by
      to zobaczył w całości, nie mógłby już tego tak ostro traktować. I odsyła do
      dyrektorki Łaźni Jadwigi Charzyńskiej.

      Pytam panią dyrektor, dlaczego odwołała pokaz - przecież była szansa, by
      otworzyć debatę, a teraz nikt nie zobaczy "budzącej kontrowersje" pracy. Jadwiga
      Charzyńska mówi mi, że decyzję podjęła pod wpływem artykułu w "Gazecie". - Nie
      zgadzam się - mówi Charzyńska - na skojarzenie tej sztuki z Holocaustem. Na
      takim poziomie nie będę prowadzić debaty.

      Mogłabym to, co zrobiła Jadwiga Charzyńska nazwać cenzurą, lub autocenzurą.
      Powiedzieć, że otwartej już dyskusji się boi, że się wycofuje, bo stała się za
      trudna. Ale jak się oburzać, kiedy to my sami ją postraszyliśmy?

      Źródło: Gazeta Wyborcza
      • Gość: helgo Re: Jak Karaś udaremniła debatę... IP: 172.25.252.* 09.03.09, 23:15
        dajy juz spokoj tej biednej Jareckiej. mam wrazenie, ze ona tam z
        warszawki nie do konca wiedziala o czym pisze.
    • Gość: czytelnik mydło i powidło, czyli felieton marka wąsa IP: *.chello.pl 10.03.09, 02:40
      Panie Marku, jak widać stoi Pan murem za swoją redakcyjną koleżanką, Panią Karaś,
      która swoim tekstem wpisała się w styl radio maryjnej debaty o
      sztuce, to żenujące, że taki tekst o wystawie, nastawiony na skandal
      i wielkie szoł wyszedł z redakcji GW, jak można nazwać wystawę
      kontrowersyjną jeszcze przed jej zobaczeniem, czy z premiery
      teatralnej piszemy recenzję z III generalnej? Szukanie skandalu w
      czymś czego jeszcze nie widzieliśmy, bo przecież całą akcja premierę
      miałą mieć w piątek, przypomina mi to jak niszczono sztukę
      wymienionych zresztą w tekście innych polskich artystów. Gdańsk
      miastem wolności, zacofania i widać również prasowej nagonki!
      • Gość: hekta Re: mydło i powidło, czyli felieton marka wąsa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.09, 09:01
        „czytelnik” chcialby ocenzurowac gazete. i co najgorsze nie jest
        tego swiadomy
        • Gość: Koneserka Re: mydło i powidło, czyli felieton marka wąsa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.09, 11:49
          Kultura kocha dyletantów a felieton pana Wąsa jest tego klinicznym
          przykładem. Z faktu, ze panu redaktorowi praca A. Żemojdzin kojarzy
          się "historycznie" a pani Karaś wydała się kontrowersyjna niewiele
          wynika, bo na przykład mnie oraz mojemu szwagrowi i cioci Mani praca
          (z opisu) się podoba. Nie budzi żadnych negatywnych skojarzeń, a
          wrecz przeciwnie wydaje się być niezwykle celnym, ironicznym
          komentarzem do wszechoobecnej pogoni za szczupłością i młodością. I
          co z tego wynika - a tylko tyle że my pogawędzimy sobie we własnym
          gronie a Pan z redaktorką Karaś (tacy sami dyletanci w dziedzinie
          sztuki jak ciocia Mania i ja) opiszecie swoje teorie spiskowe w GW,
          dobrze, że trójmiejskiej.
        • Gość: kleo Re: mydło i powidło, czyli felieton marka wąsa IP: 172.25.252.* 10.03.09, 21:44
          brawo dla pani doroty karas za dzisiejsza riposte w gw , mysle, ze
          p. jarecka zarumieni sie choc troche gdy zobaczy swoja sztuczna poze
    • Gość: z trojmiasto.pl Re: Artysta i mydlarze IP: *.chello.pl 11.03.09, 21:59
      Skandal w Łaźni, czyli o pokazie, który się nie odbył
      kultura.trojmiasto.pl/Skandal-w-Lazni-czyli-o-pokazie-ktory-sie-nie-odbyl-n31925.html
      10 marca 2009 (278 opinii)
      Tak wyglądają kosmetyki wyszczuplające Aliny Żemojdzin - przedmiot sporu
      trójmiejskich artystów.

      powiększ zdjęcie mat. prasowe

      Tak wyglądają kosmetyki wyszczuplające Aliny Żemojdzin - przedmiot sporu
      trójmiejskich artystów.


      Reklama kosmetyków wyprodukowanych z ludzkiego tłuszczu.

      powiększ zdjęcie mat. prasowe

      Reklama kosmetyków wyprodukowanych z ludzkiego tłuszczu.



      W Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia 6 marca ruszyły projekty pod zbiorczym
      tytułem "Dzień Kobiet Awansem". Największe emocje wzbudził jednak pokaz, który
      się nie odbył.


      Chodzi o pokaz nietypowej linii kosmetyków aLine, wyprodukowanych przez artystkę
      Alinę Żemojdzin, jako jej pracę dyplomową na ASP. Studentka gdańskiej Akademii
      Sztuk Pięknych zaprezentowała kosmetyki wyszczuplające, które stworzyła na
      bazie... ludzkiego tłuszczu, uzyskanego po liposukcji, czyli usunięciu nadmiaru
      tłuszczu z ciała.

      Pomysł wywołał burzę w trójmiejskim środowisku artystycznym. Zarzucono artystce
      inspiracje metodami nazistów, którzy, jak opisany przez Zofię Nałkowską w
      "Medalionach" profesor Spanner, z ludzkiego tłuszczu produkowali mydło.

      Konflikt wybuchł w dniu pokazu, po jego opisaniu na łamach "Gazety Wyborczej".
      Zapowiedź wywołała silne protesty niektórych artystów, chociaż zdania na temat
      pokazu Aliny Żemojdzin były podzielone. W konsekwencji dyrektorka CSW Łaźnia,
      Jadwiga Charzyńska, zrezygnowała z przygotowanej na ten dzień prezentacji
      kontrowersyjnych kosmetyków.

      - Zanim odbył się pokaz, gazeta już zrobiła wokół niego aferę kryminalną, że
      dziewczyna biegała ze słoikiem po dworcu, by zdobyć ludzki tłuszcz - mówi
      Jadwiga Charzyńska. - Na takie działania stanowczo się nie zgadzam, dlatego
      podjęliśmy decyzję o odwołaniu pokazu. Sprawą zainteresowała się policja, a
      dziewczyna, przez reakcję gazety w stylu znanych tabloidów, może mieć kłopoty.

      Dyrektorka Łaźni zapewnia, że jej instytucja nie boi się podejmować tematów
      ryzykownych, czy dyskusyjnych. - Niedawno prezentowaliśmy wystawę poświęconą
      transgenicznemu Króliczkowi GFP autorstwa Eduardo Kaca. Pod koniec kwietnia
      zaprezentujemy projekty-instalacje Mireii Sallarès pod tytułem "To Have & To
      Lose [Mieć i stracić]", w którym trzy kobiety, będą mówić o swoim życiu intymnym
      i rolach do jakich zostały przeznaczone.

      Jadwiga Charzyńska nie kryje również pretensji wobec macierzystej uczelni Aliny
      Żemojdzin. - To wina uczelni, która nie przygotowała właściwie artystki na
      konsekwencje jej wystawy. Trzeba mieć świadomość, jak przygotowywać podobne
      tematy, aby nie łamać prawa. Tak jak zrobił to Eduardo Kac.

      Ze stanowiskiem dyrektorki CSW Łaźnia nie zgadza się Grzegorz Klaman, promotor
      artystki. - Praca Aliny Żemojdzin została oceniona celująco. Dyplom oceniało
      zróżnicowane grono pracowników ASP, w tym przedstawiciele klasycznego
      rzeźbiarstwa, i nie wzbudził on żadnych kontrowersji. Jest to bardzo dobrze
      przeprowadzona symulacja kampanii promocyjnej, w zamyśle stworzona na pograniczu
      fikcji i realności. To, że Łaźnia odwołała pokaz jest żałosne i żenujące, a
      zachowanie dyrektorki Łaźni jest skandaliczne. To Łaźnia jest odpowiedzialna za
      cały ten konflikt.

      Grzegorz Klaman ostro krytykuje też przeciwników wystawy, w tym Pawła Huellego,
      który nie krył oburzenia promocją kosmetyków z ludzkiego tłuszczu. -
      Zadziwiające, że autorytetem w sprawie sztuki w Trójmieście jest Paweł Heulle,
      który nie ma o niej pojęcia. Huelle kolejny raz serwuje prostackie opinie na
      temat sztuki i wszędzie ciągle węszy ślady nazizmu - mówi zbulwersowany
      kierownik Pracowni Intermedialnej ASP w Gdańsku i kurator Instytutu Sztuki Wyspa.

      Kosmetyki linii aLine zostaną jednak pokazane, tyle że nie w Centrum Sztuki
      Współczesnej Łaźnia a w Instytucie Sztuki Wyspa. - Chcemy zaprezentować większą
      wystawę prac studentów ASP, w tym pracę Aliny Żemojdzin, ale w innym kontekście,
      niekoniecznie z perspektywy ludzkiego tłuszczu - kończy Grzegorz Klaman. - W
      ciągu 2-3 tygodni przygotujemy tę wystawę.
      Portal regionalny trojmiasto.pl
      autor

      Łukasz Rudziński
    • Gość: marika Re: Artysta i mydlarze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.09, 12:43
      to nie ma nic wspolnego ze sztuka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka