Dodaj do ulubionych

minął rok

IP: *.* 21.03.03, 09:40
Jestem stałą czytelniczkę tego forum i wreszcie postanowiłam napisać w tzw. rocznicę. Tak sobie podsumuję - dobrze? 1 kwietnia (zaczyna się prima aprilisowo)mój mąż zakomunikował, że miłość się skończyła, że nie wystarczamy sobie emocjonalnie, że nikogo nie ma, ale ma dosyć takiego życia. Zakomunikował mi to mój przyjaciel, z którym łączyła mnie miłość, wspólne cele, wspólne zainteresowania, podobne patrzenie na świat a przede wszystkim dwie córki - wtedy roczna i trzyletnia. W ciągu dwóch tygodni się wyprowadził... a ja? Świat na chwilę umarł, zgasł, nie jadłam, nie spałam, osiwiałam, płakała tak mocno, że myślałam że mocniej się już nie da, prosiłam, każdy gest, każde jego słowo odczytywałam jak oznakę chęci powrotu - przecież mamy dzieci, przecież tak jeszcze niedawno zapewniał, że kocha...To jedna strona, drugą odkryłam niespodziewania dla samej siebie - zaczęła sie wiosna, świat był taki optymistyczny, taki piękny... Moje dzieci widziały mnie troszkę smutną, ale nigdy nie płaczącą, byłam strasznie zmęczona, więc chodziłam z nimi spać (koszmary i płacze zaczynały sie jak one już spały). Dostałam nagle takiego kopa w górę... Zrozumiłam, że nie mam innego wyjścia tylko żyć dalej, mądrze żyć. Usiadłam i popatrzyłam wgłąb siebie- kim ja jestem, co mam w sobie, za co sie lubię, a za co nie, co mogę zaofiarować innym. Umierałam w nocy, a w dzień byłam radosna, uśmiechnięta, dynamiczna. Pojechałam z dziewczynami na wakacje 1500 km w jedną stronę (ja która najwięcej za jednym zamachem zrobiłam 60), jeździłam sama w góry (bo je kocham, to dlaczego mam sobie odmawiać przyjemności tylko dlatego że jestem sama), ponownie odkryłam fotografię (robię wystawę dla moich znajomych), w te samotne wieczory nasłuchałam sie tak dużo pięknej muzyki, przeczytałam tak dużo mądrych i pięknych książek, w zimie jeździłam na nartach, teraz zacznie się rower, co dwa tygodnie dziewczyny jadą do taty - ja mam tyle czasu na kino, znajome, na rozmowy, kawę...Co po tym roku wiem? Że na pewne rzeczy nie mamy wpływu, ale mamy wpływ na drogę która sobie wybierzemy, co się z nami stanie zależy tylko od nas...Jak jest po roku? - jeszcze troszkę bolą wspomnienia, ale coraz mniej, moje dziewczyny są starsze o rok, bardziej samodzielne (hahaha), znów zaczyna się wiosna, która znów doda mi nowej siły, nie mam żadnego faceta (chyba gwałt emocjonalny, który przeżyłam uniemożliwia mi to), mam spokój, marzenia, radość życia - tak często nachodzi mnie myśl, że jest mi dobrze... trochę dziwne...Oczywiście to wszystko niemożliwe byłoby gdyby nie rodzina i życzliwi ludzie - do których i Wy się zaliczacie. Dzięki
Obserwuj wątek
    • Gość: goga Re: minął rok IP: *.* 21.03.03, 10:11
      Ach!Rozmarzylam sie...Co za piekny , spokojny i pelen ciepla list.Ja tez chce byc juz spokojna , radosna itd..Ale pewnie duzo pracy przede mna!Staram sie!I wierze , ze mi sie uda. Wierze w ludzi i ich zyczliwosc...Wierze , ze jeszcze bede szczesliwa!A Tobie zycze... OBY TAK DALEJ!!!!Mag
    • Gość: bubu Re: minął rok IP: *.* 21.03.03, 11:14
      Agatko dziękuje Ci za ten post.Bubu
    • Gość: ZosiaN Re: minął rok IP: *.* 23.03.03, 20:10
      Agatkasmile)))))))))))Ale piękny postsmile))))))))))Mi w sumie też jest teraz dobrzesmile)) Zaczyna do mnie w końcu trafiać kim tak naprawde jestem. Zaczynam robic rzeczy o których do tej pory tylko marzyłam (marzenia z serii "fajnie by było, ale gdzieżbym śmiała"). Z byłym świetnie się dogaduję - hehehe takie układy dobre mamy, że potrafi mi opowiedzieć, jak się pokłócił ze swoja obecną hihihihi (ach te drobne przyjemności hihihi), mam przyjaciół, spotykam sięz nimi, nie jestem zamknieta w 4 ścianach. Po prostu znów żyć zaczynamsmileJa tez tak jakoś bardzoej świadomie żyję - widzę, ze nie mam czasu po prostu na robienie nudnych, głupich rzeczy, na pielęgnowanie złości, nerwów i takich tam; że tyle muszę Ali pokazać jeszcze - przede wszystkim jak być szczęśliwąsmile))Jasne, że tak wiele rzeczy bym chciała! Ale nigdy tak nie będzie, że człowiek będzie miał wszystko, zawsze będzie coś do "chcenia"smileBuziaki dla Wszystkichsmile)))))))))))))ZosiaN
      • Gość: tas Re: minął rok IP: *.* 24.03.03, 09:17
        Agatkosmile Dziękuje za tego postasmile Ja również zaczynam doceniać, że znowu jestem Panem Swojego Losusmile Chociaż szukam i nie mogę znależć pracysad Tylko jej mi brak do pełnego szczęścia! Wiem, ze za jakiś czas napiszę takiego posta jak Ty!
      • Gość: bubu Re: minął rok IP: *.* 24.03.03, 09:40
        Powinnyśmy częsciej pisać o naszych sukcesach, o tym, że jesteśmy z czegoś zadowolone, coś nam się udało, przecież życie samodzielnej to nie tylko pasmo problemów, dylematów.Drobie mamy piszmy więcej o naszych radościach i dzielmy się nimi z innymi, to zawsze powoduje, że pojawia się uśmiech i myśl ,,mi też się wszystko ułoży, ja też odniosę sukces""
    • Gość: agatalesnik Re: minął rok IP: *.* 24.03.03, 13:21
      bardzo lubię czytać takie posty! :hello:, ja też 1,5 roku po rozstaniu! już po rozwodzie! ja też dowiedziałam się, ze koniec gdy syn miał miesiąc, szok, płacz, ale tak sobie myślę, ze on mnie uratował, facet który był całym życiem!! ale trzeba było wziąść się w garść, 2dzieci, dom, praca i wy drogie kumpelki z forum, poznałam dziewczyny które mnie wspierają do tej pory. pozbierałam się, nauczyłam być bez niego, zaczełam robić rzeczy na któe niby nie miałam czasu, odnowiłam znajomości. czytałam, chodziłam do kina, bardzo cenie sobie chwile samotności w domu, kiedy tata zabiera ich do siebie i chyba jestem inną kobietą. wiem ile jestem sama warta, a to chyba najtrudniej stwierdzić, kiedy całe dotychczasowe życie było się przy nim.Jestem zadowolona z tego co mam!! i to chyba jest najważniejsze, może decyzja o byciu samej to najtrudniejsza w zyciu i spokojny rozwód, ale w pewnym sensie jestem z siebie dumna!! nie pogrzebałam tego w co wierze, nie straciłam szacunku dla samej siebie.pozdrawiam wszystkie samodzielnie mamy, życzę pogody i wiary w wiosenny optymizm!!! :hello:
    • Gość: hanna Re: minął rok IP: *.* 24.03.03, 23:16
      Agatko, ja także dziękuję za piękny post. Ja też przeszłam moje małe piekiełko straconych nadziei, złudzeń, że jak dam z siebie wszystko to się między nami ułoży. Umierałam, czekając kiedy on się do mnie odezwie, gdy obrażony nie dzwonił tygodniami, nie interesował się dzieckiem. Wylałam oceany łez. I w końcu się otrząsnęłam. Powiedzialam dość. Wyrwałam się z niewoli. Mieszkaliśmy przez krótki czas razem i nie udało się. Czułam się jak zaszczute zwierzątko. Wyprowadziłam się z jego mieszkania, wróciłam do rodziców. Nie daję się już zastraszać, szantażować, nie pozwalam mu grać na swoich uczuciach, nie pozwalam się wykorzystywać, manipulować.On to źle znosi, uciekła mu ofiara; kusi bym wróciła. A ja, pomimo nękających mnie problemów, czuję się o niebo lepiej. Odzyskałam swoją godność, choć nie mam mieszkania, nie mam pieniędzy.Odpuściłam sobie to mieszkanie, które nigdy nie było moje, choć tak bardzo chciałam. Nauczyłam się cieszyć się tym co mam, cieszyć się każdym dniem i już nie rozpaczam, że czegoś tam nie mam. Zaczęłam spotykać się z ludźmi (za czym on nie przepadał), założyłam internet, choć może jest teraz ponad moje możliwości finansowe, ale nie żałuję, bo dzięki niemu także nawiązuję kontakty z ludźmi. Czuję, że nie stoję w miejscu, że się rozwijam. Nagle pojawiają się ludzie, którzy oferują mi swoją pomoc i ja jestem bardziej otwarta na innych. I to jest cudowne uczucie!!! W środku,w serduchu czuję spokój i radość życia, no czasem miewam oczywiście gorsze dni, gdy czuję wściekłość, mam poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, ale chyba teraz częściej cieszę się życiem, mimo trudności, mimo bolesnych życiowych niespodzianek. Teraz, gdy tata jest ciężko chory, tym bardziej doceniam każdą chwilę życia, tym bardziej każdy dzień jest cenny.Jeszcze raz dziękuję i życzę Wam wszystkim spokoju ducha i radości życia. Mamy sznsę uczynić nasze życie lepszym, niż było do tej pory. Nasz los jest w naszych rękach!!! Pozdrawiam, Ania :hello:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka