Dodaj do ulubionych

Witam ponownie

04.06.05, 11:51
No to od wczoraj jesteśmy w domku i mogę kontynuować swoją opowieść z 31
maja(37tydzień 6 dzień). smile Ostrzeżenie - będzie długo.

Tak jak pisałam - o 9 odszedł mi czop śluzowy ale nic się nie działo. Dałam
więc znać męzowi przez gg (ja w Tarnowie, on w Krakowie, 80 km do pokonania)
żeby wypisł urlop od pierwszego czerwca i czekał na rozwój akcji. W odpowiedzi
chciał mnie wysłać do szpitala, bo rozmawiał z kolegami i że to mogę w każdej
chwili zacząć rodzić. Jakoś udało mi się go uspokoić, że sam czop nie
kwalifikuje mnie do przyjęcia do szpitala - można rodzić później (średnio po
tygodniu, ale reguły nie ma).
Ponieważ mój pan doktor akurat we wtorek pracuje w przychodni a dyżur w
szpitalu dopiero w środę grzecznie się położyłam odliczając ile mi zostało do
23 (zakładałam, że dopiero wtedy będzie mógł dojechać, jest super lekazem i
teraz przed urlopem przyjmuje nawet do 22).
O 14 zjadłam sobie obada - makaron z serem i truskawkami - mhm, pychota.
A o 15 się zaczęło - skurcze słabe ale co 6-7 minut. Dałam cynk mężowi, żeby
zaczął zbierać się z pracy i przyjeżdżał. Umówiliśmy się, że jak będzie w
rejonie szpitala to zadzwoni do mnie i sprawdzi czy już ma skręcać czy może
przyjechać do domu. Pół godziny później zadzwoniłam do lekarza, ustaliliśmy że
czekam że to mogą być przepowiadające, chociaż ja byłam już w 100% pewna że do
1 czerwca to nie doczekam z wyjazdem do szpitala. No i miałam racje.
O 17 poszłam do łazienki - pojawiło się plamienie, skurcze co 3-4 minuty,
krótkie ale mocniejsze niż poprzednie. A męża niet. Koło 17:30 zadzwonił że
jest już blisko więc się ubrałam, skonsultowałam się z moim lekarzem, że to
pora na mnie i zaczęłam się zbierać. Przed 18 wyszłam z tatą na parking, żeby
mąż nie latał do domu bo nie ma czasu i o 18 zameldowaliśmy się na izbie
przyjęć. Oczywiście masa papierów do wypełnienia - najpierw kilka przy
przyjęciu, potem na bloku porodowym.
Na oddziale położna mnie zbadała - stwierdziła rozwarcie na 5 cm, zaaplikowała
hegar (kolejna skomplikowana nazwa czegoś tak prostego jak lewatywa) i
niestety uziemiła na leżąco, żeby w trakcie wypróżniania nie doszło do
pęknięcia błon płodowych i wypadnięcia pępowiny. A potem na łóżeczko i zapis
KTG. i tak przez dłuższą chwilę niestety. Potem badanie przez lekarza,
przebicie pęcherza i dalej zapis. Dopiero przy 8 cm pozwolili mi siedzieć na
piłce żeby główka zeszla niżej(tutaj nie ominął mnie kryzys 7-8cm, ale odrwotu
nie ma - poród to bilet tylko w jedną stronę). W tym samym czasie dostałam
kroplówkę chyba z pyralginy (przynajmniej tak mi się wydaję) że niby trochę
przeciw bólowa i rozlużniająca i maseczkę tlenową. Z akcją na piłce poszło
szybko - posiedziałam z 5 minut - główka rzeczywiście zeszła niżej i pojawiły
się skurcze parte. Niestety lewatywa nie wyczyściła mi jelit w 100% więc była
szbyka akcja z powrotem na łóżko i myciem, bo dziecko tuż za rogiem smile.
Położna starała się chronić krocze, ale do pękniecia i tak doszlo - efekt 5
szwów (tylko 5, wcześniej miałam sporo). Piotruś urodził się po drugim skurczu
0 19:50 (3150g, 55cm 9pkt) , na chwilę dostałam go na okryciu na brzuch a
potem dalsza obróbka - on na badania a ja czekam na łożysko, kontrolę i
szycie. W trakcie szycia miałam malucha już opatulonego na ręku - potem
przerwa dwu godzinna na obserwację malucha i mnie i odjazd na salę. W
międzyczasie dzwonił mój lekarz, trochę się zdziwił jak mu połozna
powiedziałą, że już po, przekazał gratulacje a pogadaliśmy w środę.
O 22:30 odwiedziła mnie koleżanka z którą byłam na patologii (w poniedziałek
miała cesarkę). Chwilę poplotkowałyśmy, ja kręciłam się koło łóżka i
rozpakowywałam. Potem z położna poszłam do łazienki - pierwszy raz nie wolno
samej opuszczać łóżka - możliwe zawroty głowy). W sumie było Ok. Jeszcze w
trakcie porodu żartowałam z lekarzem, że tytuł jednego z papierków do
wypełnienia jest ciekawy - "zgoda na odbycie porodu". Tak jak bym mogla się
nie zgodzić smile - to mały lokator tu decyduje a nie ja.

Z karmieniem jest dobrze. Pierwszą dobę Piotruś w zasadzie przespał - budził
się tylko w trakcie zabiegów (kąpiel, badanie) ale szybko zasypiał, nie zawsze
coś jedząc. Od czwartku ruszył do akcji - efekt jest taki, że am trochę
zmasakrowane brodawki (a myślałam, że za drugim razem tego unkinę) i teraz
karmię przez kapturki.

to było na tyle -pisalam na raty więc może brakować spójności.
Pozdrawiam wszystkie mamy - te przed porode mi te po. Dla tych pierwszych
życzenia szybkiego porodu a dla wszystkich zdrowych maluszków.

Ps. Jeszcze tylko zmiana suwaczków przede mną ale to innym razem.
Obserwuj wątek
    • romilka Super!! 04.06.05, 11:55
      Ale fajnie!!ZAzdroszcze bardzo i ciesze sie ze wszystko jest ok!!CAluski dla
      ciebie i calej rodzinki!! smile

      img138.echo.cx/img138/6129/zmianarozmiarurotationofdsc021.jpg
      • noshadow Re: Super!! 04.06.05, 12:17
        po twoim humorze widze, ze porod byl spoko, ale mnie i tak to przeraza heheh.
        Ja szykuje sie do cc..
        • lolo09 Re: Super!! 04.06.05, 12:36
          no to super!!!
          jeszcze raz gratulacje smile)))))))))))
          • mamagocha Re: Super!! 05.06.05, 19:28
            Moje gratulacjesmile)))
    • oliwe Re: Witam ponownie 04.06.05, 12:37
      Gratuluję i zazdroszczę. Powiedz proszę co było najgorsze. To twój drugi poród więc nic cie pewnie nie zszokowało. Ja staram się nastawić na różne scenariusze
      a najbardziej boję się tego, że zdarzy się coś czego nie przewidziałam.
      • ewucha28 Re: Witam ponownie 04.06.05, 13:09
        fantastycznie,jeszcze raz grtulacje wink)))))
      • anna.michal Re: Witam ponownie 04.06.05, 21:30
        Przewidzieć wszystkiego się nie da, ale zobaczysz będzie dobrze, dasz radę.
        co do pytania co było najgorsze to po kolei:
        - wypróznienie się do basenu na leżąco po hegarze i zakaz kąpieli - rozwarcie 5
        cm i napierający pęcherz płodowy - ryzyko że pęknie w trakcie i może wypaść
        pępowina, więc położna mnie uziemiła na dobre.
        - leżenie podczs ktg - brr - nie jest to najbardziej komfortowa pozycja do
        znoszenia bóli, lepiej chodzić siedzieć na piłce.
        - kryzys 7-8 cm - nie będę oszukiwać bolało jak jasna cholera (nie mialam
        znieczulenia, zresztą z tego co wiem to i tak podaje się go przy 3-5 cm, bo
        później może spowalniać akcję). Ja na boku z ktg, mąż informuje o skurczu bo
        obserwuje zapis i pociesza "dasz radę" (z bajki bob budowniczy, ulubione hasło
        mojego trzylatka). Kurcze tak jakbym nie wiedziała, że skurcz. Wkurzające.
        - potem to chyba już z górki - ponieważ łożysko było niekompletne to miałam
        łyżeczkowanie - dziwne uczucie jak coś ci jeździ i drapie od środka, potem
        założenie w znieczuleniu miejscowym szwów na pęknięcie. (za pierwszym razem
        dostałam znieczulenie ogólne więc co lekarz robił ze mną przez godzinę to nie
        wiem, napewno starannie nakładał szwy)
        - później mogą być problemy przy siedzeniu i wstawaniu z łóżka - teraz miałam
        kilka szwów więc było mi łatwiej niż za pierwszym razem.
        - a i jeszcze wypróżnianie się po porodzie (problem raczej psychiczny, bo szwy
        nie mają prawa puścić)- z tym też może być kiepsko dlatego polecam zwrócenie się
        do położnej o czopek glicerynowy. Ja ten problem jeszcze mam niestety.

        Chyba tyle.
        Pozdrawiamy smile
    • mamalgosia Re: Witam ponownie 04.06.05, 18:25
      Jednego zazdroszczę: że tak szybko...
    • guleranda Re: Witam ponownie 04.06.05, 19:11
      Gratuluje!!!Całuski dla Piotrusia.Niech je pieknie i rosnie zdrowiutko
    • koleandra Re: Witam ponownie 05.06.05, 20:23
      Gratulacje, jesli było tak fajnie jak opisałas to zazdroszczę smile
      A jesli chodzi o tą "zgodę na odbycie porodu" to mój lekarz o tym wspominał i
      jesli w moim przypadku każą mi rodzic naturalnie to ja takiej zgody
      prawdopodobnie nie podpiszę sad ... jesli się ułożenie dziecka nie zmieni. To by
      była moja ostatnia deska ratunku, dobrze że jednak można na poród nie wyrazic
      zgody wink hihi
      • anna.michal Re: Witam ponownie-koleandra 05.06.05, 22:17
        no w twoim przypadku to ma to sens.
        Nie ma co się męczyć i ryzykować zdrowie swoje i dziecka - szanse na obrót coraz
        mniejsze a te 4 kilo to nie tak mało. Mogło by się okazać że i tak po iluś tam
        godzinach naturalnego musieliby cię wziąć na cięcie więc tym bardziej lepiej od
        razu. W takich przypadkach jestem za cesarką. (generalnie pomysł na życzenie
        gdy naprawdę jest wszystko ok wydaję mi się kiepski, rozmawiałam z dziewczynami
        po i tylko mnie w tej opini utwierdziły, ale to tak na marginesie)

        Pozdrawiam
    • anna.michal A tutaj moja relacja z porodu. :-) 31.05.06, 14:49
      To już rok.
      • elyzabeth4 Re: A tutaj moja relacja z porodu. :-) 31.05.06, 15:11
        A tu życzonka Buziaczki!!!!!!!!!!!!!
        aż się wzruszyłam wink)))))))))))))))))
        • romilka Roczek ;-) 31.05.06, 22:59
          Gratulacje!!!!!!!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka