mam uczucie, ze za malo bawie sie z synem. sama praca mnie nie meczy, zatem
gdyby nie temperatura otoczenia sil starczyloboby, ale.... kajcik coraz
czesciej zajmuje sie sam soba, czasami godzine nic przy nim nie robie ( tzn
obserwuje co robi i czy nie trzeba interweniowac). z drugiej strony mysle
sobie, ze przeciez jesli bawi sie i mnie nie wola, nie marudzi, to chyba jest
mu dobrze? a jesli jest ok, to dlaczego mam tego durnego kaca?