linka4
27.12.06, 11:26
Dziewczyny jeśli możecie nie zrażajcie się i przeczytajcie do końca.Wesoło
nie będzie.Piszę to ponieważ wiem że na was można liczyć,że pprzeczytacie i
może zrozumiecie.Więc zaczynam...Jestem DDA (tzw. Dorosłe Dziecko
Alkoholika).Mój ojciec pije całe moje życie a nawet wcześniej, Z dzieciństwa
pamiętam ciągłe awantury, bicie mamy , wyzwiska, potem gdy byłam starsza ja
też dostawałam, a raczej biłam się z nim w obronie mamy.Moja mama robiła
wszystko byśmy tego nie odczuwały, ale nie potrafiła zrobić tego jednego:
odejść.Nie mam jej tego za złe i bardzo ją kocham bo mimo wszystko stworzyła
nam jaki taki dom.Wracając do DDA to mam różne typowe dla takich ludzi
objawy.Jeden to to że nie potrafię się otworzyć i chyba ztąd moje pisanie
tutaj(pamiętnik już nie wystarcza),boję się zaufać innym, boję się ludzi,
jestem okropnie nieśmiała.Brzydzę się alkoholików, boję się ludzi
pijanych.Nie znaczy to że nigdy nie piję, owszem lubię się napić ale rzadko,
w miłym gronie, piję wtedy mało, poprostu dla towarzystwa.
Przechodzę do tego najważniejszego wątku.Poznałam w końcu faceta, pokochałam,
zaszłam z nim w ciążę i dlatego jestem tu z Wami, bo urodził się Kamilek.Mój
M pochodzi z jeszcze bardziej zkrzywionej rodziny, u niego piją oboje
rodzice.Ale on jest dobrym facetem.Największy problem jest taki,że od
września mieszkamy u niego w domu.Mamy dwa pokoje i kuchnię (wyremontowane i
urządzone dzięki mojej mamie).Lazienkę niestety mamy wspólną u nich na
górze.Moja wspaniała teściowa na trzeżwo do wszystkiego się wpier..., a po
pijanemu wyzywa mnie od k..., c..., sz..., i wiele wiele innych, to nie
znaczy że nie wyzywa Seweryna, jemu też się czasem dostaje ale on ma miękkie
serce i jej szybko wybacza.Ja nie wybaczyłam swojemu ojcu i jej też nie
potrafię.Od września jest ze mną coraz gorzej, powróciły stare lęki z
dzieciństwa, boję się każdego nowego dnia.Wszystko mnie doprowadza do łez,
zaczynam nienawidzić męża za to że musimy tu mieszkać.Nic mnie nie cieszy, a
co najgorsze czasem życzę jego matce śmierci.Wszyscy mają mnie za wesołą i
pogodną, bo ja odżywam gdy idę do kogoś lub ktoś przychodzi do mnie.Najgorzej
jest gdy zostaje sama w czterech ścianach i wiem że ona jest na górze.Boję
się że Kamilek zacznie o coś płakać i ona odrazu rozpowie że robię mu krzywdę
(tak już mówiła o jednej synowej),przez to Kamilek robi się nieznośny bo wie
że jak tylko zapłacze to ja rzucam wszystko i zajmuję się nim.Ona rujnuje
moje życie, a ja nic nie mogę zrobić, bo nikt mnie nie rozumie. Mój M
twierdzi że jestem dziecinna.A najważniejsze dla mnie jest dobro mojego
synka, a zgotowałam mu takie piekło jakie sama miałam, krzyki , awantury i
ciągle zdenerwowana mama.Dziękuję tym co dotrwały!