Dodaj do ulubionych

Poradźcie...

24.03.07, 21:27
Dziewczyny z tego powodu że naprawdę brakuje mi kontaktu z ludźmi i nie wiem
kogo poprosić o radę, więc pomyślałam o Was...

Nie układa mi się w małżeństwie, powiedziałabym nawet że bardzo się nie
układa, ciągle się złoszczę, płacze, a dobrze jest głównie wtedy gdy mojego
męża nie ma w domu i porozumiewamy się esemesami. Wtedy jest dobrze. A na
codzień po prostu się nie dogadujemy. Nie widzę szans na poprawę tego, wogóle
na jakiś ratunek dla mojego małżeństwa. Co miesiąc myśle sobie że jeszcze ten
jeden przeczekam z decyzją o rozstaniu, że może będzie lepiej, a jest tylko
gorzej.

Dzisiaj doszłam do wniosku że naprawdęjuż nie chcę się starać. Tylko mój
synek... To znaczy nasz synek. Jest jeszcze malutki i myśle że teraz mniej
przezyje rozstanie rodziców niż za jakiś czas gdy będzie więcej rozumiał. Też
tak myślicie?

Już mam dość... Najlepiej mi jest samej z synkiem. Wiem że sobie poradze.
Obserwuj wątek
    • kasia2705 Re: Poradźcie... 25.03.07, 09:11
      ooooooooooooooooooooooj...

      Bardzo mi przykro, ze tak Wam sie nie uklada. Znam ten problem, moje malzenstwo
      tez nie nalezalo do najszczesliwszych, bylo w nim coraz wiecej smutku, klotni i
      problemow a coraz mniej usmiechu i radosci. Zlapalam sie na tym, ze bylo mi zle
      na sama mysl, ze nadchodzi weekend i bede "musiala" spedzic dwa dni z mezem.
      Rownia pochyla. Podjelam wiec decyzje o rozstaniu i to byla najlepsza decyzja w
      moim zyciu. Jest jednak zasadnicza roznica - nie mielismy dzieci. Dla odmiany -
      ja za mezem przyjechalam za granice, zostawilam Polske i dom. Mimo to
      zdecydowalam sie na rozstanie i pozostanie w Danii i nie zaluje.
      Anulka - dziecko zmienia wiele spraw ale nie wierze w bycie razem DLA dziecka.
      Przemysl wszystko bardzo dobrze, daj sobie czas, podejmij decyzje a potem badz
      konsekwentna i silna, choc to bedzie bardzo trudne. Jesli piszesz, ze dasz
      sobie rade to moze warto powalczyc o szczescie, nawet jesli najpierw bedzie ono
      okupione bolem? Oj, nie da sie tego opisac w dwoch zdaniach, jesli masz ochote
      pisz na priv. Powodzenia smile
      kasia
    • magdalenas10 Re: Poradźcie... 25.03.07, 12:34
      ja bym tez odeszła..w rodzinie mielismy podobny przypadek.nie układało sie juz
      na poczatku.ciagneli do az do komuni kuzynki.potem zdecydowali sie na
      rozwod.dzis ona ma 26 lat.mieszka juz z narzeczonym.jej rodzice ułozyli sobie
      na nowo życie dosc szybko po rozwodzie.jej tata ma dziecko z drugiego
      małżeństwa.akurat on nie trafil najlepiej...Ale cioci sie układa.wychowała
      kuzynke na wspaniałego człowieka.skończyła ona studia, ma prace w zawodzie.jest
      szczesliwa.i naprawde jesli da sie wiele miłosci to lepiej byc samemu, niz zyc
      w 3 ale otoczonym złoscia.dziecko to wyczuwa..wcale nie musi dochodzic do
      głosnych kłotni by dziecko wiedziało ze jest cos nie tak.widze po swojej
      corce.jak mam z mezem ciche godziny to ona jest niespokojna.
    • monisku32 Re: Poradźcie... 25.03.07, 21:44
      Mysle, ze dobrze by bylo zebys jednak miala jakis kontakt z innymi ludzmi niz
      tylko z męzem i dzieckiem. To mogloby Ci dac nieco dystansu... Gdzie mieszkasz?
      moze tam gdzie jestes, są jakies zajecia dla mam z malymi dziecmi, moze jakas
      poradnia? W Fundacji ROdzić po ludzku psycholog pomaga bezpłatnie w sytuacjach
      kryzysowych. Jest telefon takze osoby dyzurującej z ramienia
      magazynu "Dziecko". Decyzja o rozstaniu jest bardzo poważna.

      Skoro dogadujecie sie na poziomie smsow to moze znaczyc, ze macie problem z
      bliskością - może warto poszukac pomocy specjalisty? byc moze rozstanie jest
      dla Was najlepszym wyjsciem, ale moze warto zawalczyc dla synka...?

      Zycze powodzenia i pozdrawiam - pamietaj, ze to tata Twojego synka, daj mu
      szansę (piszę to, nie znając jego zachowania i stosunku do Ciebie, tylko
      dlatego, ze czasem zdarza się, że mama odsuwa się w relację z dzieckiem i nie
      dopuszcza mężczyzny do tej diady)
      Monika
    • gabi1021 Re: Poradźcie... 26.03.07, 10:37
      Witaj w klubie. Mój mąż wyprowadził się 2 tyg. temu. Było bardzo podobnie.
      Rozmowy tylko przez telefon, późne powroty z pracy. Zero obowiązków.

      Mieszkamy na placu budowy. Kiedy nas ściągnął do domu (tydz. przed moim
      powrotem do pracy) nie było nawet podłóg, wanny, wszędzie tona kurzu. W dzień
      dyrygowałam "fachowcami" w nocy się rozpakowywałam i sprzątałam.

      W pracy dostałam nową, dodatową "fuchę". Bardzo poważny projekt, na który mam
      poświęcać 50% czasu pracy. Moj poprzednik ze stresu wylądował na długim L4, po
      kilkunastokrotnych wizytach u psychologa. Oczywiście moich dotychczasowych
      obowiązków nie tylko nie ubyło, ale jest ich zdecydowanie więcej.

      Pracuję jak robot. Nawet jadać przestałam, bo nie mam na to czasu. Po pracy
      zasypiam za kierownicą (mało sypiam, bo mały budzi się 6,7 razy w ciągu nocy).
      Jedyne o czym marzę to sen, ale przecież w domu czeka na mnie dziecko. I tak w
      kółko.

      Po kolejnej awanturze (od 6 miesięcy proszę tylko o 1- zameldowanie) mąż
      spakował się i wyszedł. Powiedział, że już mnie nie kocha i do nas nie wróci.
      Oczywiście zależy mu na nas, ale ma dość awantur. Dodatkowo do naszej sprzeczki
      włączyła się teściowa. Powiedziała, że jestem zimna i wyrachowana, że wrobiłam
      męża w dziecko, że potrzebuję tylko kogoś, kim będę mogła rządzić i kto będzie
      pokrywał moje rachunki. Przykre to bardzo, bo mąż długo żył na mój rachunek.

      No i zostałam sama z dzieckiem w gigantycznym i nie wykończonym domu, na
      totalnym odludziu. Dom nie ma normalnego ogrzewania. Jest tylko kominek.
      Wieczorami wożę drzewo taczkami, a żeby nie było zbyt lekko złapałam w taczce
      gumę.

      Ale co tam, daję radę. Głowa do góry. Ważne, żebyście byli zdrowi. Będzie
      dobrze wink

    • emmilka Re: Poradźcie... 26.03.07, 11:47
      nie wiem, czy Ci to pomoze - bylam raz w takiej sytuacji i rzeczywiscie wowczas
      kontakt z psycholozka pozwolil mi podjac decyzje, uwazam, ze sluszna
      Nie zdecydowalam sie na taki drastyczny krok jak rozstanie i uwazam, ze
      slusznie. Bardziej pomogla mi osoba obca, nie zaangazowana i profesjonalna.

      Nie znajac szczegolow i nie bedac specjalistka nie potrafie powiedziec ani
      doradzic... nie wiem na ile rozmawiacie ze soba, takze o tych problemach, na
      ile kiedys bylo inaczej... zreszta forum nie sluzy do opisywania takich
      szczegolow.

      Pamietaj tez, ze synek jest nie tylko z Toba, jest z Wami i z Was.

      Trzymaj sie i postaraj zachowac spokoj...
      • anulkas86 Dziękuje Wam... 26.03.07, 18:14
        Przemyśle wszystko co napisałyście. Dobrze jest mieć komu się wyżalić, nawet na
        internetowym forum a nie w rzeczywistości.

        A z mężem... pokłociłam się i pojechał wczoraj sobie do rodziców w odwiedziny.
        Narazie nie wrócił, nie wziął telefonu, nie wiem kiedy wróci. Siedzę sobie z
        synkiem w domku i jest mi dobrze samej. Na wszystko mam czas, jestem spokojna i
        już nawet dzisiaj nie płacze. Czasami zastanawiam się czy nie lepiej by było
        gdyby został tam dłużej. Nabrałabym do tego dystansu, przemyślała sama wszystko.
        Po nocach śni mi sie ostatnio że poznałam nowego mężczyznę i byłam szczęśliwa i
        wogóle było całkiem inaczej niż teraz... Zobaczymy jak się wszystko ułoży...
        • babie_lato1 Re: Dziękuje Wam... 26.03.07, 18:21
          My też przechodzimy kryzysik...
          Napisałam do psychologa, pomogła mi spojrzeć na problem z boku, dostrzec własne
          błędy. Podaję link: online.synapsis.pl/Poradnia-internetowa/
          Psychoterapii nie zastąpi, ale wstępnie może pomóc.
          Pozdrawiam i trzymam kciuki za trafną decyzję...
          • b.brzozowska1 Re: Dziękuje Wam... 27.03.07, 10:24
            u mnie też małżeństwo się sypie...
            aż nie mam siły, by o tym pisać...
            jest gorzej niż źle...
            • kasiap118 Re: Dziękuje Wam... 27.03.07, 13:59
              U mnie jest podobnie, od dawna zastanawiam się co zrobić, radziłam się
              psychologa, ale nie mam chyba tyle determinacji w sobie..
              • anulkas86 Re: Dziękuje Wam... 27.03.07, 14:05
                Nie mam siły dłużej tego ciągnąć, a tym bardziej brak mi odwagi przerwać to.
                Omijam męża dalekim łukiem, najlepiej żebyśmy się wxale nie widzieli. Dziecko
                też bym najchętniej zabrała mu bo ciągle na nie krzyczy żeby się zamknął.
                Ostatnio dał mu klapsa w gołą pupę bo ten się wiercił przy przebieraniu, albo
                gdy mały chciał się do niego przytulić to krzyczał na niego że go głowa boli i
                żeby go nie dotykał. Malutki tak strasznie płakał.
                Co dziecko jest winne że nam sie nie układa? Przecież on ma dopiero 10 miesięcy,
                a wydaje mi sie że więcej rozumie niż ja sama.
                • kachna79 Re: Dziękuje Wam... 28.03.07, 09:46
                  w tej sytuacji to chyba dobro dziecka wymaga zebys podjela zdecydowane kroki. W
                  glowie mi sie nie miesci, ze mozna tak traktowac niemowlaka!
                • olutek_m Re: Dziękuje Wam... 28.03.07, 12:53
                  Aniu, to przerażające co piszesz. Twój mąż nie dorósł do roli ojca. Widocznie
                  potrzeba mu kopa w d... aby oprzytomniał. Jesteś jeszcze młoda (jeśli 86 to twój
                  rocznik). Masz przed sobą całe życie. Nie marnuj Go na kiszenie sie w związku
                  dla "dobra" dziecka. Dziecko im starsze będzie widziało to jak na siebie
                  patrzycie, będzie słyszało wasze kłótnie.
                  Ściskam Cię mocnosmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka