Dodaj do ulubionych

Płacz u lekarza:(((

IP: *.* 17.09.02, 14:34
WitamMoja córka (18 miesięcy) gdy tylko wchodzimy do gabinetu lekarskiego wyje JAK WÓŁ.Pani doktor jest przemiła,daje zabawki,słuchawki do rączki uśmiecha się,a ta moja "bestia" ryczy.Nie daje sie rozebrać,nie mówiąc o otworzeniu buźki.Czy to normalne zachowanie,czy wyrośnie z tego,a może znacie jakieś sposoby na uśmiechnięte dziecko u lekarza?Na dłuższą metę jest to nie do zniesieniasadCzekam z utęsknieniam na rady,bo właśnie córcia jest chora i jutro znów idziemy do Pani doktor( O ZGROZO)Pozdrawiam Kama
Obserwuj wątek
    • Gość: AniaSK Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 17.09.02, 14:44
      Tak... mój mały długi czas podobnie reagował, a na widok przychodni od razu stwierdzał: "nie, nie". Lekarz wyjaśniał, że pewno dlatego, iż mały nie choruje, a więc każda jego wizyta wiąże się ze szczepieniem i stąd skojarzenie. Poza tym jest "pan nietykalski". Teraz ma ponad 2 latka i jest już lepiej, jeśli mu wyjaśnię, że idziemy, ale obiecuję, że nic nie będzie bolało (jeśli to oczywiście prawda), to już nie płacze.Ania
      • Gość: mamaNikoluni Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 17.09.02, 20:19
        Moja Droga skąd ja znam ten ból... moja córeczka ma też 16 miesięcy i wyje jak bóbr w gabinecie lekarskim a także gdy mamy wizyty domowe.. dużo mówi i prosi się że nie chce, i my nie potrafimy do niej przemówic , myślę że jedynym naszym rozwiązaniem jest czekać , czekać , czekać... tylko pytanie jak długo???Pozdrawiam i życzę spokojnych bez płaczu wizyt lekarskichWiola
    • Gość: Gruszka Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 17.09.02, 20:18
      Półtora roku temu zaczynałam swoją karierę na e-dziecku postem "Histeria u lekarza" ;) W owym czasie Masia podczas wizyty u lekarza (dowolnego) wyła, wiła się na wszystkie strony i dostawała niemal spazmów. Nie zapomnę chyba do śmierci akcji pt. "Robimy dziecku USG". Ponoć było ją słychać nawet na drugim końcu ulicy! Dodam tylko, że do badania zapobiegawczo dostała lekkie środki uspokajające :(Wyrosła z tego. Naprawdę :) Dziś nie ma już żadnych problemów. I jeszcze,zołza jedna, na widok płaczącego malucha w poczekalni pyta ze zdumieniem "A po to dziecko płacze?". Więc cierpliwości, to minie. Choć trudno to znieść,fakt.Nam pomogła zabawa w lekarza z plastikowym stetoskopem i całą resztą. Zabierałam ją też do przychodni "tak sobie"; jak sama szłam do lekarza, jak odberałam wyniki badań itp. Tłumaczyłam, co to za miejsce i co się tam robi.I niezwykłe usługi wyświadczyły książeczki o Kubusiu Puchatka u lekarza; potem zabierałyśmy zawsze ze sobą maskotkę Puchatka- "dzielnego misia". Twoje dziecko jest jeszcze malutkie, ale może chociaż obrazki z takiej książki trochę oswoją je z sytuacją? Polecam książkę "W gabinecie Sowy", jest dość zgrabnie napisana i niedługa. To samo opowiadanie, ale w znacznie rozszerzonej wersji i innym tłumaczeniu jest zawarte też w książce "Pierwsze kroki w świat z Kubusiem Puchatkiem"-ale to już pozycja dla przedszkolaków.I życzę cierpliwości!Marta
    • Gość: 26042000 Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 17.09.02, 23:40
      W wieku Twojej córci, mój syn reagował podobnie. Płakał przed gabinetem, w trakcie badania , a nawet po. Jego strach i obawy były w pełni uzasadnione, gdyż mały trochę przeszedł. Lekarz mówił,że to minie, no i minęło. Później wystarczyło,że dostał od lekarza jakiś obrazek, czy naklejkę(strasznie przekupny). Na bilansie dwulatka, sam podszedł do lekarza, otwierał buzię itd. ale za to płakał podczas ważenia i mierzenia - to co najbardziej bolisad((. A więc trochę cierpliwości.Pozdrawiam Iza.
    • Gość: beattta Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 18.09.02, 21:22
      Znamy to, znamy. Moja córeczka (2 latka) zaczęła tak reagować na białe fartuchy odkąd skończyła roczek. Najgłośniejsza z całej poczekalni - oczywiście najgłośniejsza w swoim szlochu. Nawet nie daje nam sie rozebrać. Pani doktor już wie, kto dzisiaj przyszedł z wizytą - ostatnio nam mówiła, że ma dwie takie "gigantki" (w tym jedna nasza). Badanie wygląda tak, że lepiej nie mówić. Najgorsze jest zaglądanie do gardła. Ktoś mógłby pomyśleć, że znęcamy się nad dzieckiem. Julka zapamiętała, że jest to zawsze ostatni etap badania, więc kiedy pani doktor juz zajrzy w to gardło, mała krzyczy "koniec" i płacz się urywa. Ogląda gabinet, zagaduje lekarkę. No cóż ... . Mam nadzieję, że jej to przejdzie. Nie zapeszam, ale ostatnio było już troszke lepiej.Przetrwamy :)PozdrawiamBeata
    • Gość: heldom Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 19.09.02, 21:02
      Witaj,U nas było to samo. Helenka wyła jak oszalała. Potem 10 dni w szpitalu i każdy biały fartuch = histeria. Wtedy Helenka dostała od babci zestaw "doktor". Są słuchawki, okulary, strzykawka, termometr, szpatułka do gardła, lekarstwa. Od tej pory stało się to ulubioną zabawą Helenki. Muszę ją badać kilka razy dziennie, wszystkie lalki przebadane. Gdy mówie Helnce, że idziemy do pani dokto cieszy się i nie może się doczekać. Wchodzimy do gabinetu, Helnka podciąga bluzkę i kładzie sie na kozetce. Lekarka prosi ją żeby zeszła. Badanie klatki piersiowej, pleców, Helnce za krótko. Pani prosi "otwórz buzię" - Helnka rozdziawia buzię do granic możliwości. Lekarz mówi, że możemy iść, Helnka prosi, żeby zajrzeć jej do ucha. Helnka dostaje zastrzyk, szczepionke i spokojnie tłumaczy mi, że rączka dostała picie. My to mamy dobrze, nie?Helnka ma 2 latka, a zestaw kosztował 23 PLN.Powodzenia, Dominika
    • Gość: Nuti Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 23.09.02, 14:53
      Myślę, że bardzo dużo zależy od podejścia lekarza. Moja Aga wyła na bilansie dwulatka, wyła wcześniej w domu, gdy przyszła pani doktor, aż raz pojechałyśmy do babci, tam się rozchorowała (miała zapalenie ucha) i trzeba było wezwać doktora. Oczywiście na początku był krzyk, ale pan doktor siedział PÓŁTOREJ godziny i dziecko dało sobie wszystko obejrzeć, pomacać, a dostała "tylko" szpatułkę, która pomagała jej potem zaglądać do gardeł lalkom. Chciałabym tu w Toruniu znaleźć takiego lekarza :-)
    • Gość: oSka Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 25.09.02, 14:58
      my też to znamy....niestety, myslę, że u nas to raczej nie minie.No - może jak Zuzka bedzie miała 5 lat, he he.. Zuzia zaczęła ryczeć, ja tylko skończyła pół roczku!!! Teraz swoje zrobiły jeszcze dwa pobyty w szpitalu :( . Od tej pory Zuzia na widok białego fartucha (byle gdzie, nawet w sklepie ) lub słuchawek krzyczy wniebogłosy! Ale wcale sie jej nie dziwię - w końcu niektórzy dorośli też nie przepadaja za lekarzami, mdleja np. przy pobieraniu krwi, więc co sie dziwic takiemu maluszkowi.Acha - badanie gardła u Zuzi wyglada w tem sposób, że ona wrzeszczy, więc paszczę :) ma otwartą wtedy szeroko i pani doktor stara sie wtedy zobaczyć to nieszczęsne gardło! Próby sprawdzania szpatułką zawsze kończyły się tak samo - zwymiotowaniem na panią doktor :).Nie pomaga nic na te strachy przed badaniem - i zabawa w domu , i czeste wizyty i ogladanie przychodni...KIKA
    • Gość: Ufcio Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 26.09.02, 15:06
      U mnie podobnie ale ryk to mało powiedziane bo mój mały jeszcze do tego prosi - mama proszę nie, prosze mama ja nie chcę (ma 2 lata). Bylismy u psychologa, kupilismy zestaw "mały lekarz" i robimy wycieczki do przychodni. Poznaliśmy pielęgniarki, znamy gabinety (dużą pomoc udzielił nam tu personel przychodni) i chyba jest ciut lepiej ale jeszcze długa droga przed nami. Spróbuj naszego sposobu może pomoże...................
    • Gość: Yoanka Re: Płacz u lekarza:((( IP: *.* 06.10.02, 23:56
      Znam to aż za dobrze, oj tak.Mój synek nigdy nie przepadał za służbą zdrowia, ale na dobre znienawidził "wszystkie panie ubrane na biało" po swoim krótkim pobycie w szpitalu. Był okres, że nie tylko na służbę zdrowia tak reagował, ale i na wszystkich innych ludzi poubieranych w białe fartuchy, a więc na pracowników cukierni, piekarni, panie w aptece... itp. Każda z tych osób wywoływała w nim złe wspomnienia. A już nie daj Boże, gdy ktoś obcy chciał się z nim przwitać i prosił go o podanie rączki. W takich chwilach Mateusz dostawał prawdziwych spazmów. Taka prośba kojarzyła mu się od razu z przemocą tj. pobieraniem krwi, albo zakładaniem wenfonu do kroplówki.Przychodnię musieliśmy omijać z daleka. A w trakcie wizyt u lekarza moje dziecko nie pozwalało nikomu się dotknąć, zbadać, zajrzeć do gardła. On wogóle nie pozwalał się rozebrać. O położeniu na wadze, czy zmierzeniu nie mogło być mowy. Mateusz po prostu nie schodził z moich rąk. Ważyliśmy się razem na stojącej wadze, a z mierzenia zrezygnowaliśmy na dłuższy okres.Od pobytu Mateusza w szpitalu minęło już ponad pół roku. Od tamtej pory wielokrotnie musieliśmy odwiedzać różnych specjalistów, co nie wpływało pozytywnie na jego stan psychiczny. Myślałam, że już nigdy nasze wizyty w gabinecie nie będą wyglądały normalnie. Ale widzę, że w miarę upływu czasu jest coraz lepiej. Mapewno pomógł nam plastikowy zestaw lekarski do zabawy. Głownie stetoskop i strzykawka. Teraz jest to ulubiona zabawka Mateuszka. Dodatkowo, jeśli wybieramy się na szczepienie lub pobieranie krwi - obowiązkowo smarujemy rączkę maścią Emla. I zawsze wcześniej uprzedzam Matiego gdzie idziemy i co pani doktor będzie robić. Nie trać nadziei, że i u Was z czasem będzie coraz lepiej.Pozdrawiam,Joanka :hello:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka