mader1
09.09.08, 15:28
Wątek o nauczaniu domowym jest już bardzo długi, a tam wypłynęła
następna kwestia...
Czy uważacie, że rodzina powinna być jakoś przez państwo
kontrolowana ? czy poczynania rodziców powinny być jakoś "
sprawdzane" ?
Już tłumaczę, o co mi chodzi...
Z jednej strony mamy przypadki maltretowania maleństw i wtedy odzywa
się dużo głosów : gdzie była pomoc społeczna, dlaczego nie
interweniuje lekarz, gdzie policja ? Gdyby państwo miało bardziej
skuteczne środki kontroli, mniej byłoby przypadków znęcania sie nad
dziećmi.
Urodziłam dziecko, rejestrowałam je w przychodni, po jakimś czasie z
tej przychodni przychodziła położna obejrzeć maleństwo i mnie
Raz. ( Mały miał duże problemy, więc z lekarzem ustaliłam, że on
wpadnie, potem przyśle jeszcze raz położną, aby ocenić czy stan się
poprawia - ale to była ich dobra wola)
Co w przypadku, gdybym nie zarejestrowała dziecka, bądż mieszkała
daleko ?
Koleżanka mieszkająca w Anglii opowiadała, że ktoś w rodzaju
pielęgniarki ( nie wiem czy położna ? - te osoby, które wiedza,
zapewne mnie poprawią) przychodził do niej dość długo codziennie,
pomagając w pielęgnacji dziecka... To jest duża pomoc, ale zarazem
przeciez i dyskretna kontrola - skoro się przychodzi wiele razy,
łatwiej jest dostrzec coś niebezpiecznego.
Z drugiej strony państwo jawi się jako urzędnik, czasem bezduszny a
rodzice , jako osoby, które niewątpliwie, poza skrajnymi
przypadkami, chcą dla dziecka dobrze.Najlepiej. To oni domagają się
dodatkowych badań, dręczą lekarza swoimi wątpliwościami, czasem
pewnie przesadzają troszcząc sie o dziecko. Czyli, poza zgłoszonymi
przypadkami przestępstw ( ale skąd to wiedzieć ?) rodzinę powinno
się zostawić w spokoju i pomagać jej na jej prośbę...
Kiedyś ludzie byli mniej anonimowi... We wsi, w dużej rodzinie , w
kamienicy, gdie kady o każdym sporo wiedział znacznie było łatwiej o
kontrolę nad tymi najmniejszymi.
Teraz rozjeżdżamy się, przeprowadzamy...
Co państwu do rodziny ? A może "coś" jednak ?