Dodaj do ulubionych

Jak kształtować charakter?

19.02.08, 11:10
Na pewno znacie ludzi, którzy są wiecznie niezadowoleni. Bez względu na to ile
mają, jak wiele osiągnęli w życiu ciągle marudzą, ciągle porównują co mają
inni i zawsze ci "inni" mają więcej i lepiej.
Taką postawę widzę u swojej na razie 3-letniej córeczki. Ciągle niezadowolona,
wiecznie jej mało, taka postawa roszczeniowa wobec wszystkich, wieczne
porównywanie co robi brat (o rok młodszy), czym się akurat bawi - ona też to
chce!
Wiem jak nieszczęśliwi są ludzie dorośli, którym w życiu "ciągle mało". Jak
mam nauczyć moje dziecko żeby się cieszyło tym co ma, a jednocześnie nie
stłumiła zdrowej ambicji? Chciałabym żeby w życiu była szczęśliwa, a nie
ciągle goniła za wiatrakami.
Jak postępować w takich typowych sytuacjach: dzieci dostają drobne upominki -
cokolwiek by to nie było - ona chce to co dostał braciszek, ale zamiana nie
wchodzi w grę - chce obie rzeczy!
Idziemy na plac zabaw z piłeczkami, wracając ona chce jeszcze na karuzelę,
gdy kategorycznie odmawiam, jest naburmuszona i zamiast miłego wspomnienia po
fajnej zabawie jest zła, bo nie dostała więcej.
Marudzenie jest dosłownie ciągłe - nie taki kolor kubka, łyżeczki, chciałaby
wszystko na raz i złości się że wszystkiego nie jest w stanie ogarnąć. I
ciągle czegoś chce (wiem, to jest zwracanie uwagi), ciągle musi rywalizować z
bratem (o wszystko!). Widzę że ona jest już tym sama zmęczona (że o nas nie
wspomnę), ale nie wiem jak to powstrzymać.
Może był już taki wątek? Może ktoś poleci mi dobrą lekturę. Będę wdzięczna za
wasze doświadczenia.
Obserwuj wątek
    • scher Re: Jak kształtować charakter? 19.02.08, 23:14
      > Taką postawę widzę u swojej na razie 3-letniej córeczki. Ciągle
      > niezadowolona, wiecznie jej mało, taka postawa roszczeniowa wobec
      > wszystkich, wieczne porównywanie co robi brat (o rok młodszy),
      > czym się akurat bawi - ona też to chce!

      Ja jestem zwolennikiem podejścia, żeby dużo tłumaczyć dziecku,
      jednocześnie łącząc to ze zdrową dyscypliną.

      Z jednej strony objaśniam dzieciom, jakie postawy są właściwe,
      dlaczego, jakie podobają się innym ludziom, a jakie nie. Nazywam po
      imieniu złośliwość, chełpliwość, zazdrość, malkontenctwo. Często
      wnikamy w motywy:
      - Czy zabrałeś mu pół klocków dlatego, że zabawa ci się spodobała i
      zapragnąłeś się pobawić, czy zabrałeś złośliwie, żeby mu nadepnąć na
      odcisk? Jak złośliwie, to zostaw i odejdź! Natychmiast! Jak
      niezłośliwie, to pokaż mi, jak umiesz poprosić brata, żeby się z
      tobą podzielił, i możecie się bawić.

      Z drugiej strony niezbędna jest mądrze pojęta dyscyplina. Rodzic ma
      prawo czegoś dziecku zabronić, coś stanowczo kazać... Tłumaczenie
      tak, ale równoczesne zabranianie aspołecznych zachowań, nakazywanie
      zadośćuczynienia itp.
      Jestem w stanie powiedzieć dziecku prosto z mostu:
      - Nie podoba mi się, twój ton, twoja krzywa mina, twoje nastawienie,
      że ciągle ci się coś należy!
      Co do porównywania mawiam tak:
      - Pilnuj siebie, będziesz w niebie! Masz się czym bawić? Ciepło ci?
      Najedzona jesteś? To skup się na swojej zabawie i na swoich
      zabawkach, nie na tym, co robi brat!

      Oczywiście niezbędne są wzmocnienia pozytywne. Chwalenie pożądanych
      postaw. Przyłapywanie dziecka na dobrym zachowaniu i wzmacnianie
      tego. Okazywanie dziecku miłości, mówienie o niej. Wzmocnień
      pozytywnych (szczerych, nie manipulatorskich!) powinno być co
      najmniej półtora raza tyle, ile wzmocnień negatywnych.
      • dorota.konowrocka Re: Jak kształtować charakter? 20.02.08, 14:24
        Moim zdaniem, świetnie napisane. Stosuję podobnie, mam dwóch chłopców 2 i 4 l.
        "Otrzeźwienie" (masz się czym bawić? ciepło co? ... smile działa świetnie. Akurat
        dokładnie tak nie mówię, ale hasło: "Kolego, on się tym świetnie bawił, a ty
        przychodzisz i mu psujesz zabawę, odsuń się od niego i zajmij się własnymi
        sprawami" działa świetnie. Żadne "werbalizacje uczuć dziecka" typu "wiem, co
        czujesz, pewnie ci smutno, że on ma taką fajną zabawkę" nigdy u nas nie zadziałały.

        Moim zdaniem nazywanie zachować po imieniu jest trafieniem w sedno. To było
        złośliwe, zachowujesz się jak straszna maruda i trudno dziś z Tobą wytrzymać,
        nie wymądrzaj się - nie słyszę tego nigdzie ostatnio, a skąd dzieci mają się
        dowiedzieć, że się wymądrzają na przykład? I że to nie jest godne pochwały
        zachowanie?

        I jasne, do tego dużo ciepłych słów, kiedy dziecko na nie zasługuje. Moim
        zdaniem kluczem do tego wszystko jest autentyzm. Jak dziecko jest kochane i
        przyniosło mi koc, żeby było mi ciepło, to mówię, że jest kochane. Jak marudzi o
        wszystko i ma tysiąc życzeń, to dowiaduje się, że marudzi. I tyle, żadna wielka
        filozofia.

        Bardzo, bardzo celny post. W zalewie widocznego ostatnio psychologizowania od
        siedmiu boleści coś krótko, na temat i z sensem.

        Dorota
        • scher Re: Jak kształtować charakter? 21.02.08, 10:22
          dorota.konowrocka napisała:

          > Moim zdaniem kluczem do tego wszystko jest autentyzm.

          O!

          > W zalewie widocznego ostatnio psychologizowania od siedmiu boleści
          > coś krótko, na temat i z sensem.

          Jestem zagorzałym wrogiem widocznego ostatnio psychologizowania od
          siedmiu boleści, więc wielki to dla mnie komplement. Dziękuję!
      • mama303 Re: Jak kształtować charakter? 20.02.08, 20:24
        scher napisał:

        > Jestem w stanie powiedzieć dziecku prosto z mostu:
        > - Nie podoba mi się, twój ton, twoja krzywa mina, twoje
        nastawienie,
        > że ciągle ci się coś należy!


        Wydaje mi sie że mówisz jednak o starszych dzieciach, które potrafią
        przeanalizowac słowa rodzica i miec juz jakies refleksje. Trzylatek
        to taki wiek że niektóre dzieci są non stop na "nie". Nie warto tego
        nazywać i krytykować, lepiej odwrócic uwagę, nie zauważać aby nie
        wzmacniać tych złych zachowań.
        • kandyd.a Re: Jak kształtować charakter? 28.02.08, 01:26
          Zdzwiwiłabys się, ile rozumieją trzylatki, i jak celowo złośliwe potrafi być ich
          zachowanie... smile
    • ejka.pe Re: Jak kształtować charakter? 20.02.08, 06:24
      Piszesz o swojej córce jak o dorosłej osobie - zlituj się, ona ma
      dopiero 3 lata... Co więcej, ma brata. Nie jest, niestety, dorosła,
      i nie jest jeszcze dojrzała emocjonalnie. To normalne, że chce tego,
      czym akurat bawi się brat, i wcale mnie to nie dziwi, że chciałaby
      dostac jego prezent. Dziwi mnie natomiast Twój brak zrozumienia dla
      córki i to, że wymagasz od niej "dorosłości", na którą ona nie jest
      jeszcze gotowa.
      Spróbuj może, przy pierwszej nadarzającej się okazji, wyrazic, że ją
      rozumiesz (o, widzę, że podoba ci się ta rzecz, którą dostal twój
      brat, jest naprawdę fajna etc.). Spróbuj nie negowac jej uczuc (po
      co ci ta rzecz, skoro dostałaś swój prezent, przecież tego nie
      potrzebujesz, ty się takimi rzeczami nie bawisz etc.). Kategoryczne
      odmowy, w których brak zrozumienia tego, co w danej chwili czuje
      dziecko, mogą powodowac jeszcze większą złośc i upór, i nie będą
      sprzyjały poprawie zachowania... Nie próbuj dzielic po równo, bo to
      bez sensu - najlepiej dawac każdemu dziecku, ile potrzebuje. Pozwól
      dzieciom, by same się dogadywały między sobą (widzę, że obydwoje
      macie ochotę bawic się tymi klockami; pójdę na chwilę do kuchni, a
      wy może przez ten czas sami coś wymyslicie?)

      Wydaje mi się, że Twoja córeczka nie ma raczej postawy
      roszczeniowej, ma raczej postawę: proszę, zauważ mnie, zobacz, co
      czuję, zrozum, co czuję.
      Zamiast "kategorycznie odmawiac", ja bym powiedziała: "rzeczywiście,
      super byłoby przejechac się jeszcze na tej karuzeli, ja sama bym
      miała ochotę! Problem w tym, że nasz czas się skończył"... Ja sama
      byłabym "naburmuszona" po kategorycznej odmowie. Można odmowic, ale
      trochę... inaczej.
      Gdy córka domaga się prezentu braciszka, powiedziałabym: "widzę, ze
      bardzo ci się podoba, i że chciałabyś go miec, ale to prezent dla
      brata. Może spróbujecie coś wymyślec, jak pobawic się razem? NA
      PEWNO poradzicie sobie sami".
      Nie musisz wcale podsuwac marudzącemu dziecku gotowych rozwiązań.
      Nie podoba ci się to czy tamto - ok, rozumiem, jak myślisz, co
      możemy z tym zrobic? Niech sama pomyśli, pogłówkuje. Nauczy się
      rozwiązywac swoje problemy.

      I jeszcze jedno mi się nasunęło: dzieci są takie, jakimi je
      postrzegamy, więc lepiej unikac przyklejania etykietek (maruda,
      płaczek etc.). Z całego mądrego wywodu poniżej najbardziej spodobała
      mi się koncówka: przyłapywanie na pozytywnych zachowaniach i ich
      akcentowanie.

      Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci powodzenia.
      • ejka.pe scher - 20.02.08, 06:35
        czy sądzisz, że wnikanie w motywy, przeprowadzanie "śledztwa" i
        dociekania, po co dziecko zabrało drugiemu połowę klocków, ma
        jakikolwiek sens? Moim zdaniem - żadnego. Zamiast szukac winnego
        lepiej skupic się na rozwiązywaniu problemu - bez obwiniania. Już
        sobie to wyobrażam: "to on zrobił!", "nie, to ona!", "tato, bo on mi
        pierwszy to wziął!", "nie, to nie tak było!" i tym podobne. Czego to
        ma uczyc? Chyba niczego dobrego. Czy nie lepiej powiedziec: Dzieci,
        widzę, że macie problem z klockami, i to poważny! Dobrze by było,
        gdybyście go rozwiązali sami! A jeśli nie dacie radę, będę musiał
        zrobic to za was...
        Rodzic, moim zdaniem, nie powinien nigdy byc stroną w sporach między
        dziecmi. Chyba że sam prosi się o kłopoty w przyszłości.

        Fragment o pilnowaniu własnej zabawy jest dla mnie porażający...
        Sama miałam wątpliwą przyjemnośc słyszenia takiej argumentacji.
        Proszę, nie mówcie tak do dzieci.
        • dorota.konowrocka Re: scher - 20.02.08, 14:28
          Wyjaśnij, jak rodzic ma nie być stroną w sporach między dziećmi? Duży da w ucho
          młodszemu i będzie po sprawie. Mały ma zawsze obrywać? Musisz tego pilnować, bo
          duży świetnie wie, że jest silniejszy. Jak po iluś tam latach wyrobisz mu nawyk,
          że ma nie wykorzystywać swojej przewagi złośliwie, to może możesz to zostawić
          samemu sobie - ale póki co, jak nie chcesz, by małe ciągle dostawało w ucho i
          ciągle zostawało bez zabawki, którą właśnie się bawiło, to musisz tego pilnować.
          • mama303 Re: scher - 20.02.08, 20:19
            dorota.konowrocka napisała:

            > Wyjaśnij, jak rodzic ma nie być stroną w sporach między dziećmi?
            Duży da w ucho
            > młodszemu i będzie po sprawie. Mały ma zawsze obrywać?

            Ja też uważam, że rodzic musi czasem byc sędzią w konflikcie. I nie
            zawsze ten silniejszy jest winny, ten "słabszy" czasem bywa bardzo
            sprytny. To naturalne że małe dzieci szukają sprawiedliwosci pomocy
            u rodzica przy rozwiazywaniu konfliktów.
            • ejka.pe Re: scher - 21.02.08, 06:42
              Stawanie po stronie któregoś dziecka, obojętnie, czy jest to
              dziecko, które bije, czy dziecko otrzymujące cięgi, jest moim
              zdaniem robieniem krzywdy dla każdego z tych dzieci. Oczywiście,
              sytuacje takie zdarzają się między rodzeństwem - dzieci się biją,
              poszturchują, skarżą na siebie etc. Zdarzają się i będą się zdarzac,
              a rodzic nie będzie w stanie nieustannie pilnowac tego "słabszego" i
              chronic go przed agresją starszaka. Dlatego warto chyba popracowac
              nad tym, by dzieci swoje sprawy umiały rozwiązywac między sobą, i
              zastanowic się, co możemy zrobic, by mały "prześladowca" zaczął
              odczuwac współczucie i empatię, a mała "ofiara" zyskała siłę i
              umiała się bronic.
              Jeżeli uważacie, że dobrą rzeczą jest stawanie po stronie któregos
              dziecka, jeśli np. biją się albo dokuczają sobie, to jednocześnie z
              jednego dziecka czynicie prześladowcę, a z drugiego - ofiarę. To
              pierwsze jest nieustannie karcone, przezywane, i nie ma motywacji,
              by zmienic swoje zachowanie. Nie wierzy, że może byc lepsze, i samo
              o sobie ma kiepskie zdanie, zwłaszcza jeśli rodzice je w tym
              utwierdzają. Drugie natomiast umacniane jest w poczuciu własnej
              słabości i bezbronności. Moim zdaniem powinno się starac przekonac
              dzieci, że może byc inaczej. Zamiast traktowac agresora jako
              prześladowcę, pokazac mu, że potrafi zachowac się grzecznie. Nie
              mówic mu: co ty robisz! znowu bijesz siostrę! - lecz: proszę bez
              bicia. NA PEWNO wiesz, jak dostac coś, czego chcesz, bez użycia
              siły, a twoja siostra to doceni! I zamiast rozczulac się
              nad "biedactwem", które znowu oberwało, lepiej byłoby pokazac mu,
              jak się bronic - i przekonac, że także ma w sobie siłę i potrafi
              przeciwstawic się rodzeństwu. Nie mówię tu oczywiście o walce na
              pięści... Bo jeśli my traktujemy dziecko jak ofiarę, to tak samo
              traktowac je będzie starszak, i w końcu ono samo zacznie siebie tak
              postrzegac.
              Bójki należy przerywac, bez dwóch zdań (chyba że dzieciaki biją się
              za obopólną zgodą). Jeśli nie potrafią sobie poradzic i komuś może
              stac się krzywda, rodzice powinni je rozdzielic i dac czas na
              ochłonięcie. Ale wnikac w motywy? Bawic się w jakiegoś detektywa?
              Jaki tu sens? Niczemu to nie służy i na pewno nie zapobiegnie się w
              ten sposób bójkom w przyszłości, a o to chyba nam chodzi, prawda?
              I jeszcze jedna rzecz: jak starszy przyłoży młodszemu, to starszego
              należałoby moim zdaniem zignorowac, nie zwracac na niego uwagi i nie
              napadac na niego, co jest niestety najczęstszą reakcją
              rodziców: "coś ty zrobił!", "czyś ty rozum postradał!" i tym
              podobne, a zając się tym "uderzonym", zapytac, czy bardzo go boli,
              czy pomasowac, czy przytulic. Powiedziec coś w rodzaju: boli cię,
              wiem! twój braciszek musi się nauczyc wyrażac uczucia słowami, a nie
              pięściami. Gdybym obdarzała uwagą moją starszą córkę w zamian
              za "poszturchiwanie" braciszka, miałabym problem - na bank...
              Nauczyłabym ją, że złe zachowania nagradzane są zainteresowaniem
              mamy, i wiedziałaby, jak niezawodnie przyciągnąc moją uwagę.
              Zignorowanie takich zachowań i zajęcie się w takiej chwili młodszym
              dzieckiem jest bardzo wyraźnym komunikatem dla małej agresorki:
              zachowałaś się niewłaściwie, nie poświęcam ci teraz czasu, zajmuję
              się pokrzywdzonym - w ten sposób niczego nie zyskasz!

              Darujcie sobie przyklejanie etykietek. Zamiast z młodszego robic
              ofiarę, zacznijcie postrzegac je jako kogoś, kto musi nauczyc się,
              jak się bronic i jak wymagac dla siebie szacunku. Zamiast ze
              starszego robic "kata", przed którym trzeba tego młodszego chronic,
              dostrzeżcie w nim zalety i je starajcie się rozwijac - jest
              agresywny, ale potrafi przecież byc miły, prawda?
              Jeśli rozwiązujemy spory za dzieci, to odbieramy im możliwośc
              nauczenia się ważnych rzeczy... Przydzielamy im role i
              szufladkujemy, a to jest bardzo krzywdzące... i nie pomaga się
              zmienic.

              Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnic mój punkt widzenia.
              Oczywiście, każdy rodzic robi po swojemu, szanuję to.
              • scher Re: scher - 21.02.08, 10:59
                ejka.pe napisała:

                > Stawanie po stronie któregoś dziecka, obojętnie, czy jest to
                > dziecko, które bije, czy dziecko otrzymujące cięgi, jest moim
                > zdaniem robieniem krzywdy dla każdego z tych dzieci.

                Boże, nie mogę tego czytać! Gdyby tak wyrwać to z kontekstu, to za
                takie stwierdzenie powinno się odbierać prawa rodzicielskie!

                > Jeżeli uważacie, że dobrą rzeczą jest stawanie po stronie któregos
                > dziecka, jeśli np. biją się albo dokuczają sobie, to jednocześnie
                > z jednego dziecka czynicie prześladowcę, a z drugiego - ofiarę. To
                > pierwsze jest nieustannie karcone, przezywane

                Dlaczego nieustannie? Konflikty między dziećmi rozsądza się
                rozważnie i sprawiedliwie. Tym razem winien może być starszy, innym
                razem młodszy. Stanąć po stronie tego dziecka, któremu AKURAT dzieje
                się krzywda jest _świętym_ obowiązkiem modelowego rodzica!

                Dlatego dalszy twój wywód nie ma sensu i nie warto z nim
                polemizować...

                > zamiast rozczulac się nad "biedactwem", które znowu oberwało[...]

                > zająć się tym "uderzonym", zapytac, czy bardzo go boli,
                > czy pomasowac, czy przytulic.

                ...zwrócę tylko uwagę na małą sprzeczność w twoich wypowiedziach.

                > Mam nadzieję, że udało mi się wyjaśnic mój punkt widzenia.

                Nieprzekonująco.
              • mama303 Re: scher - 21.02.08, 20:49
                ejka.pe napisała:

                > Stawanie po stronie któregoś dziecka, obojętnie, czy jest to
                > dziecko, które bije, czy dziecko otrzymujące cięgi, jest moim
                > zdaniem robieniem krzywdy dla każdego z tych dzieci.

                Nie zgadzam się, możesz zrobić krzywde dzieciom /obojgu/ jesli nie
                staniesz po stronie krzywdzonego. Nie koniecznie krzywdzone musi byc
                to młodsze. Ja byłam starsza siostrą a moja młodsza bywała czasem
                straszna i sprytnie próbowała wykorzystac to że jest młodsza. Bardzo
                oczekiwałam, że mama rozsądzi nas sprawiedliwie. Po to są m.in.
                rodzice.
                • babcia47 Re: scher - 26.02.08, 16:31
                  dokładnie! Co prawda dziecko trzyletnie może wielu rzeczy jeszcze
                  nie rozumieć ale to rolą dorosłego jest pokazywanie mu jakie
                  zachowania są moralnie i społecznie pozytywne a które naganne!! To
                  jest właśnie wychowanie!!! Nie rozumiem też pomysłu by rodzic nie
                  stawał po stronie krzywdzonego rodzeństwa!! Jaki daje przekaz
                  zarówno temu, które zachwuje się nagannie jak i temu, które jest
                  obiektem ataku??? mało, że córka zachowuje się "źle" to ma się to
                  odbywać kosztem brata? on ma "płacić" za jej wychowanie? a jeżeli za
                  jakiś czas on stanie się od niej silniejszy czy będzie miał prawo do
                  takiego samego zachowania? zabierania zabawek i bicia?
        • scher Re: scher - 21.02.08, 10:40
          ejka.pe napisała:

          > czy sądzisz, że wnikanie w motywy, przeprowadzanie "śledztwa" i
          > dociekania, po co dziecko zabrało drugiemu połowę klocków, ma
          > jakikolwiek sens?

          Tak, ma bardzo głęboki. Uczę dzieci takich wartości jak szacunek dla
          drugiego człowieka (najprościej na rodzicach i rodzeństwie),
          zaufanie, mądrość, rozwaga, odpowiedzialność, uczciwość, prawda i
          tak dalej.
          Piętnuję natomiast złośliwość, małostkowość, zawiść (nie zadrość,
          lecz zawiść), ranienie innych, przysparzanie im cierpienia,
          wyrządzanie krzywdy i tak dalej.

          Jeżeli dziecko podchodzi do brata w czystej intencji, w dobrej
          wierze, powinno mieć szansę na wspólną zabawę i będę zachęcać do
          podzielenia się zabawkami. Jeżeli natomiast dziecko wchodzi w ten
          kontakt w celu dokuczenia bratu, nie powinno mieć szans.

          > Zamiast szukac winnego lepiej skupic się na rozwiązywaniu
          > problemu - bez obwiniania.

          Rozwiązaniem problemu jest budowanie Człowieka, którego postępowanie
          opiera się na Wartościach. Jeżeli jest wina, musi nastąpić
          refleksja, w ten sposób budzi się w dziecku sumienie.

          > sobie to wyobrażam: "to on zrobił!", "nie, to ona!", "tato, bo on
          > mi pierwszy to wziął!", "nie, to nie tak było!" i tym podobne.

          Troszkę życiowego sprytu! Wierzę, iż samodzielnie poradzisz sobie z
          wymyśleniem paru sztuczek pomocnych w takich przypadkach w dojściu
          do prawdy wink

          Podpowiem tylko, że cuda potrafi zdziałać uczciwa i konkretna
          rozmowa z każdym dzieckiem na osobności i zadawanie pytań otwartych
          (-Opowiedz mi, co się stało). Pod warunkiem, że od małości uczymy
          dizecko, aby stawało przed rodzicami w prawdzie, że prawda jest
          wartością opłacalną, a kłamstwo ma krótkie nogi.

          > Rodzic, moim zdaniem, nie powinien nigdy byc stroną w sporach
          > między dziecmi. Chyba że sam prosi się o kłopoty w przyszłości.

          Nie, rodzic stoi ponad. I często powinien być sędzią, mediatorem,
          rozjemcą, mentorem, punktem odniesienia, nośnikiem systemu wartości.
          chyba że sam prosi się o kłopoty w przyszłości.

          > Fragment o pilnowaniu własnej zabawy jest dla mnie porażający...
          > Sama miałam wątpliwą przyjemnośc słyszenia takiej argumentacji.

          Rozwiń tę myśl, bo nie wiem, o co ci chodzi.
      • scher Re: Jak kształtować charakter? 21.02.08, 10:11
        Widzę, że jesteś świeżo po lekturze zielonej książeczki, którą
        zdajesz się traktować jak wyrocznię. Mnie samemu pomogła ona wiele
        zrozumieć, ale nie wszystkie metody stosuję w praktyce bez żadnych
        modyfikacji. Jedne nie działają, inne działają nie zawsze, jeszcze
        inne nie pasują do mojej osobowości, a te pasujące działają równie
        dobrze.

        > Kategoryczne odmowy, w których brak zrozumienia tego, co w danej
        > chwili czuje dziecko, mogą powodowac jeszcze większą złośc i upór,

        Kluczowe jest tu słowo MOGĄ.
        MOGĄ się też zdarzyć sytuacje, że stanowczość i kategoryczna odmowa
        będzie tym, co jest właśnie dziecku potrzebne.

        > Pozwól dzieciom, by same się dogadywały między sobą (widzę,
        > że obydwoje macie ochotę bawic się tymi klockami; pójdę na chwilę
        > do kuchni, a wy może przez ten czas sami coś wymyslicie?)

        To nie jest dobra metoda, gdy któremukolwiek dziecku dzieje się
        krzywda. Obopólnie satysfakcjonującego porozumienia nie zbuduje się
        na krzywdzie.
        Niekiedy dzieci pozornie się "dogadają". Bo na przykład siostra ma
        dominującą osobowość, a brat ustępuje jej dla świętego spokoju. Rolą
        rodziców jest też czuwać nad tym, aby rozwiązania, których dzieci
        dopracowują się samodzielnie, spełniały kryterium sprawiedliwości i
        przyzwoitości. Aby dziecko, które zachowało się złośliwie,
        roszczeniowo, manipulatorsko, nie zostało nagrodzone poprzez
        osiągnięcie swojego celu.

        > Wydaje mi się, że Twoja córeczka nie ma raczej postawy
        > roszczeniowej, ma raczej postawę: proszę, zauważ mnie, zobacz, co
        > czuję, zrozum, co czuję.

        I to właśnie wywnioskowałaś z pierwszego postu??
        W wychowaniu niedobre są skrajności neofity. Nie można rzucać się z
        nadgorliwą miłością na każde uczucie dziecka.

        > Zamiast "kategorycznie odmawiac", ja bym powiedziała:
        > "rzeczywiście, super byłoby przejechac się jeszcze na tej
        > karuzeli, ja sama bym miała ochotę! Problem w tym, że nasz czas
        > się skończył"... Ja sama byłabym "naburmuszona" po kategorycznej
        > odmowie. Można odmowic, ale trochę... inaczej.

        Programowe (więcej niż dwukrotne) zastosowanie tej metody jest w
        mojej ocenie manipulacją. Nie buduje to zaufania dziecka do osoby
        dorosłej. Niech twoje słowa będą proste, niech tak znaczy tak, a nie
        znaczy nie.

        > Gdy córka domaga się prezentu braciszka, powiedziałabym: "widzę,
        > ze bardzo ci się podoba, i że chciałabyś go miec, ale to prezent
        > dla brata. Może spróbujecie coś wymyślec, jak pobawic się razem?
        > NA PEWNO poradzicie sobie sami".

        Czemuż to brat, który dostał prezent, ma przejmować odpowiedzialność
        za rozwiązanie problemu swojej siostry? Czemu maJĄ spróbować coś
        wymyśleć? To siostra ewentualnie powinna włożyć wysiłek, żeby
        uprzejmie _poprosić_ swojego brata, aby podzielił się z nią zabawką.
        I musi być w stanie przyjąć każdą odpowiedź: zarówno zgodę, jak i
        odmowę.
        Moja rola jako ojca to może jeszcze najwyżej RAZ grzecznie zachęcić
        syna, by podzielił się zabawką, ale gdy ponownie odmówi, trudno.
        Wtedy powinienem pomóc pogodzić się córce z odmową, pocieszyć ją
        itp. Ale bratu dajmy spokój; to jego zabawka i jego radość!

        > I jeszcze jedno mi się nasunęło: dzieci są takie, jakimi je
        > postrzegamy, więc lepiej unikac przyklejania etykietek (maruda,
        > płaczek etc.)

        Nie przylepiać etykietek! Jednocześnie marudzenie nazywać
        marudzeniem, a nie wzmacniać je poprzez nadmierną ukierunkowaną
        uwagę rodzica i psychologizujące babranie się w tym.
    • gumitex Re: Jak kształtować charakter? 20.02.08, 14:31
      Wierzę, że jesteś zmęczona tą sytuacją. Może krótki odpoczynek bez
      dzieci, by ci pomógł nabrać trochę dystansu i wypracować jakieś
      rozwiązania. Poza tym, może mogłabyś spędzać trochę czasu tylko z
      córką, ona wtedy będzie spokojniejsza i poczuje się doceniona.

      Ja mam podobną sytuację, ale tym niezadowolonym jest młodsze
      dziecko. Najgorszy był wiek 2-3 lata, teraz już się poprawia.
      Staramy się dużo tłumaczyć, ale czasem cierpliwości brakuje.
      • ejka.pe Re: Jak kształtować charakter? 21.02.08, 07:04
        Dodałabym jeszcze, że logiczne wyjaśnianie, zapewnianie czy
        zaprzeczanie w odpowiedzi na emocje dziecka mijają się z celem. Im
        bardziej coś tłumaczymy, im bardziej jest to rozsądne i logiczne,
        tym mniej pomaga... Zwłaszcza dziewczynce, która ma 3 lata. Lepiej
        pozwolic na pokazywanie uczuc, nawet tych najpaskudniejszych. Niech
        powie, co jej leży na sercu. Denerwuje cię brat? Masz go dośc?
        Wysłałabyś go na księżyc? Pewnie denerwuje cię, że ciągle rozwala
        twoje klocki... etc.
        Jeśli na to pozwolimy, to jest szansa, że rozbudzimy w dziecku te
        dobre uczucia. Jeśli zmuszamy do bycia dobrym, to skutek jest często
        odwrotny! Wyobraźcie sobie, że zmuszamy trzyletnie dziecko do
        dzielenia się swoją własnością - przerabialiście to? Im bardziej
        nakłaniamy, tym zacieklej dziecko broni swoich rzeczy. Lepiej
        powiedziec: ok, to twoje, nie musisz się dzielic, jeśli nie chcesz.
        Jak będziesz na to gotowa, to się podzielisz, i już.
        Po prostu nie ma miejsca na dobre uczucia, dopóki nie ujawni się
        tych złych.
        • guderianka Re: Jak kształtować charakter? 21.02.08, 08:33
          Zgadzam się z sher

          Poza tym- niezbędna w kształtowaniu charakteru jest właściwa postawa
          rodzica
          • ejka.pe Re: Jak kształtować charakter? 21.02.08, 08:56
            No jasne, że właściwa postawa jest niezbędna, ale co właściwie
            oznacza "właściwa"?
            • guderianka Re: Jak kształtować charakter? 22.02.08, 09:47
              Właściwa-czyli taka, która ukazuje pozytywy moralne i etyczne,
              propaguje dobro. Myslę,że jesli chodzi o wychowywanie dziecka nie ma
              w tych dziedzinach względności. Dobro i moralność nakazuje
              postawy : nie krzwydzenia innych, nie narażania na smutek i
              cierpienia, brak kradzieży, dbanie o dobro innych, szacuek,
              tolerancję dla odmienności, kulturę bycia i etc
        • scher Re: Jak kształtować charakter? 21.02.08, 10:51
          ejka.pe napisała:

          > pozwolic na pokazywanie uczuc, nawet tych najpaskudniejszych.
          > Niech powie, co jej leży na sercu. Denerwuje cię brat? Masz go
          > dośc? Wysłałabyś go na księżyc? Pewnie denerwuje cię, że ciągle
          > rozwala twoje klocki... etc.

          Tym samym wzmacniasz złe uczucia względem konkretnej osoby.
          Wzmacniasz niechęć, hodujesz nienawiść.

          Nie: "denerwuje cię brat? masz go dość? wysłałabyś go na księżyc?"!
          Zamiast tego:
          - Jesteś zdenerwowana? Mogę cię przytulić i pocieszyć?
          - Czasem inni ludzie nie robią tego, czego chcemy, niestety. To może
          być denerwujące, ale TAK JUŻ JEST. Mogę ci jakoś pomóc?

          Ty masz pomóc córce uporać się z jej własnym zdenerwowaniem, a nie
          pomagać jej w pielęgnowaniu niechęci dla brata!
          • koci Re: Jak kształtować charakter? 22.02.08, 09:15
            Bardzo dziekuję Wam za dyskusję. Ja naprawdę dużo tłumaczę moim
            dzieciom, bardzo staram się szczególnie chwalić za "dobre" postawy.
            Jak bawią się grzecznie razem, zawsze zwracam na to uwagę, chwalę,
            jak robią źle - mówię, że to mi się nie podoba, że tak się nie robi,
            itp.
            Chciałabym też odnieść się do tego co napisała Ejka:
            "Piszesz o swojej córce jak o dorosłej osobie - zlituj się, ona ma
            dopiero 3 lata... Co więcej, ma brata. Nie jest, niestety, dorosła,
            i nie jest jeszcze dojrzała emocjonalnie. To normalne, że chce tego,
            czym akurat bawi się brat, i wcale mnie to nie dziwi, że chciałaby
            dostac jego prezent. Dziwi mnie natomiast Twój brak zrozumienia dla
            córki i to, że wymagasz od niej "dorosłości", na którą ona nie jest
            jeszcze gotowa."
            Może rzeczywiście wymagam za wiele, ale po prostu niepokoi mnie
            postawa roszczeniowa córki w TAKIM nasileniu (dlatego właśnie
            zaczęłam ten wątek). Synek też chciałby to i tamto i to co ma
            siostra, ale nie jest to takie ciągłe, męczące, wręcz chorobliwe.


            "Nie próbuj dzielic po równo, bo to
            bez sensu - najlepiej dawac każdemu dziecku, ile potrzebuje."

            No i tu jest właśnie mój problem - kto ma określić tę granicę
            potrzeb? Bo moja córka potrzebuje WSZYSTKO, a i to jest za mało. Ja
            też czytałam "Jak mówić żeby dzieci słuchały.. i "Rodzeństwo bez
            rywalizacji" (w twojej wypowiedzi odnajduję wiele wskazówek z tych
            lektur), ale w u nas to po prostu nie działa.


            "Pozwól
            dzieciom, by same się dogadywały między sobą (widzę, że obydwoje
            macie ochotę bawic się tymi klockami; pójdę na chwilę do kuchni, a
            wy może przez ten czas sami coś wymyslicie?)"

            Zazdroszczę Ci, że w takiej sytuacji Twoje dzieci potrafią się
            dogadać - u nas jest zaraz ryk, szarpanina i po zawodach. To co
            napisałaś to u nas czysta teoria wyjęta prosto z "mądrej książki"

            "Wydaje mi się, że Twoja córeczka nie ma raczej postawy
            roszczeniowej, ma raczej postawę: proszę, zauważ mnie, zobacz, co
            czuję, zrozum, co czuję."

            Zakładam taką mozliwość, ale znowu wracamy do problemu - ma duzo
            uwagi z naszej strony, nawet (niestety!) więcej niż synek, ale to
            też ciągle mało, każdy gest w stosunku do synka od razu jest przez
            nią zauważony i ona też chce się przytulić/wejść na kolanka/
            poczytać razem/ pobawić się itp. nie ma znaczenia, że właśnie przed
            chwilą zeszła z moich kolan i przez 20 minut zajmowałam się tylko
            nią.

            "Zamiast "kategorycznie odmawiac", ja bym
            powiedziała: "rzeczywiście,
            super byłoby przejechac się jeszcze na tej karuzeli, ja sama bym
            miała ochotę! Problem w tym, że nasz czas się skończył"... Ja sama
            byłabym "naburmuszona" po kategorycznej odmowie. Można odmowic, ale
            trochę... inaczej."

            Też już to przerabiałam. Niestety co kolwiek nie powiem, nie zacznę
            tłumaczyć, Ba! Nawet obiecuję wkrótce przyjście na karuzelę jeśli
            nie bedzie robiła "scen" przy każdej okazji - nic nie działa ona
            chce i już!
            Gdy córka domaga się prezentu braciszka, powiedziałabym: "widzę, ze
            bardzo ci się podoba, i że chciałabyś go miec, ale to prezent dla
            brata. Może spróbujecie coś wymyślec, jak pobawic się razem? NA
            PEWNO poradzicie sobie sami".

            Tak jak już wczesniej pisałam. Taki "gadki" nie działają. Kończy sie
            to tak jak zawsze - ona wyje, że chce to co ma on, nie cieszy jej
            jej własny prezent, jest wściekła, czasem zaczyna bić się po buzi,
            czasem rzuci zabawką w zależności od stopnia zaangażowania
            w "spektakl". Bo to, że to tylko gra to wiem, jak tylko dostanie to
            co chce np. braciszek po jej "występie" sam podchodzi i oddaje jej
            zabawkę o którą ona "walczy" od razu łzy wysychają.




            • desna Re: Jak kształtować charakter? 26.02.08, 13:49
              Zainteresowała mnie ta dyskusja, ponieważ odnajduje pewne
              podobienstwa w opisanych przez Ciebie zachowaniach córki a tym jak
              się zachowuje mój syn (jedynak - 4 lata). Moje dziecko jest typem
              marudy, który stara się wymuszać wszystko co jest tylko możliwe. Im
              więcej dostaje (tzn. im bardziej mu ustępujesz) tym więcej chce,
              żądania eskalują a osiągny efekt wciąż jest niezadawalający. Bardzo
              nie lubi się podporządkowywać, ma olbrzymi problem z dzieleniem się
              (prezentuje zachowania typu - "ten plac zabaw jest mój"). Z moich
              dotychczasowych doświadczeń wynika, że to co nam pomaga to:
              1. jasno określone granice i zasady postępowania i ich konsekwentne
              przestrzeganie
              2. nieustanne przypominanie zasad (np. przed wejściem na plac zabaw
              przypominam, że nie wolno rzucać, zabierać, bić innych dzieci -
              jeżeli zrobi coś takiego natychmiast wychodzimy
              3. chwalenie (szczególnie tych zachowań kiedy potrafił zapanować nad
              agresją lub potrafił się podzielić)
              4. umawianie się - np. wychodzimy z placu zabaw, a syn chce jeszcze
              się bawić, to musi to zakomunikowac normalnym głosę bez jęczenia lub
              krzyku (jak zaczyna jęczeć mówię mu, że nie rozumiem o co chodzi i
              żeby to powiedział normalnie), a potem umawiam się z nim, ze może
              jeszcze np. 3 razy zjechać ze zjeżdzalni albo ma jeszcze 5 min.
              zabawy (pokazuję mu koniec czasu na zegarku). Upewniam się, czy
              zrozumiał zasady i zapowiadam, że potem nie ma dyskusji i
              wychodzimy. Jeżeli nie chce wyjść - dostaje jeszcze jedno
              ostrzeżenie i zapowiedź, że jeśli nie wyjdzie sam to ja go wyniosę i
              nie będzie to przyjemne.
              Generalnie sprawdza się u nas system 1, 2, 3 ale pewnie znasz to (bo
              jak widzę sporo czytałaś.

              I jeszcze jedno - teraz jest o wiele lepiej niż rok temu ...
              • babcia47 Re: Jak kształtować charakter? 26.02.08, 17:21
                i to jest prawidłowe podejście!! Negocjowanie z dzieckiem tego co
                mamy wyrugować w procesie wychowania mi kojarzy się(w dużym
                uproszczeniu)np. z negocjowaniem czy wytrzemy pupe po załatwieniu
                sie lub czy umyjemy brudne ręce..Trzyletnie dziecko nie jest
                takie "głuputkie" i wiele juz rozumie..a to rolą rodzica jest
                wzmacniać zachowania pozytywne i pokazywać jakie jest
                nieporządane..Dziecko w tym wieku ,a bywa, ze i wcześniej stara się
                sprawdzać gdzie są granice dla tolerancji jego zachowania, co mu
                wolno a czego nie..i samo czuje się bezpieczniej kiedy te granice są
                sztywno wyznaczone. Oczywiście takie rzeczy, jak to czy pobawimy się
                kilka minut dłużej na karuzeli można, a nawet trzeba negocjować żeby
                dziecko nie czuło sie "tłamszone" jako mały ludzik bez prawa
                głosu..ale w sposób jaki przedstawiła poprzedniczka!! Za to inne nie
                powinny podlegać dyskusji ..i wbrew temu co zostało tu napisane
                wyżej dziecko doskonale przyjmuje tłumaczenia dlaczego tak sie
                dzieje szczególnie podane przystępnym językiem i opartym na
                przykładach..np. jak by Tobie się podobało gdybym zabrała Twój
                prezent i oddała bratu! U mnie działało też wytłumaczenie, że
                dzieląc sie zabawkami mają ich dwa razy więcej..z tym, że
                do "własnych" każde ma prawo pierwszeństwa w zabawie..starałam się
                także by żadne nie czuło się pomijane ale i żeby młodsze nie było
                faworyzowane (róznica była większa bo 2 lata)wieczorkiem po kąpieli
                urządzaliśmy "nocne Polaków rozmowy" właziliśmy we trójkę pod jedną
                kołdrę(na godzinkę) razem czytalismy bajki i "gadalismy".. i to o
                wszystkim..od tego co jedzą sarenki po to dlaczego nie należy iść
                gdzieś z nieznajomymi..kiedy rozmawiałam ze starszym o "poważnych
                sprawach" młodszy sie przysłuchiwał i z czasem włączył do rozmów..a
                wtedy właśnie rozmawialiśmy o tym dlaczego coś robi się tak a nie
                inaczej,z jakich powodów, czego robić nie wolno..i jak fajnie
                być "stalsym blatem" tym dużym i mądrym, który też uczy i "pilnuje"
                małego..i pani, która tu napisała, że 3 letniego dziecka nie mozna
                traktowac jak dorosłego zdziwiła by się jakie tematy taki 3-latek
                potrafił poruszać..i jakie wnioski wyciągac samodzielnie lub
                naprowadzony przez omawianie "przykładów"..oczywiście wszelkie
                pozytywne zachowania były b.chwalone i opowiadane przy dziecku (!)
                nieobecnemu przy tym tatusiowi,"dziadkom" lub znajomym ..co
                dodatkowo wbijało go w dumę, że jest taki mądry i grzeczny..
              • koci Re: Jak kształtować charakter? 04.03.08, 10:19
                Desna,

                Zapomniałam o tym napisać ale moja córeczka też "przywłaszcza sobie wszystko
                tzn. drzewa za oknem są MOJE, wypatrzony ptaszek na płocie jest MÓJ, mama jest
                TYLKO MOJA itd. Ja też muszę ciągle przypominać ustalone zasady i określone
                granice, masz rację to jedyne co daje jako-takie efekty. Ale ponieważ muszę to
                tłumaczyć ciągle i na okrągło i te same sytuacje są dla mojej córci kolejną
                próbą sił (choć wie, że i tak nie ustąpię, bo nigdy nie ustępuję) to wydaje mi
                się, że ona znajduje przyjemność w ciągłej "próbie sił". Opiszę np. taką
                sytuację: Córka w złości uderzy brata (standard). Mały płacze. Tłumaczę córeczce
                że nie wolno bić braciszka i musi go przeprosić. Przez 10 minut odmawia, płacze,
                krzyczy, wreszcie po negocjacjach mówi "dziedzadziam" albo coś równie
                wymyślnego. Na moją prośbę, żeby powiedziała ładnie słowo "przepraszam", ona
                mówi do mnie "przytul mnie", ja na to "najpierw przeproś braciszka" i sprawa
                trwa kolejne pół godziny, ona wyje i tupie, że mam ją przytulić, ja czekam aż go
                poprawnie przeprosi. W końcu to robi, ja ją przytulam. Może robię coś źle
                (chętnie poznam wasze opinie), ale takie sytuacje powtarzają się często, wg
                teorii telewizyjnej Super Niani po 3-ech razach dziecko przestałoby już takich
                prób, ale ona ciągle "przerabia" to na nowo, efekt zawsze jest ten sam. Żeby
                było jasne: próbowałam kiedyś wersji z przytuleniem jej po jej żądaniu, ale
                sprawa kończyła się w zasadzie tak samo, mówiła dalej "dziedziadziam", albo nic
                i sytuacja toczyła się j/w.

                Desna, mam nadzieję, że i u nas będzie lepiej z każdym rokiem. jest teraz
                ciężko, ale widzę, że już i tak o niebo lepiej niż w zeszłym roku. I tak krok po
                kroczku, tylko tej cierpliwości czasem tak bardzo brakuje...
    • camel_3d to zalezy jacy jestescie 26.02.08, 14:15
      dzeicko i tak bierze przyklad z rodzicow...wiec zeby nei wiem cosmile to i tak wy
      musicie swiecic tym dobrym przykladem.smile
      • ejka.pe Re: to zalezy jacy jestescie 28.02.08, 06:32
        camel_3d napisał:

        > dzeicko i tak bierze przyklad z rodzicow...wiec zeby nei wiem cosmile
        to i tak wy
        > musicie swiecic tym dobrym przykladem.smile

        A jeśli jesteście idealnymi modelowymi rodzicami i pamiętacie o
        swoich świętych obowiązkach, to już sukces gwarantowany.

        Ależ się dyskusja wywiązała... Ktoś przypisuje trzylatkom dorosłośc,
        ponieważ potrafią, dajmy na to, byc perfidnie złośliwe i robią coś z
        premedytacją, a babcia słusznie zauważa, że trzylatek samodzielnie
        wyciąga logiczne wnioski i porusza "dorosłe" tematy. Jednak
        powiedziałabym raczej, że trzylatki zachowują się czasem "po
        dorosłemu" i zaskakują rodziców tym, jakie potrafią byc dojrzałe.
        Nie zmienia to faktu, że wciąż są małymi dziecmi, a ich rozwój
        emocjonalny ma jeszcze przed sobą dłuuugą drogę. Bywają poważne,
        empatyczne, wzruszają się... by niekiedy rzucac w złości zabawkami,
        mówic rzeczy, których tak naprawdę nie myślą, albo mówic coś i zaraz
        temu zaprzeczyc. Czyż nie takie są trzylatki? Nie twierdziłam
        przecież, że są maluszkami niezdolnymi do myślenia. Przeciwnie -
        bywają bardzo mądre i roztropne. Traktowac takie dzieci jak
        dorosłych? Jasne, ale bez przesady. A przesadą, i to sporą, jest dla
        mnie określanie trzylatka marudzącego - marudą, jęczącego -
        jęczajłem, zachowującego się złośliwie - złośliwcem, płaczącego -
        beksą itd., tłumaczenie mu, że jego postępowanie jest aspołeczne i
        nie do przyjęcia, "otrzeźwianie" go w stylu zaprezentowanym przez
        scher, stawianie w kącie albo, nie daj Boże, klapsy.

        Koci, cieszę się, że znasz "Rodzeństwo..." i że próbowałaś...
        Trzymam kciuki i palce u nóg, żeby Ci się udało. Wydaje mi się, że
        może byc tylko gorzej, jeżeli zmienisz taktykę...
        Napisałaś, ze metody z książki się nie sprawdzają, że awantury, że
        histerie, że napady zlości. I że dużo tłumaczysz. Jeśli to nie
        pomaga, nie baw się w wyjaśnianie i logiczne argumentacje. Ustalaj
        jasne zasady, pokaż, co wolno, a czego nie, i ze spokojem się tego
        trzymaj. Krzyki, histerie ignoruj... U nas to działa (i mam
        nadzieję, że będzie się sprawdzac nadal).
        Logiczne wywody rodziców, ich cierpliwe tłumaczenia dobre są wtedy,
        gdy emocje opadną i dziecko się uspokoi. W kryzysowych sytuacjach
        ratuje nas tylko spokój...
        Ta zielona książeczka (moja wyrocznia święta i jedyna) jest naprawdę
        fajna i pomocna. Życzę Ci powodzenia.
      • oldi_s Re: to zalezy jacy jestescie 28.02.08, 08:24
        Tak! Nie zuważyliście, że dzieci są lustrem i barometrem rodziców? Ja wciąż obserwuję u dzieci powielanie zachowań moich lub żony. Jeśli mamy gorszy okres w życiu (stresy w pracy lub cokolwiek innego) od razu odbija się to na zachowaniu dzieci. Dlatego uważam, że oprócz 4 zasad opisanych w którymś poście powyżej, a które dają dziecku spokój i jasne reguły gry, bardzo istotny jest przykład. Jeśli rodzice są wiecznymi malkontentami to trudno, żeby ich dzieci były z życia zadowolone.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka