Dodaj do ulubionych

Pesymizm wygrywa

20.04.06, 15:47
Brak mi sil.Nie wierze juz w nic.Od roku Nika przyjmuje viagre, koszty sa
ogromnea wiara, ze pomoze jeszcze wieksza..I co z tego??nic!!Po prostu nic!!
Wynik badania usg serca-bez zmian,nadcisnienie plucne ani drgnie!!Bomba.Pan
Bóg ma swoja wizje doswiadczenia mnie i mojego dziecka.Wspaniale Panie Boze!!
Jestem "szczesliwa".Co to dla mnie walka 9 lat o zycie dziecka.Co to dla
mnie??Przeciez ja batman jestem,dam rade.Mnie nic nie zlamie!!
Przepraszam Was ale nawet plakac nie moge,Nika mnie obserwuje ciagle...gdzies
sie wykrzyczec musialam
Edyta
Obserwuj wątek
    • anfido Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 16:27
      Czciałabym Ci napisać coś pocieszającego, ale po prostu wieczorkiem zadzwonię.
    • jukilop Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 16:39
      edyta będzie dobrze wiem że teraz to puste słowa
      ale co mam Ci powiedzieć załam się , odejdz - gdzie i od kogo????
      od NIEJ? Przecież Ty ją kochasz na pewno najbardziej na świecie.
      Ona Cię potrzebuje i razem dacie radę , jeśli nie dziś to jurto bądź pojutrze
      Trzymam kciuki za Ciebie , nie poddawaj się proszę Cię
      • gonis1 Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 17:42
        Witaj!!!
        Nie wiem jak Cię pocieszyć ,ale jedno wiem ,że dzieki Tobie twoja córka ma 9
        lat.Złorzecz Bogu ,bo komu innemu ? A ,że leczenie nie przynosi poprawy...ale
        też się nie pogarsza .Można mieć nadzieję.Pozdrawiam Cię serdecznie i nie
        poddawaj się zwątpieniu ,no może na chwilkę.
        Gosia mama Poli /ToF/
        • edytek1909 Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 18:08
          Wiecie co?Ja nie zrobilam w swoim zyciu nikomu i niczemu taka krzywde zeby moje
          dziecko tak cierpialo.A Bog jesli chcial mnie doswiadczyc to mogl mi glowe uciac
          Dobra chcial zebym urodzila dziecko z wada serca-urodzilam-chcial mnie
          doswiadczyc-doswiadczyl.A co moja corka Mu zrobila??No co to dziecko zawinilo??
          Ile jeszcze moge oklamywac ja ze jej serce naprawimy,ze bedzie biegac,zyc jak
          inne dzieci???????????
          Nie nasz Pan Bóg o nas zapomnial, On nas kocha tylko o nas
          zapomnial........sorki dziewczyny,mam ochotę walic glowa w mur.........
          • ewelia5 Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 19:12
            Ile życia tyle nadzieji. Ja wierze, że nasze dzieci żyja tyklko dlatego, że my
            walczymy i wierzymy że dadzą radę ...
            Przytulam Cię bardzo bardzo mocno niestety wirtualnie tak bym chciała
            osobiście...
            Ewelina
          • beatak15 Re: Pesymizm wygrywa 21.04.06, 08:14
            Edytko,
            Napisałaś dokładnie to co myśle i czuje. Choć nasza historia jest znacznie
            krótsza, to brak jakichkolwielk postepów rozwala mnie na atomy. Nadzieje na
            lepsze jutro gasna szybciej niż sie pojawiają.
            Może wiedzac, że jest gdzieś ktos kto przeżywa i czuje to samo co Ty dodada Ci
            siły. Mnie dodaje.

            Ściskam Was mocno

            Beata
    • aska762 Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 19:13
      Edyto kochana, no co ja mam Ci napisać, że "jutro będzie lepiej"? Nie będzie ... Nie wiem, czy Pan Bóg ma wpływ na to, że nasze dzieci mają wady serca, na to że niektóre niestety umierają ... Wiem, że my mamy czasem mamy takie dni, że lęk o dziecko, o jego życie jeast nie do udźwignięcia ... Musisz walczyć i wierzyć że będzie dobrze dla córci, nie dla siebie. Nikola bardzo Ciebie potrzebuje, bo ona przecież wie, że jest chora, że Ty jesteś bezsilna, to Twoja walka i wiara, że będzie ok, powoduje, że zasypia spokojnie ...
      Ściskam Ciebie mocno!
      Wykrzycz się, wypłacz się ale przy Nikoli walcz ...
      Nie wiem dlaczego musisz przez to przechodzić, wolałabym, żebyś nie musiała.
      Zresztąwydaje mi się, że pytanie DLACZEGO jest nie na miejscu - i tak nie znajdziesz na nie odpowiedzi. Zostaje Ci tylko walka.
      Gdybyś chciała pogadać to dzwoń i zapraszam Was na kawkę jak znowu będziecie w Poznaniu!
    • perelekhlhs Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 21:26
      Jak sie urodzil Pawelek to mama ciagala mnie po kosciolach a ja siedzialam jak
      sztywna. Przestalam wierzyc ze mozliwe jest istnienie TAKIEGO Boga.
      To co piszesz porusza do glebi. Nika jest na zdjeciach jak zdrowe dziecko.
      Dopiero po przeczytaniu tu i owdzie Twoich informacji zrozumialam co to
      nadcisnienie plucne, tzn jakie zagrozenie. I tez mam pretensje to TEGO Boga i
      tez nie rozumiem. Podziwiam Cie, bo batman to przy Tobie niedorajda.
      Zycze Ci tak jak sobie zeby NASZ Bog wrocil.
      Monika
      • perelekhlhs Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 21:30
        A co do drugiej Twojej wypowiedzi, ostatnio jedna osoba na tym forum napisala
        ze mimo swojej wady i nienajlepszych wynikow jest szczesliwa bo to ONA jest
        chora a nie jej dziecko (urodzial zdrowa dziewczynke). To byla taka prosta
        prawda. Ona odkryla moje marzenie.
        Monika
      • monikakonieczka Re: Pesymizm wygrywa 21.04.06, 10:34
        Wiecie co dziewczyny?Myślałam zawsze,że tylko ja mam pretensje do Boga za to,że
        Mateusz jest z wadą serca,że inni nie mają czasu się zastanawiać nad tym czy to
        On nas doświadcza i czym sobie zasłużyłyśmy na to,że musimy żyć z tą myślą,że
        nasze dzieci mają wadę często bardzo ciężką,że musimy patrzeć jak bardzo by
        chciały pobiegać a tu nie ma siły,usta sinieją oddech ciężki?Do jasnej cholery
        za co?Nikomu nie zrobiłyśmy nic złego,żeby tak nas doświadczać.Wykrzycz się do
        woli,ale przy córce się uśmiechajMonika mama Mateusza z HLHS
    • kasiamp Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 21:37
      Ja Ci dam pesymizm! Zbieraj się do mnie razem z Niką, ja już ją naładuję dobrą
      energią i Ciebie przy okazji też. NIka jest silna i da sobie radę. Wierzę w to
      mocno i proszę, abyś się nie poddawała. A co ja piszę TY NIGDY SIĘ NIE PODDASZ
      BO NIE JESTEŚ DO TEGO STWORZONA. TY JESTEŚ RAZEM Z NIKĄ STWORZONA DO WYŻSZYCH
      CELÓW I DOBRZE O TYM WIESZ. Buziaki. Dzięki za wsparcie. Jutro wyślę sms-a.
      Kasia
      • gosiap10 Podpisuje sie pod slowami Kasi! Pesymizm? A kysz!! 21.04.06, 12:37
        No wlasnie! Co za pesymizm! Wyrycz sie w poduszke, wyrzuc z siebie wszystko na
        forum i wracaj do walki. Nika jest wspaniala!!!! I sam fakt, ze nadcisnienie
        plucne nie wzroslo napawa juz optymizmem. Moze to wlasnie dzieki podjetemu
        leczeniu?! Nika to dzielna dziewczynka i ona sie nie podda. Sama wiesz, ze
        drgnelo juz troche w kwestii leczenia nadcisnienia plucnego. Musimy teraz
        wszyscy wierzyc, ze nastapi jakis przelom.
        Od poniedzialku jestem w domku i zaczniemy znow Gadu-Gadowac. Glowa do gory!
        A jak nie pomoze, to moze od Kasi przylecisz prosto do mnie na odrobinke
        wakacji z Nika i Karolem?
        Sciskam Cie mocno kochana, dzielna Mamusiu.
        Buziaki dla dzieciaczkow.
    • malgosia347 Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 22:09
      Edyto powinnam Cię pocieszyć , ale nie wiem jak,bo sama jestem w dole. Ja już
      walczę 16lat. Ty chociaż zdecydowałaś sie i podajesz lek, a ja nie podjęłam
      jeszcze tej decyzji,ponieważ boję się ze nie dam rady finansowo. Przestałam juz
      stale prosić o zdrowie Madzi, tylko proszę o siły dla mnie do wiecznej walki.
      Ściskam Cię i tulę Nike
    • kopacz_tej Re: Pesymizm wygrywa 20.04.06, 22:42
      Dziś tylko Ci brak , a jurto będzie już lepiej .Kiedyś na stronce przeuroczej Jagódki znalazłam to...

      "WYJĄTKOWA MATKA"

      Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki chorych dzieci?
      -Tej dajmy dziecko chore.
      Anioł:
      - Dlaczego właśnie tej Panie? Jest taka szczęśliwa.
      - Właśnie tylko dlatego- mówi uśmiechnięty Bóg. Czy mógłbym powierzyć chore dziecko kobiecie, która nie wie czym jest radość? Byłoby to okrutne.
      - Ale czy będzie miała cierpliwość?- pyta anioł.
      - Nie chcę, aby miała dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.
      - Panie wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
      Bóg uśmiechnął się:
      - To nie ważne... mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwa ilość egoizmu.
      Anioł nie mógł uwierzyć swoim uszom.
      -Egoizmu? Czyżby egoizm był cnotą?
      Bóg przytaknął.
      Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swoim dzieckiem, nie da sobie nigdy rady.
      Tak, taka ma być właśnie kobieta, którą obdarzyłem dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć.
      Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi.
      Ale kiedy jej dziecko po raz pierwszy powie: "mamo" uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo lub zachód słońca lub niewidome dziecko będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc.
      Pozwolę jej, aby widziała rzeczy, tak, jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia) i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie.
      Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoja pracę, jakby była wciąż obok mnie.
      - A święty patron? - zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu gotowe do napisanie pióro.
      Bóg uśmiechnął się...
      - Wystarczy jej lustro....
      Pozdrawiam,przytulam,Ewa


      • edytek1909 Re: Pesymizm wygrywa 21.04.06, 08:50
        Dziękuje Wam wszystkim bardzo:za dobre slowo, za zrozumienie,za to że
        jesteście......Nie często mam dolki jeśli chodzi o chorobę Niki,nie często
        mówię stop.Są jednak takie chwile,ktore sprawiają ze już dalej nie mogę, nie
        chcę ,nie potrafię..Zazdroszczę nie którym beztroski,lekkiego życia.Może to
        przykre ale tak jest.Żal mi ,że moje dziecko nie doświadczy polowy radości,
        które ja zaznalam w dzieciństwie..Użalam sie nad Nią nad sobą..dziś tego
        potrzebuję..I cieszę się, że jest to forum gdzie mogą paść trudne i cięzkie
        slowa..Czy lżej mi na sercu?Tak.Tylko szkoda ,że Bóg o nas
        zapomnial...Szkoda..Dziękuję Wam raz jeszcze
        Edyta
    • aaparzoch1 Re: Pesymizm wygrywa 21.04.06, 10:03
      Edyto. Trudno mi wogóle zebrac mysli po zapoznaniu się z treścią wątku i
      wszystkimi wypowiedziami. Powinnam powiedzieć, że mnie jest łatwiej, bo mój
      Radek ma uszkodzone tylko ( a dla mnie aż) dwie zastawki. Ale jestem jego matką
      i dla mnie jego przypadek jest taką samą tragedią jak dla innych matek, których
      dziecko ma być może poważniejszą wadę. Tak samo boję sie o niego, tak samo
      codziennie płaczę ze strachu, z rozpaczy. I tak samo wielokrotnie zadaję sobie
      pytanie dlaczego spotakało to właśnie jego, a nie mnie. Mój strach o jego życie
      jest tym większy, że mój tato też miał wadę zastawki i zmarł młodo. Moja mama
      kiedy zmarła na raka miała zaledwie 34 lata ( w ciągu kilku miesięcy pochowano
      oboje rodziców mojej mamy, jej brata i ją samą). I ja wiem jak ciężkie jest
      życie dziecka, któremu przyszło chować się bez matki. Jeszcze wczoraj
      rozmawiając telefonicznie z zaprzyjaźnionym księdzem mówiłam mu, że oddałabym
      wszystko, aby żyła, aby poznała swoje wnuki. Niechby jeździła na wózku, niechby
      amputowali jej nogę, ale tylko aby żyła. Zaglądam na forum dzieci chorych i
      odkąd przeczytałam, że syn Basi zmarł jako kilkunastoletni chłopiec m.in. na
      skutek zespołu wypadania płatka wpadłam w czarną rozpacz. Już wielokrotnie
      obiecywałam sobie, że nie zajrzę na żadne forum, bo każda zła informacja,
      chociaż dotycząca przeciez innych osób, niezwykle mnie dołuje. Ale jednak coś
      mnie ciągnie tutaj. Solidaryzuję się z każdym forumowiczem, traktuję jak kogoś
      bliskiego. Bo czuję, że tu odnajduję ludzi z podobnymi problemami. Którzy mnie
      rozumieją. Jestem osoba wierzącą i to mi dodaje sił. Wiem, że Bóg zsyła
      cierpienia na osoby silne, które są w stanie podźwignąć ten krzyż, nawet jeśli
      przychodzą chwile zwątpienia. O ironio, powiem Ci, że w rodzinie mojego męża
      jest osoba błogosławiona - rodzony brat babci mojego męża - błogosławiony ks.
      Ludwik Roch Gietyngier. I nawert mój mąż - osoba bardzo religijna-
      wielokrotnie zadaje sobie pytanie jak on sprawuje opiekę nad jego rodziną,
      skoro następuje taka eskalacja chorób i problemów. Jakos głęboko ufam mimo
      wszystko, że wiara czyni cuda, że gorliwa modlitwa jest w stanie wiele
      zdziałać. Bo zawsze mogło byc gorzej i cieszę się, że jest tak jak jest
      zakłądając, że ktoś tam na górze czuwa, aby uchronić nas od najgorszego. Tak
      pieknie pisała chyba jukilop o tym, że kiedy w najtrudniejszych dla nas
      momentach na piachu są pozostawione tylko ślady naszych stóp, to wtedy Pan
      niesie nas właśnie na rękach i wspiera. Strachu się nie uniknie, lęk i
      zwątpienie będzie towarzyszyć nam zapewne zawsze. Ale nieznane są wyroki
      Boskie. Moja najukochańsza babcia, która po śmierci mamy nam ją zastąpiła, ma w
      tej chwili az 92 lata. I wciąż sprawny umysł. I pomyśleć, że w czasach jej
      młodości lekarze odradzali jej założenie rodziny z uwagi na poważną chorobę
      płuc. Sugerowali aborcję, bo jakoby nie przyżyje porodu, bądź jesli nawet to
      umrze nie wychowawszy dziecka. A tymczasem dożyła pieknego wieku, w
      międzyczasie pochowała jedynego syna ( mojego tatę) i dwóch pasierbów. Jest
      schorowana, ale na przekór wiedzy medycznej, lekarzom zyje. A ja mam 32 lata i
      cukrzycę wykryta przypadkiem podczas badań serca mających wykluczyć bądź
      potwierdzić dziedziczenie w mojej rodzinie wady serca. I zapewne m.in. z tego
      powodu nasz Radek pozostanie jedynakiem. I jest we mnie strach, że nasilenie
      choroby może doprowadzić do tego, że historia się powtórzy i nie zdążę wychowac
      Radka. Nie dożyję narodzin moich wnuków. Twoja córa ma dzielną i wspaniała
      mamę. Jesteś przy niej, wspierasz ją, okazujesz swoja miłośc i poświęcenie. To
      zupełnie normalne, że martwisz się o jej zdrowie, że smuci Cię brak poprawy. Że
      czasami masz chwile załamania. Ale pomyśl, jak ważne jest to, że badania nie
      wykazuję zmian negatywnych. Ile matek pragnie usłyszeć właśnie taką diagnozę.
      Nasza kardiologia, kardiochirurgia stoja na wysokim poziomie. Stale się
      rozwijają. Coś co kiedys było niemożliwe teraz jesli trafi się w odpowiednim
      momencie pod opiekę dobrego ośrodka, specjalisty jest się w stanie wyleczyć,
      skorygować, zatrzymać rozwój. Wiem z rozmowy z docentem Witesem, że kiedy
      wprowadzał do leczenia chorych wiagrę, kierownictwo było zaskoczone. Jestem
      laikiem, ale uważam go za świetnego specjalistę i skoro zdecydował się na taki
      eksepryment, to musi miec ku temu przekonanie. Podobnie jest pewnie w przypadku
      lekarza prowadzącego Nikolę. Nadciśnienie ani drgnie jak piszesz, ale też stan
      sie nie pogarsza. Jeszcze będziesz tańczyć na jej weselu. A nie ukrywam, że
      Nikola bardzo podoba sie mojemu Radkowi. A sa prawie w tym samym wieku. Musi
      byc dobrze.Przepraszam za chaotyczność. Pozdrawiam. Ola

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka