Gość: _Su_
IP: *.*
03.12.02, 23:20
Muszę napisać to co mi leży na wątrobie bo oszaleję taka jestem wściekła. Cała sprawa dotyczy mojej znajomej i jej 13 letniej córki oraz szpitala. Otóż Iza lat 13 dostała zapalenia wyrostka, tak przynajmniej wskazywały objawy jakie miała. Została zawieziona na pogotowie, dodam że było to akurat w świąteczny dzień, gdzie dyżurna lekarka nie rozpoznała zapalenia wyrostka a nawet nie raczyła wezwać kogoś na konsultacje tylko kazała dać dziecku środek przeciwbólowy i wysłała do domu. Po dwóch godzinach dziewczynka trafiła na stół operacyjny. Zabieg miał trwać około godziny, tak poinformowano matkę, trwał 2,5 godz. Kiedy koleżanka pytała dlaczego tak długo słyszała: "niech pani się nie denerwuje, może się rozlał" Po tym czasie wyszedł lekarz i powiedział że to tak długo trwało bo usunął wyrostek laparoskopem bo nie chciał żeby Iza miała szpetną bliznę. Oczywiście koleżanka się ucieszyła bo to znaczyło że wszystko szybciej się zagoi i Iza szybko wyjdzie ze szpitala. Była jednak poważnie zaniepokojona bo jak znalazła się z córką na sali wszyscy dookoła (personel) byli zaskoczeni, że wyrostek był usuwany laparoskopem bo jak dotąd rzadko lub nawet nigdy nie było to praktykowane. ??!!! Iza została po 2 dniach wypisana do domu bo niegorączkowała. Niestety w domu okazało się że ma temperaturę i zaczął boleć ją brzuch. W przychodni powiedziano im że tak może być ale ponieważ wszystkich nas to niepokoiło namówiliśmy koleżankę do zrobienia dziecku badań. I okazało się że ma bardzo wysokie OB. Za wysokie i inne badania są złe, poza tym USg wykazało płyn w okolicy wyrostka. Jeszcze tego samego dnia Iza trafiła na stół i tym razem ją pocieli w tradycyjny sposób. Po otwarciu jamy brzusznej okazało się że wokół jelit zebrała się ropa czyli zrobiło się tak zwane zapalenie otrzewnej. Przypomnę że od tego można umrzeć. Cudem zdążyli jej to wyczyśćić-tak przynajmniej nam się zdawało. Tu na moment zacznę kolejny wątek mojej opowiastki-OPIEKA POOPERACYJNA. Izę położono na chirurgii i zaczęły się szopki. Tym razem dziewczę samo już nie miało siły się podnieść żeby siusiu zrobić a te małpy piguły potrafiły przynieść basen, postawić koło łóżka i pójść sobie. Iza miała cały czas wysoką temperaturę a termometr szpitalny do uszny jej nie wykazywał, mierzyła zwykłym przyniesionym z domu termometrem- wtedy w jej stronę leciały teksty od piguł " od tego mierzenia to się rozchorujesz", albo kiedy Iza nie chciała brać tabletek przeciwbólowych bo jej nie pomagały słyszała " nie to nie, cierp sobie jak chcesz". Naszpikowali ją antybiotykami a nie dali nic dopochwowo przeciwgrzybiczo i mała szalała bo ją piekło i swędziało to na siłę piguły chciały jej czopka zapakować i się darły że ma 17 lat a nie daje sobie włożyć (nawet się małpom w kartę spojrzeć nie chciało) a żeby tego było mało jeszcze mama znalazła u niej po kilku dniach gnidy. Poszła powiedzieć o tym oddziałowej to jeszcze się nasłuchała że na jej oddziale to niemożliwe. Wreszcie wypisali dzieciaka do domu, a tu znowu ataki zaczęły się powtarzać i znowu kolejne badania wykazały że tym razem zebrał się jakiś płyn w brzuchu po lewej stronie. Ręce opadają, dzieciaka jest już pół, matka zrozpaczona a mi samej wyć się chce jak ją widzę w pracy i nic pomóc nie mogę. Jutro czyli 4 jadą do Olsztyna i tam Iza ma być 3 raz krojona-jeszcze o tym nie wie bo matka nie wie jak jej ma to powiedzieć. powiem Wam że ów wspaniały szpital znajduje się w Giżycku, na Mazurach. Ostatnio zmarła też tutaj po operacji pacjentka bo rzekomo podczas operacji lekarz przeciął tętnicę i nie zauważył. Kobieta miała 52 lata a zabieg był podobno rutynowy. Brak słów, gdybym miała to skomentować to zawiesiłby mi się komp od niecenzuralnych słów. Powiem tyle-jak ktoś w rodzinie Wam podpadł wyślijcie go na operację do szpitala-może akurat się uda.zdołowana Su