perelka.80
26.04.07, 11:30
Kochani!
Dzisiaj mija 6 miesięcy od operacji Juleczki. Zdrowe serce daje człowiekowi
tyle energii i chęci do życia, że to nieprawdopodobne. Moja córka jest teraz
najszczęśliwsza na świecie, bo w końcu może biegać, skakać, sama wchodzić na
drabinki i na zjeżdżalnię, ganiać się ze mną i bez końca jeździć na roweku.
Dostała drugie, lepsze życie.
Proszę sami zobaczcie Julii nowe zdjęcia, wklejone na forum Domu-Misi,
ponieważ nie umiem tego zrobić tutaj.
Link do strony: www.dom-misi.org/forum/index.php?topic=45.540
Uważam, że my rodzice mamy taki OBOWIĄZEK - dać dziecku szansę na lepsze
jutro, jeśli tylko pojawia się taka możliwość.
Po powrocie ze Stanów, ukazało się o Julci kilka artykułów w prasie i zaczęły
odzywać się do mnie mamy dzieci z podobnymi wadami, jaką miała Julia, prosząc
o pomoc.
Oczywiście z przyjemnością podzieliłam się swoimi doświadczeniami, na maila
wysłałam linki do stron, gdzie jest zamieszczona procedura załatwiania
leczenia za granicą, udostępniłam wszelkie kontakty i dane teleadresowe,
które posiadam, aby mamy nie musiały poszukiwać ścieżek, które ja już
wydeptałam.
Mam kontakt z kardiochirurgiem z Niemiec, który ma ogromne doświadczenie w
operowaniu tego typu wad i operuje w jednej z najlepszych klinik w Europie -
w Lipsku.
Podczas rozmowy z jedną z mam, dowiedziałam się, że nie spieszy się ona z
wysyłaniem badań dziecka do wspomnianego lekarza, ponieważ jej synek wygląda
na zdrowego (widziałam go na własne oczy i chłopiec jest fioletowy jak
śliwka, a saturację ma na poziomie 65-75%)i nie chce kusić losu... A poza
tym, to ostatnie cewnikowanie serca miał zrobione rok temu i nawet nie dostał
opisu tego badania, bo przez zarośniętą zastawkę płucną - podobno nie
wyszło !!!
Kolejna mama rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na prywatne konto, pojawiły się o
niej artykuły w prasie, w internecie, apele w regionalnej telewizji TVP, na
internetowej stronie Urzędu Miasta, w którym mieszkają. Podaje ona, że syn
będzie operowany w Berlinie za kwotę 250 000 Euro. Dotarłam do niej i
rozmawiałam przez telefon. Okazało się, że wszystkie informacje są tylko
zasłyszane od jej siostry, która szukała info. w internecie. Siostra tej mamy
napisala do mnie 1,5 miesiąca temu na gg z prośbą o pomoc i również
przesłałam jej wszystkie niezbędne wiadomości, oraz to, żeby zapisały dziecko
do Fundacji, która posiada zezwolenie na organizowanie zbiórek publicznych i
udostępni chłopcu subkonto, aby ludzie bez obaw mogli wpłacać pieniądze.
Do dnia dzisiejszego nie zrobiła nic, aby choć trochę przyspieszyć
wyzdrowienie własnego dziecka.
Nie mogę tego pojąć i nie umiem odpowiedzieć na pytanie czego tak na prawdę
te matki chcą. Czy chcą mieć zdrowe dziecko, czy mieć je jak najdłużej przy
sobie i doprowadzić do takiej niewydolności krążeniowej, która spowoduje
upośledzenie mózgowe? Czy ta druga mama chce tylko zebrać pieniądze na jakieś
bliżej nieokreślone cele? A jeśli kiedyś, ktoś to odkryje, to jak ludzie
zaufają innym rodzicom proszącym o pomoc w ratowaniu ich dzieci??
Moim zdaniem powinniśmy zrobić wszystko, aby nasze dzieci były zdrowe, a
szczególnie, jeśli pomoc mamy na wyciągnięcie ręki.
Serdecznie pozdrawiam wszystkie maluszki z chorymi serduszkami, życząc im,
aby jak najszybciej mogły cieszyć się ze szczęśliwego dzieciństwa, a
wszystkim mamom tych dzieciaczków z całego serca życzę odwagi, wiary w Boga i
w to, że dzięki Niemu ich dzieci będą zdrowe oraz wytrwałości.
Agnieszka Poneta - mama Julii