Dodaj do ulubionych

chinski syndrom ;)

15.03.05, 10:11
Dziewczyny, czy nie uwazacie, ze to juz zakrawa na paranoje? Chinczycy,
ziola, rosoly... a moze spalimy jakas czarownice? wink ja rozumiem, ze forum
duzo zniesie, ale blagam, niech to bedzie w jednym watku, konkretnie, bez
klotni i msciwych postow. mysle, ze temat nie jest wart az takiego
zamieszania. dziekuje.
Obserwuj wątek
    • beciaw2 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 10:41
      Leczyć alergie chce każda z nas, dobrze wiedzieć o wszelkich stosowanych
      metodach i ich rezultatach. Można potem z czegoś wybierać.Ale racja za dużo
      tych wątków o rosole, ktoś nowy jak wejdzie na forum nie dostrzerze nic innego.
      Także proszę o nietworzenie nowych wątków na ten temat, tylko dołączanie do już
      istniejących. I o szacunek dla innych i ich poglądów. Tak się nazywa
      tolerancja, proszę szanownych Pań.
      Beata
    • izado Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 11:02
      Prawde mówiąc zaskoczyłaś mnie tymi słowami. Wątki, o których piszesz nie są
      zakładane przez jedną osobę, tylko przez różne - ludzie chcą sie czegoś
      dowiedzieć. Podobnie jak w przypadku tony watków wałkowanych dookoła i
      zakładanych co chwilę, wkoło o tym smaym - co jeśc, czym smarowac itd. I to
      jest na miejscu, a tamato pierwsze Ci przeszkadza? Nie wspomnę juz o wątkach,
      typu "do patyski", czy "do pani x", w ktorych jedyne co jest to
      słowa "napisałam do Ciebie na prive, "odebrałam" itd, a w których Ty bierzesz
      czynny udział. Takie śmieci też są w porządku? Ciekawe dlaczego???

      Iza.
      • beciaw2 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:45
        Iza, nie denerwuj się. Ja na prawdę nic do Ciebie nie mam, a twoje poglądy w
        części sama podzielam. A czasami trzeba napisać na priv, żeby nie być
        posądzonym o kryptoreklamę. Jak dobrze pamiętam zdażyło mi się to raz i
        chodziło o wymianę leku. Nikomu to mam nadzieję nie przeszkadzało i nikogo nie
        obraziło. Natomiast tworzenie wątków tylko po to by sobie nawtykać i nawzajem
        poobrażać jak dla mnie szkodzi bardzo atmosferze tego forum. Zaglądam na to
        forum alergie dziecięce nie tylko po wiedzę, także dlatego, ze mogę tu znaleść
        życzliwość i zrozumienie, którego bardzo mi brakuje w moim środowisku.
        Forum służy wymianie poglądów, ale jak tu wyraźić swój pogląd jeśli można za to
        oberwać epitetami. Ty o tym wiesz dobrze. Dlatego, po prostu, proszę o
        pościągliwość i tolerancje. Podobno jesteśmy bardzo tolerancyjnym narodem....
        Z pozdrowieniami
        Beata
        • izado Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:57
          beciaw2 napisała:

          > Iza, nie denerwuj się.

          Nie denerwuje się smile Gdybym ja się zdenerwowała to wyglądałoby to duuuużo
          gorzej - mój Mąż może coś na ten temat powiedzieć wink

          > Natomiast tworzenie wątków tylko po to by sobie nawtykać i nawzajem
          > poobrażać jak dla mnie szkodzi bardzo atmosferze tego forum.

          Z tym się zgadzam w całej rozciągłości, dlatego juz pzrestałam w ogóle reagowac
          na teksty tego typu skierowane do mnie (właściwie przez tylko jedną osobę),
          ignoruję je.
          To co napisałam powyżej to dlatego że zrozumiałma raczej że Patysce nie
          odpowiada "powtarzalność" watków o tematyce związanej z Chińczykiem, a nie
          watków, o których piszezs.

          Iza.
    • izia30 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 11:29
      nie wiem dlaczego pani izado znowu atakuje, tym razem zupełnie bezpodstawnie.
      jeszcze wrócę do rosołu. podkreślę jeszcze raz to jest bardzo wartościowa zupa,
      i smaczna na dodatek, i myślę ze nikomu nie zaszkodzi 2-3 razy w tyg, jak ktoś
      lubi, ale nie codziennie. i wrócę jeszcze raz do tłuszczów, są one potrzebne
      każdemu człowiekowi, dzieciom szczególnie, bo poprawiaja a wręcz umożliwiają
      wchłanianie witamin, regulują pracę jelit, są dostarczycielem energii i ciepła
      itd. przyczyniają sie także do zdrowia i wyglądu skóry, włosów paznokci itd.
      wchodzą w skład hormonów sterydowych i nie tylko, substancji przekażnikowych
      itd. ostatnio dowiedziałam sie ze aby dowiedzieć się ile tłuszczu potrzebuje
      twoje dziecko dobowo trzeba jego wagę pomnożyć przez trzy i wyjdzie w gramach,
      około. to całkiem duzo. przez myśl mi nie przyszło odpowiadajac na kolejne posty
      ze wasze dzieci moga mieć ich ograniczoną ilość w pokarmie. byc może stad
      właśnie problemy ze skóra i stad poprawa po tłustym rosole.
      dalej uwazam ze diagnoza alergia pokarmowa jest w 90 procentach przypadków
      niczym nie uzasadniona, stawiana bo jest najłatwiejsza : pani dziecko ma
      pokarmówke, i bujaj sie kobieto szukaj, wprowadzaj rygorystyczną dietę która w
      zasadzie niczego nie zmienia na lepsze a tylko szkodzi bo młody organizm
      intensywnie rozwijający sie potzrebuje do prawidłowego funkcjonowania prawidłowo
      skomponowanej diety.
      i jeszcze raz proszę nie odstawiajcie na własna ręke leków astmatycznych, bo
      rosołek pomaga (przez 2 tygodnie) bo efekt mloże być straszny. wczoraj mnie
      trochę poniosło, nie mam żadnych uprzedzen rasowych ani innych, każdy moze
      myslec po swojemu, ale nie uważam ze każdy ma prawo postępować z dzieckiem jak
      mu się podoba, bo to za daleko mozna interpretowac, dziecko nie jest wyłącznie
      własnościa rodziców, nie jest przedmiotem ani zwierzątkiem, więc jeszcze raz
      apeluję do zdrowego rozsadku.
      i jeszcze jedna myśl, każdy przysmak, wałkowany zbyt długo i czesto przestaje
      smakowac, po 2-3 mcach karmienia wyłącznie rosołem dziecko będzie go miało dość
      na całe życie, i co wtedy?
      • tolka3 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 11:41
        izia30 tu już lepiej smile Dla mnie te wszystkie wątki rosołowe były o tyle cenne,
        że po pierwsze uświadomiłam sobie, że moje dziecko ma za mało tłuszczów
        zwierzęcych w diecie (tak tak, ale co tu się dziwić, skoro ze wszystkich stron
        słyszy się, że mięsko tylko chyde, wywarów absolutnie nie (w to akurat nie
        wierzyłam), tego nie, tamtego nie, żadnego smalcu), po drugie, oleje roślinne,
        wszelkie masła roślinne, margaryny itd. poszły u mnie w odstawkę. Rosołu
        wprawdzie w mojej diecie nigdy nie brakowało, w dziecka jednak tak. Od jakiegoś
        czasu rodzinka natomiast wie, że tłusta kura, gęś czy inna kaczka z dobrego
        źródła jest u mnie mile widziana. Co do ilości zakłądanych wątków, ja nie lubię
        czytać tasiemców, już wolę zajrzeć do nowopowstałego wątku rosołowego (zaglądam
        do wszystkich smile), dlatego mi akurat nie przeszkadza ilość. Wręcz przeciwnie,
        pasuje mi bardzo.
        • kruffa Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 11:51
          To szczęśliwa z ciebie kobita smile)
          Ja własnie z powodu karmienia mnie w dzieciństwie rosołkiem z tłustych kurek od
          prawie 20 lat nie wzięłam tej zupy do ust. Jak sobie przypomnę te rosołki to mi
          się dotąd słabo robi. smile) Do tego stopnia, ze jak mąż chce zjeść rosół to albo
          musi poprosić którąś z naszych matek, albo sam sobie gotuje. No, czasami niania
          się nad nim ulituje smile)

          Kruffa
          • tolka3 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:06
            No widzisz, jacy mądrzy rodzice? wink Faszerowali Cię rosołkiem i...
            znienawidziłaś go. Mam nadzieję, że mojemu dziecku aż tak on nie zbrzydnie, ale
            ja na rosole wszystkie zupy gotuję, więc monotonne to nie jest. A zupy to u
            mnie podstawa diety.
          • izado Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:12
            A ja nie widzę powodu by moje dziecko miało znienawidzić rosół, bo bardzo
            rzadko robię go jako "czysty" rosół. Zwykle jest to po prostu zupka (teraz
            marchewkowa, kalafiorkowa, brokułowa), tyle, że na tłustym rosole. Ty chyba też
            jadasz zupey i nie podejrzewam, że z torebki i chyba Ci się nie nudzą? smile
            Chyba, że zup nie ma u Was w ogóle.

            Iza.
            • kruffa Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:25
              Za zupami nie przepadam, a szczególnie za takimi na mięsie. O zupach
              na "kościach" już nie wspominam. Ogólnie uważam je za niezdrowe.
              Bardzo natomiast lubię zupki na wywarach warzywnych - takie śmieciówki smile

              Kruffa
              • monaluiza Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 13:22
                > O zupach na "kościach" już nie wspominam. Ogólnie uważam je za niezdrowe.

                Uważasz czy wiesz,że są niezdrowe ? Jeśli są niezdrowe to dlaczego ?

                Mona
                • beciaw2 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 14:25
                  Pytanie było do Kruffy, ale ponieważ mam podobne zdanie, wyjaśnię dlaczego.
                  Jeżeli gotujesz zupę na kościach eko-zwierzaka to nie ma sprawy. Natomiast
                  jeśli nie znasz pochodzeni zwierza z którego kości pochodzą- odradzam. W szpiku
                  kostnym i tkankach go podtrzymujących gromadzą się pozostałości po wszelkich
                  środkach chemicznych jakimi zwierzę nafaszerowano. To taki drugi magazyn, po
                  wątrobie, wszelkich substancji nadprogramowych i szkodzących organizmowi.
                  Ponadto jeśli zwierze narażone było na stałą ekspozycję związków ołowiu, to
                  został on wbudowany w strukturę kości rosnącego organizmu, obok wapnia. Część z
                  tych substancji jest rozpuszczalna w wodzie i przechodzi podczas gotowania do
                  wywaru. Oczywiście, bez przesady, jak ze wszystkim. Staram się kupować drób w
                  miarę pewnym miejscu i gotuję rosół z całej kury, nie skubię mięsa.
                  • monaluiza Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 15:02
                    beciaw2 napisała:

                    > Pytanie było do Kruffy, ale ponieważ mam podobne zdanie, wyjaśnię dlaczego.
                    > Jeżeli gotujesz zupę na kościach eko-zwierzaka to nie ma sprawy. Natomiast
                    > jeśli nie znasz pochodzeni zwierza z którego kości pochodzą- odradzam. W
                    szpiku
                    >
                    > kostnym i tkankach go podtrzymujących gromadzą się pozostałości po wszelkich
                    > środkach chemicznych jakimi zwierzę nafaszerowano. To taki drugi magazyn, po
                    > wątrobie, wszelkich substancji nadprogramowych i szkodzących organizmowi.
                    > Ponadto jeśli zwierze narażone było na stałą ekspozycję związków ołowiu, to
                    > został on wbudowany w strukturę kości rosnącego organizmu, obok wapnia. Część
                    z
                    >
                    > tych substancji jest rozpuszczalna w wodzie i przechodzi podczas gotowania do
                    > wywaru. Oczywiście, bez przesady, jak ze wszystkim. Staram się kupować drób w
                    > miarę pewnym miejscu i gotuję rosół z całej kury, nie skubię mięsa.



                    No tak... to jest raczej znany problem. Z tym, że dojdziemy w ten sposób do
                    tego, że spożywanie warzywek to właściwie też jest bardzo,a pewnie jeszcze
                    bardziej niezdroweniż zupy na kościach.

                    Zwierzę ma jednak jakieś mechanizmy uzdatniania lub wydalania substancji
                    toksycznych poprzez układy wydalnicze czy też detoksyfikujące jak np. wątroba
                    czy nerki. Roślina czegoś takiego nie ma sad a wiec, KAŻDE świństwo chemiczne
                    które sobie w nia wejdzie pozostaje tam już na amen. Najlepszym "zbieraczem"
                    toksyn jest zwykła sałata zielona, którą tak często jadamy, bo... to takie
                    zdrowe sad. Ja pozostanę jednak przy zupach na kościach smile)

                    Mona
                    • tolka3 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 15:27
                      A ja pozostaję przy zupach na mięsie wink Zawsze gotuję na mięsie, na kościach
                      bardzo rzadko, ale to z tego powodu, że lubię mięcho z zupy, a z kości to
                      jedynie mój pies miałby radochę smile
          • patyska Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:13
            a ja w ciazy zapijalam sie rosolkiem, a Jeremi i tak ma alergie wink i ja tez
            nadal wink
            • izado Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:42
              Nie żebym chciała namawiać kogokolwiek do czegokolwiek i przekonywac, że to ma
              sens, ale żeby nie wpkradło sie nieporozumeinie czy niścislośc napiszę, ze
              rosół to nie wszytko. Oprócz niego (a ścislej tłuszczu w nim) należy w dużo
              szerszym zakresie zmienić nawyki żywieniowe dziecka lub swoje.

              iza
              • kruffa Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 13:01
                Tylko, że jak się popatrzy dookoła to można się lekko pogubić. Ze znanych mi
                teorii żywieniowych (tych polecanych) są:

                1. dieta "twojego" Chińczyka - tłuszcze, zioła itp
                2. moja szwagierka (silna alergia pokarmowa w wieku dorosłym) leczy się też u
                Chińczyka - ma zabronione jedanie mięsa (z wyłączeniem ryb), nabiału (jedynie
                masło jest jeszcze ok), jej dieta bazuje na zbożach, warzywach i tłuszczach
                roiślinnych i oczywiście ziołach. Oczywiście nie ma mowy o żadnej chemii. Do
                tego akupunktura. O ile kefir lub jogurt naturalny jest jeszcze ok, to mięso to
                już trucizna, o zupach na rosole już wogóle nie wspominam - wg tego Chińczyka.
                Na jej alergię taka dieta robi rewelacyjnie, jej organizm doszedł do równowagi,
                a było już z nią naprawdę kiepsko.
                3. dieta makrobiotyczna - mi chyba najbliższa - znam wiele osób ją stosujących,
                w tym osoby chore na astmę - w ich przypadku działała rewelacyjnie. W ramach
                tej diety jest równiez dieta oczyszczająca warzywno-owocowa - przyznaję, że na
                mnie jak również znane mi osoby zadziałała rewelacyjnie - pomagała nie tylko na
                dolegliwości fizyczne, ale równhież pomagała w przywróceniu równowagi
                psychicznej.

                To sa tylko 3 przykłady "sposobów" odżywiania się. Każdy z nich pomaga na te
                same schorzenia...

                Kruffa
    • kerstink Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:01
      Mi to akurat tez nie przeszkadza, i tak wszystkiego nie dam rady czytac. Ale tak
      apropos chinskiego syndromu, to sie zastanawiam, jak chinskie restauracje maja
      sie do dietetyki chinskiej - czy ktos sie orientuje w tym temacie ? Czy to
      mozliwe, ze jedno i drugie to 2 odrebne sprawy ?
      K.
      • kruffa Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:14
        Oj chyba niewiele smile)
        Kiedyś byliśmy z małżonkiem pod wrażeniem przygotowywania dania - na naszych
        oczach, a właściwie przed nami. Smakowało nam i spytałam co do za przyprawa,
        którą kucharz tak namiętanie dodaje. Dostałam odpowiedź - taka specjalna
        chińska uncertain. Widziałam jak wyglądała - przypominała sól. No i zaczełam szukac
        w sklepach specjalistycznych. Jak w końcu znalazłam to myślałam, że padnę z
        wrażenia i ze śmiechu, bo był to ...... czysty glutaminian sodu smile))
        Pani w sklepie powiedziała, iż zaopatruję się u niej głównie chińczycy,
        wietnamczycy itd na własne potrzeby. smile))

        Kruffa
      • tolka3 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:20
        Pracuję z Chińczykami, bywam z nimi w chińskich restauracjach, więc powiem, jak
        to jest. Restauracje chińskie mają się tak do chińskich, jak pewnie polskie do
        polskich w Chinach. Nawet te prowadzone przez Chińczyków. Chodzi o smak
        oczywiście, głównie ze względu na użyte składniki pewnie. Co do dietetyki
        chińskiej, w restauracji dostaniesz najpopularniejsze dania, potrawy, z których
        dany kraj słynie (polecam kaczkę po pekińsku - mniam!smile). Raczej nie króluje
        tam tłusty rosół z żółtkiem smile Ale po prostu rosół (może w polskich-chińskich
        restauracjach nie chcą przesadzać z tym tłuszczem?. Owoców rzeczywiście jest
        jak na receptę, słodyczy generalnie mali chińczycy (duzi zresztą też) nie
        jadają zbyt wiele, zamiast tego suszone owoce, owoce kandyzowane, cukierki z
        dyni na przykład. Mnie natomiast zadziwił fakt, że kobieta w połogu ma
        niesamowicie ograniczoną, a głównym jej składnikiem jest zupa z ryżu, a raczej
        woda po ugotowanym ryżu (dokładnie nie pamiętam, bo słyszałam o tym jeszcze
        zanim moje dziecię się urodziło, więc średnio mnie to interesowało). Ale
        podpytam i napiszę. Oczywiście nie jest tak pewnie w całych Chinach...
    • izia30 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:13
      to już tak do zanudzenia wszystkich. nie tylko rosołkiem człowiek zyje, mozna
      dać dziecku masełko, do zupki dodać oleju (juz na zimno), zupkę ugotować na
      tłustym mięsku, czy dać kawałeczek tłuściutkiej szyneczki. pozdrawiam
      • tolka3 Re: chinski syndrom ;) 15.03.05, 12:24
        No to oczywiste smile Moje dziecko już po tygodniu odmówiłoby pewnie rosołku,
        gdyby go codziennie dostawało. Zupki, szynki, schabiki czy inne pulpety na
        szczęście uwielbia i nie zamierzam jej tego szczędzić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka